czwartek, 11 lutego 2016

Od Nusari'ego do Ivy

Dzień był dość ciepły, jednak czasami wiał przeraźliwie silny wiatr. Postanowiłem się przejść nad wodospad z racji, że nie miałem nic ciekawego do roboty. Tereny już poznałem, teraz wystarczyło tylko znaleźć jakąś wygodniejszą jaskinię, a potem spróbować znowu znaleźć sobie zajęcie.
Wiatr uderzył w moje plecy, a pióra ze skrzydeł ugięły się pod jego siłą. Do głowy przyszła mi szalona myśl;... Rozłożyłem skrzydła na boki, po czym podskoczyłem nad ziemię, a silny powiew pchnął mnie w ten sposób. 
Dzięki mojemu szczęściu w pewnym momencie przydzwoniłem głową w drzewo. Mruknąłem coś pod nosem, a następnie, kiedy już zorientowałem się, że wodospad znajduje się przede mną, ruszyłem w jego stronę.
Woda była zimna, co przynosiło mojej krtani ulgę. Byłem potwornie spragniony... Po chwili uniosłem pysk do góry, z którego kapała woda, a moim oczom ukazała się dość nietypowa, biała wadera. Znaczy, pojawiła się tam kilka sekund temu, wcześniej jej nie było.
- Hej! - obróciłem się w stronę głosu, lecz nic tam nie zauważyłem. - Tutaj! - obracałem się jak idiota na wszystkie strony, co najwyraźniej rozbawiło wilczycę. - Coś ty taki wolny?
W odpowiedzi wzbiłem się do góry. Zawisłem kilka metrów nad ziemią, obserwując ją i jej ruchy uważnie, więc zatrzymała się raptownie przede mną, a liście oraz tumany kurzu opadły za nią w zwolnionym tempie. 
- Odpowiesz mi, poważniaku? - zadrwiła, na co przewróciłem oczami. 
- Nie jestem "poważniakiem" - wadera uśmiechnęła się szeroko. - Miałaś jakieś plany co do mnie, czy tylko chciałaś pobiegać?
- ... Nie wiem... - rozejrzała się wokół siebie. Wróciłem na ziemię, dzięki temu mogłem lepiej przyjrzeć się waderze. Miała czarne oraz szare plamki na całym ciele, a oczy w dwóch różnych kolorach. W lewym uchu zauważyłem kilka kolczyków. - Gonisz! - zawołała, dotykając mnie szybko łapą, a potem widziałem tylko piach i liście, unikające silnych łap wilczycy.
Co mógłbym zrobić? Ruszyłem w pogoń za waderą, co zajęło mi dłuższą chwilę. Podążając jej śladem, znalazłem się nad jeziorem. Słońce minimalnie chyliło się ku zachodowi, więc tworzyło romantyczną lub tajemniczą aurę, przynajmniej dla mnie to pierwsze. Począłem rozglądać się po terenach, aż wreszcie znalazłem jej biały ogon, wystający z gęstych krzewów, które nabrały ciemniejszej barwy. Podleciałem do niej cicho, po czym dotknąłem futra znalezioną wcześniej gałązką. 
- Bu! - ryknąłem, lądując na ziemi. Uśmiech wymalował się na moim pysku. - Dogoniłem ciebie!
- Wystraszyłeś mnie! - wilczyca posłała mi urażone spojrzenie. Kiedy już udało jej się wygramolić z krzaków, zerknąłem na nią przepraszająco. - Poważniak.
- Ile razy mam powtarzać, że nie jestem poważniakiem?! - na to wilczyca uśmiechnęła się przerażająco szeroko.
- Och, tylko nie wybuchnij, ....? - spojrzała na mnie.
- Nusari - mruknąłem tylko, zginając przy okazji skrzydła.
- Ivy - odparła, a jej wzrok był w tym momencie nad wyraz podejrzliwy. Nastała potwornie długa i krepująca cisza.
- Hm, więc, Ivy... Czy są tu jeszcze jakieś jaskinie, otoczone drzewami? - powiedziałem wreszcie. Wzmianka o drzewach mocno zdziwiła waderę, co potwierdzał jej wyraz twarzy.

(Ivy?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz