sobota, 26 grudnia 2015

Od Hailee

Była noc, była śnieżyca. Nie byłam przyzwyczajona do samodzielnego życia nawet w wielkim pałacu miałam wiele służek, a co dopiero w górskiej przełęczy. Szłam powoli, byłam głodna i zmęczona, w końcu nie miałam gdzie spać, a miejsca w których sypiałam w trakcie wędrówki były dla mnie nie do zniesienia. Było mi zimno, pomimo tego, że byłam okryta moim najcieplejszym płaszczem. Zaczynałam powoli żałować tego co zrobiłam i zrozumiałam mój błąd
- Mógłby nam chociaż dać jakiś środek transportu - Prychnęłam
- Moja Pani, nich się Pani cieszy, że w ogóle mogę z Panią iść - Odpowiedział mój służący Aiden
- I tak długo nie pożyję w takich warunkach - Zaskomlałam smutno - Jaaaa chcę do domuuuuu
- Wasza wysokość, chyba widzę jaskinię - Krzyknął Basior próbując przekrzyczeć wiatr - Niech Panienka biegnie w tamtą stronę!
Podbiegłam w kierunku wnęki w skalnej ścianie. Rozejrzałam się i stwierdziłam z odrazą:
- Ale tu jest okropnie 
W tym samym momencie do jaskini wszedł służący z całym moim bagażem. Nie miałam zamiaru znosić takich warunków.
- Aiden! - Krzyknęłam na dyszącego Basiora - Rozstaw tutaj mój obóz - Stwierdziłam stanowczo, po czym usiadłam czekając, aż służący wykona rozkaz. Po pół godziny w jaskini stał duży namiot zrobiony z najlepszego materiału dostępnego w moim królestwie. Był to nieco inni namiot niż te które są teraz. Miał cztery wysokie ściany i spiczasty daszek. Jedna ze ścian była zastąpiona cienkimi jedwabnymi zasłonkami który można było podwinąć. W centralnym miejscu namiotu znajdowało się moje posłanie z wieloma futrami, kocami i poduszkami wszelakiej maści. Przy ścianach stały kufry z moją garderobą, biżuterią i innymi tymi podobnymi. Przed namiotem Służący rozpalił ognisko by nas trochę ogrzać.  Siadłam koło ognia w mojej ludzkiej postaci i zaczęłam rozczesywać moje mokre od śniegu włosy. Przykryłam się kocem i przysunęłam ręce bliżej ognia by je ogrzać. Cała dygotałam z zimna.

***
 Czytelniku czy poruszył cię los Hailee czy współczujesz jej i uważasz, że nie zasłużyła na takie "cierpienia"? Ja nie. W końcu sama sobie na to zapracowała. Poza tym ona okropnie dramatyzuje przecież każdy normalny wilk żyje w takich warunkach. A jej służący? Dźwiga cały jej bagaż do tego chroni i żywi rozpuszczoną Waderę, a ona nim pomiata. Oj Hailee, musisz się zmienić...

***
obudziłam się wcześnie rano i od razu poczułam doskwierający mi głód. 
- Dobrze, że się Pani obudziła - Basior uśmiechnął się do mnie - Ja wychodzę, żeby coś upolować, niech jej Wysokość się nie oddala.
- Pff nie mam zamiaru - burknęłam i usiadłam na łóżku.
Rozejrzałam się po jaskini, obok ogniska stała miska (Tak w dawnych czasach ludzie zamiast umywalek używali dużych ozdobnych mis) z ciepłą wodą. podeszłam do niej klęknęłam po czym zanurzyłam ręce w wodzie. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Opłukałam wodą twarz, po czym wzięłam się do nakładania makijażu. 
Minęło kilka godzin - służący nie wracał.
Minął dzień - służący nie wracał.
zaczęłam się martwić. Nie miałam nic do jedzenia, ani picia. Nie miałam towarzystwa. Nie umiałam nawet rozpalić ognia. Nie mogłam żyć sama, potrzebowałam opieki (W ludzkiej postaci Hailee ma 18 lat). Bałam się wyjść do zewnętrznego świata. Wstyd się przyznać, ale ja jeszcze nigdy nie byłam na dworze bez swoich służek. W pewnym momencie zauważyłam przed wejściem do jaskini wilczą sylwetkę. Natychmiast zmieniłam postać i podbiegłam do wejścia
- Proszę, pomóż mi! - Krzyknęłam najbardziej uroczym tonem jakim tylko mogłam z siebie wydobyć.

< Kto pomoże Hailee? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz