-Jeżeli trochę poćwiczysz, będziesz tak samo śmigała jak ja.-powiedziałem szpanersko się uśmiechając.
-Trochę? -wadera zaśmiała się.
-Nie bądź takim niedowiarkiem. -chwyciłem ją umiejętnie, tak że stała już na wszystkich łapach stabilnie. Powoli ruszyłem, wciąż ją trzymając.
-Co ty robisz! - krzyknęła przerażona.
-Spokojnie, wiem co robię rosiczko.
Trzymałem ją mocno, tak by mi nie wypadła, ani się nie przewróciła. Po 10 minutach oboje sunęliśmy po tafli zamarzniętego jeziora, jak para żurawi na niebie. Po kolejnych minutach przejażdżki, puściłem waderę. Seven tego nawet nie zauważyła, jechała po lodzie, niemal jak łyżwiarka figurowa. Kiedy zorientowała się, że sama sunie po lodzie, zatrzymała się i obejrzała na mnie.
-I jak? -spytałem.
-To niemożliwe, to naprawdę proste..- powiedziała nie dowierzając.
-Przecież mówiłem..- uśmiechnąłem się, podjechałem do brzegu i zerwałem zamrożony kwiatek, po czym wetknąłem go we włosy wadery.
<Seven?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz