sobota, 26 grudnia 2015

Od Touki cd Kenai'ego

Po odprowadzeniu basiora, poszłam prosto do swojej jaskini, czułam narastające zmęczenie. Powieki mimowolnie mi się zamykały, więc nie zdziwiłabym się, gdybym zasnęła gdzieś pod starym pniem.
-Aaa..-ziewnęłam.
Weszłam do jaskini, posprzątałam filiżanki, schowałam herbatę. Poszłam do łazienki, umyłam się i skierowałam w stronę sypialni. Ułożyłam się na legowisku i zasnęłam.
Śniła mi się moja wataha, jeszcze zanim ja nią rządziłam. Mama i tata byli radośni, tak jak pozostali członkowie watahy. Nagle sen przeobraził się w koszmar, cały obraz szczęśliwego królestwa przerwała jedna rzecz - wojna. Natychmiast się obudziłam, cała spocona głośno oddychałam. Po chwili, nabrałam głębszych oddechów i próbowałam się uspokoić. Nie mogłam..Wspomnienia z dzieciństwa w śnie były na tyle wyraźne, że nie mogłam ich wymazać, kiedy zamykałam oczy.
Wyszłam na dwór, zimowa noc otuliła mnie chłodnym powietrzem. Poszłam w stronę jeziora, tam uspokajałam się, podejmowałam decyzje i myślałam. Moja oaza jak zwykle o tej porze była opustoszała, oczywiście poza nocnymi żyjątkami. Rozsiadłam się wygodnie i spojrzałam w górę. Na niebie świecił ogromny księżyc. Oświetlał całą watahę, poczułam się bezpiecznie. Kiedy już się uspokoiłam, wróciłam do jaskini i zasnęłam.
***
Po ciężkiej nocy, niewyspana i zmęczona zmusiłam się by wstać z łóżka. Zjadłam śniadanie i ruszyłam na obchód watahy tak jak co dzień. Kiedy dotarłam na skraj lasu zauważyłam, Kenai'ego. Nie miałam ochoty na rozmowę z nim lecz nie miałam pomysłu jak go wyminąć.
-Hej Touka! - zawołał.
-Cześć. -powiedziałam sucho i szorstko, prawie jak zwykle.
-Widzę, że coś nie w sosie, szkoda bo taka ładna pogoda..
Spojrzałam na bezchmurne niebo.
-Owszem.
-Coś się stało? -powiedział spoglądając na mnie przejmującym wzrokiem.
-Nie, nic. Muszę już iść..-powiedziałam po czym chwiejąc się na nogach poszłam przed siebie.
-Tak bez pożegnania? - wzruszył ramionami.

<Kenai?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz