''Zaczyna się zima, w lasach brakuje zwierzyny, co za tym idzie nie mam co jeść od paru dni. Corobićcorobićcorobić???'' ta myśl dręczyła mnie od 10 godzin nieustannej wędrówki... podobnie zresztą jak głód, który dawał o sobie znać poprzez głośne burczenie w brzuchu. Od jakiegoś czasu nie miałam co jeść, nie miałam co pić... i byłam wykończona. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Wykańczała mnie samotność, to, że od dawna nie miałam się do kogo odezwać. Postanowiłam znaleźć przyjaciół, ale moje myśli odbiegły od tej decyzji gdy moim oczom ukazała się niezamarznięta rzeka. Wykorzystałam resztki sił by podbiec bliżej i zaczęłam pić, wręcz brać ogromne łyki wody. Kątem oka zauważyłam rybę, to jakiś cud! Skierowałam ku niej swoje myśli, dzięki czemu udało mi się ją zamrozić. Już wyjmowałam ją z wody kiedyś ktoś we mnie wbiegł przez co sama do niej wpadłam. Spojrzałam na sprawcę. Basior, chyba wkurzony, na oko starszy ode mnie, silniejszy oczywiście. Zdecydowałam nie podejmować się walki.
- Przepraszam kolego, przeszkodziłeś mi w przygotowaniu obiadu. - oznajmiłam grzecznie.
- A ktoś ci pozwolił na przebywanie tutaj? - warknął, a może burknął... nigdy nie rozumiałam tej różnicy.
- Hejejej, spokojnie, robię komuś krzywdę? - powiedziałam i mimowolnie spojrzałam na zimną rybkę - Ojej, faktycznie, ale potrzebuję pozwolenia? Dlaczego? - dodałam z lekkim zakłopotaniem. Zauważyłam, że nieznajomy już trochę ochłonął.
- To teren Watahy Argentum Nocte, chyba wiesz, że nie można od tak przyjść sobie na czyiś teren i na nim przesiadywać. - odrzekł spokojnym tonem.
- Nie, przykro mi. Nigdy nie miałam styczności z żadną watahą... ale szukam przyjaciół, więc może mogłabym dołączyć? A w ogóle jestem Moon, Moondenares, a ty? - spytałam patrząc na niego z nadzieją.
- Shibido - powiedział krótko - Chodź, zaprowadzę cię do Alfy - dodał chwilę później.
- Naprawdę? Dziękuję! - krzyknęłam radośnie i przytuliłam nowego mam-nadzieję-że-przyjaciela.
<Shibido?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz