Zapowiada się tydzień lenistwa.
Tego jedzenia wystarczyłoby mi prawdopodobnie na miesiąc, gdybym je zamroził. W sumie, nie głupi pomysł.
- Jakby co, to przez następny rok możesz przychodzić na obiad - zażartowałem wywracając oczami. Wziąłem koszyk w pysk i wymruczałem niezrozumiałe 'dziękuję' Rzuciłem koszyk za siebie, tworząc coś w rodzaju śnieżnej poduszki, na którą upadł. -W sumie, jak chcesz, to możesz wejść...
Obejrzałem wnętrze jaskini wyłapując ewentualne śmieci. Było nawet czysto, pomijając pył z ogniska i rozwalone wejście.
- Tylko musiałbym naprawić schody - przewróciłem oczami. - Jak rano wybiegłem, to aż się zbiły.
- Nie rób sobie kłopotu.
- I tak muszę je naprawić. Jakoś trzeba się również odwdzięczyć za tonę żarcia, prawda? - uśmiechnąłem się szeroko.
- Nie mam już czasu. Całe popołudnie przebalowałam, obowiązki wzywają.
- No to chociaż obejrzyj pokaz moich mocy. W sumie to nawet nie wiem, czy wiesz co potrafię - podniosłem dumnie głowę. - Z drugiej strony to nawet mebli nie mam jeszcze. Może by tu urządzić jakąś parapetówkę?
- Jedzenie już masz - Touka zażartowała.
- Na to wygląda - zamyśliłem się. - Serio nie wpadniesz?
- Nie mogę. Obowiązki alfy i te sprawy.
- Szkoda. Miałem nadzieję na wspólną herbatę.
- Innym razem - zapewniła wadera, uśmiechając się przyjacielsko.
- Twardo stoisz? - zażartowałem, na co wadera skinęła. Pchnąłem ją w bok, przez co się zachwiała, ale ustała w miejscu. - No to trudno. Do zobaczenia... kiedy?
- Niedługo.
- No to... cześć - zanim się obejrzałem, Touka gnała już po drodze powrotnej do wodospadu. Pokręciłem zrezygnowamy głową. - Ja bym tak nie potrafił.
Zwróciłem się z powrotem do mojej jaskini i wskoczyłem do środka, uprzednio rozpuszczając odrobinę lodu, aby się nie poobijać. Odnowiłem schody. Wyglądają teraz nieco inaczej, są jakby posklejane, ale to tak chwilowo, ważne by się nie rozpadały. Stworzyłem również pierwowzór zegara budzącego światłem słonecznym. Może jutro to przetestuję? Obudzę się nieco wcześniej i odwiedzę Toukę. Trzeba jej zrobić jakąś niespodziankę. Jedzenie raczej odpada. Kwiaty? Może figurka z lodu. To brzmi sensownie. Stworzę dla niej coś z wiecznego lodu z płomykiem w środku. Tylko co? Wspólny piknik. Był dzisiaj piękny zachód słońca przy bezchmurnym niebie. W końcu zdecydowałem się na bryłę z lekkimi żłobieniami imitującą spokojne morze i lodowe słońce w tle z zamkniętym w środku płomyczkiem. W mojej wyobraźni brzmi świetnie, gorzej z wykonaniem. Po chwili jestem na skraju histerii. Powoli i delikatnie formuję lód. Niestety nie mogę się przemienić w demona, choć wiele by mi to ułatwiło. Gdy kończę figurę, zostawiam ją do utrwalenia jako wieczny lód. Dopiero po północy będę mógł umieścić w środku płomyk. W sumie, ciekawe co robi teraz Touka? Wybiegła jakby się paliło.
<Touko? Gdzie tak pędzisz?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasumi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasumi. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 kwietnia 2016
czwartek, 14 kwietnia 2016
Od Kas'a cd Touki
Przysiadłem na mchu, gdy wadera majestatycznie otwierała koszyk. Pochyliłem się, opierając nos na brzegu kosza i wąchałem smakowitości. Czułem rybę, a nie ma niczego, co byłoby dla mnie bardziej symboliczne. Ryby nie służyły tylko do jedzenia. Nimi się walczyło, rzucało niczym śnieżkami, robiło psikusy, a nawet grało w baseball'a, ale przede wszystkim: można było uderzyć Manu po głowie. Jedynu sposób, w jaki można by go zranić, z jego własnej woli. Nie wiem o co chodziło, ale chyba po prostu lubił jeść ryby, więc ryba w łeb robiła mu przyjemność. To bez sensu.
- O czym myślisz? - wadera już się zajadała kanapką, więc błyskawicznie wziąłem kawałek ryby w łapę i uniosłem ku niebu.
- Oto jest święty pokarm bogów - błyskawicznie pochłonąłem rybkę i oblizałem wargi. - Dziękuję, że mogłem uderzyć nim Manu.
Po tej wypowiedzi wadera spoglądała na mnie nieco przytłumionym wzrokiem, zapewne nie zrozumiała moich słów, czemu się nie dziwię.
- Hmm... Co to 'Manu'?
- Manu jest takim nieco świrniętym - wymawiając ostatnie słowo, zakręciłem palcem przy uchu. - starym wilkiem.
- Skąd go znasz?
- Nie istotne. Stary przyjaciel. Po prostu go znam. Mógłbym nawet stwierdzić, że napastuje mnie w snach, a nawet w dzień wywołuje u mnie wizje, przez co mam czasami trochę świrnięte zastoje. Mój mózg jest pochłonięty snem, a ciało stoi nieruchomo. Wizje to irytująca rzecz - przewróciłem oczami. - Manu mnie wychowywał, okej? Ale i tak jest głupi. Możliwe, że akurat teraz słucha moich słów. - nachyliłem się bliżej wadery i szepnąłem.
- Interesujące - wadera oblizała pysk z dżemu i sięgnęła po kolejną porcję jedzenia. Ja tym czasem wziąłem kilka herbatników.
- Zignoruj to. O dziwo ten stary pryk dawno się nie odzywał.
- A jak ci idzie wykańczanie jaskini? - Touka zapytała z miłym uśmiechem.
- Bardo dobrze! - wstałem z entuzjazmem. Miejsca pod meble przygotowane, może jeszcze dzisiaj je zabiorę. A tymczasem, dzisiaj rano wymyśliłem system do budzenia. Polega to na tym, że o różnych porach światło słoneczne pada w różne miejsca przez otwór w moim suficie. Wystarczy, że oznaczę gdzie jest o jakiej godzinie, a kładąc się spać położę głowę w to miejsce i rano słońce mnie obudzi!
- Niezłe.
- Teraz NIGDY nie zaśpię. Czyż nie jestem genialny? - Wywróciłem się na plecy z radością.
- I skromny.
- Zawsze i wszędzie, polecam się na przyszłość - na końcu zdania rzuciłem jagodą, chcąc złapać ją i zjeść, lecz ona rozbiła się nad moim nosem pozostawiając fioletowy ślad na pysku. Touka wybuchła szczerym śmiechem, a ja zajęczałem cicho. - No błagam, przez miesiąc tego nie zmyję!
- Co najmniej trzy - dodała wadera między napadami śmiechu.
- Nie śmieszne. - stwierdziłem cicho, lecz po chwili zacząłem się śmiać z własnej głupoty. - A może jednak?
<Touko?>
- O czym myślisz? - wadera już się zajadała kanapką, więc błyskawicznie wziąłem kawałek ryby w łapę i uniosłem ku niebu.
- Oto jest święty pokarm bogów - błyskawicznie pochłonąłem rybkę i oblizałem wargi. - Dziękuję, że mogłem uderzyć nim Manu.
Po tej wypowiedzi wadera spoglądała na mnie nieco przytłumionym wzrokiem, zapewne nie zrozumiała moich słów, czemu się nie dziwię.
- Hmm... Co to 'Manu'?
- Manu jest takim nieco świrniętym - wymawiając ostatnie słowo, zakręciłem palcem przy uchu. - starym wilkiem.
- Skąd go znasz?
- Nie istotne. Stary przyjaciel. Po prostu go znam. Mógłbym nawet stwierdzić, że napastuje mnie w snach, a nawet w dzień wywołuje u mnie wizje, przez co mam czasami trochę świrnięte zastoje. Mój mózg jest pochłonięty snem, a ciało stoi nieruchomo. Wizje to irytująca rzecz - przewróciłem oczami. - Manu mnie wychowywał, okej? Ale i tak jest głupi. Możliwe, że akurat teraz słucha moich słów. - nachyliłem się bliżej wadery i szepnąłem.
- Interesujące - wadera oblizała pysk z dżemu i sięgnęła po kolejną porcję jedzenia. Ja tym czasem wziąłem kilka herbatników.
- Zignoruj to. O dziwo ten stary pryk dawno się nie odzywał.
- A jak ci idzie wykańczanie jaskini? - Touka zapytała z miłym uśmiechem.
- Bardo dobrze! - wstałem z entuzjazmem. Miejsca pod meble przygotowane, może jeszcze dzisiaj je zabiorę. A tymczasem, dzisiaj rano wymyśliłem system do budzenia. Polega to na tym, że o różnych porach światło słoneczne pada w różne miejsca przez otwór w moim suficie. Wystarczy, że oznaczę gdzie jest o jakiej godzinie, a kładąc się spać położę głowę w to miejsce i rano słońce mnie obudzi!
- Niezłe.
- Teraz NIGDY nie zaśpię. Czyż nie jestem genialny? - Wywróciłem się na plecy z radością.
- I skromny.
- Zawsze i wszędzie, polecam się na przyszłość - na końcu zdania rzuciłem jagodą, chcąc złapać ją i zjeść, lecz ona rozbiła się nad moim nosem pozostawiając fioletowy ślad na pysku. Touka wybuchła szczerym śmiechem, a ja zajęczałem cicho. - No błagam, przez miesiąc tego nie zmyję!
- Co najmniej trzy - dodała wadera między napadami śmiechu.
- Nie śmieszne. - stwierdziłem cicho, lecz po chwili zacząłem się śmiać z własnej głupoty. - A może jednak?
<Touko?>
wtorek, 12 kwietnia 2016
Od Kas'a cd Touki
Wychyliłem głowę z jaskini spoglądając za waderą. Mógłbym przysiąc, że biegła szybciej od Manu. Biegał on wyjątkowo wolno, ale pomińmy ten szczegół. Kaszlnąłem od wzniesionego przez Toukę kurzu i powoli wyszedłem z jaskini.
- W południe nad wodospadem, w południe nad wodospadem - zanuciłem kierując się do siebie. - Jutro w południe nad wodospadem, piknik z Touką mam.
Pacnąłem się w głowę otwartą łapą i mruknąłem coś o braku talentu do poezji.
Po powrocie do jaskini, według mojej autorskiej zasady 'co masz zrobić jutro, zrób za tydzień', nie miałem nic szczególnego do zrobienia.
Ponownie zabrałem się więc za wykańczanie wnętrza. Wyciąłem ładne wgnębienia, w które później zamontuję nowe meble. Napaliłem w ognisku, jednocześnie zmuszając lód do pozostania w zamarzniętej formie. Jedna z moich mocy - kontrola wody, pozwala na stworzenie takiego cuda. Jeśli o mnie chodzi, to kocham połączenie lodu i ognia.
Znurzony tą jakże trudną pracą, jaką było leżenie ze znudzonym wyrazem pyska i machanie łapą, postanowiłem odpocząć. Położyłem się plecami do góry przy ognisku, dodatkowo otulając się lodem.
***
Następnego dnia obudziło mnie ostre słońce świecące przez otwór w suficie prosto na moją twarz. Rozejrzałem się. Ogień powoli wygasał, a moja lodowa kołdra zasłaniała tylko mój ogon i tylne łapy. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie kąt pod jakim patrzę na otwór. Jestem prawie pod nim, przesunięty lekko na północ, a słońce w trzech czwartych widzę przez dziurę, więc za niedługo dwunasta. I znowu przesypiam połowę dnia. W sumie to nie żałuję. Czekaj. Błyskawicznie spojrzałem na wejście do jaskini. Za dziesięć dwunasta.
Zaraz mam być pod wodospadem!
Natychmiast się podniosłem rozkruszając lód, którym byłem przykryty. Potem się to naprawi. Wystrzeliłem z jaskini rozwalając również część barierki na schodach. Pędziłem drogą, którą teoretycznie powinienem znać już na pamięć, ale i tak kierowałem się jedynie dźwiękami podziemnego strumyka. W biegu zauważyłem czarną waderę siedzącą przy wodospadzie i opierającą się o koszyk. Chyba mnie widziała, a przynajmniej była skierowana uśmiechniętym pyskiem w moją stronę. W międzyczasie wpadłem na genialny pomysł. Wskoczę jej na plecy, ciekawe jak zareaguje. Zaśmiałem się ironicznie na samą myśl i zarzuciłem łbem aby zabrać włosy z oczu.
<Touko?>
- W południe nad wodospadem, w południe nad wodospadem - zanuciłem kierując się do siebie. - Jutro w południe nad wodospadem, piknik z Touką mam.
Pacnąłem się w głowę otwartą łapą i mruknąłem coś o braku talentu do poezji.
Po powrocie do jaskini, według mojej autorskiej zasady 'co masz zrobić jutro, zrób za tydzień', nie miałem nic szczególnego do zrobienia.
Ponownie zabrałem się więc za wykańczanie wnętrza. Wyciąłem ładne wgnębienia, w które później zamontuję nowe meble. Napaliłem w ognisku, jednocześnie zmuszając lód do pozostania w zamarzniętej formie. Jedna z moich mocy - kontrola wody, pozwala na stworzenie takiego cuda. Jeśli o mnie chodzi, to kocham połączenie lodu i ognia.
Znurzony tą jakże trudną pracą, jaką było leżenie ze znudzonym wyrazem pyska i machanie łapą, postanowiłem odpocząć. Położyłem się plecami do góry przy ognisku, dodatkowo otulając się lodem.
***
Następnego dnia obudziło mnie ostre słońce świecące przez otwór w suficie prosto na moją twarz. Rozejrzałem się. Ogień powoli wygasał, a moja lodowa kołdra zasłaniała tylko mój ogon i tylne łapy. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie kąt pod jakim patrzę na otwór. Jestem prawie pod nim, przesunięty lekko na północ, a słońce w trzech czwartych widzę przez dziurę, więc za niedługo dwunasta. I znowu przesypiam połowę dnia. W sumie to nie żałuję. Czekaj. Błyskawicznie spojrzałem na wejście do jaskini. Za dziesięć dwunasta.
Zaraz mam być pod wodospadem!
Natychmiast się podniosłem rozkruszając lód, którym byłem przykryty. Potem się to naprawi. Wystrzeliłem z jaskini rozwalając również część barierki na schodach. Pędziłem drogą, którą teoretycznie powinienem znać już na pamięć, ale i tak kierowałem się jedynie dźwiękami podziemnego strumyka. W biegu zauważyłem czarną waderę siedzącą przy wodospadzie i opierającą się o koszyk. Chyba mnie widziała, a przynajmniej była skierowana uśmiechniętym pyskiem w moją stronę. W międzyczasie wpadłem na genialny pomysł. Wskoczę jej na plecy, ciekawe jak zareaguje. Zaśmiałem się ironicznie na samą myśl i zarzuciłem łbem aby zabrać włosy z oczu.
<Touko?>
piątek, 26 lutego 2016
Od Kas'a cd Touki
Jasne! Świetny jest ten prosty, bukowy stół i krzesła. Lubię prostotę rzeczy użytkowych.
- To świetnie. Masz jakiś pomysł jak to łatwo przenieść? - Touka spojrzała na mnie uważnie.
- Mogę spróbować spuścić to nienaturalną rzeką w moją stronę - zamyśliłem się. - Tylko to musiałoby być w formie Demona.
- A w czym problem?
- Później śpię przez dwanaście godzin - odpowiedziałem przewracając oczami. - Wkurzające.
- Normalnie śpisz niewiele krócej!
- Bo się obrażę!
- Proszę, obrażaj się, ale o buku możesz zapomnieć! - wadera zażartowała.
Łyknąłem napoju rozmyślając. No nie mam wyboru. Po chwili stwierdzam:
- No to masz rację.
Wybuchamy wspólnym śmiechem, a ja zauważam, że mój śmiech jest prawdziwy. Taki śmiech z żartu, nie ironiczny.
- Dziękuję, Touko. - powiedziałem powoli.
- Za co? - wadera wytrzeszczyła oczy.
- Za dom, za jaskinię, za meble, za wodospad, za przyjaźń, za rozmowę, za obudzenie, za pomoc, za imię, za kurz na futrze, za śmiech i za herbatę - odpowiedziałem, zdawałoby się bez emocji, jednak słowa te mają większe znaczenie niż 'kocham cię', nie jednego wilka. - Nie dziękuję za wszystko. Dziękuję, że wpadłem na drzewo, omijając właśnie ciebie.
Niewiele wilków to wie, ale słowa wyroczni, nie są słowami z nieba, z pustki. Prorok słucha, uczy się rozumieć i patrzy w oczy, bo w oczach najwięcej jest napisane. Ja zobaczyłem w oczach Touki, rzecz, której nigdy nie widziałem i nadal nie wiem co to jest. Słuchałem, ale nie zrozumiałem. Ciągle nie wiem, dlaczego nie zostawiła mnie? Po co robi dla mnie coś, dla niczego? Ja nigdy tak nie postępowałem i nie rozumiem tego.
<Touka?>-
- To świetnie. Masz jakiś pomysł jak to łatwo przenieść? - Touka spojrzała na mnie uważnie.
- Mogę spróbować spuścić to nienaturalną rzeką w moją stronę - zamyśliłem się. - Tylko to musiałoby być w formie Demona.
- A w czym problem?
- Później śpię przez dwanaście godzin - odpowiedziałem przewracając oczami. - Wkurzające.
- Normalnie śpisz niewiele krócej!
- Bo się obrażę!
- Proszę, obrażaj się, ale o buku możesz zapomnieć! - wadera zażartowała.
Łyknąłem napoju rozmyślając. No nie mam wyboru. Po chwili stwierdzam:
- No to masz rację.
Wybuchamy wspólnym śmiechem, a ja zauważam, że mój śmiech jest prawdziwy. Taki śmiech z żartu, nie ironiczny.
- Dziękuję, Touko. - powiedziałem powoli.
- Za co? - wadera wytrzeszczyła oczy.
- Za dom, za jaskinię, za meble, za wodospad, za przyjaźń, za rozmowę, za obudzenie, za pomoc, za imię, za kurz na futrze, za śmiech i za herbatę - odpowiedziałem, zdawałoby się bez emocji, jednak słowa te mają większe znaczenie niż 'kocham cię', nie jednego wilka. - Nie dziękuję za wszystko. Dziękuję, że wpadłem na drzewo, omijając właśnie ciebie.
Niewiele wilków to wie, ale słowa wyroczni, nie są słowami z nieba, z pustki. Prorok słucha, uczy się rozumieć i patrzy w oczy, bo w oczach najwięcej jest napisane. Ja zobaczyłem w oczach Touki, rzecz, której nigdy nie widziałem i nadal nie wiem co to jest. Słuchałem, ale nie zrozumiałem. Ciągle nie wiem, dlaczego nie zostawiła mnie? Po co robi dla mnie coś, dla niczego? Ja nigdy tak nie postępowałem i nie rozumiem tego.
<Touka?>-
piątek, 15 stycznia 2016
Od Kas'a cd Touki
Stanąłem w wejściu do mojej jaskini, jak to dziwnie brzmi, i odprowadziłem waderę wzrokiem. Przeszedłem przez otwór i postanowiłem przynajmniej zacząć pracę. Stojąc ma wystającym z wody kamieniu zamroziłem połowę wody na dole. Resztą, na razie nierówno, oblepiłem ściany. Zeskoczyłem do nowo powstałego pokoju obijając nieco łapy, lecz zignorowałem to. Z górnej półki powoli sprowadziłem wodę w dół zamrażając ją stopniowo. W efekcie otrzymałem szersze u dołu schody. Skupiając się na zadaniu, spuściłem dwie ostatnie, cienkie strużki wody i zamroziłem je w poręcze. Jak na razie chyba wystarczy... Uznałem, że jest perfekcyjna pora na spacer po terenach nowej watahy. W sumie, dziwię się, że robię to dopiero teraz. Zwykle najpierw poznaję, gdzie jestem, a później kombinuję. Testując przy okazji schody, powoli wyszedłem na zewnątrz. Spojrzałem w niebo. Słońce leniwie chyliło się ku horyzontowi, jasno będzie jeszcze przez godzinę. Postanowiłem pójść za szumem wody, który ze względu na moje uszy i moc słyszę wyjątkowo wyraźnie. Najprawdopodobniej dojdę do jakiegoś wodospadu, gdyż szum jest wyjątkowo intensywny.
Szedłem wzdłuż rzeki od jakiegoś czasu, w końcu napotykając upragniony wodospad. Już chciałem podejść bliżej skarpy, gdy zobaczyłem czarnego wilka z lewej strony. Podszedłem do niego sądząc, że to Touka.
- Witaj - powiedziałem stojąc za nią, a ona się lekko spłoszyła, lecz po chwili mnie rozpoznała i odwróciła się w moją stronę.
- Hey. Już umeblowane?
- No co ty! Dopiero schody zrobiłem, żeby jakoś chodzić się dało, ale jak na razie wszystko w surowym klimacie. - uśmiechnąłem się, tak jak Manu mi wcześniej kazał.
- Hmm, więc co tu robisz? - wadera wskazała na wodospad.
- Otóż, każdemu potrzebny jest odpoczynek, a mi wręcz dwa razy więcej odpoczynku, więc za pomocą moich dużych, nienaturalnych i czułych uszu podążyłem za dźwiękiem wody, uznając wodospad za najlepszy cel wieczornego spaceru.
- Ciekawe.
Staliśmy chwilę w miejscu w zasadzie bez sensu. Po chwili postanowiłem rozpocząć rozmowę na temat wodospadu.
- Nigdy nie byłem w takim miejscu. Tu jest tak jakoś... magicznie. Inaczej - Touka spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. - Do tej pory widziałem tylko ściany jaskini tego starego pryka i śnieżne góry. To jest coś innego i nie znam słów, które mogłyby to określić. Tutaj jest pięknie!
- Masz rację - wadera jedynie uśmiechnęła się szeroko i wróciła do hipnotyzowania wzrokiem ziemi.
- Więc, co tutaj robisz, Touko?
<Touka?>
Szedłem wzdłuż rzeki od jakiegoś czasu, w końcu napotykając upragniony wodospad. Już chciałem podejść bliżej skarpy, gdy zobaczyłem czarnego wilka z lewej strony. Podszedłem do niego sądząc, że to Touka.
- Witaj - powiedziałem stojąc za nią, a ona się lekko spłoszyła, lecz po chwili mnie rozpoznała i odwróciła się w moją stronę.
- Hey. Już umeblowane?
- No co ty! Dopiero schody zrobiłem, żeby jakoś chodzić się dało, ale jak na razie wszystko w surowym klimacie. - uśmiechnąłem się, tak jak Manu mi wcześniej kazał.
- Hmm, więc co tu robisz? - wadera wskazała na wodospad.
- Otóż, każdemu potrzebny jest odpoczynek, a mi wręcz dwa razy więcej odpoczynku, więc za pomocą moich dużych, nienaturalnych i czułych uszu podążyłem za dźwiękiem wody, uznając wodospad za najlepszy cel wieczornego spaceru.
- Ciekawe.
Staliśmy chwilę w miejscu w zasadzie bez sensu. Po chwili postanowiłem rozpocząć rozmowę na temat wodospadu.
- Nigdy nie byłem w takim miejscu. Tu jest tak jakoś... magicznie. Inaczej - Touka spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. - Do tej pory widziałem tylko ściany jaskini tego starego pryka i śnieżne góry. To jest coś innego i nie znam słów, które mogłyby to określić. Tutaj jest pięknie!
- Masz rację - wadera jedynie uśmiechnęła się szeroko i wróciła do hipnotyzowania wzrokiem ziemi.
- Więc, co tutaj robisz, Touko?
<Touka?>
wtorek, 5 stycznia 2016
Od Kas'a cd Touki
-Rozumieem..Chętnie dołączę..i tak szukałem jakiegoś ''domu'', wydaję mi się że jest tu idealnie.. - wyjąkałem i zacząłem intensywnie myśleć. Czyli teraz jestem w watasze? Manu wdarł się do mojego umysłu, przez co moje ciało zatrzymało się w takiej pozycji, jakiej było. 'Świetnie, Kas. Byłeś dla niej miły!' - usłyszałem jego głos.
- Co jest? Coś mam na pysku? - nerwowy krzyk wadery wyrwał mnie z czeluści myśli.
- Co?! Nie, wcale nie! - wydarłem się w odpowiedzi do Manu, zapominając, że panowanie nad ciałem wróciło. Tym razem Touka spojrzała na mnie jak na idiotę. - Yyy, to nie było... To zbyt skomplikowane! W moim mózgu... A nieważne!!!
Wadera się zaśmiała i obróciła w stronę wyjścia.
- Idziemy szukać tej jaskini, czy nie? - skinąłem ochoczo głową i ruszyłem za nią. - Masz już jakiś zamysł tego, gdzie chcesz mieszkać?
- No jasne, że potrzebuję jaskini ze złota wysadzanej kamieniami szlachetnymi! - prychnąłem i od razu się poprawiłem: - Ale chyba wystarczyłaby mi jakaś jaskinia zalana do połowy wodą. To takie moje małe marzenie. A jeszcze jakby miała wejście od góry, to byłoby cudo. Mógłbym wybudować ozdobne schody z lodu, albo drabinkę... Do tego jakiś stolik i małe ognisko na środku.
- W wodzie?
- Nie! Całą wodę zmienię w lodowe ściany, podłogi, tarasy, schodki, meble i inne takie pierdółki. Może w formie demona uda mi się nawet zrobić filiżankę?
<Touka?>
- Co jest? Coś mam na pysku? - nerwowy krzyk wadery wyrwał mnie z czeluści myśli.
- Co?! Nie, wcale nie! - wydarłem się w odpowiedzi do Manu, zapominając, że panowanie nad ciałem wróciło. Tym razem Touka spojrzała na mnie jak na idiotę. - Yyy, to nie było... To zbyt skomplikowane! W moim mózgu... A nieważne!!!
Wadera się zaśmiała i obróciła w stronę wyjścia.
- Idziemy szukać tej jaskini, czy nie? - skinąłem ochoczo głową i ruszyłem za nią. - Masz już jakiś zamysł tego, gdzie chcesz mieszkać?
- No jasne, że potrzebuję jaskini ze złota wysadzanej kamieniami szlachetnymi! - prychnąłem i od razu się poprawiłem: - Ale chyba wystarczyłaby mi jakaś jaskinia zalana do połowy wodą. To takie moje małe marzenie. A jeszcze jakby miała wejście od góry, to byłoby cudo. Mógłbym wybudować ozdobne schody z lodu, albo drabinkę... Do tego jakiś stolik i małe ognisko na środku.
- W wodzie?
- Nie! Całą wodę zmienię w lodowe ściany, podłogi, tarasy, schodki, meble i inne takie pierdółki. Może w formie demona uda mi się nawet zrobić filiżankę?
<Touka?>
niedziela, 3 stycznia 2016
Od Kasumi do Touki
Po niezbyt czułym pożegnaniu z moim nauczycielem wyruszyłem w samotną podróż w poszukiwaniu... w zasadzie nie mam pojęcia czego. Mój mentor - Manu, twierdzi, że muszę znaleźć dom. To najprawdopodobniej jedna z głupich zagadek tego starego dziada. Niepotrzebnie wszystko utrudnia. Jest trochę jak duże, stare drzewo - wie bardzo wiele, ale nigdy nie powie niczego wprost, w końcu drzewa nie mówią. Więc mój nauczyciel kombinuje jak koń pod górkę i wymyśla te durne zagadki. Zaczyna mnie to coraz bardziej wkurzać, ale mimo to, gdybym nie szedł teraz w śniegu po kolana i prawie nie zamarzał, posłusznie kierował bym się do tego "domu". Czy życie musi być aż tak skomplikowane?
Najwidoczniej musi, bo jak na złość, nie mogę znaleźć żadnej jaskini, w której mógłbym odpocząć. Nie ma, to nie ma, trudno, trzeba sobie jakoś radzić i koniec. Zatrzymałem się w śniegu po kolana i rozejrzałem rozmyślając o wyjściu z tej sytuacji. W tej postaci zbyt wiele nie zdziałam, mogę co najwyżej rozpalić ognisko. Rozpuściłem odrobinę śniegu na zboczu góry, wzdłuż której idę. Z moją pomocą woda spłynęła z niego i zrobiła jakby rynnę bez śniegu, na zboczu mojej góry. Spojrzałem w dziurę. Zmasakrowana ciężarem śniegu i zamarznięta trawa mi się raczej nie przyda. Czekaj... Jestem genialny! Rozpuściłem kolejną partię śniegu nad rynną i pozwoliłem jej swobodnie nią spłynąć. Dzięki mojej mocy zamroziłem wodę, która zamieniła rynnę w wielką ślizgawkę. Szkoda, że nie wpadam na takie genialne pomysły tak szybko jak Manu. Temu piernikowi wystarczy opisać problem, aby podał rozwiązanie. Tylko to rozwiązanie nie jest tak łatwe do zrozumienia jak moje. No nic, koniec rozmyślań. Teraz muszę znaleźć jakąś deskę, po której mógłbym zjechać po ślizgawce, a idąc zasadą, że życie nie może być proste raczej prędko go nie znajdę. Po przeszukaniu zbocza na którym aktualnie się znajdowałem, z miernymi skutkami, wdrapałem się na górę, z której wziąłem wodę. Na jej płaskim szczycie znalazłem pokaźnych rozmiarów kłodę, którą spuściłem w dół po śniegu. Zbiegłem za nią. Tyle zachodu, a szybciej bym pokonał tę drogę pieszo. Trudno się mówi. Położyłem się na kłodzie i spróbowałem zjechać rynną. Nie no, jeszcze musiałem znaleźć antypoślizgową kłodę? Położyłem się zrezygnowany na śniegu, ale od razu wróciłem do poprzedniej pozycji, bo zrobiło mi się zimno. Pff, czemu ja na to nie wpadłem wcześniej? Szybko rozpuściłem kolejną partię śniegu i oblodziłem kłodę od spodu. Wskoczyłem na nią a ta od razu zaczęła się ślizgać, nawet po śniegu. Na chwilę obróciło mnie tyłem do rynny i kłoda wpadła na jej tor. Ups, to nie tak miało wyglądać! Kłoda zaczęła się kręcić podczas zjazdu i chyba nazwałbym to świetną zabawą, gdyby nie ruch, który zauważyłem przy końcu "zjeżdżalni". 'Drogi Manu, zginąłem zderzając się z czarnym zwierzęciem po szaleńczym zjeździe kłodą. Przepraszam, nie chciałem cię zostawiać.' - wysłałem ironiczne myśli do Manu. 'Masz mnie z głowy, stary' - dodałem. Obróciłem się w stronę końca zjazdu i ujrzałem czarnego wilka. Nie, nie, nie chcę mieć wadery na sumieniu! Szybko rozpuściłem odrobinę śniegu i zamroziłem go nad wilkiem, abym przeleciał nad nim. Wyleciałem w powietrze. Nie tak chciałem umrzeć!
- Właśnie uratowałem ci życie kosztem mojego! - wrzasnąłem z ironią tuż przed zderzeniem z drzewem.
***
Stałem nieruchomo w czarnej pustce. Świetnie, Manu przejął mój sen, dlatego nie mogę się ruszać. Stary dureń!
- Słyszałem! - pojawiło się w moich myślach. Jeśli już, to nie słyszałeś, tylko przeczytałeś z moich myśli. Chciałem wystawić mu język, jednak z powodu przejęcia snu, moje ciało było nie do użytku. No nic, trzeba słuchać co ma mi do przekazania. - I to mi się podoba. Mamy kilka spraw do omówienia.
Stałem bezczynnie starając się nie myśleć o niczym, co jednak nie jest zbyt proste. Mimo wszystko z moich myśli można było wyczytać jedno zdanie: 'Ja... umarłem?'
- Nie Kas, zemdlałeś. Ale pamiętasz tą waderę, którą widziałeś przed wpadnięciem w drzewo? - nie zareagowałem na jego pytanie. Oczywiście, że pamiętałem, jej obraz trudno wymazać z pamięci. Była inna niż wilki, które do tej pory widywałem. Jej znamię, którego nie rozumiałem połyskiwało w słońcu, a niebieskie oczy rozumiały cały świat. A jednak byłem dla niej wredny. Hah, no i prawidłowo! - Nie możesz się tak zachowywać! To niegrzeczne!!! Ta wadera jest tym, czego szukałeś, Kas, ona będzie domem, więc nie możesz być dla niej niemiły, bo ją stracisz. Miejsce domu wybrało twoje serce. Wybrało Toukę.
'Toukę?' - pomyślałem.
- Tak się nazywa, idioto! - Hej! To ty tu jesteś idiotą! A z resztą, spadaj z mojego umysłu! Touka, piękne imię, ale co mi po nim?
Manu opuścił mój sen i w końcu mogłem porządnie wypocząć.
***
Obudziłem się na posłaniu w jakiejś obcej mi jaskini. Od razu podeszła do mnie czarna wadera z niebieskimi oczami.
- Cześć - powiedziała.
- Hej? - zapytałem ironicznie. - Oj, przepraszam, najprawdopodobniej jestem w twojej jaskini i na twoim terenie, co stawia mnie w takiej sobie pozycji, zwłaszcza jeśli będę wobec ciebie wredny, co prędzej czy później i tak się stanie, więc jestem Kas.
Uśmiechnąłem się głupkowato, a wadera ponownie na mnie spojrzała.
<Touka?>
Najwidoczniej musi, bo jak na złość, nie mogę znaleźć żadnej jaskini, w której mógłbym odpocząć. Nie ma, to nie ma, trudno, trzeba sobie jakoś radzić i koniec. Zatrzymałem się w śniegu po kolana i rozejrzałem rozmyślając o wyjściu z tej sytuacji. W tej postaci zbyt wiele nie zdziałam, mogę co najwyżej rozpalić ognisko. Rozpuściłem odrobinę śniegu na zboczu góry, wzdłuż której idę. Z moją pomocą woda spłynęła z niego i zrobiła jakby rynnę bez śniegu, na zboczu mojej góry. Spojrzałem w dziurę. Zmasakrowana ciężarem śniegu i zamarznięta trawa mi się raczej nie przyda. Czekaj... Jestem genialny! Rozpuściłem kolejną partię śniegu nad rynną i pozwoliłem jej swobodnie nią spłynąć. Dzięki mojej mocy zamroziłem wodę, która zamieniła rynnę w wielką ślizgawkę. Szkoda, że nie wpadam na takie genialne pomysły tak szybko jak Manu. Temu piernikowi wystarczy opisać problem, aby podał rozwiązanie. Tylko to rozwiązanie nie jest tak łatwe do zrozumienia jak moje. No nic, koniec rozmyślań. Teraz muszę znaleźć jakąś deskę, po której mógłbym zjechać po ślizgawce, a idąc zasadą, że życie nie może być proste raczej prędko go nie znajdę. Po przeszukaniu zbocza na którym aktualnie się znajdowałem, z miernymi skutkami, wdrapałem się na górę, z której wziąłem wodę. Na jej płaskim szczycie znalazłem pokaźnych rozmiarów kłodę, którą spuściłem w dół po śniegu. Zbiegłem za nią. Tyle zachodu, a szybciej bym pokonał tę drogę pieszo. Trudno się mówi. Położyłem się na kłodzie i spróbowałem zjechać rynną. Nie no, jeszcze musiałem znaleźć antypoślizgową kłodę? Położyłem się zrezygnowany na śniegu, ale od razu wróciłem do poprzedniej pozycji, bo zrobiło mi się zimno. Pff, czemu ja na to nie wpadłem wcześniej? Szybko rozpuściłem kolejną partię śniegu i oblodziłem kłodę od spodu. Wskoczyłem na nią a ta od razu zaczęła się ślizgać, nawet po śniegu. Na chwilę obróciło mnie tyłem do rynny i kłoda wpadła na jej tor. Ups, to nie tak miało wyglądać! Kłoda zaczęła się kręcić podczas zjazdu i chyba nazwałbym to świetną zabawą, gdyby nie ruch, który zauważyłem przy końcu "zjeżdżalni". 'Drogi Manu, zginąłem zderzając się z czarnym zwierzęciem po szaleńczym zjeździe kłodą. Przepraszam, nie chciałem cię zostawiać.' - wysłałem ironiczne myśli do Manu. 'Masz mnie z głowy, stary' - dodałem. Obróciłem się w stronę końca zjazdu i ujrzałem czarnego wilka. Nie, nie, nie chcę mieć wadery na sumieniu! Szybko rozpuściłem odrobinę śniegu i zamroziłem go nad wilkiem, abym przeleciał nad nim. Wyleciałem w powietrze. Nie tak chciałem umrzeć!
- Właśnie uratowałem ci życie kosztem mojego! - wrzasnąłem z ironią tuż przed zderzeniem z drzewem.
***
Stałem nieruchomo w czarnej pustce. Świetnie, Manu przejął mój sen, dlatego nie mogę się ruszać. Stary dureń!
- Słyszałem! - pojawiło się w moich myślach. Jeśli już, to nie słyszałeś, tylko przeczytałeś z moich myśli. Chciałem wystawić mu język, jednak z powodu przejęcia snu, moje ciało było nie do użytku. No nic, trzeba słuchać co ma mi do przekazania. - I to mi się podoba. Mamy kilka spraw do omówienia.
Stałem bezczynnie starając się nie myśleć o niczym, co jednak nie jest zbyt proste. Mimo wszystko z moich myśli można było wyczytać jedno zdanie: 'Ja... umarłem?'
- Nie Kas, zemdlałeś. Ale pamiętasz tą waderę, którą widziałeś przed wpadnięciem w drzewo? - nie zareagowałem na jego pytanie. Oczywiście, że pamiętałem, jej obraz trudno wymazać z pamięci. Była inna niż wilki, które do tej pory widywałem. Jej znamię, którego nie rozumiałem połyskiwało w słońcu, a niebieskie oczy rozumiały cały świat. A jednak byłem dla niej wredny. Hah, no i prawidłowo! - Nie możesz się tak zachowywać! To niegrzeczne!!! Ta wadera jest tym, czego szukałeś, Kas, ona będzie domem, więc nie możesz być dla niej niemiły, bo ją stracisz. Miejsce domu wybrało twoje serce. Wybrało Toukę.
'Toukę?' - pomyślałem.
- Tak się nazywa, idioto! - Hej! To ty tu jesteś idiotą! A z resztą, spadaj z mojego umysłu! Touka, piękne imię, ale co mi po nim?
Manu opuścił mój sen i w końcu mogłem porządnie wypocząć.
***
Obudziłem się na posłaniu w jakiejś obcej mi jaskini. Od razu podeszła do mnie czarna wadera z niebieskimi oczami.
- Cześć - powiedziała.
- Hej? - zapytałem ironicznie. - Oj, przepraszam, najprawdopodobniej jestem w twojej jaskini i na twoim terenie, co stawia mnie w takiej sobie pozycji, zwłaszcza jeśli będę wobec ciebie wredny, co prędzej czy później i tak się stanie, więc jestem Kas.
Uśmiechnąłem się głupkowato, a wadera ponownie na mnie spojrzała.
<Touka?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)