-Pa... - szybka rozmowa i wymiana zdań i już mieliśmy zajęcie na jutro. Razem z Albinosem ułożyliśmy się wygodnie w jaskini. Zmęczony padłem na łoże z niedźwiedziego futra. Zwinąłem się a Alfonso szybko wskoczył i dopasował się wtulając we mnie.
Otworzyłem ledwo swoje ślepia... byłem w dziwnej pozycji leżałem na plecach, rozłożyłem się z otwartym pyskiem. Przede mną stała wadera, wystraszony lekko podskoczyłem.
-No hej. Już 12. A ty jeszcze spisz? - podniosła głowę.
-Em... Nie tylko.. zanurzyłem się w własnych myślach. - oznajmiłem. Alfonso wskoczył mi na brzuch przez co instynktownie napiąłem mięśnie.
-No już wstaje.. - rzekłem. I tak jak powiedziałem tak zrobiłem. Oczywiście najpierw poranna 10 sekundowa gimnastyka na naprostowanie kości. Oraz oczyszczenie futra z kurzu na przykład. Wystarczy parę razy potrzepać i już robi się puszyste, a zwłaszcza zaraz po kąpieli.
-To gdzie najpierw idziemy? -spytałem kierując pysk do wadery, w tym samym czasie Alfonso wskoczył mi na grzbiet.
<Touka? sorki za długość.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz