Wiatr mroźnie wiał już od paru dni, lecz mimo to dzielnie go znosiłam i pełniłam obowiązki. Jak co ranek, po krótkim rozciąganku, ruszyłam przed jaskinię, rozejrzeć się co słychać na terenach watahy.
Śniegu było już po całe łapy i zdawało się, że przybędzie go jeszcze więcej. Poczułam jak bardzo pragnę już wiosny, tych wszystkich zapachów i budzących się zwierząt. Kocham wiosnę - pora życia.
Przemierzając zaspy śnieżne dostrzegłam kogoś marznącego pod drzewem. Podeszłam nieśmiało do drżącej postaci i przyjaźnie zapytałam.
-Jest -15, czemu tutaj tak stoisz?
-Br..-odparł.
Gdy nieco mu się przyjrzałam zobaczyłam zamarzniętą sierść, a nawet sople wiszące spod nosa.
-Wszystko okej? Chodź biedaku. -biorąc pod pachę przybysza poczułam się jak pracownik muzealny, który przenosi eksponaty z jednej sali do drugiej.
Kiedy dotarłam do swojej jaskini, nakazałam gościowi usiąść gdzie chce i podałam mu gorącą herbatę, gdy już mógł mówić odparł:
-Dziękuje Touko. - przyjrzałam się wilkowi i spostrzegłam, że to Kenai.
-Kenai?! Dlaczego zamarzłeś?! Mogłeś odmrozić sobie wszystkie łapy, przez co doszłoby do amputacji! -ryknęłam.
<Kenai? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz