Przysiadłem na mchu, gdy wadera majestatycznie otwierała koszyk. Pochyliłem się, opierając nos na brzegu kosza i wąchałem smakowitości. Czułem rybę, a nie ma niczego, co byłoby dla mnie bardziej symboliczne. Ryby nie służyły tylko do jedzenia. Nimi się walczyło, rzucało niczym śnieżkami, robiło psikusy, a nawet grało w baseball'a, ale przede wszystkim: można było uderzyć Manu po głowie. Jedynu sposób, w jaki można by go zranić, z jego własnej woli. Nie wiem o co chodziło, ale chyba po prostu lubił jeść ryby, więc ryba w łeb robiła mu przyjemność. To bez sensu.
- O czym myślisz? - wadera już się zajadała kanapką, więc błyskawicznie wziąłem kawałek ryby w łapę i uniosłem ku niebu.
- Oto jest święty pokarm bogów - błyskawicznie pochłonąłem rybkę i oblizałem wargi. - Dziękuję, że mogłem uderzyć nim Manu.
Po tej wypowiedzi wadera spoglądała na mnie nieco przytłumionym wzrokiem, zapewne nie zrozumiała moich słów, czemu się nie dziwię.
- Hmm... Co to 'Manu'?
- Manu jest takim nieco świrniętym - wymawiając ostatnie słowo, zakręciłem palcem przy uchu. - starym wilkiem.
- Skąd go znasz?
- Nie istotne. Stary przyjaciel. Po prostu go znam. Mógłbym nawet stwierdzić, że napastuje mnie w snach, a nawet w dzień wywołuje u mnie wizje, przez co mam czasami trochę świrnięte zastoje. Mój mózg jest pochłonięty snem, a ciało stoi nieruchomo. Wizje to irytująca rzecz - przewróciłem oczami. - Manu mnie wychowywał, okej? Ale i tak jest głupi. Możliwe, że akurat teraz słucha moich słów. - nachyliłem się bliżej wadery i szepnąłem.
- Interesujące - wadera oblizała pysk z dżemu i sięgnęła po kolejną porcję jedzenia. Ja tym czasem wziąłem kilka herbatników.
- Zignoruj to. O dziwo ten stary pryk dawno się nie odzywał.
- A jak ci idzie wykańczanie jaskini? - Touka zapytała z miłym uśmiechem.
- Bardo dobrze! - wstałem z entuzjazmem. Miejsca pod meble przygotowane, może jeszcze dzisiaj je zabiorę. A tymczasem, dzisiaj rano wymyśliłem system do budzenia. Polega to na tym, że o różnych porach światło słoneczne pada w różne miejsca przez otwór w moim suficie. Wystarczy, że oznaczę gdzie jest o jakiej godzinie, a kładąc się spać położę głowę w to miejsce i rano słońce mnie obudzi!
- Niezłe.
- Teraz NIGDY nie zaśpię. Czyż nie jestem genialny? - Wywróciłem się na plecy z radością.
- I skromny.
- Zawsze i wszędzie, polecam się na przyszłość - na końcu zdania rzuciłem jagodą, chcąc złapać ją i zjeść, lecz ona rozbiła się nad moim nosem pozostawiając fioletowy ślad na pysku. Touka wybuchła szczerym śmiechem, a ja zajęczałem cicho. - No błagam, przez miesiąc tego nie zmyję!
- Co najmniej trzy - dodała wadera między napadami śmiechu.
- Nie śmieszne. - stwierdziłem cicho, lecz po chwili zacząłem się śmiać z własnej głupoty. - A może jednak?
<Touko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz