Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Touka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Touka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 kwietnia 2016

Od Touki cd Kasumi'ego

-Co może jednak? -powiedziałam śmiejąc się.
-No zmyje się.
-Idź zobacz jak wyglądasz. -wskazałam taflę wody.
Basior grzecznie poszedł do wody i przyglądał się sobie, po pewnym czasie długo nie wracał, najwyraźniej się zamyślił. Do głowy przyszła mi świetna myśl ,,Ciekawe co zrobi, kiedy wyrwę go z odrętwienia''.
Podeszłam cicho do niego, basior miał zmartwioną minę, chciałam już zrezygnować, lecz dalej twardo brnęłam. Wyglądał tak, jakby zobaczył ducha, albo ten duch był wewnątrz niego. To było dziwne. Spojrzałam na basiora i po chwili wepchnęłam go do wody, dopiero wtedy zauważył co się w ogóle dzieje.
-Pfu! -powiedział odrętwiały, jednocześnie wypluwając wodę. -Khemm! -odkaszlnął.
Natomiast ja przyjęłam dziwnie zgiętą pozycję i śmiałam się najgłośniej jak potrafiłam.
-Z czego się śmiejesz? I za co to! - powiedział wychodząc z wody, a ja dalej się śmiałam. Trwało to tak z dobre 5 minut. Kiedy już się uspokoiłam wyjaśniłam basiorowi powód mojego czynu:
-Stałeś tak zamyślony, myślałam że zasnąłeś na stojąco. -skrzywiłam się. -Lecz.. potem zauważyłam, ze miałeś dziwnie zmartwioną twarz. Coś się stało?
Basior przełknął ślinę po czym zaprzeczył. Zmierzyłam go wzrokiem, po czym wzruszyłam ramionami w końcu nie mogłam wchodzić ze swoimi brudnymi łapami w czyjeś życie. Jeżeli Kas będzie potrzebował pomocy na pewno mi o tym powie, z resztą na zapas go o tym zapewnie.
-Kas.
-Tak? -zapytał jedząc kanapkę.
-Wiesz, że możesz na mnie liczyć? -powiedziałam patrząc na niego uważnie.
-Tak, a przynajmniej tak myślę. -powiedział nieco zakłopotany.
-I, że możesz przyjść do mnie zawsze, nawet w środku nocy by się wyżalić? -skwitowałam.
-Em..teraz już tak, dzięki.
Spojrzałam na horyzont. Niebo powoli już zachodziło, czułam się tak beztrosko. Ahh kocham zachody słońca..
Kiedy nadszedł zmierzch, odprowadziłam basiora do jaskini, wręczając mu koszyk dalej pełen jedzenia. W gruncie rzeczy nawet połowy tego co przygotowałam nie zjedliśmy, może piknik miał być przygotowany na więcej osób. Nie wiem.
-Tutaj masz koszyk.
-Ależ nie trzeba. - powiedział Kas.
-Bierz, nie marudź, przyda ci się, w końcu najpierw masa potem rzeźba. -zażartowałam.

<Kas? >

niedziela, 17 kwietnia 2016

Od Touki cd Cervos'a

-Widzę, że nie jesteś zbyt rozmowny. -powiedziałam patrząc na niego.
Basior czuł mój wzrok, stał i patrzył na mnie skrępowany, nie wiem dlaczego. W każdym razie postanowiłam nie być próżna i zagaiłam temat do rozmowy:
-Emm. I jak,  podoba ci się w watasze? Widziałeś wszystkie tereny?
-Owszem, dosyć tu ładnie. -powiedział patrząc w ziemie.
Super. Unika kontaktu wzrokowego, mam nadzieję, ze chociaż w walce nie jest taki ''cichy'' i ''tajemniczy''.
-Widzę, że ulokowałeś się koło wodospadu. -powiedziałam wąchając teren.
-Zgadza się.
Przewróciłam oczami, nie wiedziałam czy dalej opłaca mi się ciągnąć tę rozmowę, skoro basior tylko odpowiada mi półsłówkami. Dobra..Ostatni temat, może się otworzy?
-Słuchaj, a może chciałbyś, żebym oprowadziła cię, po naszej watasze? -powiedziałam patrząc na niego i uśmiechając się szczerze. -Przy okazji moglibyśmy coś upolować i może dałbyś pokaz magii? -zapytałam.
<Cervos? >

wtorek, 12 kwietnia 2016

Od Touki cd Kas'a

Było już południe, ja jak to ja, przyszłam nieco wcześniej, rozłożyłam się na trawie i czekałam na basiora. Miałam nadzieję, że przyniesie koc, choć na tym grubym mchu wcale nie było aż tak źle. Odchyliłam głowę do tyłu by zobaczyć piękne, bezchmurne niebo. Ahh bajka. Usłyszałam lekki powiew wiatru, mając nadzieje, że to Kas wstałam i oparłam się o koszyk. Niestety fałszywy alarm, ów szum to przebiegający zając.
-Właściwie co ja tu zapakowałam hmm...-powiedziałam sama do siebie, jednocześnie zaglądając na dno koszyka. -Kanapki z dżemem porzeczkowym są, oranżada jest, herbatniki czekoladowe są..Ciasto z bakaliami jest, rybka..- zamknęłam koszyk i uśmiechnęłam się do siebie.
Spojrzałam badawczo na spadającą wodę, w promieniach światła zdawać by się mogło, że to jakaś magiczna brama, przenosząca w inny wymiar. Kocham to.
Czekałam i czekałam..Siedziałam leniwie opierając się na koszyku. Nagle poczułam jak coś wbija sie pazurami we mnie i przygniata mnie od tyłu. Z trudem złapałam dech. To był Kas, ten mały żartowniś.
Kiedy złapałam dech w piersiach krzyknęłam ze złością:
-KASS!!
Basior zaśmiał się i trochę zelżył z ucisku. Postanowiłam to wykorzystać i tym razem to ja wdrapałam się mu na plecy.
-Uff.. uwolniłam się od okupanta. -sztachnęłam się świeżym powietrzem.
-Dobra, dobra możesz już zejść. Co masz w koszyku? -powiedział przyciągnięty zapachem okonia.
-A no różne rzeczy, mam nadzieje, że ci zasmakują. -uśmiechnęłam się i usiadłam na mchu i otworzyłam koszyk rozpoczynając w ten sposób naszą wiosenną ucztę.
<Kas? :) >

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Od Touki cd Kas'a (spóźnione)

-Przestań, każdemu innemu wilkowi pomogłabym tak samo. -skrzywiłam się. -W końcu taki mój obowiązek, Alfy.
-Ehm, ta.
-Jest już późno, pozwól że pójdę już do siebie. -powiedziałam uśmiechając się.
-Dobrze..Eee Touko, dziękuje jeszcze raz.
-Już mówiłam nie ma za co.
Miałam już wychodzić z jaskini basiora, kiedy na myśl przyszedł mi nagle pomysł.
-Kas, masz plany na jutrzejszy dzień?
-No muszę trochę posprzątać i ogarnąć trochu jaskinie.
-E tam, to nie zając, nie ucieknie. Widzimy się jutro w południe nad wodospadem! Nie zapomnij koca i okularów! Zapowiada się letni piknik. -powiedziałam rozpromieniona.
-A co z koszykiem?
-Tym się nie martw, prowiantem zajmę się ja. -mrugnęłam do niego oczkiem i wyskoczyłam z jaskini  jak piorun.

<Kas? Gotowy na piknik? >
Ps. sorki za straaaszne spóźnienie!

wtorek, 29 marca 2016

Od Touki cd Nataniela

Spojrzałam na basiora łagodnie i przyjaźnię, chwilę popatrzyłam na horyzont po czym odezwałam się do niego:
-Moja wataha cierpi na brak wilków, dlatego przyjmę cię z otwartymi ramionami. Mam na imię Touka i chętnie oprowadzę cię po terenach, potem coś zjemy..Hmm a potem poszukamy ci jaskini, co ty na to? -uśmiechnęłam się, a basior zaniemówił. -No co?..A może najpierw coś zjemy?
-Tak, to dobra opcja.
***
Poprowadziłam basiora nad wodospad, ponieważ uznałam, że ryba to dobry obiad.
-Lubisz owoce morza?
-Mhm.
-Tsa...Widzę że nosisz bandaże, jesteś wojownikiem prawda? -spojrzałam na niego, to na siebie.
-Owszem, czasami trzeba zawojować..
-Może później odegramy partyjkę? -rzuciłam wyzwanie, lecz basior nie odpowiedział.
Przewróciłam oczami i szłam nie odzywając się do niego, nie chciałam być nachalna dlatego trzymałam buzię na kłódkę. Gdy dotarliśmy już nad wodospad, wskoczyłam do wody i wyciągnęłam przeróżne małże, skorupiaki i ryby. Położyłam je na kamienny talerz i skinęłam łbem w stronę basiora na znak, żeby się częstował.
-Smacznego panie nie rozmawialski.
Uczta była przednia oboje najedliśmy się do rozpuku, ułożyliśmy się wygodnie na plecach i patrzyliśmy na niebo.
-Możesz mi powiedzieć trochę osobie? -powiedziałam delikatnie..może tym razem mi odpowie.
< Nataniel? >

Od Touki cd Rinermai'ego

Przełknęłam ślinę i spojrzałam na basiora wzrokiem pełnego sarkazmu i wyrzutu. Basior nie czekając dłużej na moją odpowiedź odpalił papierosa i zaciągnął się cuchnącym dymem. Dym wleciał mi do nozdrzy a na sam jego zapach zachciało mi się zwrócić. Odkaszlnęłam zaciekle, podeszłam chytrze do basiora, wyrwałam mu peta z buzi i rzuciłam na ziemię przydeptując.
-Otóż nie. -powiedziałam sarkastycznie się uśmiechając.
-Phi, jak mogłaś wyrzucić mojego najlepszego papierosa, ja cię tu ładnie częstuje, a ty takie rzeczy. Pójdę zaraz do Alfy tej watahy i się skończy. -skwitował.
-Co się skończy?
-Dzień dziecka.
-Ojj, drogi Rinermai..do alfy ta?
-Ghr..
-Ta alfa stoi przed tobą! -powiedziałam wskakując na kamień i patrząc na niego krytycznie.
Basior przełknął ślinę, przewrócił oczami i podszedł do skały. Podał mi szarmancko łapę i powiedział:
-A więc przepraszam Touko, za moje burackie zachowanie, to się więcej nie powtórzy? -powiedział pół żartem, pół serio.
-Nie mam ochoty patrząc jak las, łąki i pola palą się przez twój niedopałek basiorze.
-Ależ dlaczego miałyby się zapalić?
-Bo rozrzucasz je gdzie popadnie, tu wśród fauny i flory nie ma miejsca na chemikalia i trucizny. Radzę ci to przemyśleć, a teraz chodź..Musimy znaleźć ci jakąś jaskinię. Niedługo nadejdzie zmierzch.
***
Razem z basiorem pokierowaliśmy się w stronę bagien. Rine chciał mieć mroczny klimat, stąd taka decyzja by jego jaskinia znajdowała się przy granicy z Zakazanymi Terenami. Z początku nie pochwalałam tej decyzji, lecz basior się upierał więc w końcu się zgodziłam.
-Jesteśmy na miejscu, w pobliżu są dwie jaskinie, więc masz wybór.
-Och.
Poszliśmy rozejrzeć się do 1 jaskini, była to kamienna jama, w szerz porośnięta mchem i inną bagienną roślinnością.
Druga jaskinia zaś, była nieco w formie szałasu szamana. Parę drzewek, torfowiska i mała przytulna jama.
-I co sądzisz? Spodobała ci się któraś? -powiedziałam idąc w stronę jakiegoś mniej mrocznego terenu.
<Rine? >

środa, 24 lutego 2016

Od Touki cd Kasumi'ego

-Niech pomyślę...Brr, wydaje mi się, że brzozy nie mam, ale taki ciepły, jasny bukowy komplecik by się znalazł.
-Brzozowy byłby najlepszy, no ale skoro nie ma go na stanie, to może skuszę się na tego buka.-stwierdził.
-Buk nie jest wcale taki zły. -jęknęłam.- Moja Beta, Stella w swojej jaskini ma bukową podłogę i bukowe meble, które świetnie się komponują. -uśmiechnęłam się.
-Domyślam się, rozmyślałem również nad bukiem. No cóż, nie ma co gdybać, chodźmy obejrzeć ten cudny buk.
***
Wybraliśmy drogę na skróty, zdecydowaliśmy się na skrót przez rzekę,  ponieważ jaskinia Kas'a była odległa o dobry kilometr od mojej. Zazwyczaj idąc do niego szłam naokoło, lecz idąc dłuższą drogą załatwiałam od razu swoje alfowskie obowiązki, więc po prostu szło mi to na rękę.
Po dotarciu do mojej jaskini, poprosiłam basiora, by się rozgościł, następnie zaprowadziłam go do mojej rupieciarni, a sama poszłam zagotować wodę na herbatę.
-Słuchaj, pooglądaj sobie tutaj rzeczy, a ja pójdę zrobić nam coś do picia.-uśmiechnęłam się i ruszyłam do kuchni, zostawiając basiora samego wraz z pajęczynami i kurzem.
***
Po 15 minutach idąc po małych schodkach do piwnicy i niosąc mój specjał, czyli herbatę z miodem i cytryną, zawołałam ochoczo:
-Kas! Cho no, wyjdź już z tej piwnicy.
Basior wyszedł cały siwy, jego futro było w resztkach pająków i jakiś innych dziwnych rzeczy. Podeszłam do niego i zachichotałam.
-Mogłam tu trochę posprzątać..-powiedziałam kierując wzrok na drzwi od rupieciarni.
-E tam, zaraz i tak się gdzieś wytarzam. -prychnął, a ja podałam mu kubek.
-I co znalazłeś parę rzeczy, które by ci odpowiadały?

<Kas? >

poniedziałek, 22 lutego 2016

Od Kasumi'ego cd Touki

Wróciłem, dość okrężną drogą do mojej jaskini, zahaczając o łąkę. Jednocześnie myślałem nad tym wszystkim, czego doświadczyłem w przeciągu ostatnich kilku dni. Znalazłem "dom" - pierwszy sukces. Ciągle żyję - drugi. I wszystko byłoby super, gdyby nie dziwne uczucie ciepła na sercu, jak to określano w wiekowych księgach starego Manu. Najwidoczniej miłość, jako bycie miłym nie jest dla mnie. Z drugiej strony jeszcze nie umarłem, ani nawet łapy nie złamałem mimo zderzenia z drzewem, więc może wyjdzie mi to na dobre. Dobra karma nie jest zła... Tylko co to ma znaczyć, pierniku? Jak zwykle nic nie rozumiem. Ponownie zająłem się meblowaniem. Tym razem wyrzeźbiłem podłogę na obu piętrach i zbudowałem podstawę kominka. Jak zwykle znużony 'strasznie ciężką' pracą położyłem się. Kocham spać. To moja ulubiona część życia. No, oprócz tych snów przejętych przez Manu, nienawidzę ich. Na szczęście tej nocy nikt nie zakłócał mojego spokoju.

***

Następnego ranka, otworzyłem zaspane oczy, słysząc jakieś wołanie. Szybko spróbowałem oprzytomnieć, lecz nadal z pół przymkniętymi powiekami wyjrzałem z jaskini. Przede mną stała Touka, uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Widzę, że nie jesteś rannym ptaszkiem - zaśmiała się. - Kasumi. Halo?
Wadera machnęła mi łapą przed oczami, zauważywszy, że nie kontaktuję.
- Co? Sorry, nie do końca ogarniam co się dzieje... - odpowiedziałem, przecierając oczy. - Co cię tu sprowadza?
Zapytałem po dłuższej chwili. Mój wzrok powrócił do jako takiego stanu, więc rozejrzałem się dookoła. Wyskoczyłem z jaskini i stanąłem obok Touki.
- Akurat przechodziłam obok i pomyślałam, że przyszedł byś te meble obejrzeć.
- Jasne! Dobra, jak dla mnie trochę za wcześnie...
- Jest dwunasta! - wadera krzyknęła, a ja się zaśmiałem.
- No tak, ale wczoraj długo pracowałem i w ogóle. W końcu doszedłem do wniosku, że najlepiej by mi jasne drewno pasowało. Masz jakiś brzozowy komplecik na zbyciu może?

<Touka?>

poniedziałek, 8 lutego 2016

Od Touki cd Snow

-Okej, nic się nie stało, przecież to nie jej wina, że nie wiedziała. -mrugnęłam okiem  stronę smoczycy. -To jak rozejrzysz się? Na pewno ci się spodoba. -zagaiłam.
-Dobrze.
Snow wraz z Veyrą chodziły i oglądały jaskinie, na ich pyskach rysowało się wyraźne zadowolenie.
-Oh..Touko tu jest fantastycznie. Jaskinia jak ze snów. -skwitowała.
-Doskonale, w takim razie urządźcie się pomału, a ja pójdę zobaczyć co w watasze gra..Później wpadnę by wam pomóc. -uśmiechnęłam się i wyszłam.

<Snow? Jak urządziłaś jaskinię? ;) >

niedziela, 17 stycznia 2016

Od Touki cd Kas'a

-Ja? Wodospad, to jedno z moich ulubionych miejsc w watasze. Nic dziwnego, że udałeś się akurat tutaj na relaks. Wiesz..ja zazwyczaj tutaj czytam książki. -wskazałam na książkę, którą trzymałam w łapach.
-Ah, nie zauważyłem jej, co czytasz? -zagadnął.
-Nic takiego. -schowałam książkę, do jasno brązowej, skórzanej torebki. Basior wzruszył ramionami i usiadł koło mnie.
-Nie przeszkadza ci ten szum, gdy czytasz?
-I tak, i nie. -stwierdziłam.
-Em, a długo tu potrafisz siedzieć?
-Właściwie, to ostatnimi czasy rzadko tu bywam. Jestem teraz..Pierwszy raz od bodajże tygodnia. -uśmiechnęłam się lekko. -Obowiązki trochę mnie przytłaczają. Dobrze, że choć trochę beta mi pomaga. -powiedziałam przecierając łapą oczy.
-Hm.
-Co?
-Nic, tak myślę, nad swoim mieszkaniem. Lepsze będą meble bukowe czy dębowe?
-Haha, na pewno nie bierz lipy, a właśnie, miałam ci powiedzieć. Zrobiłam niedawno remanent w swojej jaskini i mam dosyć dużo rzeczy do wyrzucenia, które są w dobrym stanie, może zechcesz je obejrzeć, coś ci może wpadnie w oko? -uśmiechnęłam się i poszłam w stronę swojej jaskini.

<Kas? >

sobota, 16 stycznia 2016

Od Touki cd Kenai'ego

-Kenai, ty chyba źle rozumujesz, to że mówię ci cześć jak cię widzę i że zaprosiłam cię do siebie nie oznacza, że chce z tobą bardziej zażylszej znajomości niż przyjaźń. Rozumiesz? - popatrzyłam na niego raptownie.
-Em, myślałem, że może..-spuścił wzrok.
-Nie. -odparłam szorstko i usiadłam obok niego. -Ale przyjaźń może być. -basior podniósł łeb i spojrzał mi w oczy tak, jak gdyby czytał jakąś wielce ciekawą książkę. Odwróciłam wzrok i poklepałam go po ramieniu.
-Rozumiem. -powiedział i wyszedł, a ja przewróciłam oczami i parsknęłam.
-Kenai! -zawołałam.
Basior nawet nie obejrzał się na moje krzyki, tylko brnął przed siebie niczym czołg. Gryzłam wargi analizując w głowie całą tę sytuacje. Podjęłam racjonalne kroki i wyszłam z jaskini kierując się za śladami Kenai'ego.
Gdy po śladach dotarłam nad wodospad, dostrzegłam samca siedzącego pod drzewem i lepiącego coś ze śniegu. Ulepiłam małą kulkę i cisnęłam w niego z impetem. Basior otrząsnął z sierści śnieg, po kryjomu ulepił małą śnieżną kuleczkę i tym razem, jakby się tego spodziewał, że to ja, cisnął ją we mnie, a ja oberwałam prosto w nos.
-Ała! Celny rzut. -powiedziałam próbując wytrzepać z nosa śnieg.
-Bitwa? -zaproponował.
-Zaraz, zaraz. Najpierw trzeba zrobić sobie fortecę. -uśmiechnęłam się szyderczo i zabrałam się do robienia swojego lodowego pałacu.
Moja forteca wyglądała prawie jak pałac Buckingtam. Czułam się tam niemal jak królowa. Z gracją sunęłam po wypolerowanym podłożu i udawałam, że szykuję się na wojnę. Mimo, że forteca nie miała dachu nie czułam chłodu. Przygotowana na atak czekałam aż Kenai skończy swoje królestwo, koło małych okienek ułożyłam starannie kulki śniegowe. Zapowiadała się naprawdę ciekawa zabawa. Nudząc się zrobiłam nawet ozdobny tron, powciskałam kamyki, trawę, szyszki w śnieg, zdobiąc w ten sposób swoje królewskie krzesło.
Kiedy basior skończył, wyszłam przed swój zamek, obejrzeć jego dzieło. Śnieżny pałac samca wydawał się odrobinę mniejszy, lecz był bardzo przytulny, w moim wszystko było pedantyczne - czyste i poukładane.
-Oo, nawet podłogę sobie zrobiłeś z mchu. -powiedziałam oglądając domek.
-Tak. -powiedział promieniejąc.
Po krótkich oględzinach oboje wyszliśmy na mini plac, który wspólnie zrobiliśmy.
-Ekhem, ja królowa tego dobytku, wygłaszam iż niedługo na twoje ziemię wtargną moje wojska!
-Znakomicie, pokaże im gdzie raki zimują!
Odeszliśmy w pośpiechu i zaczęliśmy naszą śnieżną zabawę.

<Kenai? >

wtorek, 12 stycznia 2016

Od Touki

Wiatr mroźnie wiał już od paru dni, lecz mimo to dzielnie go znosiłam i pełniłam obowiązki. Jak co ranek, po krótkim rozciąganku, ruszyłam przed jaskinię, rozejrzeć się co słychać na terenach watahy.
Śniegu było już po całe łapy i zdawało się, że przybędzie go jeszcze więcej. Poczułam jak bardzo pragnę już wiosny, tych wszystkich zapachów i budzących się zwierząt. Kocham wiosnę - pora życia.
Przemierzając zaspy śnieżne dostrzegłam kogoś marznącego pod drzewem. Podeszłam nieśmiało do drżącej postaci i przyjaźnie zapytałam.
-Jest -15, czemu tutaj tak stoisz?
-Br..-odparł.
Gdy nieco mu się przyjrzałam zobaczyłam zamarzniętą sierść, a nawet sople wiszące spod nosa.
-Wszystko okej? Chodź biedaku. -biorąc pod pachę przybysza poczułam się jak pracownik muzealny, który przenosi eksponaty z jednej sali do drugiej.
Kiedy dotarłam do swojej jaskini, nakazałam gościowi usiąść gdzie chce i podałam mu gorącą herbatę, gdy już mógł mówić odparł:
-Dziękuje Touko. - przyjrzałam się wilkowi i spostrzegłam, że to Kenai.
-Kenai?! Dlaczego zamarzłeś?! Mogłeś odmrozić sobie wszystkie łapy, przez co doszłoby do amputacji! -ryknęłam.

<Kenai? >

wtorek, 5 stycznia 2016

Od Touki cd Ivy

Popatrzyłam na waderę, która stała za Ivy.
-Witaj. -oznajmiłam.
-Jestem Hailee, przybyłam tu niedawno. -ukłoniła się, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
-Dobra Ivy, pośle tam basiorów, damy nie będą ''paprać sobie rąk ze sprawcą'', nie martw się. Możecie odejść. -oznajmiłam. -Hailee, zapomniałabym. Witaj w watasze. Muszę ci pogratulować, że trafiłaś na Ivy, fantastyczna wilczyca z niej. -mrugnęłam oczkiem do Hailee, a Ivy dyskretnie się uśmiechnęła.
-Heh..dziękuje. -powiedziała dosyć szarmanckim głosem.

Od Touki cd Light

Popatrzyłam na nią zdziwiona i pomachałam jej łapą na pożegnanie. Z racji tego, że było już późno również udałam się do łóżka.
***
Gdy nastał ranek, zerwałam się jak oszalała. Zrobiłam poranną gimnastykę, napiłam się herbaty i powędrowałam na polanę upolować coś na śniadanie. Świt w zimie był czarujący, ośnieżone drzewa oraz trawa przykryta białym puchem sprawiały, że każdy kto kocha sztukę zakochuje się od razu.
Wciągnęłam zimne, świeże powietrze, popatrzyłam na horyzont i zaczęłam tropić.
Spostrzegłam niewielkiego jelenia, schowałam się za zaspą śnieżną i zaczęłam powoli i stopniowo się do niego skradać. Kiedy byłam już na tyle blisko niego, że mogłam usłyszeć jego bicie serca, podbiegłam i zagryzłam go. Rozprułam mu brzuch i zaczęłam konsumować. W trakcie posiłku, a właściwie między gryzami zauważyłam wilka, który szedł w moją stronę. Rozpoznałam go, to była Light, pewnie też przyszła tutaj na śniadanie. Zawołałam ją z myślą, że sama tego jelenia nie zjem.
-LIGHT! LIGHT! -zawołałam radośnie.
-Touka, witaj. Smacznego. -powiedziała.
-Może przyłączysz się? Sama tego nie zjem, a jest świeże i smaczne. -zachęciłam.
-Z chęcią. -przytaknęła i obie zaczęłyśmy jeść.
Po skończeniu posiłku obie ciężko usiadłyśmy na śniegu i patrzyłyśmy się przed siebie.
-I jak się podoba w watasze? Zwiedziłaś już wszystkie tereny?
-Nie, nie miałam czasu jakoś, ale chętnie je zwiedzę.
Wstałam i po chwili złapałam waderę za łapę, po czym pognałam z nią w stronę wodospadu.
-Gdzie biegniemy?! -zapytała z niepokojem.
-Nad wodospad, musisz go zobaczyć! Wodospad jest ciekły, a jego tafla zamarznięta to niesamowite.-powiedziałam odwracając lekko łeb do niej.

<Light? >

Od Touki cd Kas'a

Zaśmiałam się, gdy basior wspomniał o filiżance, przypomniało mi się jak kiedyś będąc szczeniakiem wyczarowałam lodowe naczynie i każdy kto z niego pił odmrażał sobie język.
-Co się tak śmiejesz? - powiedział.
-Coś mi się przypomniało, nieistotne. Mówisz, że chcesz jaskinie najlepiej zalaną wodą..hm, wydaje mi się, że taką będziemy mogli znaleźć gdzieś w pobliżu jeziora. -namyśliłam się.
-Zatem nie marynujmy czasu. -dodał ochoczo.
Poszliśmy oboje spokojnie, najpierw przez las - od razu Kas trochę pozwiedzał, potem przez polanę, rzekę i wodospad, aż dotarliśmy nad jezioro.
-Ładne tereny. -pochwalił.
-Owszem, jesteśmy już na miejscu. -powiedziałam i głośno wciągnęłam powietrze wpatrując się taflę jeziora. -Hm, a więc po lewej stronie masz jaskinie zwykłe, skalne. A tutaj po prawej. -wskazałam. -Są jaskinie wodne, jezioro jest zamknięte tzn, nie ma żadnych rzek, które by podnosiły poziom wody, albo dolewały jakiś zanieczyszczeń. - zmarszczyłam brwi.
-Rozumiem. Pójdę się rozejrzeć, chwila mi wystarczy bym stwierdził czy jaskinia mi odpowiada. -westchnął. Zachowanie basiora dziwiło mnie coraz bardziej, bowiem zachowywał się jakby ktoś coś w głowie do niego mówił. Podczas, gdy wędrowaliśmy po terenach, słyszałam jak coś pomrukiwał. Dziwny typ.
Po paru minutach, basior szedł ku mnie z radosną miną.
-I jak, znalazłeś?
-Tak, ta jest idealna. -wskazał łapą, a ja poszłam ją obejrzeć.

-Dobry wybór, ale czy nie jest za duża? To dwupiętrowa jaskinia. -zapytałam.
-Ee, jak dojdą meble, ozdoby, moje śmieci to nie będzie już taka duża. -wydukał.
-Jak wolisz, no więc ja znikam, a ty się urządzaj. -powiedziałam i poszłam. -Może jak już się urządzisz, to mnie zaprosisz? Hmm. -zaśmiałam się i poszłam uzupełniać swoje alfowskie obowiązki.

<Kas? >

niedziela, 3 stycznia 2016

Od Touki cd Kas'a

Przewróciłam oczami, jak to mam w zwyczaju i spojrzałam na niego łagodnie, basior wyczuł napięcie jakie panowało między nim, a mną i powiedział:
-Hm..więc jak masz na imię? ''Wybawicielko?''-zapytał.
-Touka, alfa tej watahy. powiedziałam krótko. -Skąd przybywasz? Z daleka zapewne.
-Hmm..- zamyślił się i opowiedział mi swoją długą oraz fascynującą historię, kiedy skończył przytaknęłam i poszłam zrobić dwa kubki herbaty. Ostatnimi czasy wszystkich, którzy znajdą się w mojej jaskini częstuję herbatą..dziwne.
-Masz nietypowy wygląd, jak na wilka. Wyglądasz bardziej jak lis. -zaśmiałam się.
-Czy ja wiem? Mam rzadką sierść, phi. -prychnął, a ja podałam mu herbatę porzeczkową.
-A te duże uszy? Pewnie w nocy nie możesz spać, bo słyszysz wszystkie szepty i szmery. -zadrwiłam z niego.
-Ee? Chyba mam w nich tryb wyciszania słuchu. - zażartował. -I poza tym, to dzięki nim nie umrę z głodu, łatwiej mi upolować zdobycz. -spojrzał na mnie wymownie.
-Takich członków potrzebuje, zdecydowanych, z umiejętnościami i poczuciem humoru! -wrzasnęłam i wzięłam jego łapę i przybiłam swoją w niego, tworząc ''piątkę''. Zdziwiony basior powolnie zabrał łapę i podejrzliwie się na mnie patrzył, zupełnie gdybym zrobiła coś nietaktownego lub jakbym była szurnięta.
-Co, piątki nie znasz? -wymamrotałam zbierając puste naczynie po piciu.
-Znam, znam. -przewrócił oczami. -Zaraz..zaraz, czyli chcesz powiedzieć, że przyjmujesz mnie do watahy?
-Naturalnie! Nie ma tutaj wielu członków, dlatego każdy wilk jest na wagę złota. -chrząknęłam.
-Rozumieem..Chętnie dołączę..i tak szukałem jakiegoś ''domu'', wydaję mi się że jest tu idealnie..
-Oczywiście, że jest, to może poszukamy ci jakiejś jaskini? Potem oprowadzę cię po terenach i..-tu urwałam, bo basior intensywnie zaczął patrzeć się na mój pysk. -Co jest? Coś mam na pysku? -nerwowo zaczęłam łapą trzeć okolice nosa.
<Kas? ;3 >

sobota, 2 stycznia 2016

Od Touki cd Kenai'ego

Pokręciłam łebkiem spoglądając na niego, przewróciłam oczami i zaczęłam kopać. Kiedy przez dłuższy okres zauważyłam, że moje kopanie w śniegu było nieefektywne, a basior bladł coraz bardziej i szybciej, podjęłam inne środki. Wdrapałam się na śnieżny pagórek i zawyłam do nieba, jak najgłośniej umiałam. Po paru minutach, niebo ściemniało, chmury zaczęły się kłębić, wyglądało to jak ''fast apokalipse'', co mnie przeraziło, lecz wiedziałam co się zaraz wydarzy. Z niebios niczym meteoryt spadał powolnie i harmonijnie jakiś ognisty obiekt. Spadł tuż obok mnie, kiedy wstał ziemia parowała a jego blask oślepił mnie i upadłam.
-Nie bój się, to ja..Ignis. Wzywałaś mnie. - odezwała się krótko.
-Tak, patronko, potrzebuje twojej pomocy..
-A więc w czym rzecz?
-Jeżeli nie pomożesz odkopać mi tego tunelu, ten wilk zaraz skona. -powiedziałam ze zgrozą.
Ignis chwilę pomyślała, zastanowiła się, po czym spojrzała mi w oczy i pokiwała łbem. Oznaczało to, że zgadza się mi pomóc. Rozpoczęła czary od stopienia śniegu, a potem całą wodę, która mogłaby nas zalać pokierowała do zamarzniętego koryta rzeki.
-Proszę. -powiedziała, po czym zniknęła, nawet nie zdążyłam jej podziękować, pomyślałam że odwdzięczę się jej ratując kiedyś jakiegoś wilka żywiołu ognia z tarapatów, zaśmiałam się.
-Chodź Kenai, mamy przejście. -wzięłam basiora pod pachę i zawlekłam go do groty, a następnie do źródełka. Kenai mamrotał coś kiedy go niosłam, najwyraźniej trucizna zżerała mu mózg, gdyż jego lament opierał się tylko na powtarzaniu w kółko ''Touka, Touka, Touka''. Kiedy zobaczyłam przed sobą źródło, oparłam basiora na brzegu i łagodnie zwilżyłam kąciki jego pyska, tak by odzyskał świadomość. Samiec wtem odżył i oblizał się, po czym zaciekle zaczął chłeptać wodę.
-Spokojnie, za dużo to nie zdrowo. -skarciłam go i również się napiłam.

<Kenai? >

czwartek, 31 grudnia 2015

Od Touki cd Kenai'ego

Razem z Kenaim wyruszyliśmy do miejsca zwanym źródłem zdrowia. Było to miejsce, gdzie każdy chory lub zraniony wilk uzyskiwał łaskę i nowe życie. Szczerze mówiąc, nie chciało mi się wędrować z nim, aż po same źródło, mogłam np. wysłać z nim moją prawą rękę - Stellę. Niestety ona ma inne obowiązki, ciągle coś robi, oprowadza nowe wilki po watasze, kwateruje je, zapracowana wadera. No nic, musiałam się zgodzić, w końcu nawet najbardziej upierdliwemu wilkowi w watasze trzeba pomóc..
-Jak nie będziesz miał siły iść to powiedz. -syknęłam.
-Dlaczego miałbym nie móc?
-Trucizna powoli będzie wżerać się w twoje tkanki, co sprawi, że będziesz słabł. -powiedziałam chaotycznym głosem, co sprawiło że basior w końcu się przejął. -Więc zacznij lepiej pisać testament, bo nie wiadomo czy zdążymy dojść do źródełka przed tą burzą śnieżną. -wskazałam na niebo. Basior głośno przełknął ślinę, po czym wyjął kartkę z torby i zaczął coś na niej bazgrać.
-Eh, przestań, tylko żartowałam! Na pewno zdążymy, chodź nie marnuj czasu. -powiedziałam zła na siebie.
Byliśmy już u podnóża góry, gdzie znajdowała się lecznica, uradowana powiedziałam z satysfakcją do basiora:
-Zobacz, to już tu!
-Uff, chodźmy szybko! BĘDĘ ŻYŁ!! -wykrzyknął w niebo głosy.
Przez porywczy krzyk basiora, osunęła się wielka chmara śniegu, która była tuż nad nami. Kiedy usłyszałam cichy szmer, wiedziałam że mamy kłopoty. Lawina, leciała jak oszalała, niszczyła wszystko co miała na drodze, drzewa, małe jamy. Zasypywała wszystko, także nasze wejście do groty, gdzie było źródło, na szczęście w ostatniej chwili zdążyłam odepchnąć basiora i razem z nim wbiec do pobliskiej innej groty, żeby się uchronić. Oprócz tego, że lawina zasypała wejście do tamtej jaskini, to jeszcze do naszej, całe szczęście, że udało nam się wbiec..
-Uff..-odetchnęłam z ulgą.
-Jakie 'uff''?! Teraz umrę na pewno! -powiedział zmieszany.
-Przestań się rozklejać. -strzeliłam go w pysk, tak by przestał panikować.
-Au..-złapał się za pysk.
Obeszłam jaskinię dookoła, sprawdziłam czy nie ma żadnych ukrytych przejść albo jakiś zapadni, tuneli, dziur, czegokolwiek. Niestety nie było. Zamknięci nie wiedzieliśmy co robić, a ja nie miałam żadnego pomysłu.
-Kicha. -powiedziałam kopiąc jakiś lodowy kryształ.
-I co teraz zrobimy? -powiedział niemalże łamiąc swój głos w pół.
-Ty jesteś szamanem, znaczy obrońcą, ale wyglądasz jak szaman i znasz się na tych wszystkich ziołach i eliksirach. Nie masz żadnych pomysłów na uwolnienie nas stąd? Nie wiem może jakieś duchy ognia wezwiesz czy co? -powiedziałam krzywiąc się na myśl o ogniu.

<Kenai?  >

niedziela, 27 grudnia 2015

Od Touki cd Snow

-To świetnie. -powiedziałam i popatrzyłam serdecznie na waderę, do głowy przyszła mi pewna myśl.-Jeżeli myślisz o pozostaniu tutaj, to myślę że trzeba ci znaleźć jaskinię, hmm? -powiedziałam z entuzjazmem.
-W sumie, zaraz nadejdzie zmrok, a ja wraz ze smoczycą musimy mieć jakieś schronienie. -odrzekła.
Wyszłyśmy z mojej jaskini i pokierowałyśmy się w stronę jeziora, tam była duża, wolna jaskinia w sam raz dla ich duetu.
-Co powiesz o jaskini nad jeziorem? -uśmiechnęłam się.
-Byle, była..
-Tak jest duża, twoja towarzyszka spokojnie się tam zmieści. -powiedziałam, przerywając jej.
-Heh, to znakomicie. Ruszajmy.
Snow zawołała Veyre i wsiadła na nią, kiedy powiedziała że szybciej będzie tym środkiem transportu mina mi zbledła.
-Smo-smo-smokiem chcesz tam lecieć..-powiedziałam zażenowana.
-No tak, będzie szybciej i lepiej. -powiedziała zadowolona.
Jakoś dałam się namówić i wsiadłam na grzbiet jej 'wierzchowca'. Lot nie przebiegł najlepiej. Smoczyca ciągle wpadła w dziury powietrzne co powodowało turbulencje, w pewnym momencie myślałam, że puszczę pawia i zabrudzę nieco 'tapicerkę', lecz na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Mimo, koszmarnego lotu - jak dla mnie, bo Snow najwyraźniej była już przyzwyczajona, lądowanie przebiegło poprawnie. Veyra wylądowała delikatnie i nie odczułam żadnego większego dyskomfortu.
Oniemiała, potargana zeskoczyłam z grzbietu smoka i ucałowałam ziemię. Snow i Veyra spojrzały na siebie znacząco. Kiedy już nieco ogarnęłam futro i chęć zwymiotowania minęła, udałyśmy się w miejsce, gdzie była ów jaskinia.


<Snow? > 

sobota, 26 grudnia 2015

Od Touki cd Kenai'ego

Po odprowadzeniu basiora, poszłam prosto do swojej jaskini, czułam narastające zmęczenie. Powieki mimowolnie mi się zamykały, więc nie zdziwiłabym się, gdybym zasnęła gdzieś pod starym pniem.
-Aaa..-ziewnęłam.
Weszłam do jaskini, posprzątałam filiżanki, schowałam herbatę. Poszłam do łazienki, umyłam się i skierowałam w stronę sypialni. Ułożyłam się na legowisku i zasnęłam.
Śniła mi się moja wataha, jeszcze zanim ja nią rządziłam. Mama i tata byli radośni, tak jak pozostali członkowie watahy. Nagle sen przeobraził się w koszmar, cały obraz szczęśliwego królestwa przerwała jedna rzecz - wojna. Natychmiast się obudziłam, cała spocona głośno oddychałam. Po chwili, nabrałam głębszych oddechów i próbowałam się uspokoić. Nie mogłam..Wspomnienia z dzieciństwa w śnie były na tyle wyraźne, że nie mogłam ich wymazać, kiedy zamykałam oczy.
Wyszłam na dwór, zimowa noc otuliła mnie chłodnym powietrzem. Poszłam w stronę jeziora, tam uspokajałam się, podejmowałam decyzje i myślałam. Moja oaza jak zwykle o tej porze była opustoszała, oczywiście poza nocnymi żyjątkami. Rozsiadłam się wygodnie i spojrzałam w górę. Na niebie świecił ogromny księżyc. Oświetlał całą watahę, poczułam się bezpiecznie. Kiedy już się uspokoiłam, wróciłam do jaskini i zasnęłam.
***
Po ciężkiej nocy, niewyspana i zmęczona zmusiłam się by wstać z łóżka. Zjadłam śniadanie i ruszyłam na obchód watahy tak jak co dzień. Kiedy dotarłam na skraj lasu zauważyłam, Kenai'ego. Nie miałam ochoty na rozmowę z nim lecz nie miałam pomysłu jak go wyminąć.
-Hej Touka! - zawołał.
-Cześć. -powiedziałam sucho i szorstko, prawie jak zwykle.
-Widzę, że coś nie w sosie, szkoda bo taka ładna pogoda..
Spojrzałam na bezchmurne niebo.
-Owszem.
-Coś się stało? -powiedział spoglądając na mnie przejmującym wzrokiem.
-Nie, nic. Muszę już iść..-powiedziałam po czym chwiejąc się na nogach poszłam przed siebie.
-Tak bez pożegnania? - wzruszył ramionami.

<Kenai?>