-Nie wiem, ale może tak? - zapytałem szelmowsko.
-No to dajesz!
Wzdrygnąłem się i schowałem się w wodzie, nabrałem trochę mułu i wynurzyłem się niczym łódź podwodna. Swoim noktowizorem przeskalowałem całe otoczenie, poszukując celu ataku.
-Gdzie ten leszcz...-powiedziałem sam do siebie.
Nagle coś spadło na mnie z góry, był to basior, spadł z drzewa. Kiedy pływał tuż obok mnie postanowiłem nie być dłużny i użyłem podstępu.
-Ej Rine! Łap!
Basior obejrzał się i w tym samym momencie dostał prosto w pysk mułem i glonami uformowanymi w ciężką, obślizgłą kulę.
-Au..-po czym schował się w wodzie.
Długi czas się nie wynurzał, pomyślałem że utonął. Powoli i dość nie pewnie podszedłem do miejsca gdzie basior zniknął i zawołałem.
-Rine, parówko. Gdzież się ukrył, kreaturo zła?
Cisza. Zanurzyłem łeb i zobaczyłem spadającego na dno bezwładnego wilka. Zanurkowałem niczym wydra i chwyciłem go w pasie, wynurzyłem się wraz z nim i wyciągnąłem go na brzeg.
-Rine! -wrzasnąłem i sprawdziłem oddech towarzysza. Oddech na szczęście był lecz basior był nieprzytomny.
Sprowadziłem pomoc i przetransportowali go do jaskini ala ''szpital''. Kiedy Touka przyszła by spytać co się stało, czułem że będę miał przechlapane.
<Rine? Śpiączka? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz