niedziela, 24 kwietnia 2016

Od Kasumi'ego cd Touki

Zapowiada się tydzień lenistwa.
Tego jedzenia wystarczyłoby mi prawdopodobnie na miesiąc, gdybym je zamroził. W sumie, nie głupi pomysł.
- Jakby co, to przez następny rok możesz przychodzić na obiad - zażartowałem wywracając oczami. Wziąłem koszyk w pysk i wymruczałem niezrozumiałe 'dziękuję' Rzuciłem koszyk za siebie, tworząc coś w rodzaju śnieżnej poduszki, na którą upadł. -W sumie, jak chcesz, to możesz wejść...
Obejrzałem wnętrze jaskini wyłapując ewentualne śmieci. Było nawet czysto, pomijając pył z ogniska i rozwalone wejście.
- Tylko musiałbym naprawić schody - przewróciłem oczami. - Jak rano wybiegłem, to aż się zbiły.
- Nie rób sobie kłopotu.
- I tak muszę je naprawić. Jakoś trzeba się również odwdzięczyć za tonę żarcia, prawda? - uśmiechnąłem się szeroko.
- Nie mam już czasu. Całe popołudnie przebalowałam, obowiązki wzywają.
- No to chociaż obejrzyj pokaz moich mocy. W sumie to nawet nie wiem, czy wiesz co potrafię - podniosłem dumnie głowę. - Z drugiej strony to nawet mebli nie mam jeszcze. Może by tu urządzić jakąś parapetówkę?
- Jedzenie już masz - Touka zażartowała.
- Na to wygląda - zamyśliłem się. - Serio nie wpadniesz?
- Nie mogę. Obowiązki alfy i te sprawy.
- Szkoda. Miałem nadzieję na wspólną herbatę.
- Innym razem - zapewniła wadera, uśmiechając się przyjacielsko.
- Twardo stoisz? - zażartowałem, na co wadera skinęła. Pchnąłem ją w bok, przez co się zachwiała, ale ustała w miejscu. - No to trudno. Do zobaczenia... kiedy?
- Niedługo.
- No to... cześć - zanim się obejrzałem, Touka gnała już po drodze powrotnej do wodospadu. Pokręciłem zrezygnowamy głową. - Ja bym tak nie potrafił.
Zwróciłem się z powrotem do mojej jaskini i wskoczyłem do środka, uprzednio rozpuszczając odrobinę lodu, aby się nie poobijać. Odnowiłem schody. Wyglądają teraz nieco inaczej, są jakby posklejane, ale to tak chwilowo, ważne by się nie rozpadały. Stworzyłem również pierwowzór zegara budzącego światłem słonecznym. Może jutro to przetestuję? Obudzę się nieco wcześniej i odwiedzę Toukę. Trzeba jej zrobić jakąś niespodziankę. Jedzenie raczej odpada. Kwiaty? Może figurka z lodu. To brzmi sensownie. Stworzę dla niej coś z wiecznego lodu z płomykiem w środku. Tylko co? Wspólny piknik. Był dzisiaj piękny zachód słońca przy bezchmurnym niebie. W końcu zdecydowałem się na bryłę z lekkimi żłobieniami imitującą spokojne morze i lodowe słońce w tle z zamkniętym w środku płomyczkiem. W mojej wyobraźni brzmi świetnie, gorzej z wykonaniem. Po chwili jestem na skraju histerii. Powoli i delikatnie formuję lód. Niestety nie mogę się przemienić w demona, choć wiele by mi to ułatwiło. Gdy kończę figurę, zostawiam ją do utrwalenia jako wieczny lód. Dopiero po północy będę mógł umieścić w środku płomyk. W sumie, ciekawe co robi teraz Touka? Wybiegła jakby się paliło.

<Touko? Gdzie tak pędzisz?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz