Przyjrzałam się chwilę nowemu wilkowi. Według mnie nie wyróżniał się praktycznie niczym. Jedynie jego ogon był dziwnie płomienisty. Ten szczegół pozwolił mi przypomnieć sobie setki płócien stojących i wiszących w moim pokoju do malowania. Przynajmniej na pięćdziesięciu był widoczny ten drobny płomyk, który miałam akurat przed nosem. Ze smutkiem stwierdziłam, że niepotrzebnie tak go odrzuciłam. Z drugiej strony, to jest moje drzewo.
- Shiina. - powiedziałam swoje imię. Rinermari patrzył na mnie zdziwiony przez chwilę, ale po chwili zrozumiał, że tylko odpowiadam na jego wcześniejsze pytanie. Rozejrzał się chwilę, westchnął i przyjrzał mojej wiśni.
- Nie sądzisz, że to drzewo trochę tu nie pasuje? - Rine podniósł jedną brew, a ja wzruszyłam ramionami. Podeszłam do drzewa i zapukałam delikatnie.
- Przepraszam? - drzewo odwróciło się przestawiając niektóre korzenie. - Pójdź między inne drzewa.
Drzewo powoli wyjęło z ziemi część korzeni a resztę porzuciło i zaczęło oddalać się z polany wgłąb lasu.
- Ten brak papierosów jest bardziej halucynogenny niż najlepsze grzybki jakie jadłem.
Podeszłam do niego i spojrzałam w oczy. Mówił o braku papierosów, więc pomyślałam, jak mu pomóc. Od kiedy go znam, zawsze palił. Było kilka rodzajów krzaków, które szczególnie lubił, aczkolwiek nie pamiętam jakie. Powąchałam powietrze, gdyż wiatr wiał w moją stronę. Rinermari pachniał owocami. Błyskawicznie spowodowałam wzrost pięciu roślin, które mogłyby się mu przydać. Rośliny kiełkowały, wypuszczały pączki, zrzucały liście, ponownie obrastały, kwitły i obrodziły w owoce, a Rine oglądał to niczym zaczarowany.
- Błagam, aby te rośliny były prawdziwe! - Rinermari spojrzał w niebo a ja przez chwilę cicho się zaśmiałam. - Jak masz na imię, cudowna wadero? No tak, Shiina. Jestem Rinermari...
- Wiem jak się nazywasz. - powiedziałam bez emocji.
- Skąd?!
Wzruszyłam ramionami. Pamiętam jak chował się przed kolegami, a oni gardła zdzierali podczas poszukiwań. Wszyscy wołali Rinermari, ale ja podpisywałam obrazy 'Rine'
- Znam cię, Rine.
<Rinermari?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz