Chwila, chwila... Że co?
- A-ale jak? - wydukałem oszołomiony, spoglądając to na waderę, to na rośliny, które wyczarowała.
- Wytłumaczę ci innym razem - odparła beznamiętnie, po czym spojrzała przelotnie w stronę, gdzie poszło wiśniowe drzewo.
- Nie, nie - zagrodziłem jej drogę, kiedy chciała odejść. - Jak? Jak?! - ponowiłem pytanie, prostując się tak, że przewyższałem Shiiny o głowę. Wyciągnąłem szyję, więc pewnie z daleka wyglądałem jak jakaś świrnięta żyrafa. Ale kogo to obchodzi...
- Wyluzuj - burknęła, omijając mnie i posyłając niechętne spojrzenie.
- Przepraszam, co?! - tym razem to zaczynało mi naprawdę odwalać. ruszyłem za nią, jednak przypomniałem coś sobie. - Zaczekaj - rozkazałem pośpiesznie i wróciłem na polankę, gdzie cały czas rosły upragnione rośliny.
A, co tam, biere wszystko.
Wyrwałem zioła razem z korzeniami, po czym obejrzałem się za waderą. Och, nie wierzę.
Wlokła się tak wolno, że nawet nie zmienił się jej rozmiar, kiedy na nią patrzyłem. Ugh, na Ignis, to zaczyna być dziwne.
- Zakekaj! - zawołałem, wypluwając przy tym trochę ziemi z pyska. Puściłem się niezbyt szybkim biegiem za Shinny i już po chwili zrównałem się z nią. Świetnie, nawet nie zwróciła na mnie uwagi.
Znaczy, nie, żeby mnie obchodziło, czy się mną interesuje.
- O, popakcz! - zatrzymałem jej ślimaczy chód łapą i dopadłem spopieloną torbę, którą wcześniej podpaliłem. Z zapałem wyplułem rośliny z pyska, pozbyłem się także ohydnej ziemi i zacząłem pakować zioła z powrotem do sakwy. Gdy skończyłem, obróciłem się w stronę Shiiny, ale... jej nie było. Żabia twarz, co za niezrozumiała istota.
Zarzuciłem niedbale bagaż na grzbiet, a potem zdecydowanie szybciej ruszyłem za białą waderą, bo pakowanie tych roślin i czyszczenie torby zajęło mi kilka minut.
Ale nie, musiałem odszukać ją za pomocą węchu, gdyż zdążyła zniknąć na dobre i niedobre. Zacząłem łapczywie wciągać powietrze, aż wyczułem dość znajomą woń. Woń wiśni, a Shiiny z jakiegoś powody wręcz emanowała tym zapachem. Czym prędzej pobiegłem do źródła woni, aż po kilku minutach zatrzymałem się w wejściu do kolorowej od obrazków jaskini. Rozejrzałem się zdezorientowany i, muszę to przyznać - prawie posrałem się z wrażenia.
- Może dzięki temu coś kojarzysz? - zapytała Shiiny, która nagle wyłoniła się z głębi jamy. Spojrzała na mnie wyczekująco, uśmiechając się delikatnie.
- Jak? - zdołałem z siebie wydusić, a reszta słów ugrzęzła mi w gardle. Cofnąłem się, jakby przerażony, od wejścia i posłałem waderze niepewne spojrzenie, kiedy ruszyła za mną bez pośpiechu. - Jak?! - ponowiłem pytanie bliski histerii.
Jestem ciotą. Jedna wielką ciotą. Przecież to tylko obrazki, a aż połowa z nich przedstawia mnie.
Do cholery, jak?!
<Shiiny? Napięcie rośnie jak twoje rośliny ;D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz