Przewróciłem oczami i zobaczyłem jak wadera się oddala. Prychnąłem i pomyślałem, że w zasadzie Essix mogła przyjąć podarunek mimo tego, że ''nie lubi'' królików. Ta wadera naprawdę ma coś z głową. Postanowiłem zapukać jeszcze raz.
-Czego ty chcesz, znowu. -warknęła.
-Jak to czego, przyniosłem ci podarunek.
-Już mówiłam, że nie jadam takich rzeczy.
-Bo?
-Bo to mało krwiste.
-Aha, ale mogłaś i tak go przyjąć.
Wadera pokiwała głową i poszła do wnętrza swojej jaskini. Wzruszyłem ramionami i również poszedłem do siebie, tyle, że w głowie ułożył mi się kolejny pomysł. Pomysł na to by zrekompensować waderze krzywdę, chociaż i tak pokrzywdzoną nie była. Powiedziałbym, że jest bardziej zadumana w sobie i w swoich świętych przekonaniach.
Będąc w jaskini od razu wziąłem się za przygotowania mojego magiczno-leczniczego wywaru. Wyjąłem mój stary kociołek do praktyk, odświeżyłem go, nalałem źródlanej, zimnej wody i postawiłem to wszystko na ogniu. Co prawda mało wilków mają ogniska, ale mi jako zielarzowi jest niezbędne.
Z mojej spiżarni wyciągnąłem wszystkie potrzebne mi rośliny. Zasuszone w formie bukiecików, wyjmowałem kolejno : rokietnik, mlecz, liście buku, dębu oraz rukolę. Wrzuciłem wszystko do kociołka i czekałem aż wywar będzie gotowy. Na sam koniec dodałem sok z drzewa brzozowego i wymieszałem składniki. Następnie ów wywar przelałem do słoiczka i dodałem dekoracyjny akcent - czerwoną wstążkę w białe groszki.
-Jak teraz tego nie przyjmie, to wyleje jej to na łeb. -skwitowałem i odstawiłem prezent i lekarstwo na stole by mógł ostygnąć, a sam udałem się do swego łóżka.
<Essix? Co robisz w tym czasie, kiedy Jasper śpi? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz