Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Essix. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 kwietnia 2016

Od Essix cd Jaspera

Otwieram oczy i się rozciągam. Czuję chłód, zimny powiew wiatru. Wychodzę z jaskini i się rozglądam. Słońce, a jednak znowu kicham. A już prawię zapomniałam o przeziębieniu. Jest dosyć ciepło, wiatru nie ma, podobnie jak chmur na niebie. Widzę ptaki lecące gdzieś na zachód. Do mojego nosa dociera wiele zapachów. Idę przez siebie, stawiając spokojnie łapy, które prowadziły mnie nie wiadomo gdzie. Był właśnie zachód słońca, więc zaraz zapadnie zmrok. W tym czasie dochodzę do wodospadu. Gdy na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy, ja wsadzam pysk w wodę i gaszę pragnienie. Woda jest chłodna i orzeźwiająca. Od razu mnie budzi. Siedzę na brzegu i patrzę na swoje odbicie. Powinno mi być głupio, że tak potraktowałam basiora, ale jednak niech się przyzwyczaja, jeśli tego nie rozumie. Mnie wiele razy ktoś upokarzał, odrzucał, a najlepsze, że nigdy nikt nie był dla mnie chodź odrobinę miły. Nie wiem jakie to uczucie być miłym dla kogoś, ani gdy ktoś jest miły dla ciebie. Jeśli basior tego nie rozumie, mówi się trudno. Każdy jest inny.
Na niebie pojawia się księżyc w pełni. Podnoszę łeb i pomimo przeziębienia dalej siedzę na zimnej trawie, w chłodną noc. Muszę trochę ochłonąć. Przecież staram się nad sobą panować, uczę się samokontroli, więc muszę nauczyć się oczyścić umysł i uspokoić.
Gdy jestem tego bliska, krzaki się poruszyły.

<Jasper?>

piątek, 22 kwietnia 2016

Od Essix cd Jasper'a

Patrzę na basiora, na którego chętnie bym się rzuciła. Dlaczego więc tego nie robię? Po pierwsze, takie zasady. Jest członkiem tej watahy, a gdy się na kogoś rzucam, to nie po to, aby się przytulić, ale aby zabić. A głupia nie jestem, by nie wiedzieć, że za śmierć członka watahy mogą mnie wyrzucić. To jest główny powód. Drugim powodem, że się na niego nie rzucam jest to, że uczę się samokontroli, odkąd sprowokował mnie pewien wilk, który miał wsparcie. Do tego jeśli zadrę z jednym z watahy, reszta może się na mnie rzucić. A wrogów nie szukam, raczej świętego spokoju.
Spoglądam z obrzydzeniem na przygotowane zwierzę. Wygląda przepysznie, gdyby nie pewien fakt.
- Bardzo miłe, ale nie jadam królików. Smakują jak przepocona skarpeta - mówię i patrzę spokojnym wzrokiem na basiora, po czym się odwracam i znikam w ciemności. To było miłe, ale nienawidziłam królików. Nie smakowały mi i tyle. Może ze względu na to, że częściej jadam większe zwierzęta, z większą ilością krwi, której spożywam w ciągu dnia bardzo dużo. Takie chude króliczki nie zaspokoją mego głodu. Po za tym basior mnie zdenerwował, może nie do granic wytrzymałości, ale gdy ktoś całkowicie traci w moim oczach, tak jak ten wilk, całkowicie traci moje zainteresowanie czymkolwiek, wszystkim, czym owa postać się zajmuję. Jakoś tak mam. Nie wierzę, że każdy ma jakąś tam drugą szansę, że zmienia się na lepsze. Znacie to? Najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Jeśli basiorowi się nudzi, albo jest strasznie uparty, za pewne będzie próbował dalej. Ale jeśli mnie zdenerwuje, pobawię się jego snami.
Wracam do swojego leża, czyli kamiennego podestu wysłanego skórą niedźwiedzia, po czym kładę się. Kicham i pociągam nosem.
- Nienawidzę mieć kataru.

<Jasper? Jesteś uparty?>

niedziela, 17 kwietnia 2016

Od Essix cd Jaspera

Basior jest na prawdę słodki i uroczy, a do tego kulturalny. Aż za bardzo. Gdy mówi do mnie takim tonem, mam chęć go zamrozić oddechem. Jednak tego nie robię, dlaczego? Także należy do tej watahy, więc nie mam takiego prawa. Jest jednym z nas, nawet jeśli jest irytujący, nie mogę wzywać umarłych, aby go grzebali żywcem. Po za tym nic mi nie zrobił. Nie skrzywdził mnie, zamiast tego trochę zdenerwował. Przypomina mi te basiory, które mają wysoką samoocenę i są egoistyczne. Do tego są takie głupie, że myślą, że jednym ładnym kulturowym i dżentelmeńskim słówkiem zauroczą waderę w ich samych na zabój. Gdyby nie mój charakter, pesymizm i wielka ostrożność co do innych, może i by mnie w sobie zauroczył. W końcu brzydki to on nie jest. Ale jeśli jeszcze raz będzie mówił do mnie w ten sposób to nie ręczę za swoją irytacje, złość i moce.
Odwracam się do basiora, który nadal słodko się uśmiecha.
- Ja także cię zapraszam na spacer... - zaczynam z irytacją w głosie. - ...gdy przestaniesz się zachowywać jak debil - uśmiecham się sztucznie, po czym się odwracam i zaczynam iść przed siebie, nie czekając na jego reakcję. - Nie lubię słodkich i czułych słówek - oznajmiam mu z obrzydzeniem w głosie, nie stając ani na moment. Niech wie, o co mi chodziło, gdy mówiłam, że jest debilem. Takie urocze zdania mnie irytują, nudzą i szczerze to śmieszą

<Jasper?>

środa, 13 kwietnia 2016

Od Essix

Stanęłam naprzeciwko niedźwiedzia w pozycji do ataku. 
- No cześć malutki – uśmiechnęłam się niczym szatan, po czym uważnie przyjrzałam się zwierzęciu. Wielki czarny morderca, warzący z pół tony. Gdy tylko ruszył na mnie, przemieniłam się w ducha, dzięki czemu zwierzę przeze mnie po prostu przeleciało. Następnie wróciłam do swej postaci i uniknęłam paru ciosów, które zadawał łapami. – No dawaj! Szybciej! Mocniej! – śmiałam się. Tylko takie sceny wywołują u mnie radość. 
Niedźwiedź walczył dalej za każdym razem coraz szybciej tracąc energię. Ja za to z łatwością unikałam jego ciosów. 
- Coś słabo – stwierdziłam, po czym za pomocą telekinezy podniosłam go i rzuciłam o drzewo. Znowu na mnie szarżował, ale tym razem nie miałam zamiaru uniknąć go. Gdy był blisko skoczyłam na niego przejeżdżając mu pazurami po jego grzbiecie. Od razu wyczułam zapach krwi nie tylko na swoim pazurach, ale i na jego futrze. Wciągnęłam do nosa powietrze. – Ah… - westchnęłam. – Przepiękny zapach – otworzyłam ponownie oczy, w których było widać rządze krwi. Wskoczyłam na zwierzę, które już chciało uciec, i wgryzłam mu się w tylną łapę, a gdy mnie podrzucił, skoczyłam na jego łeb i oderwałam mu ucho. Zaryczał donośnie, przez co wypłoszył ptaki z lasu. Zrzucił mnie z grzbietu, ale ja wylądowałam na łapach i znowu na niego wskoczyłem. Tylnymi łapami wydrapałam mu oczy, a przed nimi wbiłam pazury w szyje i się w niego wgryzłam. 
Gdy zwierzę już leżało martwe na ziemi, całe zakrwawione, mój uśmiech zszedł z twarzy.
- Jakaś krótka zabawa – stwierdziłam, po czym zostawiłam martwe ciało, a ruszyłem do stawu, aby przed powrotem do watahy, zmyć z siebie krew. Takie polowania toczę tylko poza terenami watahy, gdyż za takie coś alfa może mnie wyrzucić. A jak na razie to jest mi tu dobrze i nie mam zamiaru stąd odchodzić. 
Gdy doszłam do terenów watahy, od razu spotkałam członka tej watahy. Ominęłam go, ale ten najwidoczniej nie chciał mi dać spokoju.
- Co robiłaś za granicą? – zapytał, a ja nadal szłam dalej.
- Polowałam – odpowiedziałam i dalej nie zwracałam na niego uwagi.

<Ktoś?>