wtorek, 19 kwietnia 2016

Od Ygritte do Cervos'a

- Proszę, nie gaśnij - pisnęłam przerażona do słabego płomyka w ognisku, który był moją ostatnią nadzieją na wysuszenie sierści. Silny podmuch wiatru wpadł do małej groty i zabił tlące się światełko.
Kolejny huk przeszył okolicę. Deszcz wleciał do jamy pod obalonym drzewem, dobitnie dogaszając martwe ognisko i jeszcze bardziej mocząc moją sierść. Niezadowolona wyrzuciłam na zewnątrz wszystkie patyki jednym uderzeniem łapy, po czym skierowałam się do samego końca jaskini. Na zewnątrz szalała iście wściekła burza, a do tego panował zmrok. Rzeka wirowała w swoim korycie, co jakiś czas rozbijając się o brzegi z chlupotem. 
Otrząsnęłam się z wody, zanim ciężko upadłam na wilgotne podłoże. Jama była zbyt mała, bym mogła rozłożyć się tam wygodnie, dlatego zwinęłam się w kłębek, chowając głowę w przednich łapach. Wyrastająca z nich kolorowa sierść połaskotała mój nos, po czym rozbłysła mocnym światłem. Uśmiechnęłam się blado, jedną nogą wchodząc już do krainy snów. 
Po kilku minutach już prawie zasypiałam, lecz w tym samym momencie do groty wpadły promienie słońca. Burknęłam niezadowolona, podnosząc się niechętnie z ziemi. Coś przemknęło obok wejścia do jamy, więc przestraszona odskoczyłam do tyłu. Ygritte, to mógł być tylko zając. Naprawdę duży zając.
Otrzepałam się z piachu i wychyliłam łeb na zewnątrz. Tym razem coś wielkiego przeleciało nad moją głową. I to coś miało poroże.
Z powrotem cofnęłam się do środka. Czułam, jak moje serce bije z prędkością światła, czego, choć bardzo chciałam, nie mogłam zmienić. Wzięłam kilka głębokich wdechów, ale nie przyniosły one wiele. 
Dalej, Ygritte, wychodź. Raz, dwa, trzy...
Wybiegłam z jamy i popędziłam przed siebie. Łeb pochyliłam, aby rogi torowały mi drogę. Wbiłam wzrok w podłoże, dalej pędząc przed siebie. Najpierw pokonałam błękitna rzekę, a potem już tylko runo leśne. Dlaczego więc miałam ochotę płakać i uciekać z podkulonym ogonem, gdzie sól rośnie?
W pewnym momencie poczułam, jak uderzam porożem w coś dość twardego, lecz nie był to kamień ani drzewo. 
- Au! - usłyszałam tylko, zanim potknęłam się o własne łapy. Zaryłam pyskiem o glebę. Moja ofiara przeleciała kawałek, po czym również upadła na ziemię.
O, nie, nie, co ja narobiłam?! Może to był wilk z jakiejś watahy?!
Podniosłam się tak szybko, jak tylko pozwoliły mi na to obolałe kości. Nie zważając na wszystkie rośliny, które zdążyły się do mnie przyczepić, podeszłam do wilka.
Basior był prawie cały brązowy, jedynie w niektórych miejscach ten kolor ustępował białemu lub czarnemu. Miał również poroże, jednak wyglądało jak poroże jelenia. Wielkie skrzydła w kolorach jego sierści zgięły się, tworząc ochroną barierę wokół jego ciała.
- N-nic ci nie jest...? - wydukałam przerażona. Jedna z jego łap drgnęła lekko, więc cofnęłam się szybko. Potem jednak znów stanęłam w tym samym miejscu. Basior mruknął coś cicho, po czym powoli otworzył oczy i spojrzał na mnie. Jakby z niechęcią, lecz dostrzegłam w jego pomarańczowych ślepiach strach.
- W-wszystko ok-okej? - wydusiłam z siebie, gdy wilk podnosił się ostrożnie z ziemi. Kiedy zwrócił wzrok w moja stronę i nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy, szybko spojrzał na coś innego. Po chwili stanął prosto, rozprostowując wielkie skrzydła. 
- Chyba... - mruknął cicho. Zmierzył mnie szybko wzrokiem, po czym ruszył gdzieś w głąb lasu, nie zwracając na mnie uwagi.
- Zaczekaj! - otrząsnęłam się i puściłam pędem za nim. Wilczur zerknął na mnie katem oka, nie zatrzymując się. - Jest tutaj wataha?
- Zaprowadzę cię... - tu na moment ucichł i przyśpieszył kroku. Poruszył nerwowo ogonem - do alfy.
- Och.. dzięki - powiedziałam. Do końca wędrówki szliśmy w ciszy, która wydawała się być dziwnie nieprzyjemna. Wkrótce zatrzymaliśmy się przed dość obszerną jaskinią, z której po chwili wyłoniła się smukła, czarna wadera.
Alfa. 
Po krótkiej wymianie zdań Touka przydzieliła mi stanowisko.
- Cervos'ie, mógłbyś oprowadzić Ygritte po terenach watahy? - zapytała łagodnie, spoglądając na rogatego basiora. Również przeniosłam na niego wzrok moich białych ślepi.
W oczach Cervos'a pojawiła się niepewność, zakłopotanie i chyba niechęć. Przełknął nerwowo wzrok.

<Cervos?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz