Patrzałem na waderę .Przez chwilę mi się rozmazała .Usiadłem , zamknąłem oczy i zacząłem wzywać duchy by rozpalić się i stopić śnieg.
-I co ..Jak idzie?- spytała patrząc jak na wariata.
-Cii...- rozgrzałem się na tyle by roztopić zbity śnieg. Zbliżyłem się do śniegu roztopiłem do połowy ale po chwili przygasłem i osłabłem.
-Ał...
-Trucizna się wżera.- podeszła i popatrzyła na roztopioną bryzę.
-Co zaraz umrę.- znowu wadera zaczęła się rozmazywać.
-Nie.- zaczęła kopać ,a ja wstałem i pomogłem. Po chwili odkopaliśmy się.
-Eh..-
-Kurde...jeszcze trzeba odkopać drugą jaskinie i dostać się do źródełka.- podbiegła i zaczęła kopać.
-Nie dasz rady ...
-To choć pomóc...zrób to co wcześniej...
-Trucizna mi nie pozwala.- podszedłem do niej i pomagam kopać.
-Przestań to nic nie da ...- usiadła .Usiadłem koło niej .
-To co umrę?...Szkoda...chciałem Cie bliżej poznać.
-Nie umrzesz...a co Ty chcesz o mnie wiedzieć? - popatrzałem jej w oczy choć była rozmazana.
-Touka...Lubie Cię...Jesteś dobrą alfą ..-zacząłem mamrotać bo trucizna działała w całej swej okazałości.
<Touka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz