Wróciłem, dość okrężną drogą do mojej jaskini, zahaczając o łąkę. Jednocześnie myślałem nad tym wszystkim, czego doświadczyłem w przeciągu ostatnich kilku dni. Znalazłem "dom" - pierwszy sukces. Ciągle żyję - drugi. I wszystko byłoby super, gdyby nie dziwne uczucie ciepła na sercu, jak to określano w wiekowych księgach starego Manu. Najwidoczniej miłość, jako bycie miłym nie jest dla mnie. Z drugiej strony jeszcze nie umarłem, ani nawet łapy nie złamałem mimo zderzenia z drzewem, więc może wyjdzie mi to na dobre. Dobra karma nie jest zła... Tylko co to ma znaczyć, pierniku? Jak zwykle nic nie rozumiem. Ponownie zająłem się meblowaniem. Tym razem wyrzeźbiłem podłogę na obu piętrach i zbudowałem podstawę kominka. Jak zwykle znużony 'strasznie ciężką' pracą położyłem się. Kocham spać. To moja ulubiona część życia. No, oprócz tych snów przejętych przez Manu, nienawidzę ich. Na szczęście tej nocy nikt nie zakłócał mojego spokoju.
***
Następnego ranka, otworzyłem zaspane oczy, słysząc jakieś wołanie. Szybko spróbowałem oprzytomnieć, lecz nadal z pół przymkniętymi powiekami wyjrzałem z jaskini. Przede mną stała Touka, uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Widzę, że nie jesteś rannym ptaszkiem - zaśmiała się. - Kasumi. Halo?
Wadera machnęła mi łapą przed oczami, zauważywszy, że nie kontaktuję.
- Co? Sorry, nie do końca ogarniam co się dzieje... - odpowiedziałem, przecierając oczy. - Co cię tu sprowadza?
Zapytałem po dłuższej chwili. Mój wzrok powrócił do jako takiego stanu, więc rozejrzałem się dookoła. Wyskoczyłem z jaskini i stanąłem obok Touki.
- Akurat przechodziłam obok i pomyślałam, że przyszedł byś te meble obejrzeć.
- Jasne! Dobra, jak dla mnie trochę za wcześnie...
- Jest dwunasta! - wadera krzyknęła, a ja się zaśmiałem.
- No tak, ale wczoraj długo pracowałem i w ogóle. W końcu doszedłem do wniosku, że najlepiej by mi jasne drewno pasowało. Masz jakiś brzozowy komplecik na zbyciu może?
<Touka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz