To było dziwne. Wszystko, co wydarzyło się przed chwilą, nie miało najmniejszego sensu.
Gdy minęło kilka minut od zniknięcia Ivy, odzyskałem władze w łapach. Dźwignąłem się z trudem do góry i potrząsnąłem głową. Ból w plecach oraz skrzydłach jeszcze nie ustąpił, lecz nie był tak silny jak wcześniej.
I wtedy przypomniałem sobie, że Ivy pobiegła za tym pokręconym duchem - bratem. Czym prędzej otrzepałem ubrudzony liśćmi bok, po czym puściłem się pędem w obranym przez waderę kierunku. Już po dwóch minutach widziałem jej grzbiet i twarz Shiroui'ego. Zrzedłem na jego widok, lecz on zniknął, gdy tylko znalazłem się kilka metrów od nich. Mruknął coś jeszcze do swojej siostry, zanim uciekł.
- Na Ice, nic Ci nie jest! - pisnęła uradowana, lecz ja nie byłem taki szczęśliwy. - Halo? Nusari?
- Hm, a, wiem - burknąłem obojętnie. - Wiesz co, wracam do... - zamilkłem na moment, widząc jak Ivy wpatruje się we mnie zdezorientowana, a zarazem przerażona - swojej jaskini, nie wybieram się poza tereny watahy.
- N-nie myślałam tak... - wydukała niepewnie, po czym pociągnęła nosem.
- Ivy? - spojrzałem na nią zaniepokojony. - Płakałaś?
<Ivy? Wybacz spóźnienie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz