piątek, 12 lutego 2016

Od Nusari'ego cd Ivy

Tego uczucia nie potrafiłem określić. Miałem w głowie tyle myśli i słów, że przez moment wylatywały one z moich uszu. Kiedy wyczułem cierpliwe spojrzenie wadery na sobie, potrząsnąłem głową, po czym spojrzałem na jamę.
Było to kamienne schronienie, zewnętrzne ściany oraz wejście pokryte grubą warstwą mchu. Dzięki niemu otoczenie stało się o wiele bardziej zielone. Drzewa otaczały nas ze wszystkich stron oprócz części jaskini.
Weszliśmy do środka. Wadera, znajdując jakąś skalną półkę z prawej strony, wskoczyła na nią i usadowiła się wygodnie. Oczarowany zacząłem rozglądać się po jaskini. Widząc to, Ivy parsknęła wesoło, lecz nie chciałem teraz zwracać na nią uwagi. 
- Norwegia - wydusiłem z siebie nieświadomie, a kiedy zorientowałem się, co się właśnie stało, spuściłem głowę speszony. Wilczyca spojrzała na mnie zaciekawiona. - Pytałaś mnie o moje pochodzenie...
- Czasami wydaje mi się, że twoja reakcja jest zbyt opóźniona - sarknęła radośnie, po czym zeskoczyła na dół. Obdarzyłem ją urażonym spojrzeniem, na co ona znowu się zaśmiała.
- Skoczę po swoje rzeczy, może masz ochotę się ze mną przejść? - zapytałem po dłuższej chwili, która znowu zapanowała w jamie.
- Skoro chcesz skoczyć, to skaczmy - i tak oto Ivy opuściła mój nowy dom w podskokach jak owieczka ze snów. Wyglądała zabawnie, więc pozwoliłem sobie pośmiać się przez moment.
- Wiesz, co jest ciekawe? - zagaiłem, kiedy już szliśmy w kierunku wodospadów, aby potem zakręcić w lewo i odnaleźć moją torbę. - Śmieje się rzadko, a ostatnio robiłem to prawie rok temu. Dzięki.
Wadera nie odpowiedziała mi. Miała przygnębioną minę, co nieco zbiło mnie z tropu. Trąciłem ją skrzydłem, lecz dopiero po chwili ocknęła się z zamyślenia.
- Hm? A, nie ma za co - może i znałem ją dopiero godzinę, a nawet mniej, wydawało mi się, że coś jest nie tak. - O, zobacz! Wodospad! Dokąd teraz?
- W lewo. Ścigamy się? - rozłożyłem skrzydła, posyłając jej łobuzerskie spojrzenie. Gwiazda na moim ogonie zatrzęsła się razem z nim. 
- Widzimy się na miejscu! - i już jej nie było. Tym razem głos był żywszy, taki, jaki usłyszałem, kiedy ją spotkałem.
Uśmiechnąłem się pod nosem, a następnie poleciałem między drzewami w kierunku, w którym zmierzała wadera.

<Ivy? *jaka wena u mnie)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz