Przemierzałem spokojnie jakąś granice, kiedyś ktoś z nienacka rzucił się na mnie. Poturbowany sturlałem się z góry, prosto do jakiegoś rowu. Umorusany i wściekły usłyszałem czyiś śmiech. Wyszedłem z dziury, otrzepałem się i chciałem już temu, który mnie napadł wygłosić kazanie lecz okazało się, że ów gagatek jest waderą. A wadery to przecież co innego, odkrząknąłem zatem i powiedziałem najspokojniej jak umiałem.
-Droga kobitko, powiedz mi proszę z jakich to racji, przyprawiłaś mnie o mdłości.-powiedziałem zażenowany.
-Hm..to ty słuchaj i mi odpowiedz. Jestem tutaj strażnikiem granicznym, więc jak sama nazwa wskazuję pilnuję granicy.
-Nie wiedziałem, że tutaj znajduje się jakaś wataha.- wydukałem.
-Owszem, i jeżeli zaraz nie zaczniesz stąd zmiatać, to zapoznam cię z alfa i obywatelami.- warknęła.
-Nie szukam, kłopotów, tylko siostry..słyszałem, że gdzieś tu jest. Phi.- westchnąłem nieco zagubiony.
-Nie mnie tu będziesz wciskał kit, cwaniaczku!
Po tych słowach jak szalona rzuciła się na mnie. Nigdy wcześniej nie poznałem nikogo tak nieokiełznanego. Szarpanina przerodziła się w walkę, oboje zaciekle walczyliśmy ze sobą, momentami wyglądało to nawet jak taniec. Zmęczeni, umorusani i podrapani, wywiesiliśmy białą flagę.
-Dobra, koniec, starczy. - powiedziałem, łapiąc oddech.
-Myhym..-odparła.
Usiedliśmy obok siebie, siedziałem jak na szpilkach, ponieważ nie wiedziałem czego jeszcze mogę się spodziewać po tej dziwnej osobie. Kiedy oboje ochłonęliśmy, postanowiłem wykorzystać stosowną chwilę i zapytałem.
-To jak jest tu jakaś wadera imieniem Touka? Zaprowadzisz mnie do niej? - powiedziałem patrząc na nią wielkimi oczami i z nadzieją, że tym razem nie rzuci się na mnie.
<Ivy? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz