Uchyliłam zaspane powieki, nieprzytomna podnosząc łeb w górę, aby zorientować się gdzie jestem. Wyszło na to, że usnęłam na dworze, ponieważ cała byłam zakryta śniegiem i tylko głowa nie była mokra, gdyż leżała na kamieniu. Podniosłam się z ziemi i otrzepałam wilgotne futro z wody, a na grzbiecie poczułam nie lada ulgę, pozbywając się ciężaru białego puchu. Ruszyłam w głąb lasu, uradowana cichym śpiewem ptaków i zapachem drzew, które delikatnie szumiały przez wiatr. Uwielbiałam takie chwile spokoju... Spokoju, póki żołądek nie da o sobie znać i jestem zmuszona iść na polowanie... Kroki skierowałam na polanę, nucąc po drodze ulubioną piosenkę. W sumie, nie wiedziałam nawet skąd ją znam... Zamknęłam oczy śpiewając na głos, a ptaki jakby pod pasowały się pod mój rytm. Skupiłam się cała na słowach i nie zauważyłam nawet, kiedy ktoś do mnie dołączył. Zdziwiona obróciłam się w tył, aby ochrzanić towarzysza, lecz się powstrzymałam
<Ktosiu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz