Słońce zaszło już dawno, a ja siedziałam właśnie w opuszczonej od dawna jaskini. Szukam jakiegoś schronienia na jedną noc,ale nie miałam zbyt dużo czasu na wybieranie. W końcu, gdy dzień chybił się już ku końcowi ,wybrałam pierwszą lepszą. A tak się jakoś złożyło ,że wnętrze groty było w jednej trzeciej zalane wodą, przez co musiałam usadowić się gdzieś na ostrych skałkach wystających z nad powierzchni. Nie było to zbyt wygodne w wilczej postaci, więc rozszczepiłam się na pojedyncze, świetliste promyki i poskładałam z powrotem do kupy- ale ty razem usiadłam tam jako człowiek. Byłam zwykłą dziewczyną o nienaturalnie niebieskich włosach i jasnej skórze, a jedyne co na sobie miałam to jedwabna koszula nocna z koronkowymi wykończeniami. Była dość długa, bo do sięgała mi aż do kostek. Na ramionach miałam krzywo zawiązany biały szlafrok.
Podczas przemiany cała jaskinia rozświetliła się tysiącem barw, odbijających się od wody. Oby nikt na to nie zwrócił uwagi...
Nie chciało mi się już przejmować takimi błahostkami, byłam już zmęczona i bardo chętnie położyłabym się już spać.
Problem bym w tym że nu było gdzie spać. Skalnych półek nie było, a jedyne kamienie które wystawały z wody były zbyt małe i na wilka i na człowieka. Więc pozostało mi tylko przespać się w wodzie.
Jako dziewczyna byłam wyższa, przez co chociaż miałam pewność, że nie utopię się podczas snu. Zsunęłam się ze skałki i zanurzyłam palce w wodzie. Była niewiarygodnie ciepła. Czyli natrafiłam na gorące źródła?
Tyle że...zmoknę. Nie ważne że ja, tylko moje ubranie. Nie mogłam w ubraniu tak po prostu wejść do wody. Chociaż? Chrzanić to. Mam już dość tych zmartwień jak na jedną noc.
Odrzuciłam szlafrok na skały i zanurzyłam się w krystalicznie czystej wodzie. Sięgała mi do ramion, a para która ulatniała się z jej tafli nadawała pomieszczeniu tajemniczą atmosferę. Odetchnęłam z ulgą i zamknęłam oczy. Chciałam wypocząć chociaż w tą jedną noc. Nieważne ile prześpię. Ważne że chociaż znalazłam jakiś wygodny kącik. Problem w tym że spokój tego wygodnego kącika może zaburzyć cokolwiek. Albo ktokolwiek.
<Ktoś się skusi?>
czwartek, 31 grudnia 2015
Od Touki cd Kenai'ego
Razem z Kenaim wyruszyliśmy do miejsca zwanym źródłem zdrowia. Było to miejsce, gdzie każdy chory lub zraniony wilk uzyskiwał łaskę i nowe życie. Szczerze mówiąc, nie chciało mi się wędrować z nim, aż po same źródło, mogłam np. wysłać z nim moją prawą rękę - Stellę. Niestety ona ma inne obowiązki, ciągle coś robi, oprowadza nowe wilki po watasze, kwateruje je, zapracowana wadera. No nic, musiałam się zgodzić, w końcu nawet najbardziej upierdliwemu wilkowi w watasze trzeba pomóc..
-Jak nie będziesz miał siły iść to powiedz. -syknęłam.
-Dlaczego miałbym nie móc?
-Trucizna powoli będzie wżerać się w twoje tkanki, co sprawi, że będziesz słabł. -powiedziałam chaotycznym głosem, co sprawiło że basior w końcu się przejął. -Więc zacznij lepiej pisać testament, bo nie wiadomo czy zdążymy dojść do źródełka przed tą burzą śnieżną. -wskazałam na niebo. Basior głośno przełknął ślinę, po czym wyjął kartkę z torby i zaczął coś na niej bazgrać.
-Eh, przestań, tylko żartowałam! Na pewno zdążymy, chodź nie marnuj czasu. -powiedziałam zła na siebie.
Byliśmy już u podnóża góry, gdzie znajdowała się lecznica, uradowana powiedziałam z satysfakcją do basiora:
-Zobacz, to już tu!
-Uff, chodźmy szybko! BĘDĘ ŻYŁ!! -wykrzyknął w niebo głosy.
Przez porywczy krzyk basiora, osunęła się wielka chmara śniegu, która była tuż nad nami. Kiedy usłyszałam cichy szmer, wiedziałam że mamy kłopoty. Lawina, leciała jak oszalała, niszczyła wszystko co miała na drodze, drzewa, małe jamy. Zasypywała wszystko, także nasze wejście do groty, gdzie było źródło, na szczęście w ostatniej chwili zdążyłam odepchnąć basiora i razem z nim wbiec do pobliskiej innej groty, żeby się uchronić. Oprócz tego, że lawina zasypała wejście do tamtej jaskini, to jeszcze do naszej, całe szczęście, że udało nam się wbiec..
-Uff..-odetchnęłam z ulgą.
-Jakie 'uff''?! Teraz umrę na pewno! -powiedział zmieszany.
-Przestań się rozklejać. -strzeliłam go w pysk, tak by przestał panikować.
-Au..-złapał się za pysk.
Obeszłam jaskinię dookoła, sprawdziłam czy nie ma żadnych ukrytych przejść albo jakiś zapadni, tuneli, dziur, czegokolwiek. Niestety nie było. Zamknięci nie wiedzieliśmy co robić, a ja nie miałam żadnego pomysłu.
-Kicha. -powiedziałam kopiąc jakiś lodowy kryształ.
-I co teraz zrobimy? -powiedział niemalże łamiąc swój głos w pół.
-Ty jesteś szamanem, znaczy obrońcą, ale wyglądasz jak szaman i znasz się na tych wszystkich ziołach i eliksirach. Nie masz żadnych pomysłów na uwolnienie nas stąd? Nie wiem może jakieś duchy ognia wezwiesz czy co? -powiedziałam krzywiąc się na myśl o ogniu.
<Kenai? >
-Jak nie będziesz miał siły iść to powiedz. -syknęłam.
-Dlaczego miałbym nie móc?
-Trucizna powoli będzie wżerać się w twoje tkanki, co sprawi, że będziesz słabł. -powiedziałam chaotycznym głosem, co sprawiło że basior w końcu się przejął. -Więc zacznij lepiej pisać testament, bo nie wiadomo czy zdążymy dojść do źródełka przed tą burzą śnieżną. -wskazałam na niebo. Basior głośno przełknął ślinę, po czym wyjął kartkę z torby i zaczął coś na niej bazgrać.
-Eh, przestań, tylko żartowałam! Na pewno zdążymy, chodź nie marnuj czasu. -powiedziałam zła na siebie.
Byliśmy już u podnóża góry, gdzie znajdowała się lecznica, uradowana powiedziałam z satysfakcją do basiora:
-Zobacz, to już tu!
-Uff, chodźmy szybko! BĘDĘ ŻYŁ!! -wykrzyknął w niebo głosy.
Przez porywczy krzyk basiora, osunęła się wielka chmara śniegu, która była tuż nad nami. Kiedy usłyszałam cichy szmer, wiedziałam że mamy kłopoty. Lawina, leciała jak oszalała, niszczyła wszystko co miała na drodze, drzewa, małe jamy. Zasypywała wszystko, także nasze wejście do groty, gdzie było źródło, na szczęście w ostatniej chwili zdążyłam odepchnąć basiora i razem z nim wbiec do pobliskiej innej groty, żeby się uchronić. Oprócz tego, że lawina zasypała wejście do tamtej jaskini, to jeszcze do naszej, całe szczęście, że udało nam się wbiec..
-Uff..-odetchnęłam z ulgą.
-Jakie 'uff''?! Teraz umrę na pewno! -powiedział zmieszany.
-Przestań się rozklejać. -strzeliłam go w pysk, tak by przestał panikować.
-Au..-złapał się za pysk.
Obeszłam jaskinię dookoła, sprawdziłam czy nie ma żadnych ukrytych przejść albo jakiś zapadni, tuneli, dziur, czegokolwiek. Niestety nie było. Zamknięci nie wiedzieliśmy co robić, a ja nie miałam żadnego pomysłu.
-Kicha. -powiedziałam kopiąc jakiś lodowy kryształ.
-I co teraz zrobimy? -powiedział niemalże łamiąc swój głos w pół.
-Ty jesteś szamanem, znaczy obrońcą, ale wyglądasz jak szaman i znasz się na tych wszystkich ziołach i eliksirach. Nie masz żadnych pomysłów na uwolnienie nas stąd? Nie wiem może jakieś duchy ognia wezwiesz czy co? -powiedziałam krzywiąc się na myśl o ogniu.
<Kenai? >
Od Hailee cd Nusari'ego
Po kilku tygodniach Hailee zaczęła przyzwyczajać się do nowego, samodzielnego stylu życia. Pogodziła się też ze śmiercią Aidena. Wilczyca osiedliła się w jaskini w której nocowała po raz pierwszy na terenie tej watahy.
Dzisiejszego dnia Wadera wadera wstała o wschodzie słońca. Otworzyła leniwie oczy i szybko wyskoczyła z posłania, rozejrzała się po swojej jaskini i stwierdziła, że nie ma już niczego co mogła by zjeść. Pomyślała też, że nie wiadomo jak może być z pogodą dlatego lepiej zrobić trochę zapasów. Wilczyca skierowała się w stronę polany biegnąc truchtem. Śnieg nie padał od dwóch dni, więc na ziemi leżała jedynie cienka warstwa białego puchu. Ponieważ polowanie szło kej raczej nieudolnie to sporo czasu zajęło jej złapanie jednej wiewiórki, lecz po kilku godzinach jej wysiłek opłacił się. Miała kilka zajęcy i dwie wiewiórki. Oraz jakąś padlinę którą znalazła na obrzeżach lasu. Sama nie byłaby w stanie przecież powalić dorosłego jelenia. Lila zostawiła swój łup w jednym miejscu i poszła zorientować się w terenie, by trafić z powrotem do jaskini. Gdy wiedziała już którędy ma iść zauważyła jakiegoś wilka zbliżającego się do jej zdobyczy. Szybko podbiegła tam, by ten nie wykorzystał tej okazji. Stanęła za jego plecami i odchrząknęła
- Hej, zmykaj stąd, to moje - Powiedziała stanowczo, prostując się, bo wilk był od niej sporo większy.
Basior odwrócił się i spojrzał na nią lekko zdziwiony.
- Nie rozumiesz? - Ta sytuacja zaczynała ją irytować - Mam ci wysłać specjalne zaproszenie?
Nieznajomy jeszcze chwilę nic nie mówił, lecz po chwili odezwał się niepewnie
- Czy mogłabyś...
- Nie dostaniesz ani gryza - Ucięła mu w pół zdania
- Nie mówiłem o tym - Westchnął - Chciałem ciebie zapytać, czy nie ma w okolicy jakiejś watahy...?
- Jest jedna... - Odparła a w jej głowie pojawił się genialny pomysł - Mogę zaprowadzić cię do Alfy, lecz potrzebuję pomocy ze zdobyczą. Czy mógłbyś?
Basior westchnął po czym przystał na jej układ. Wziął to co ciężkie, a ona chwyciła w pyszczek dwie wiewiórki.
- Poczekaj. Ja wezmę Jelenia, a ty resztę. - Stwierdziła stanowczo
- Ale jak to. Przecież nie dasz rady go nawet podnieść. - Basior był widocznie zdziwiony
- Czy ty we mnie wątpisz? - Hailee uniosła brwi
- Jak chcesz - wzruszył ramionami
Wadera za pomocą telekinezy uniosła kopytnego ponad siebie i w ten sposób transportowała go aż do jaskini. Basior otworzył pyszczek ze zdumienia, ale nic nie powiedział. Ruszyli powoli w kierunku jaskini Wilczycy.
- Dobrze się spisałeś - Stwierdziła Wadera siadając przed jaskinią - Jeżeli chcesz to możesz ze mną zjeść
< Nusari ? >
Dzisiejszego dnia Wadera wadera wstała o wschodzie słońca. Otworzyła leniwie oczy i szybko wyskoczyła z posłania, rozejrzała się po swojej jaskini i stwierdziła, że nie ma już niczego co mogła by zjeść. Pomyślała też, że nie wiadomo jak może być z pogodą dlatego lepiej zrobić trochę zapasów. Wilczyca skierowała się w stronę polany biegnąc truchtem. Śnieg nie padał od dwóch dni, więc na ziemi leżała jedynie cienka warstwa białego puchu. Ponieważ polowanie szło kej raczej nieudolnie to sporo czasu zajęło jej złapanie jednej wiewiórki, lecz po kilku godzinach jej wysiłek opłacił się. Miała kilka zajęcy i dwie wiewiórki. Oraz jakąś padlinę którą znalazła na obrzeżach lasu. Sama nie byłaby w stanie przecież powalić dorosłego jelenia. Lila zostawiła swój łup w jednym miejscu i poszła zorientować się w terenie, by trafić z powrotem do jaskini. Gdy wiedziała już którędy ma iść zauważyła jakiegoś wilka zbliżającego się do jej zdobyczy. Szybko podbiegła tam, by ten nie wykorzystał tej okazji. Stanęła za jego plecami i odchrząknęła
- Hej, zmykaj stąd, to moje - Powiedziała stanowczo, prostując się, bo wilk był od niej sporo większy.
Basior odwrócił się i spojrzał na nią lekko zdziwiony.
- Nie rozumiesz? - Ta sytuacja zaczynała ją irytować - Mam ci wysłać specjalne zaproszenie?
Nieznajomy jeszcze chwilę nic nie mówił, lecz po chwili odezwał się niepewnie
- Czy mogłabyś...
- Nie dostaniesz ani gryza - Ucięła mu w pół zdania
- Nie mówiłem o tym - Westchnął - Chciałem ciebie zapytać, czy nie ma w okolicy jakiejś watahy...?
- Jest jedna... - Odparła a w jej głowie pojawił się genialny pomysł - Mogę zaprowadzić cię do Alfy, lecz potrzebuję pomocy ze zdobyczą. Czy mógłbyś?
Basior westchnął po czym przystał na jej układ. Wziął to co ciężkie, a ona chwyciła w pyszczek dwie wiewiórki.
- Poczekaj. Ja wezmę Jelenia, a ty resztę. - Stwierdziła stanowczo
- Ale jak to. Przecież nie dasz rady go nawet podnieść. - Basior był widocznie zdziwiony
- Czy ty we mnie wątpisz? - Hailee uniosła brwi
- Jak chcesz - wzruszył ramionami
Wadera za pomocą telekinezy uniosła kopytnego ponad siebie i w ten sposób transportowała go aż do jaskini. Basior otworzył pyszczek ze zdumienia, ale nic nie powiedział. Ruszyli powoli w kierunku jaskini Wilczycy.
- Dobrze się spisałeś - Stwierdziła Wadera siadając przed jaskinią - Jeżeli chcesz to możesz ze mną zjeść
< Nusari ? >
wtorek, 29 grudnia 2015
Od Nusari do Heilee
Znużony chodziłem po lesie, moja sierść była cholernie przemoknięta. Z trudem doszedłem do obalonego drzewa, które tworzyło małe schronienie przed lejącym deszczem. Mój bagaż rzuciłem w kąt jamy, a sam momentalnie upadłem. Moje oczy rejestrowały jedynie rozmazane otoczenie, dlatego nie próbowałem walczyć z wyostrzeniem wzroku, tylko zasnąłem, wycieńczony podróżą. Przez jeszcze kilka minut słyszałem, jak krople wody uderzają o ziemię i korę drzewa, jednak z czasem przestawało mnie to interesować.
Czy to istotne jak długo spałem? Zdecydowanie nie, ale słońce zdążyło już wysuszyć moją sierść, co oznacza, że wystarczająco dużo czasu zmarnowałem. Mozolnie wstałem, po czym rozłożyłem skrzydła, zdrętwiałe i zmęczone po wczorajszej pogoni za przeklętą wiewiórką. Z moim talentem do latania mógłbym uderzyć w drzewo. Zerknąłem na sakwę, którą zabrałem ze sobą z domu. Nagle do moich nozdrzy wpadł zapach mięsa. Podniosłem do góry uszy i zacząłem węszyć łapczywie w celu odnalezienia źródła woni. Nie zważając na torbę, wybiegłem z jamy, po czym bez zastanowienia pognałem przed siebie, nie przestając wciągać przez nos wspaniałego zapachu jeleniego mięsa. Miałem taką ochotę na jedzenie, że zapomniałem o zmęczeniu. Wkrótce wpadłem na wielką, zieloną polanę, utopioną w blasku wschodzącego słońca. Przez chwilę rozglądałem się zdezorientowany, lecz potem odnalazłem posiłek. Stałem akurat na szczycie małej doliny, wchodzącej w skład wielkiej polany. Poszybowałem więc na dół, gdzie leżał martwy jeleń. Po chwili zatrzymałem się przy nim, pragnąłem ugryźć, lecz w tym samym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że jest to dziwne. Porzucony, nietknięty, a jednocześnie wielki rogacz na polanie? Tak po prostu? Coś tu jest nie tak...
- Hej, zmykaj stąd, to moje! - stanowczy, dziewczęcy głos wpadł do moich uszu. Odwróciłem się napięcie, a moim oczom ukazała się nietypowa wadera. - Nie rozumiesz?
Cały czas stałem zdziwiony, nie mając w głowie pomysłu na wytłumaczenie się.
- Mam wysłać tobie specjalne zaproszenie? - prychnęła zniecierpliwiona. Dopiero wtedy zauważyłem, że za nią leżało jeszcze kilka gryzoni. Lekko otworzyłem pysk i oblizałem się łapczywie, jednak wilczyca nie ustępowała.
- Czy mogłabyś... - zacząłem niepewnie, lecz babce się najwyraźniej się śpieszyło.
- Nie dostaniesz ani gryza - ucięła szyderczo.
- Nie mówiłem o tym - westchnąłem cierpliwie, zginając skrzydła tak, aby nie przeszkadzały mi w marszu. - Chciałem ciebie zapytać, czy nie ma w okolicy jakiejś watahy...?
- Jest jedna... - powiedziała zawadiacko, a w jej oczach pojawiły się chytre iskierki. - Mogę ciebie tam zaprowadzić, lecz potrzebuję pomocy ze zdobyczą. Czy mógłbyś?
Westchnąłem ciężko, lecz zgodziłem się. Nie sądziłem jednak, że mam nieść prawie wszystko. Wilczyca raczyła wziąć kilka wiewiórek, a resztę, cóż...
<Hailee?>
Czy to istotne jak długo spałem? Zdecydowanie nie, ale słońce zdążyło już wysuszyć moją sierść, co oznacza, że wystarczająco dużo czasu zmarnowałem. Mozolnie wstałem, po czym rozłożyłem skrzydła, zdrętwiałe i zmęczone po wczorajszej pogoni za przeklętą wiewiórką. Z moim talentem do latania mógłbym uderzyć w drzewo. Zerknąłem na sakwę, którą zabrałem ze sobą z domu. Nagle do moich nozdrzy wpadł zapach mięsa. Podniosłem do góry uszy i zacząłem węszyć łapczywie w celu odnalezienia źródła woni. Nie zważając na torbę, wybiegłem z jamy, po czym bez zastanowienia pognałem przed siebie, nie przestając wciągać przez nos wspaniałego zapachu jeleniego mięsa. Miałem taką ochotę na jedzenie, że zapomniałem o zmęczeniu. Wkrótce wpadłem na wielką, zieloną polanę, utopioną w blasku wschodzącego słońca. Przez chwilę rozglądałem się zdezorientowany, lecz potem odnalazłem posiłek. Stałem akurat na szczycie małej doliny, wchodzącej w skład wielkiej polany. Poszybowałem więc na dół, gdzie leżał martwy jeleń. Po chwili zatrzymałem się przy nim, pragnąłem ugryźć, lecz w tym samym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że jest to dziwne. Porzucony, nietknięty, a jednocześnie wielki rogacz na polanie? Tak po prostu? Coś tu jest nie tak...
- Hej, zmykaj stąd, to moje! - stanowczy, dziewczęcy głos wpadł do moich uszu. Odwróciłem się napięcie, a moim oczom ukazała się nietypowa wadera. - Nie rozumiesz?
Cały czas stałem zdziwiony, nie mając w głowie pomysłu na wytłumaczenie się.
- Mam wysłać tobie specjalne zaproszenie? - prychnęła zniecierpliwiona. Dopiero wtedy zauważyłem, że za nią leżało jeszcze kilka gryzoni. Lekko otworzyłem pysk i oblizałem się łapczywie, jednak wilczyca nie ustępowała.
- Czy mogłabyś... - zacząłem niepewnie, lecz babce się najwyraźniej się śpieszyło.
- Nie dostaniesz ani gryza - ucięła szyderczo.
- Nie mówiłem o tym - westchnąłem cierpliwie, zginając skrzydła tak, aby nie przeszkadzały mi w marszu. - Chciałem ciebie zapytać, czy nie ma w okolicy jakiejś watahy...?
- Jest jedna... - powiedziała zawadiacko, a w jej oczach pojawiły się chytre iskierki. - Mogę ciebie tam zaprowadzić, lecz potrzebuję pomocy ze zdobyczą. Czy mógłbyś?
Westchnąłem ciężko, lecz zgodziłem się. Nie sądziłem jednak, że mam nieść prawie wszystko. Wilczyca raczyła wziąć kilka wiewiórek, a resztę, cóż...
<Hailee?>
Od Ivy cd Hailee
Wkroczyłam do jaskini lekko zagryzając zęby. Byłam tu praktycznie drugi raz w życiu...
- Dobry Alfo- przywitałam się wchodząc, a czarna Wadera zwróciła na mnie oczy, wyraźnie zainteresowana
- Cześć Ivy, coś się stało?- zapytała posyłając mi uśmiech, a ja wskazałam na stojącą za mną Hailee
- Ale mam jeszcze jedną sprawę, o której chciałabym porozmawiać od razu- oznajmiłam. Zdziwiona Touka uniosła brwi, lecz przytaknęła i wskazała na miejsce na przeciw siebie, które od razu zajęłam. Natomiast Księżniczka usiadła kawałek za mną nie odzywając się
-Więc?- zapytała
- Na naszym terenie, obok jeziora znajduje się martwe ciało jakiegoś niezidentyfikowanego wilka. Chciałam to sprawdzić, ale zwłoki leżą już kilka godzin i są lekko zamarzniętę, a przez śnieg nie mogłam wyczuć sprawcy, dodam jeszcze, że nie mogłam sprawdzić, ponieważ wcześniej znalazłam Hailee- tu wskazałam na Wilczycę-, a w krzakach nieopodal coś dużego się poruszało i odeszłyśmy, posłałam dwa demony by to sprawdziły- powiedziałam, a po chwili dodałam- Obstawiam niedźwiedzia, lecz nie można wykluczyć innych wilków, albo dzikich psów.
- Dobrze- mruknęła Alfa- A co to za postać za Tobą?
Odsunęłam sie kawałek, aby odsłonić Waderę.
<Hailee? Touka?>
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Od Kenai'ego cd Touki
Odwróciłem się by ją zatrzymać i pożegnać. Ale po Touce została tylko "czarna smuga".
-Hmm.. widocznie jest zajęta.- Zastanawiałem się czy mnie lubi może ją czymś wkurzyłem byłem nachalny. Zazwyczaj taki nie jestem ale Touka ...ta wadera coś w sobie miała. Jest oschła ale chyba dla każdego? Zadaje sobie za dużo pytań na które nie znam odpowiedzi. Idę się przejść. Po chwili byłem w jaskiń położyłem się nie chciało mi się dziś nic robić. Leżałem tak do późnego popołudnia. W końcu wstałem i wyszedłem z jaskiń . Poszedłem na spacer . Wszedłem do zaczarowanego lasu w lesie na polance ujrzałem drzewo a na drzewie piękny owoc...czerwony lśniący wspaniały .Nie mogłem się oprzeć podszedłem do drzewa i wspiąłem się ku owocu. Zerwałem go i zszedłem na ziemię. Ugryzłem powoli całym pyskiem owoc . Po czym wyplułem bo smakowało okropnie.
-Niee..!- za krzaków wybiegła Touka krzycząc. Rzuciłem kawałek owocu i odwróciłem się w stronę Touki.
-Co!?-wystraszyłem się krzyków Touki .
-Coś Ty zrobił ! Ten owoc był zatruty!- krzyczała coraz głośniej...a ja za czełem się śmiać.
-Dlatego tak ohydnie smakował.
-To Cie bawi ? Możesz umrzeć masz jakieś parę godzin ...
-Dobra dobra... jest jakaś odtrutka czy coś? - patrzałem na Touka, a ona na mnie jak na idiote.
-Wiesz odkąd Cie poznałam zachowujesz się jak debil jesz to co nie twoje i to czego nie powinieneś i sam kłopoty są z Tobą... Tak jest odtrutka w zakazanym lesie trzeba się napić z magicznego źródełka.- patrzał na mnie a ja na nią ...
-Zachowuję się tak bo mnie stresujesz i przy Tobie niczego nie ogarniam. To choć do tego źródełka.-
-Łatwo powiedzieć nie wiadomo co jest w zakazanym lesie a jeszcze na dodatek trucizna będzie Cie zmieniać ...Będziesz mówił prawdę i wszystko nagłos , i będziesz robił dziwne rzeczy a potem osłabniesz i umrzesz.
-Hmm...dziwniejsze niż przy Tobie- zaśmiałem się
-To nie jest śmieszne...Chcesz żeby Ci pomóc?
-Tak
-To przestań się wygłupiać trzeba się spieszyć...- po chwili ruszyliśmy w drogę by mnie ratować byłem głupi że to zjadłem.
<Touka?>
-Hmm.. widocznie jest zajęta.- Zastanawiałem się czy mnie lubi może ją czymś wkurzyłem byłem nachalny. Zazwyczaj taki nie jestem ale Touka ...ta wadera coś w sobie miała. Jest oschła ale chyba dla każdego? Zadaje sobie za dużo pytań na które nie znam odpowiedzi. Idę się przejść. Po chwili byłem w jaskiń położyłem się nie chciało mi się dziś nic robić. Leżałem tak do późnego popołudnia. W końcu wstałem i wyszedłem z jaskiń . Poszedłem na spacer . Wszedłem do zaczarowanego lasu w lesie na polance ujrzałem drzewo a na drzewie piękny owoc...czerwony lśniący wspaniały .Nie mogłem się oprzeć podszedłem do drzewa i wspiąłem się ku owocu. Zerwałem go i zszedłem na ziemię. Ugryzłem powoli całym pyskiem owoc . Po czym wyplułem bo smakowało okropnie.
-Niee..!- za krzaków wybiegła Touka krzycząc. Rzuciłem kawałek owocu i odwróciłem się w stronę Touki.
-Co!?-wystraszyłem się krzyków Touki .
-Coś Ty zrobił ! Ten owoc był zatruty!- krzyczała coraz głośniej...a ja za czełem się śmiać.
-Dlatego tak ohydnie smakował.
-To Cie bawi ? Możesz umrzeć masz jakieś parę godzin ...
-Dobra dobra... jest jakaś odtrutka czy coś? - patrzałem na Touka, a ona na mnie jak na idiote.
-Wiesz odkąd Cie poznałam zachowujesz się jak debil jesz to co nie twoje i to czego nie powinieneś i sam kłopoty są z Tobą... Tak jest odtrutka w zakazanym lesie trzeba się napić z magicznego źródełka.- patrzał na mnie a ja na nią ...
-Zachowuję się tak bo mnie stresujesz i przy Tobie niczego nie ogarniam. To choć do tego źródełka.-
-Łatwo powiedzieć nie wiadomo co jest w zakazanym lesie a jeszcze na dodatek trucizna będzie Cie zmieniać ...Będziesz mówił prawdę i wszystko nagłos , i będziesz robił dziwne rzeczy a potem osłabniesz i umrzesz.
-Hmm...dziwniejsze niż przy Tobie- zaśmiałem się
-To nie jest śmieszne...Chcesz żeby Ci pomóc?
-Tak
-To przestań się wygłupiać trzeba się spieszyć...- po chwili ruszyliśmy w drogę by mnie ratować byłem głupi że to zjadłem.
<Touka?>
Od Stelli cd Kiby
Patrzałam zarumieniona i zawstydzona na Kibe . Rzadko kto mnie chwalił, i co dopiero mój wygląd. Czułam się nieswojo ale podobało mi się. Kiba patrzał na mnie jak by wydział we mnie coś czego inni nie widzą.
-Yyy..Dzięki... Jesteś strasznie dla mnie miły .- uśmiechnęłam się. Patrząc Kibe w oczy.
-Wiesz staram się być miły dla każdego.- patrzał na mnie , a ja na niego. Po chwili wstałam.
-To co idziemy dalej ?-
-Nom.- Kiba wstał i poszliśmy dalej przez polane . Szliśmy w milczeniu . Co chwilę na siebie zerkając i uśmiechając się do siebie jak by żadne z nas nie wiedziało gdzie idzie. Ważne ,że razem .Zastanawiałam się czy nie pójść nad jezioro.
-Może pójdziemy nad jezioro? To po drodze...- zaproponowałam kiwając głową.
-Dobrze...za tobą poszedł bym na koniec świata...- zaśmiał się ,a ja poczułam się dziwnie ale też się śmiałam
-Dzięki ...to dobrze czuję się przy tobie bezpiecznie ...ufam ci...- przestałam się śmiać i patrzałam w oczy Kibie z uśmiechem ...ciekawe co sobie pomyślał ....może nie potrzebnie mu to mówiłam .Zestresowałam się i odwróciłam głowę w stronę jeziora do którego się zbliżaliśmy.
-O patrz jezioro...-podbiegłam do jeziora i nachyliłam głowę patrząc na moje odbicie w tafli jeziora. Koło mnie stanął Kiba ,trochę się zestresowałam nigdy nie byłam z kimś tak blisko i nikomu tak szybko nie zaufałam.
-Wiesz można mi ufać.-przybliżył się lekko jak by chciał się przytulić ,też chciałam się przytulić wiec pochyliłam się ale nagle pośliznęłam się i wpadłam do jeziora woda była mroźna. Było mi zimno ale umiałam pływać .Wyszłam z jeziora cała zmoczona i zziębnięta. Dygotałam .
<Kiba?>
-Yyy..Dzięki... Jesteś strasznie dla mnie miły .- uśmiechnęłam się. Patrząc Kibe w oczy.
-Wiesz staram się być miły dla każdego.- patrzał na mnie , a ja na niego. Po chwili wstałam.
-To co idziemy dalej ?-
-Nom.- Kiba wstał i poszliśmy dalej przez polane . Szliśmy w milczeniu . Co chwilę na siebie zerkając i uśmiechając się do siebie jak by żadne z nas nie wiedziało gdzie idzie. Ważne ,że razem .Zastanawiałam się czy nie pójść nad jezioro.
-Może pójdziemy nad jezioro? To po drodze...- zaproponowałam kiwając głową.
-Dobrze...za tobą poszedł bym na koniec świata...- zaśmiał się ,a ja poczułam się dziwnie ale też się śmiałam
-Dzięki ...to dobrze czuję się przy tobie bezpiecznie ...ufam ci...- przestałam się śmiać i patrzałam w oczy Kibie z uśmiechem ...ciekawe co sobie pomyślał ....może nie potrzebnie mu to mówiłam .Zestresowałam się i odwróciłam głowę w stronę jeziora do którego się zbliżaliśmy.
-O patrz jezioro...-podbiegłam do jeziora i nachyliłam głowę patrząc na moje odbicie w tafli jeziora. Koło mnie stanął Kiba ,trochę się zestresowałam nigdy nie byłam z kimś tak blisko i nikomu tak szybko nie zaufałam.
-Wiesz można mi ufać.-przybliżył się lekko jak by chciał się przytulić ,też chciałam się przytulić wiec pochyliłam się ale nagle pośliznęłam się i wpadłam do jeziora woda była mroźna. Było mi zimno ale umiałam pływać .Wyszłam z jeziora cała zmoczona i zziębnięta. Dygotałam .
<Kiba?>
Od Hailee cd Ivy
- Mówiłam ci już, że z bardzo daleka - Mruknęłam cicho - Wilki są tam nieco bardziej... Ludzkie. Mieszkają w domach i czytają książki, niektóre nawet potrafią zmienić się w człowieka.
- Naprawdę? - Zapytała zaskoczona Wadera
A ja pokiwałam twierdząco głową
- A ty umiesz? - Ponownie spytała
- Tak, umiem - Odpowiedziałam moim typowym poważnym tonem
Ivy już o nic nie pytała, aż do czasu kiedy dotarłyśmy pod jaskinię Alfy
- Poproszę ją o to byś mogła tutaj zostać - Uśmiechnęła się do mnie
Weszłyśmy do dużej jaskini po chwili naszym oczom ukazała się czarna wadera. Nie wyglądało to tak jak u mnie. Nie miała ona na sobie korony, ani nie zasiadała na tronie. No, ale cóż
< Ivy? Touka? >
- Naprawdę? - Zapytała zaskoczona Wadera
A ja pokiwałam twierdząco głową
- A ty umiesz? - Ponownie spytała
- Tak, umiem - Odpowiedziałam moim typowym poważnym tonem
Ivy już o nic nie pytała, aż do czasu kiedy dotarłyśmy pod jaskinię Alfy
- Poproszę ją o to byś mogła tutaj zostać - Uśmiechnęła się do mnie
Weszłyśmy do dużej jaskini po chwili naszym oczom ukazała się czarna wadera. Nie wyglądało to tak jak u mnie. Nie miała ona na sobie korony, ani nie zasiadała na tronie. No, ale cóż
< Ivy? Touka? >
niedziela, 27 grudnia 2015
Od Touki cd Snow
-To świetnie. -powiedziałam i popatrzyłam serdecznie na waderę, do głowy przyszła mi pewna myśl.-Jeżeli myślisz o pozostaniu tutaj, to myślę że trzeba ci znaleźć jaskinię, hmm? -powiedziałam z entuzjazmem.
-W sumie, zaraz nadejdzie zmrok, a ja wraz ze smoczycą musimy mieć jakieś schronienie. -odrzekła.
Wyszłyśmy z mojej jaskini i pokierowałyśmy się w stronę jeziora, tam była duża, wolna jaskinia w sam raz dla ich duetu.
-Co powiesz o jaskini nad jeziorem? -uśmiechnęłam się.
-Byle, była..
-Tak jest duża, twoja towarzyszka spokojnie się tam zmieści. -powiedziałam, przerywając jej.
-Heh, to znakomicie. Ruszajmy.
Snow zawołała Veyre i wsiadła na nią, kiedy powiedziała że szybciej będzie tym środkiem transportu mina mi zbledła.
-Smo-smo-smokiem chcesz tam lecieć..-powiedziałam zażenowana.
-No tak, będzie szybciej i lepiej. -powiedziała zadowolona.
Jakoś dałam się namówić i wsiadłam na grzbiet jej 'wierzchowca'. Lot nie przebiegł najlepiej. Smoczyca ciągle wpadła w dziury powietrzne co powodowało turbulencje, w pewnym momencie myślałam, że puszczę pawia i zabrudzę nieco 'tapicerkę', lecz na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Mimo, koszmarnego lotu - jak dla mnie, bo Snow najwyraźniej była już przyzwyczajona, lądowanie przebiegło poprawnie. Veyra wylądowała delikatnie i nie odczułam żadnego większego dyskomfortu.
Oniemiała, potargana zeskoczyłam z grzbietu smoka i ucałowałam ziemię. Snow i Veyra spojrzały na siebie znacząco. Kiedy już nieco ogarnęłam futro i chęć zwymiotowania minęła, udałyśmy się w miejsce, gdzie była ów jaskinia.
-W sumie, zaraz nadejdzie zmrok, a ja wraz ze smoczycą musimy mieć jakieś schronienie. -odrzekła.
Wyszłyśmy z mojej jaskini i pokierowałyśmy się w stronę jeziora, tam była duża, wolna jaskinia w sam raz dla ich duetu.
-Co powiesz o jaskini nad jeziorem? -uśmiechnęłam się.
-Byle, była..
-Tak jest duża, twoja towarzyszka spokojnie się tam zmieści. -powiedziałam, przerywając jej.
-Heh, to znakomicie. Ruszajmy.
Snow zawołała Veyre i wsiadła na nią, kiedy powiedziała że szybciej będzie tym środkiem transportu mina mi zbledła.
-Smo-smo-smokiem chcesz tam lecieć..-powiedziałam zażenowana.
-No tak, będzie szybciej i lepiej. -powiedziała zadowolona.
Jakoś dałam się namówić i wsiadłam na grzbiet jej 'wierzchowca'. Lot nie przebiegł najlepiej. Smoczyca ciągle wpadła w dziury powietrzne co powodowało turbulencje, w pewnym momencie myślałam, że puszczę pawia i zabrudzę nieco 'tapicerkę', lecz na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Mimo, koszmarnego lotu - jak dla mnie, bo Snow najwyraźniej była już przyzwyczajona, lądowanie przebiegło poprawnie. Veyra wylądowała delikatnie i nie odczułam żadnego większego dyskomfortu.
Oniemiała, potargana zeskoczyłam z grzbietu smoka i ucałowałam ziemię. Snow i Veyra spojrzały na siebie znacząco. Kiedy już nieco ogarnęłam futro i chęć zwymiotowania minęła, udałyśmy się w miejsce, gdzie była ów jaskinia.
<Snow? >
Od Ivy cd Hailee
Zwłoki widziałam nie pierwszy raz, lecz ten widok poruszył mną do głębi. Zacisnęłam zęby rozgląając się, gdy dostrzegłam ruch w krzakach
- Hailee tu może być niebezpiecznie, chodźmy stąd - szepnęłam do Wadery, powoli się wycofując, co także uczyniła- Możliwe, że to niedźwiedź- mruknęłam do siebie. Tak głupi nawyk...- W innym wypadku...- zatrzymłam się gwałtownie, a lekko wystraszona Wilczyca wbiła we mnie spojrzenie. Zamknęłam oczy, a po chwili usłyszałam cichy pisk
- Co to jest?- zapytała Hailee chowając się za mną
- Uhmm... Moi tak jakby przyjaciele- odparłam nerwowo się uśmiechając, a dwa demony spojrzały po sobie, po czym wbiły swoje wielkie, czerwone oczy w moją postać- Sprawdzicie to dla mnie..? Ja idę do Touki...
Czarne wilki przytaknęły rozpływając się w powietrzu- A teraz chodź- szepnęłam do Wilczycy ruszając dalej. Fajny ze mnie strażnik graniczny, który nie widzi nawet wielkich, czerwonych plam krwi! Tak Ivy, jesteś genialna!
Ugryzłam się w język odganiając myśli
- Więc... Skąd jesteś?- zpytałam cicho, spoglądając na idącą za mną Wilczycę
<Hailee?>
- Hailee tu może być niebezpiecznie, chodźmy stąd - szepnęłam do Wadery, powoli się wycofując, co także uczyniła- Możliwe, że to niedźwiedź- mruknęłam do siebie. Tak głupi nawyk...- W innym wypadku...- zatrzymłam się gwałtownie, a lekko wystraszona Wilczyca wbiła we mnie spojrzenie. Zamknęłam oczy, a po chwili usłyszałam cichy pisk
- Co to jest?- zapytała Hailee chowając się za mną
- Uhmm... Moi tak jakby przyjaciele- odparłam nerwowo się uśmiechając, a dwa demony spojrzały po sobie, po czym wbiły swoje wielkie, czerwone oczy w moją postać- Sprawdzicie to dla mnie..? Ja idę do Touki...
Czarne wilki przytaknęły rozpływając się w powietrzu- A teraz chodź- szepnęłam do Wilczycy ruszając dalej. Fajny ze mnie strażnik graniczny, który nie widzi nawet wielkich, czerwonych plam krwi! Tak Ivy, jesteś genialna!
Ugryzłam się w język odganiając myśli
- Więc... Skąd jesteś?- zpytałam cicho, spoglądając na idącą za mną Wilczycę
<Hailee?>
Od Hailee cd Ivy
Jeszcze przez jakiś czas brnęłyśmy przez głębokie śnieżne zaspy. Było mi już cieplej, ale wciąż doskwierał mi głód i zmęczenie. Nagle zauważyłam ciemne ślady na śniegu. Odeszłam od Ivy, chciałam zobaczyć gdzie one prowadzą. Wtedy zobaczyłam coś co sprawiło, że zrobiło mi się słabo. W śniegu leżało zakrwawione ciało, przykryte cienką warstwą śniegu.
- Aiden... - Wyszeptałam wpatrując się w martwego wilka
Oczy zaszły mi łzami, ale postanowiłam sobie, że nie będę płakać z powodu śmierci jakiegoś służącego
- Pomszczę cię - Stwierdziłam poważnie, zastanawiając się nad tym co mogło go zabić
Wtedy Ivy zauważyła, że mnie niema. Natychmiast do mnie podbiegła. Gdy stała w pewnym oddaleniu ode mnie jeszcze widocznie nie widziała krwawej plamy w białym puchu.
- Ej, co ty robisz?! Miałyśmy iść do Alfy
Ja wciąż stałam nad Aiden'em z pochylonym łbem. Nie odpowiedziałam Waderze, nawet się do niej nie odwróciłam. Ta podeszła do mnie cały czas mrucząc coś pod nosem.
- Słyszysz mnie? Mówię do cie... - Wtedy Ivy widocznie też to zauważyła.
W podskokach podbiegła do ciała, a jej pyszczek oszpecił grymas strachu
- Co tu się stało... - Wadera powiedziała do siebie
Nagle w krzakach coś się poruszyło
- Hailee tu może być niebezpiecznie, chodźmy stąd - Szepnęła do mnie
< Ivy? >
- Aiden... - Wyszeptałam wpatrując się w martwego wilka
Oczy zaszły mi łzami, ale postanowiłam sobie, że nie będę płakać z powodu śmierci jakiegoś służącego
- Pomszczę cię - Stwierdziłam poważnie, zastanawiając się nad tym co mogło go zabić
Wtedy Ivy zauważyła, że mnie niema. Natychmiast do mnie podbiegła. Gdy stała w pewnym oddaleniu ode mnie jeszcze widocznie nie widziała krwawej plamy w białym puchu.
- Ej, co ty robisz?! Miałyśmy iść do Alfy
Ja wciąż stałam nad Aiden'em z pochylonym łbem. Nie odpowiedziałam Waderze, nawet się do niej nie odwróciłam. Ta podeszła do mnie cały czas mrucząc coś pod nosem.
- Słyszysz mnie? Mówię do cie... - Wtedy Ivy widocznie też to zauważyła.
W podskokach podbiegła do ciała, a jej pyszczek oszpecił grymas strachu
- Co tu się stało... - Wadera powiedziała do siebie
Nagle w krzakach coś się poruszyło
- Hailee tu może być niebezpiecznie, chodźmy stąd - Szepnęła do mnie
< Ivy? >
Od Kiby cd Stelli
-Wiesz dobre pytanie mi zadałaś, tak szczerze mówiąc nie mam pojęcia.
-Czyli chcesz mi powiedzieć że idziemy przed siebie ?
Zapytała zatrzymując się równiusieńko obok mnie, chwilę zastanowiłem się nad dosyć logiczną odpowiedzią, kiwając jedynie głową na tak, wadera delikatnie uśmiechnęła się do mnie, czekając na mój ruch, bez zastanowienia zrobiłem krok, dwa, trzy, tak właśnie tak złem przed siebie licząc każdy następny krok, nie byłem znudzony chciałem wiedzieć ile kroków zrobię nim dojdę to tego miejsca, właśnie tylko do jakiego dokładnie, sam nie wiem uniosłem łeb przestając liczyć kroki, Stella szła obok mnie zastanawiając się nad czymś, przyjrzałem się jej dokładnie, była ona bardzo ładną waderą, zresztą jak każde samice,chodź ta była wyjątkowa, jej spokój jej harmonia ducha na prawdę mi się podobała, jednak byłem tylko zwykłym głupim wilkiem który chyba do końca życia będzie skazany na samotność, cicho westchnąłem widząc przed nami przepiękną polanę, obrośniętą kwiatami różnego gatunku, ruszyłem w ich stronę szukając czegoś wyjątkowego, tak jak można się spodziewać w końcu to znalazłem, kwiat był przepiękny taki wyjątkowy, podszedłem do niego przyglądając mu się z wielką uwagą w oczach.
Stella podeszła do mnie również patrząc na kwiatka, podszedłem do niego zrywając jego kwiat, następnie podszedłem do Stelli wpinając jej go we włosy.
-Ślicznie wyglądasz pasuje do twojej sierści .. powiedziałem uśmiechając się.
Wadera zarumieniła się patrząc na mnie, delikatnie czerwieniąc się na pyszczku.
-Wybacz czasem za dużo gadam ... odparłem trochę się krępując.
<Stella?>
Od Ivy cd Fade
- Nie przesadzaj!- warknęłam, lecz po chwili nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się śmiać jak dusząca się foka- W... Wybacz, poniosło mnie... Znowu- parsknęłam, a Wilk posłał mi szeroki uśmiech- Nie gniewasz się?- spytałam
-No wiesz... Strzeliłaś mi dosyć mocno- mruknął krzywiąc się, a łapą pocierał bolące miejsce- Ale wybaczę jak ze mną zatańczysz- stwierdził ponownie się szczerząc
- To się nie doczekasz- wystawiłam do niego niebieski język i z dumą zaczęłam odchodzić w środku nadal rozbawiona sytuacją
-Ejj no!- mruknął podbiegając i zagrodził mi drogę- Coś za coś. Ty mnie tu przyprowadziłaś, więc punkt dla Ciebie, Touka mnie pamiętała, więc tak jakby drugi punkt dla Ciebie, ja zacząłem z Tobą tańczyć, lecz Ty tego nie chciałaś, więc minus punkt dla mnie, Ty mnie uderzyłaś, więc minus drugi punkt dla mnie, bo Cię do tego sprowokowałem. Daj mi się zrehabilitować i z Tobą zatańczyć- powiedział poważnie, po czym wystawił do mnie łapę, którą przyjęłam, szeroko się uśmiechając
-No dobra, ale przestań gadać- powiedziałam, po czym ostrzegłam- I ostrzegam, że nie potrafię tańczyć w parach
- Nie może być tak źle- powiedział z szerokim wyszczerzem na pysku
- Może być gorzej- parsknęłam
<Fade?>
-No wiesz... Strzeliłaś mi dosyć mocno- mruknął krzywiąc się, a łapą pocierał bolące miejsce- Ale wybaczę jak ze mną zatańczysz- stwierdził ponownie się szczerząc
- To się nie doczekasz- wystawiłam do niego niebieski język i z dumą zaczęłam odchodzić w środku nadal rozbawiona sytuacją
-Ejj no!- mruknął podbiegając i zagrodził mi drogę- Coś za coś. Ty mnie tu przyprowadziłaś, więc punkt dla Ciebie, Touka mnie pamiętała, więc tak jakby drugi punkt dla Ciebie, ja zacząłem z Tobą tańczyć, lecz Ty tego nie chciałaś, więc minus punkt dla mnie, Ty mnie uderzyłaś, więc minus drugi punkt dla mnie, bo Cię do tego sprowokowałem. Daj mi się zrehabilitować i z Tobą zatańczyć- powiedział poważnie, po czym wystawił do mnie łapę, którą przyjęłam, szeroko się uśmiechając
-No dobra, ale przestań gadać- powiedziałam, po czym ostrzegłam- I ostrzegam, że nie potrafię tańczyć w parach
- Nie może być tak źle- powiedział z szerokim wyszczerzem na pysku
- Może być gorzej- parsknęłam
<Fade?>
Od Ivy cd Hailee
Ciężko było uwierzyć. Wchodzę do jaskini, widzę waderę, mówi, że jest księżniczką czegoś tam, no ale niech jej będzie.
-W takim bądź razie- mruknęłam do siebie- Chodź, zaprowadzę Cię do Alfy i to ona zadecyduje co z Tobą zrobić
-Alfy?- zapytałą wyraźnie zdziwiona,a ja przytaknęłam
-Jak już mówiłam, znajduje się tu wataha Argentum Nocte, której dowodzi Alfa-Touka
- W porządku- odparła i obie ruszyłyśmy w drogę powrotną, przez ten okrutny śnieg, a dodać jeszcze muszę, że z nieba jak na złość zaczęło sypać, nieco zasypując moje ślady z przed kilku minut.- Zimno mi- wymruczałą cicho, a ja się zatrzymałam
- Czemu stoisz?- zapytała zdziwiona, a ja pacnęłam nią łapą w nos- Co Ty..?!
-Lepiej?- zapytałam, a Ona niepewnie przytaknęła- Żywioł śniegu. Mogę sprawić, że będzie Ci cieplej... Ta daaam.- parsknęłam brnąc dalej, ale na jedzenie musisz jeszcze poczekać. Zaraz dojdziemy.
<Hailee?>
-W takim bądź razie- mruknęłam do siebie- Chodź, zaprowadzę Cię do Alfy i to ona zadecyduje co z Tobą zrobić
-Alfy?- zapytałą wyraźnie zdziwiona,a ja przytaknęłam
-Jak już mówiłam, znajduje się tu wataha Argentum Nocte, której dowodzi Alfa-Touka
- W porządku- odparła i obie ruszyłyśmy w drogę powrotną, przez ten okrutny śnieg, a dodać jeszcze muszę, że z nieba jak na złość zaczęło sypać, nieco zasypując moje ślady z przed kilku minut.- Zimno mi- wymruczałą cicho, a ja się zatrzymałam
- Czemu stoisz?- zapytała zdziwiona, a ja pacnęłam nią łapą w nos- Co Ty..?!
-Lepiej?- zapytałam, a Ona niepewnie przytaknęła- Żywioł śniegu. Mogę sprawić, że będzie Ci cieplej... Ta daaam.- parsknęłam brnąc dalej, ale na jedzenie musisz jeszcze poczekać. Zaraz dojdziemy.
<Hailee?>
Od Fade cd Ivy
Niepewnie wszedłem do jaskini Alfy, wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że cholernie się bałem..
-Halo?-powiedziałem niepewnie, lecz po chwili z ciemności groty wyłoniła się czarna wadera. Spojrzałem jej w oczy, a ona w moje, od razu wiedziałem, że mnie rozpoznała. Wydęła usta jak ryba, złapała się za głowę i usiadła na kanapie.
-Wszystko okej? -podbiegłem do niej.
-Kim jesteś? -powiedziała roztrzęsiona.
-Fade..twój brat...Zaginiony. -wyszeptałem.
Jeszcze raz spojrzeliśmy sobie w oczy. Wadera przybliżyła się do mnie i przytuliła, chyba jak najmocniej umiała. Zaczęła płakać, wspominać i radować się z tego, że odzyskała członka rodziny.
-Chwila..ja myślałam, że mam zaginioną siostrę..-szepnęła.
-Ee? To może przez to, że nasza babcia zawsze uważała mnie za twoją siostrę. -żachnąłem się.
-Racja -zaśmiała się. -Właściwie, to co się z tobą działo przez tyle miesięcy?
-Podróżowałem, zwiedzałem, prowadziłem wędrówki i takie tam. Po prostu odkrywałem świat.-skróciłem.
-Rozumiem..Dobrze, że jesteś. -przytuliła mnie ponownie.
Po całej tej sytuacji, miałem ochotę zostać z Tou i pogadać sobie jeszcze z nią, lecz przypomniało mi się o waderze, która na mnie czekała. Pożegnałem się zatem z siostrą i obiecałem, że pogawędzimy kiedy indziej. Żwawo wyszedłem z jaskini alfy i radośnie skoczyłem na Ivy. Zaskoczona odepchnęła mnie od siebie i patrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
-Co ci się stało? -powiedziała.
-Poznała mnie, jestem taki uradowany!
Chwyciłem ją za łapy i wolno ruszyłem ku lesie. Mimo, że Ivy się wyrywała to nie puszczałem jej i dalej prowadziłem tego komicznego walca.
-Puszczaj mnie. -syknęła.
-Nie bądź taka, tylko chodź tańczyć! -złapałem ją w talii i obracałem jak zawodowy tancerz. Kiedy sam dostałem zawrotów głowy, puściłem ją, a gdy ona odzyskała świadomość, po tym korkociągu, podeszła do mnie i strzeliła mnie w pysk.
-Auu..Za co?! -wycedziłem, trzymając się za bolące miejsce.
<Ivy? Taniec się nie podobał? :D >
-Halo?-powiedziałem niepewnie, lecz po chwili z ciemności groty wyłoniła się czarna wadera. Spojrzałem jej w oczy, a ona w moje, od razu wiedziałem, że mnie rozpoznała. Wydęła usta jak ryba, złapała się za głowę i usiadła na kanapie.
-Wszystko okej? -podbiegłem do niej.
-Kim jesteś? -powiedziała roztrzęsiona.
-Fade..twój brat...Zaginiony. -wyszeptałem.
Jeszcze raz spojrzeliśmy sobie w oczy. Wadera przybliżyła się do mnie i przytuliła, chyba jak najmocniej umiała. Zaczęła płakać, wspominać i radować się z tego, że odzyskała członka rodziny.
-Chwila..ja myślałam, że mam zaginioną siostrę..-szepnęła.
-Ee? To może przez to, że nasza babcia zawsze uważała mnie za twoją siostrę. -żachnąłem się.
-Racja -zaśmiała się. -Właściwie, to co się z tobą działo przez tyle miesięcy?
-Podróżowałem, zwiedzałem, prowadziłem wędrówki i takie tam. Po prostu odkrywałem świat.-skróciłem.
-Rozumiem..Dobrze, że jesteś. -przytuliła mnie ponownie.
Po całej tej sytuacji, miałem ochotę zostać z Tou i pogadać sobie jeszcze z nią, lecz przypomniało mi się o waderze, która na mnie czekała. Pożegnałem się zatem z siostrą i obiecałem, że pogawędzimy kiedy indziej. Żwawo wyszedłem z jaskini alfy i radośnie skoczyłem na Ivy. Zaskoczona odepchnęła mnie od siebie i patrzyła na mnie pytającym wzrokiem.
-Co ci się stało? -powiedziała.
-Poznała mnie, jestem taki uradowany!
Chwyciłem ją za łapy i wolno ruszyłem ku lesie. Mimo, że Ivy się wyrywała to nie puszczałem jej i dalej prowadziłem tego komicznego walca.
-Puszczaj mnie. -syknęła.
-Nie bądź taka, tylko chodź tańczyć! -złapałem ją w talii i obracałem jak zawodowy tancerz. Kiedy sam dostałem zawrotów głowy, puściłem ją, a gdy ona odzyskała świadomość, po tym korkociągu, podeszła do mnie i strzeliła mnie w pysk.
-Auu..Za co?! -wycedziłem, trzymając się za bolące miejsce.
<Ivy? Taniec się nie podobał? :D >
Od Hailee cd Ivy
Co prawda Wadera zdawała się być niewzruszona moim cierpieniem i nie okazywała mi najmniejszego szacunku, ale...
Mogła być moją ostatnią deską ratunku.
- Kim jesteś i co tu robisz ? - Wilczyca zapytała poważnie
Zmierzyłam ją wzrokiem po czym odparłam
- Ja jestem... - Mój głos się załamał - tak, jestem księżniczką. A ty?
Nieznajoma spojrzała na mnie jak na osobę która wymaga pomocy psychiatry, a następnie wybuchła głośnym śmiechem. Gdy już skończyła się śmiać i złapała oddech, w końcu wydusiła
- Bardzo... zabawne - Stwierdziła z uśmiechem
- Co? - Zapytałam zupełnie nie rozumiejąc jej zachowania
- Co? Co? No to, że jesteś księżniczką - Jej wyraz twarzy znów stał się poważny
- To prawda
- Co?
- Jestem księżniczką i gdybyś zachowała się tak na... Moich ziemiach, zostałabyś pokarana - Rzekłam patrząc na nią najbardziej poważnym ze swoich spojrzeń
- Czyli co? Masz koronę, służących, zamek, smoka i tak dalej i tak dalej? - Wadera spojrzała na mnie nie dowierzając
Zamyśliłam się wracając wspomnieniami do mojego domu
- Można by to tak ująć - Oznajmiłam wciąż lustrując ją spojrzeniem
Nieznajoma westchnęła głęboko
- A czego tu chcesz... Księżniczko - Wilczyca bardzo mocno zaakcentowała ostatnie słowo
- To długa historia - Westchnęłam - A ja nie chcę cię nudzić
Obdarzyłam ją sztucznym uśmiechem
< Ivy? >
Mogła być moją ostatnią deską ratunku.
- Kim jesteś i co tu robisz ? - Wilczyca zapytała poważnie
Zmierzyłam ją wzrokiem po czym odparłam
- Ja jestem... - Mój głos się załamał - tak, jestem księżniczką. A ty?
Nieznajoma spojrzała na mnie jak na osobę która wymaga pomocy psychiatry, a następnie wybuchła głośnym śmiechem. Gdy już skończyła się śmiać i złapała oddech, w końcu wydusiła
- Bardzo... zabawne - Stwierdziła z uśmiechem
- Co? - Zapytałam zupełnie nie rozumiejąc jej zachowania
- Co? Co? No to, że jesteś księżniczką - Jej wyraz twarzy znów stał się poważny
- To prawda
- Co?
- Jestem księżniczką i gdybyś zachowała się tak na... Moich ziemiach, zostałabyś pokarana - Rzekłam patrząc na nią najbardziej poważnym ze swoich spojrzeń
- Czyli co? Masz koronę, służących, zamek, smoka i tak dalej i tak dalej? - Wadera spojrzała na mnie nie dowierzając
Zamyśliłam się wracając wspomnieniami do mojego domu
- Można by to tak ująć - Oznajmiłam wciąż lustrując ją spojrzeniem
Nieznajoma westchnęła głęboko
- A czego tu chcesz... Księżniczko - Wilczyca bardzo mocno zaakcentowała ostatnie słowo
- To długa historia - Westchnęłam - A ja nie chcę cię nudzić
Obdarzyłam ją sztucznym uśmiechem
< Ivy? >
Od Snow cd Touki
-Na prawdę ? Dziękuję ci-powiedziałam do wadery. Bardzo mi się podobał upominek. Wadera poszła gdzieś, a po chwili wróciła z dwoma kubkami herbaty. Podała mi jeden do łapy.
-Jak tu przybyłaś?-zapytała mnie Touka.
-Podróżowałam na grzbiecie Veyry ,która kiedyś mnie uratowała gdy byłam jeszcze szczeniakiem. Trafiłyśmy jakoś tutaj, i myślę ,że chciałabym tu zostać-powiedziałam.
<Touka?>
sobota, 26 grudnia 2015
Od Ivy cd Fade
-Niczego zbierać nie będę- oznajmiłam wyrywając swoją łapę z jego uścisku- Ale w razie czego, pomogę Ci. Nie mam nic do stracenia- puściłam oko do wilka uśmiechając się- A teraz idź tam i walcz o siostrę- zaśmiałam się. Wilk posłał mi nerwowy uśmiech i zaraz zniknął w cieniu jaskini, a ja wiernie usiadłam...
Ale chwila...- mruknęłam do siebie- Czy ja powiedziałam, że tu na niego będę czekać?- jęknęłam łapiąc się się za głowę- Uchh... Jak mus, to mus...
Położyłam się na śniegu i wbiłam wzrok w rozpościerający się przede mną las. Szybko uniosłam głowę rozmyślając. Chyba nikt nie będzie mi miał za złe, że na chwilę pójdę coś zjeść? Wstałam rozglądając się. Jak zawsze, problem z rozpoznaniem odpowiedniej drogi...
- Uchh... To chyba tam- mruknęłam i od razu ruszyłam w wybranym kierunku, a towarzyszyć mi postanowił jeden z demonów. Tak w sumie, to pojawiają się i znikają kiedy chcą i mają samoświadomość, ale ja nimi władam z tym, że nie możemy się porozumiewać, ale... Ruszyłam pędem przez las, a czarny towarzysz zaraz za mną
-Gonisz!- wykrzyknęłam uradowana, a wilk się uśmiechnął i pognał za mną. Po kilku minutach bieganiny, o dziwo trafiłam na łąkę, czyli tam gdzie chciałam! Hurra ja! Ale tak w sumie... Nie było żadnej zwierzyny...
Ruszyłam przez polanę bez większej zadyszki, a czerwonooki podążał za mną. Od kiedy pamiętam, zawsze gdy kroczył obok mnie jeden z demonów było mi przykro, że nie mogę zamienić z nim ani słowa... No nic...
Spojrzałam w niebo orientując się, że robi się ciemno. Gestem głowy rozkazałam demonowi wrócić "do siebie", a sama wróciłam do lasu idąc w kierunku jaskini. Oczywiście po drodze rozproszył mnie zając, którego zamroziłam i zjadłam, lecz potem był problem z wróceniem na dobrą ścieżkę, nawet po swoich tropach, które zdążyły być zasypane przez śnieg, który jak na złość postanowił padać akurat w tejże chwili.
Wyszło na to, że dostałam się pod jaskinię Alfy jakieś pół godziny później, lecz zmysł węchu mi podpowiadał, że Fade jeszcze był w środku
<Fade?>
Ale chwila...- mruknęłam do siebie- Czy ja powiedziałam, że tu na niego będę czekać?- jęknęłam łapiąc się się za głowę- Uchh... Jak mus, to mus...
Położyłam się na śniegu i wbiłam wzrok w rozpościerający się przede mną las. Szybko uniosłam głowę rozmyślając. Chyba nikt nie będzie mi miał za złe, że na chwilę pójdę coś zjeść? Wstałam rozglądając się. Jak zawsze, problem z rozpoznaniem odpowiedniej drogi...
- Uchh... To chyba tam- mruknęłam i od razu ruszyłam w wybranym kierunku, a towarzyszyć mi postanowił jeden z demonów. Tak w sumie, to pojawiają się i znikają kiedy chcą i mają samoświadomość, ale ja nimi władam z tym, że nie możemy się porozumiewać, ale... Ruszyłam pędem przez las, a czarny towarzysz zaraz za mną
-Gonisz!- wykrzyknęłam uradowana, a wilk się uśmiechnął i pognał za mną. Po kilku minutach bieganiny, o dziwo trafiłam na łąkę, czyli tam gdzie chciałam! Hurra ja! Ale tak w sumie... Nie było żadnej zwierzyny...
Ruszyłam przez polanę bez większej zadyszki, a czerwonooki podążał za mną. Od kiedy pamiętam, zawsze gdy kroczył obok mnie jeden z demonów było mi przykro, że nie mogę zamienić z nim ani słowa... No nic...
Spojrzałam w niebo orientując się, że robi się ciemno. Gestem głowy rozkazałam demonowi wrócić "do siebie", a sama wróciłam do lasu idąc w kierunku jaskini. Oczywiście po drodze rozproszył mnie zając, którego zamroziłam i zjadłam, lecz potem był problem z wróceniem na dobrą ścieżkę, nawet po swoich tropach, które zdążyły być zasypane przez śnieg, który jak na złość postanowił padać akurat w tejże chwili.
Wyszło na to, że dostałam się pod jaskinię Alfy jakieś pół godziny później, lecz zmysł węchu mi podpowiadał, że Fade jeszcze był w środku
<Fade?>
Od Fade cd Ivy
-Jestem Fade, podróżnik. -powiedziałem.
-Miło mi, a więc mówisz, że jesteś bracholem naszej alfy? Ciekawe..No więc miło mi cię poznać! - powiedziała i uścisnęła mi łapę z siłą niedźwiedzia.
-Au..-powiedziałem szeptem dmuchając na łapę.
-Dobra, panie podróżnik, cho no za mną.
Pokręciła łbem w stronę lasu i oboje poszliśmy. W trakcie wędrówki do jaskini Touki, trochę poznałem życia Ivy, opowiedziała mi milusi epizod z jej życia. Jednym słowem, bardzo przyjazna wadera. Kiedy dotarliśmy na miejsce, w gardle miałem twardą gulę.
-Mam stresa. - powiedziałem wyrywkowo.
-Czego masz się bać, jak cię nie pozna, to najwyżej cię pogryzie. - powiedziała zupełnie neutralnie.
Podszedłem do niej, chwyciłem ją za łapę i powiedziałem.
-Słuchaj, zostań tutaj, jeżeli coś nie wypali, chcę żeby ktoś zaufany zbierał resztki mojej godności.-powiedziałem, a waderze w oczach zaświeciły się małe płomyczki.
<Ivy? >
-Miło mi, a więc mówisz, że jesteś bracholem naszej alfy? Ciekawe..No więc miło mi cię poznać! - powiedziała i uścisnęła mi łapę z siłą niedźwiedzia.
-Au..-powiedziałem szeptem dmuchając na łapę.
-Dobra, panie podróżnik, cho no za mną.
Pokręciła łbem w stronę lasu i oboje poszliśmy. W trakcie wędrówki do jaskini Touki, trochę poznałem życia Ivy, opowiedziała mi milusi epizod z jej życia. Jednym słowem, bardzo przyjazna wadera. Kiedy dotarliśmy na miejsce, w gardle miałem twardą gulę.
-Mam stresa. - powiedziałem wyrywkowo.
-Czego masz się bać, jak cię nie pozna, to najwyżej cię pogryzie. - powiedziała zupełnie neutralnie.
Podszedłem do niej, chwyciłem ją za łapę i powiedziałem.
-Słuchaj, zostań tutaj, jeżeli coś nie wypali, chcę żeby ktoś zaufany zbierał resztki mojej godności.-powiedziałem, a waderze w oczach zaświeciły się małe płomyczki.
<Ivy? >
Od Ivy cd Hailee
Z samego rana Touka wysłała mnie na sprawdzenie granic terenów, aby sprawdzić jak duże szkody wyrządziła nocna śnieżyca i muszę przyznać, że ciężko mi było się przemieszczać przez wysoką warstwę śniegu, który w dodatku był świeży i puszysty, uniemożliwiając mi poruszanie się po jego powierzchni. Stawiałam małe, równe kroki co chwilę się rozglądając, albo włażąc na gałęzie drzew upewniając się, czy wszystko jest w porządku, a przez las roznosiły się tylko co jakiś czas moje pojękiwania, albo odgłos ciała, które boleśnie styka się z ziemią
- Gdzie teraz..?- mruknęłam do siebie, rozglądając się dookoła. Tak w sumie, to nadal się gubiłam na tych terenach i tylko dzięki niektórym, charakterystycznym szczegółom potrafiłam się odnaleźć. Uśmiechnęłam się do siebie, widząc płaską powierzchnię-zamarznięte jezioro, pokryte grubą ilością śniegu. Delikatnie dmuchnęłam w taflę, a moce same spowodowały osunięcie się śniegu na brzegi. Zgrabnie przebiegłam po lodzie i już byłam na drugim jego końcu.
W sumie, to mogłam być z siebie dumna, nie zgubiłam się po trzech minutach od wyjścia z jaskini.
Ruszyłam dalej czujnie obserwując teren, lecz to nie wzrok, tylko słuch zaprowadził mnie do jaskini, skąd usłyszałam "Proszę, pomóż mi!". Bezceremonialnie wkroczyłam do środka, a pierwsze co ujrzałam to czarną waderę, mocno przemokniętą i trochę wychudzoną
- Kim jesteś i co tu robisz?- zapytałam zdziwiona, lecz i również czułam ulgę z powodu, że nie mogło mi doskwierać zimno. Wadera obdarzyła mnie krytycznym spojrzeniem, lecz nadal twardo stałam na łapach- Znajdujesz się na terenie watahy Argentum Nocte, więc ponawiam pytanie: Kim jesteś i co tu robisz?
<Hailee?>
- Gdzie teraz..?- mruknęłam do siebie, rozglądając się dookoła. Tak w sumie, to nadal się gubiłam na tych terenach i tylko dzięki niektórym, charakterystycznym szczegółom potrafiłam się odnaleźć. Uśmiechnęłam się do siebie, widząc płaską powierzchnię-zamarznięte jezioro, pokryte grubą ilością śniegu. Delikatnie dmuchnęłam w taflę, a moce same spowodowały osunięcie się śniegu na brzegi. Zgrabnie przebiegłam po lodzie i już byłam na drugim jego końcu.
W sumie, to mogłam być z siebie dumna, nie zgubiłam się po trzech minutach od wyjścia z jaskini.
Ruszyłam dalej czujnie obserwując teren, lecz to nie wzrok, tylko słuch zaprowadził mnie do jaskini, skąd usłyszałam "Proszę, pomóż mi!". Bezceremonialnie wkroczyłam do środka, a pierwsze co ujrzałam to czarną waderę, mocno przemokniętą i trochę wychudzoną
- Kim jesteś i co tu robisz?- zapytałam zdziwiona, lecz i również czułam ulgę z powodu, że nie mogło mi doskwierać zimno. Wadera obdarzyła mnie krytycznym spojrzeniem, lecz nadal twardo stałam na łapach- Znajdujesz się na terenie watahy Argentum Nocte, więc ponawiam pytanie: Kim jesteś i co tu robisz?
<Hailee?>
Od Touki cd Kenai'ego
Po odprowadzeniu basiora, poszłam prosto do swojej jaskini, czułam narastające zmęczenie. Powieki mimowolnie mi się zamykały, więc nie zdziwiłabym się, gdybym zasnęła gdzieś pod starym pniem.
-Aaa..-ziewnęłam.
Weszłam do jaskini, posprzątałam filiżanki, schowałam herbatę. Poszłam do łazienki, umyłam się i skierowałam w stronę sypialni. Ułożyłam się na legowisku i zasnęłam.
Śniła mi się moja wataha, jeszcze zanim ja nią rządziłam. Mama i tata byli radośni, tak jak pozostali członkowie watahy. Nagle sen przeobraził się w koszmar, cały obraz szczęśliwego królestwa przerwała jedna rzecz - wojna. Natychmiast się obudziłam, cała spocona głośno oddychałam. Po chwili, nabrałam głębszych oddechów i próbowałam się uspokoić. Nie mogłam..Wspomnienia z dzieciństwa w śnie były na tyle wyraźne, że nie mogłam ich wymazać, kiedy zamykałam oczy.
Wyszłam na dwór, zimowa noc otuliła mnie chłodnym powietrzem. Poszłam w stronę jeziora, tam uspokajałam się, podejmowałam decyzje i myślałam. Moja oaza jak zwykle o tej porze była opustoszała, oczywiście poza nocnymi żyjątkami. Rozsiadłam się wygodnie i spojrzałam w górę. Na niebie świecił ogromny księżyc. Oświetlał całą watahę, poczułam się bezpiecznie. Kiedy już się uspokoiłam, wróciłam do jaskini i zasnęłam.
***
Po ciężkiej nocy, niewyspana i zmęczona zmusiłam się by wstać z łóżka. Zjadłam śniadanie i ruszyłam na obchód watahy tak jak co dzień. Kiedy dotarłam na skraj lasu zauważyłam, Kenai'ego. Nie miałam ochoty na rozmowę z nim lecz nie miałam pomysłu jak go wyminąć.
-Hej Touka! - zawołał.
-Cześć. -powiedziałam sucho i szorstko, prawie jak zwykle.
-Widzę, że coś nie w sosie, szkoda bo taka ładna pogoda..
Spojrzałam na bezchmurne niebo.
-Owszem.
-Coś się stało? -powiedział spoglądając na mnie przejmującym wzrokiem.
-Nie, nic. Muszę już iść..-powiedziałam po czym chwiejąc się na nogach poszłam przed siebie.
-Tak bez pożegnania? - wzruszył ramionami.
<Kenai?>
-Aaa..-ziewnęłam.
Weszłam do jaskini, posprzątałam filiżanki, schowałam herbatę. Poszłam do łazienki, umyłam się i skierowałam w stronę sypialni. Ułożyłam się na legowisku i zasnęłam.
Śniła mi się moja wataha, jeszcze zanim ja nią rządziłam. Mama i tata byli radośni, tak jak pozostali członkowie watahy. Nagle sen przeobraził się w koszmar, cały obraz szczęśliwego królestwa przerwała jedna rzecz - wojna. Natychmiast się obudziłam, cała spocona głośno oddychałam. Po chwili, nabrałam głębszych oddechów i próbowałam się uspokoić. Nie mogłam..Wspomnienia z dzieciństwa w śnie były na tyle wyraźne, że nie mogłam ich wymazać, kiedy zamykałam oczy.
Wyszłam na dwór, zimowa noc otuliła mnie chłodnym powietrzem. Poszłam w stronę jeziora, tam uspokajałam się, podejmowałam decyzje i myślałam. Moja oaza jak zwykle o tej porze była opustoszała, oczywiście poza nocnymi żyjątkami. Rozsiadłam się wygodnie i spojrzałam w górę. Na niebie świecił ogromny księżyc. Oświetlał całą watahę, poczułam się bezpiecznie. Kiedy już się uspokoiłam, wróciłam do jaskini i zasnęłam.
***
Po ciężkiej nocy, niewyspana i zmęczona zmusiłam się by wstać z łóżka. Zjadłam śniadanie i ruszyłam na obchód watahy tak jak co dzień. Kiedy dotarłam na skraj lasu zauważyłam, Kenai'ego. Nie miałam ochoty na rozmowę z nim lecz nie miałam pomysłu jak go wyminąć.
-Hej Touka! - zawołał.
-Cześć. -powiedziałam sucho i szorstko, prawie jak zwykle.
-Widzę, że coś nie w sosie, szkoda bo taka ładna pogoda..
Spojrzałam na bezchmurne niebo.
-Owszem.
-Coś się stało? -powiedział spoglądając na mnie przejmującym wzrokiem.
-Nie, nic. Muszę już iść..-powiedziałam po czym chwiejąc się na nogach poszłam przed siebie.
-Tak bez pożegnania? - wzruszył ramionami.
<Kenai?>
Od Fade cd Seven
Noc nadeszła niepostrzeżenie, razem z Seven siedzieliśmy w altance i rozmawialiśmy. Ja dowiedziałem się trochę o niej, ona zaś o mnie. Siedziałem jak na szpilkach, ponieważ ciekawość grała mi w głowie własne nuty. Ciągle myślałem, co wadera miała na myśli mówiąc, że jeżeli ma już coś pokazywać to tylko w nocy. Z jednej strony poczułem się speszony, gdyż ja nie posiadam żadnej nadnaturalnej nocnej mocy, ech.. Po chwili ciszy wadera powiedziała:
-No, jak widać jest już całkiem ciemno. -wyszła przed altanę. -Czas rozpocząć pokaz. -Klasnęła w łapy, a jej oczy przybrały neonowy kolor, żółty, na zmianę z jaskrawym różowym i zielonym. Przyznam, że poczułem się zaskoczony, lecz to był dopiero początek.
W dalszych 'aktach przedstawienia' wadera pokazała mi swoje moce, zmiana kolorowego futra wywołała we mnie aż zazdrość, a ta manipulacja światłem!? Istne cudo..Patrzyłem się na nią, nie odwracając wzroku nawet na sekundę, możliwe że nawet jeśli coś by mi groziło, zostałbym złapany przez swoją nieuwagę. Ona była po prostu hipnotyzująca.
Kiedy Seven skończyła swój świetlny taniec, zacząłem gwizdać, tupać i klaskać.
-Brawo! Jestem zachwycony. -powiedziałem uśmiechając się.
-To nic takiego..he.
-Nie bądź taką skromniachą, ja jako podróżnik byłem w przeróżnych teatrach i cyrkach. No, i nie widziałem podobnego występu. Powinnaś zatrudnić się gdzieś, może w watasze? Zbudujemy mini teatr i będziesz wszystkich oczarowywać? - powiedziałem to tak, że miałem wrażenie, że iskry wylatują ze mnie.
-Oj nie słodź mi tak. -powiedziała zaskoczona.
-Ta..To co teraz robimy? -powiedziałem unosząc brwi.
-Właściwie, to..co cię tu sprowadza? -wycedziłą po chwili.
Speszony usiadłem, odetchnąłem i oczyściłem umysł.
-Hm, więc ja..przybyłem by odnaleźć, swoją siostrę. Zaginioną rzecz jasna. Dostałem cynk, że jest w tej watasze..Wiesz coś o tym? Seven? - patrzyła w jakiś punkt na niebie nieprzytomnie, pewnie nawet mnie nie słuchała.
<Seven? >
-No, jak widać jest już całkiem ciemno. -wyszła przed altanę. -Czas rozpocząć pokaz. -Klasnęła w łapy, a jej oczy przybrały neonowy kolor, żółty, na zmianę z jaskrawym różowym i zielonym. Przyznam, że poczułem się zaskoczony, lecz to był dopiero początek.
W dalszych 'aktach przedstawienia' wadera pokazała mi swoje moce, zmiana kolorowego futra wywołała we mnie aż zazdrość, a ta manipulacja światłem!? Istne cudo..Patrzyłem się na nią, nie odwracając wzroku nawet na sekundę, możliwe że nawet jeśli coś by mi groziło, zostałbym złapany przez swoją nieuwagę. Ona była po prostu hipnotyzująca.
Kiedy Seven skończyła swój świetlny taniec, zacząłem gwizdać, tupać i klaskać.
-Brawo! Jestem zachwycony. -powiedziałem uśmiechając się.
-To nic takiego..he.
-Nie bądź taką skromniachą, ja jako podróżnik byłem w przeróżnych teatrach i cyrkach. No, i nie widziałem podobnego występu. Powinnaś zatrudnić się gdzieś, może w watasze? Zbudujemy mini teatr i będziesz wszystkich oczarowywać? - powiedziałem to tak, że miałem wrażenie, że iskry wylatują ze mnie.
-Oj nie słodź mi tak. -powiedziała zaskoczona.
-Ta..To co teraz robimy? -powiedziałem unosząc brwi.
-Właściwie, to..co cię tu sprowadza? -wycedziłą po chwili.
Speszony usiadłem, odetchnąłem i oczyściłem umysł.
-Hm, więc ja..przybyłem by odnaleźć, swoją siostrę. Zaginioną rzecz jasna. Dostałem cynk, że jest w tej watasze..Wiesz coś o tym? Seven? - patrzyła w jakiś punkt na niebie nieprzytomnie, pewnie nawet mnie nie słuchała.
<Seven? >
Od Hailee
Była noc, była śnieżyca. Nie byłam przyzwyczajona do samodzielnego życia nawet w wielkim pałacu miałam wiele służek, a co dopiero w górskiej przełęczy. Szłam powoli, byłam głodna i zmęczona, w końcu nie miałam gdzie spać, a miejsca w których sypiałam w trakcie wędrówki były dla mnie nie do zniesienia. Było mi zimno, pomimo tego, że byłam okryta moim najcieplejszym płaszczem. Zaczynałam powoli żałować tego co zrobiłam i zrozumiałam mój błąd
- Mógłby nam chociaż dać jakiś środek transportu - Prychnęłam
- Moja Pani, nich się Pani cieszy, że w ogóle mogę z Panią iść - Odpowiedział mój służący Aiden
- I tak długo nie pożyję w takich warunkach - Zaskomlałam smutno - Jaaaa chcę do domuuuuu
- Wasza wysokość, chyba widzę jaskinię - Krzyknął Basior próbując przekrzyczeć wiatr - Niech Panienka biegnie w tamtą stronę!
Podbiegłam w kierunku wnęki w skalnej ścianie. Rozejrzałam się i stwierdziłam z odrazą:
- Ale tu jest okropnie
W tym samym momencie do jaskini wszedł służący z całym moim bagażem. Nie miałam zamiaru znosić takich warunków.
- Aiden! - Krzyknęłam na dyszącego Basiora - Rozstaw tutaj mój obóz - Stwierdziłam stanowczo, po czym usiadłam czekając, aż służący wykona rozkaz. Po pół godziny w jaskini stał duży namiot zrobiony z najlepszego materiału dostępnego w moim królestwie. Był to nieco inni namiot niż te które są teraz. Miał cztery wysokie ściany i spiczasty daszek. Jedna ze ścian była zastąpiona cienkimi jedwabnymi zasłonkami który można było podwinąć. W centralnym miejscu namiotu znajdowało się moje posłanie z wieloma futrami, kocami i poduszkami wszelakiej maści. Przy ścianach stały kufry z moją garderobą, biżuterią i innymi tymi podobnymi. Przed namiotem Służący rozpalił ognisko by nas trochę ogrzać. Siadłam koło ognia w mojej ludzkiej postaci i zaczęłam rozczesywać moje mokre od śniegu włosy. Przykryłam się kocem i przysunęłam ręce bliżej ognia by je ogrzać. Cała dygotałam z zimna.
***
Czytelniku czy poruszył cię los Hailee czy współczujesz jej i uważasz, że nie zasłużyła na takie "cierpienia"? Ja nie. W końcu sama sobie na to zapracowała. Poza tym ona okropnie dramatyzuje przecież każdy normalny wilk żyje w takich warunkach. A jej służący? Dźwiga cały jej bagaż do tego chroni i żywi rozpuszczoną Waderę, a ona nim pomiata. Oj Hailee, musisz się zmienić...
***
obudziłam się wcześnie rano i od razu poczułam doskwierający mi głód.
- Dobrze, że się Pani obudziła - Basior uśmiechnął się do mnie - Ja wychodzę, żeby coś upolować, niech jej Wysokość się nie oddala.
- Pff nie mam zamiaru - burknęłam i usiadłam na łóżku.
Rozejrzałam się po jaskini, obok ogniska stała miska (Tak w dawnych czasach ludzie zamiast umywalek używali dużych ozdobnych mis) z ciepłą wodą. podeszłam do niej klęknęłam po czym zanurzyłam ręce w wodzie. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Opłukałam wodą twarz, po czym wzięłam się do nakładania makijażu.
Minęło kilka godzin - służący nie wracał.
Minął dzień - służący nie wracał.
zaczęłam się martwić. Nie miałam nic do jedzenia, ani picia. Nie miałam towarzystwa. Nie umiałam nawet rozpalić ognia. Nie mogłam żyć sama, potrzebowałam opieki (W ludzkiej postaci Hailee ma 18 lat). Bałam się wyjść do zewnętrznego świata. Wstyd się przyznać, ale ja jeszcze nigdy nie byłam na dworze bez swoich służek. W pewnym momencie zauważyłam przed wejściem do jaskini wilczą sylwetkę. Natychmiast zmieniłam postać i podbiegłam do wejścia
- Proszę, pomóż mi! - Krzyknęłam najbardziej uroczym tonem jakim tylko mogłam z siebie wydobyć.
< Kto pomoże Hailee? >
- Mógłby nam chociaż dać jakiś środek transportu - Prychnęłam
- Moja Pani, nich się Pani cieszy, że w ogóle mogę z Panią iść - Odpowiedział mój służący Aiden
- I tak długo nie pożyję w takich warunkach - Zaskomlałam smutno - Jaaaa chcę do domuuuuu
- Wasza wysokość, chyba widzę jaskinię - Krzyknął Basior próbując przekrzyczeć wiatr - Niech Panienka biegnie w tamtą stronę!
Podbiegłam w kierunku wnęki w skalnej ścianie. Rozejrzałam się i stwierdziłam z odrazą:
- Ale tu jest okropnie
W tym samym momencie do jaskini wszedł służący z całym moim bagażem. Nie miałam zamiaru znosić takich warunków.
- Aiden! - Krzyknęłam na dyszącego Basiora - Rozstaw tutaj mój obóz - Stwierdziłam stanowczo, po czym usiadłam czekając, aż służący wykona rozkaz. Po pół godziny w jaskini stał duży namiot zrobiony z najlepszego materiału dostępnego w moim królestwie. Był to nieco inni namiot niż te które są teraz. Miał cztery wysokie ściany i spiczasty daszek. Jedna ze ścian była zastąpiona cienkimi jedwabnymi zasłonkami który można było podwinąć. W centralnym miejscu namiotu znajdowało się moje posłanie z wieloma futrami, kocami i poduszkami wszelakiej maści. Przy ścianach stały kufry z moją garderobą, biżuterią i innymi tymi podobnymi. Przed namiotem Służący rozpalił ognisko by nas trochę ogrzać. Siadłam koło ognia w mojej ludzkiej postaci i zaczęłam rozczesywać moje mokre od śniegu włosy. Przykryłam się kocem i przysunęłam ręce bliżej ognia by je ogrzać. Cała dygotałam z zimna.
***
Czytelniku czy poruszył cię los Hailee czy współczujesz jej i uważasz, że nie zasłużyła na takie "cierpienia"? Ja nie. W końcu sama sobie na to zapracowała. Poza tym ona okropnie dramatyzuje przecież każdy normalny wilk żyje w takich warunkach. A jej służący? Dźwiga cały jej bagaż do tego chroni i żywi rozpuszczoną Waderę, a ona nim pomiata. Oj Hailee, musisz się zmienić...
***
obudziłam się wcześnie rano i od razu poczułam doskwierający mi głód.
- Dobrze, że się Pani obudziła - Basior uśmiechnął się do mnie - Ja wychodzę, żeby coś upolować, niech jej Wysokość się nie oddala.
- Pff nie mam zamiaru - burknęłam i usiadłam na łóżku.
Rozejrzałam się po jaskini, obok ogniska stała miska (Tak w dawnych czasach ludzie zamiast umywalek używali dużych ozdobnych mis) z ciepłą wodą. podeszłam do niej klęknęłam po czym zanurzyłam ręce w wodzie. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Opłukałam wodą twarz, po czym wzięłam się do nakładania makijażu.
Minęło kilka godzin - służący nie wracał.
Minął dzień - służący nie wracał.
zaczęłam się martwić. Nie miałam nic do jedzenia, ani picia. Nie miałam towarzystwa. Nie umiałam nawet rozpalić ognia. Nie mogłam żyć sama, potrzebowałam opieki (W ludzkiej postaci Hailee ma 18 lat). Bałam się wyjść do zewnętrznego świata. Wstyd się przyznać, ale ja jeszcze nigdy nie byłam na dworze bez swoich służek. W pewnym momencie zauważyłam przed wejściem do jaskini wilczą sylwetkę. Natychmiast zmieniłam postać i podbiegłam do wejścia
- Proszę, pomóż mi! - Krzyknęłam najbardziej uroczym tonem jakim tylko mogłam z siebie wydobyć.
< Kto pomoże Hailee? >
piątek, 25 grudnia 2015
Od Seven cd Fade
- Co to...-Zerknęłam z niedowierzaniem na kwiatek.
- A widziałaś kiedyś nieprzystrojoną łyżwiarkę figurową ?- Basior uniósł jedną brew.
- Łyżwiarkę?! No weź... - Pokręciłam łebkiem.- Jeżdżę od jakiś 10 minut! To jeszcze nie powód by nazywać mnie primabaleriną.
Zaśmiałam się. Ale kwiatek był całkiem ładny.
- Po prostu Seven,okej?- Przechyliłam głowę, patrząc na niego błyszczącymi oczami. Czasami robiłam tak ,zmuszając podświadomie do odpowiedzi.
- No dobra.- Przytaknął.- A za to ty możesz mi mówić Fade. - I znów się uśmiechnął.
Odjechałam od niego, rozpędzając się na lodzie.
-A ty dokąd ?- Zapytał ze spokojem i nutką ciekawości.
- Skoro już umiem jeździć, nie zamierzam tak stać. Zimno tu.- Odparłam dalej jadąc przed siebie.
Zerknęłam przez ramię na lodowisko w poszukiwaniu Fade'a, ale jego już tam nie było. Mało tego. Gdy odwróciłam się z powrotem, on jechał tuż obok mnie.
Zdążyłam otworzyć tylko pyszczek, chcąc powiedzieć cokolwiek, ale basior wyprzedził mnie.
- Telepacja. - Odparł melodyjnym głosem. A ja zamknęłam się choć na chwilę.
Gdy jechałam, zrobiło mi się cieplej. Chociaż para nadal buchała z moich ust, nie czułam już otaczającego mnie zimna.
- Umiesz jeszcze jakieś sztuczki?- Zapytałam w końcu, przerywając ciszę.
- Hm, jakieś na pewno tak. Pytanie czy warto.
- Warto.
- Mamy zimę. Żywioł ziemi na niewiele się teraz zda.
- Aaa...- Na moim pyszczku zagościł uśmiech. - Czyli jednak ziemia.
- No właśnie. - Westchnął, śmiejąc się pod nosem .- Ja sobie poczekam na wiosnę. Ale ty na pewno znasz kilka sztuczek.
- O nie,nie,nie,nie- Pokręciłam łebkiem.- Jeśli mam już coś pokazywać, to tylko w nocy. TYLKO-W-NOCY. - Pokreśliłam własne słowa.
- Czemu nie?- Nagle Fade przyspieszył, wzorem sugerując że mam zrobić to samo. Po chwili jezioro się kończyło, a oboje zatrzymaliśmy się ,,z piskiem opon" nad urwiskiem. A w dolinie pod nami zauważyłam małą, lodową altankę lśniącą w blasku zachodzącego słońca. - Ładna, co?- Odezwał się z dumą w głosie.
- Skąd ty wytrząsnąłeś altanę w środku lasu?! - Zapytałam z niedowierzaniem.
- Aaa, stoi tu od zawsze. - Basior wzruszył ramionami ,mówiąc z taką łatwością jakby gadał o znalezionej na ulicy pięciogroszówce. - Ja ją tylko tu odkryłem. A teraz idealnie nadaje się do przeczekania zachodu . Zgodnie z prośbą.
Zaczął schodzić w dół, po ośnieżonej ścieżce.
- To jak?- Zapytał po chwili. - Nie zmieniłaś zdania?
Zastygłam na moment w miejscu. Nocowanie w lekko podejrzanej altanie z basiorem, którego poznałam mmm...jakieś 15 minut temu? Mój mózg i zdrowy rozsądek kategorycznie zabronili mi czegoś takiego.Ale ciekawość dalej pchała naprzód...
- Nie.- Westchnęłam, ruszając się z miejsca. - Zdanie nadal mam tamie samo!- Rzuciłam, doganiając Fade'a.
Co miałam do stracenia?
<Fade? Trochę długawe się zrobiło xd >
- A widziałaś kiedyś nieprzystrojoną łyżwiarkę figurową ?- Basior uniósł jedną brew.
- Łyżwiarkę?! No weź... - Pokręciłam łebkiem.- Jeżdżę od jakiś 10 minut! To jeszcze nie powód by nazywać mnie primabaleriną.
Zaśmiałam się. Ale kwiatek był całkiem ładny.
- Po prostu Seven,okej?- Przechyliłam głowę, patrząc na niego błyszczącymi oczami. Czasami robiłam tak ,zmuszając podświadomie do odpowiedzi.
- No dobra.- Przytaknął.- A za to ty możesz mi mówić Fade. - I znów się uśmiechnął.
Odjechałam od niego, rozpędzając się na lodzie.
-A ty dokąd ?- Zapytał ze spokojem i nutką ciekawości.
- Skoro już umiem jeździć, nie zamierzam tak stać. Zimno tu.- Odparłam dalej jadąc przed siebie.
Zerknęłam przez ramię na lodowisko w poszukiwaniu Fade'a, ale jego już tam nie było. Mało tego. Gdy odwróciłam się z powrotem, on jechał tuż obok mnie.
Zdążyłam otworzyć tylko pyszczek, chcąc powiedzieć cokolwiek, ale basior wyprzedził mnie.
- Telepacja. - Odparł melodyjnym głosem. A ja zamknęłam się choć na chwilę.
Gdy jechałam, zrobiło mi się cieplej. Chociaż para nadal buchała z moich ust, nie czułam już otaczającego mnie zimna.
- Umiesz jeszcze jakieś sztuczki?- Zapytałam w końcu, przerywając ciszę.
- Hm, jakieś na pewno tak. Pytanie czy warto.
- Warto.
- Mamy zimę. Żywioł ziemi na niewiele się teraz zda.
- Aaa...- Na moim pyszczku zagościł uśmiech. - Czyli jednak ziemia.
- No właśnie. - Westchnął, śmiejąc się pod nosem .- Ja sobie poczekam na wiosnę. Ale ty na pewno znasz kilka sztuczek.
- O nie,nie,nie,nie- Pokręciłam łebkiem.- Jeśli mam już coś pokazywać, to tylko w nocy. TYLKO-W-NOCY. - Pokreśliłam własne słowa.
- Czemu nie?- Nagle Fade przyspieszył, wzorem sugerując że mam zrobić to samo. Po chwili jezioro się kończyło, a oboje zatrzymaliśmy się ,,z piskiem opon" nad urwiskiem. A w dolinie pod nami zauważyłam małą, lodową altankę lśniącą w blasku zachodzącego słońca. - Ładna, co?- Odezwał się z dumą w głosie.
- Skąd ty wytrząsnąłeś altanę w środku lasu?! - Zapytałam z niedowierzaniem.
- Aaa, stoi tu od zawsze. - Basior wzruszył ramionami ,mówiąc z taką łatwością jakby gadał o znalezionej na ulicy pięciogroszówce. - Ja ją tylko tu odkryłem. A teraz idealnie nadaje się do przeczekania zachodu . Zgodnie z prośbą.
Zaczął schodzić w dół, po ośnieżonej ścieżce.
- To jak?- Zapytał po chwili. - Nie zmieniłaś zdania?
Zastygłam na moment w miejscu. Nocowanie w lekko podejrzanej altanie z basiorem, którego poznałam mmm...jakieś 15 minut temu? Mój mózg i zdrowy rozsądek kategorycznie zabronili mi czegoś takiego.Ale ciekawość dalej pchała naprzód...
- Nie.- Westchnęłam, ruszając się z miejsca. - Zdanie nadal mam tamie samo!- Rzuciłam, doganiając Fade'a.
Co miałam do stracenia?
<Fade? Trochę długawe się zrobiło xd >
Od Fade cd Seven
-Jeżeli trochę poćwiczysz, będziesz tak samo śmigała jak ja.-powiedziałem szpanersko się uśmiechając.
-Trochę? -wadera zaśmiała się.
-Nie bądź takim niedowiarkiem. -chwyciłem ją umiejętnie, tak że stała już na wszystkich łapach stabilnie. Powoli ruszyłem, wciąż ją trzymając.
-Co ty robisz! - krzyknęła przerażona.
-Spokojnie, wiem co robię rosiczko.
Trzymałem ją mocno, tak by mi nie wypadła, ani się nie przewróciła. Po 10 minutach oboje sunęliśmy po tafli zamarzniętego jeziora, jak para żurawi na niebie. Po kolejnych minutach przejażdżki, puściłem waderę. Seven tego nawet nie zauważyła, jechała po lodzie, niemal jak łyżwiarka figurowa. Kiedy zorientowała się, że sama sunie po lodzie, zatrzymała się i obejrzała na mnie.
-I jak? -spytałem.
-To niemożliwe, to naprawdę proste..- powiedziała nie dowierzając.
-Przecież mówiłem..- uśmiechnąłem się, podjechałem do brzegu i zerwałem zamrożony kwiatek, po czym wetknąłem go we włosy wadery.
<Seven?>
-Trochę? -wadera zaśmiała się.
-Nie bądź takim niedowiarkiem. -chwyciłem ją umiejętnie, tak że stała już na wszystkich łapach stabilnie. Powoli ruszyłem, wciąż ją trzymając.
-Co ty robisz! - krzyknęła przerażona.
-Spokojnie, wiem co robię rosiczko.
Trzymałem ją mocno, tak by mi nie wypadła, ani się nie przewróciła. Po 10 minutach oboje sunęliśmy po tafli zamarzniętego jeziora, jak para żurawi na niebie. Po kolejnych minutach przejażdżki, puściłem waderę. Seven tego nawet nie zauważyła, jechała po lodzie, niemal jak łyżwiarka figurowa. Kiedy zorientowała się, że sama sunie po lodzie, zatrzymała się i obejrzała na mnie.
-I jak? -spytałem.
-To niemożliwe, to naprawdę proste..- powiedziała nie dowierzając.
-Przecież mówiłem..- uśmiechnąłem się, podjechałem do brzegu i zerwałem zamrożony kwiatek, po czym wetknąłem go we włosy wadery.
<Seven?>
Od Moondenares cd Shibido
- Bogowie, z nieba mi spadłeś - powiedziałam do basiora i przyłączyłam się do jedzenia - Już po rozmowie, Alfa jest przemiła, o wiele nie pytała... - przerwałam by skończyć jedzenie. Jadłam i jadłam, bałam się, że uznają mnie za niewychowaną idiotkę i sobie pójdą, ale na szczęście tego nie zrobili, zdążyłam ich polubić - To... wiele wilków jest w tej watasze? Do tej pory nie spotkałam nikogo poza wami... - próbowałam zacząć rozmowę
- Nie, aktualnie jest nas około 11, w porównaniu do innych to malutko - odparł Shibido i wziął do pyska kawałek mięsa - A tak właściwie... jakie stanowisko wybrałaś? - spytał po chwili
- Stanowisko? Yyy... przepraszam, mam problemy z pamięcią - zaśmiałam się nerwowo, szukając w głowie co mówiłam na rozmowie - chyba Strażnika Alf...
- Naprawdę? Też na nim jestem - powiedział basior obserwując swojego biegającego dookoła brata
- To świetnie! - krzyknęłam ucieszona - Tylko mam mały problem, bo nie wiem na czym ta robota polega... nigdy nie byłam w watasze, a po prostu obrona mi się spodobała... ale nie ważne. Pokażesz mi tereny? - spytałam i odeszliśmy. Po drodze rozmawiałam troszkę z Alfonso i zachwycałam się pięknymi widokami. Przez chwilę pomyślałam nawet. że mogłabym zostać tu już na zawsze, ale pewnie nie będzie to możliwe...
<Shibido?>
- Nie, aktualnie jest nas około 11, w porównaniu do innych to malutko - odparł Shibido i wziął do pyska kawałek mięsa - A tak właściwie... jakie stanowisko wybrałaś? - spytał po chwili
- Stanowisko? Yyy... przepraszam, mam problemy z pamięcią - zaśmiałam się nerwowo, szukając w głowie co mówiłam na rozmowie - chyba Strażnika Alf...
- Naprawdę? Też na nim jestem - powiedział basior obserwując swojego biegającego dookoła brata
- To świetnie! - krzyknęłam ucieszona - Tylko mam mały problem, bo nie wiem na czym ta robota polega... nigdy nie byłam w watasze, a po prostu obrona mi się spodobała... ale nie ważne. Pokażesz mi tereny? - spytałam i odeszliśmy. Po drodze rozmawiałam troszkę z Alfonso i zachwycałam się pięknymi widokami. Przez chwilę pomyślałam nawet. że mogłabym zostać tu już na zawsze, ale pewnie nie będzie to możliwe...
<Shibido?>
Od Ivy cd Fade
- Touka..? Touka...- zaczęłam mruczeć próbując przypomnieć sobie właścicielkę danego imienia- Achh tak, to nasza Alfa- powiedziałam uśmiechając się
- A... Mogłabyś mnie do niej zaprowadzić?- spytał nieco zażenowany
- Jasne, chodź- powiedziałam wstając jak gdyby nigdy nic, mimo bólu prawej łapy- Jestem Ivy. Wybacz, że tak na ciebie skoczyłam... Czasami mnie ponosi- powiedziałam wbijając wzrok w ziemię, po czym znów spojrzałam na zdziwionego wilka- Tak więc, chodź- rozkazałam idąc przodem, a mój ogon wesoło kręcił się w górze- A Ty, jak masz na imię?- zapytałam przyjaźnie
<Fade?>
- A... Mogłabyś mnie do niej zaprowadzić?- spytał nieco zażenowany
- Jasne, chodź- powiedziałam wstając jak gdyby nigdy nic, mimo bólu prawej łapy- Jestem Ivy. Wybacz, że tak na ciebie skoczyłam... Czasami mnie ponosi- powiedziałam wbijając wzrok w ziemię, po czym znów spojrzałam na zdziwionego wilka- Tak więc, chodź- rozkazałam idąc przodem, a mój ogon wesoło kręcił się w górze- A Ty, jak masz na imię?- zapytałam przyjaźnie
<Fade?>
Od Kenai'ego cd Touki
Popatrzałem na Toukę. Pomyślałem chwilę i po chwili uśmiechnąłem się .
-Z miłą chęcią spróbuje twojej herbaty .-wadera wstała i szła do swej jaskini ja poszedłem za nią . Po chwili siedzieliśmy w przytulnej jaskiń.
-To Ty tu sobie siedź , a ja idę przyszykować herbatę.- Rozsiadłem się wygodnie i czekałem, aż wadera przyniesie swój tajny lek na sen.
-Długo jeszcze!- Byłem trochę zniecierpliwiony i drażliwy bo byłem śpiący.
-Uspokój się! Jeszcze chwila!-krzyknęła...I nagle przyniosła herbatę .
-O nareścieeee...!- ziewnąłem i się położyłem.
-Masz i się zamknij ...-zaśmiała się, po czym położyła się naprzeciwko mnie. Zacząłem pić herbatę .
-Mmm..pyszna..
-Wiem .
-Jak się nauczyłaś ją robić ?
-Mama mi taką robiła jak byłam młodsza.-piłyśmy razem herbatę .
-Fajnie ..-położyłem głowę na łapach.
-Ej...Ty tu tak się nie pokładaj zaraz Cię odprowadzę ....Nie będziesz spał tu.- powiedziała nerwowo trochę Touka.
-No dobrze ale daj dopić herbatę.- podniosłem łeb i się napiłem .
-No tak ...A jak Ci się żyje w mojej watasze ...wszyscy są raczej mili...
-Nom miło tu i Ty jesteś taka miła ..-popatrzałem jej w oczy .
-Tak, to rola alfy jestem dla wszystkich miła.-wypiłem całą herbatę.
-To co mam już sobie pójść ..
-Nom w końcu śpiący byłeś, a tu nie będziesz spać.-wstała.-no chodź, bo też chce spać.-powiedziała.
-Dobra.-wstałem i po chwili wadera odprowadziła mnie .
-Nom to dobranoc...-powiedziała Touka. Odwróciłem się do niej.
-Dobranoc. Dziękuje za herbatę i miły wieczór. - uśmiechnąłem się i wszedłem do jaskini po czym od razu zasnąłem .
<Touka?>
-Z miłą chęcią spróbuje twojej herbaty .-wadera wstała i szła do swej jaskini ja poszedłem za nią . Po chwili siedzieliśmy w przytulnej jaskiń.
-To Ty tu sobie siedź , a ja idę przyszykować herbatę.- Rozsiadłem się wygodnie i czekałem, aż wadera przyniesie swój tajny lek na sen.
-Długo jeszcze!- Byłem trochę zniecierpliwiony i drażliwy bo byłem śpiący.
-Uspokój się! Jeszcze chwila!-krzyknęła...I nagle przyniosła herbatę .
-O nareścieeee...!- ziewnąłem i się położyłem.
-Masz i się zamknij ...-zaśmiała się, po czym położyła się naprzeciwko mnie. Zacząłem pić herbatę .
-Mmm..pyszna..
-Wiem .
-Jak się nauczyłaś ją robić ?
-Mama mi taką robiła jak byłam młodsza.-piłyśmy razem herbatę .
-Fajnie ..-położyłem głowę na łapach.
-Ej...Ty tu tak się nie pokładaj zaraz Cię odprowadzę ....Nie będziesz spał tu.- powiedziała nerwowo trochę Touka.
-No dobrze ale daj dopić herbatę.- podniosłem łeb i się napiłem .
-No tak ...A jak Ci się żyje w mojej watasze ...wszyscy są raczej mili...
-Nom miło tu i Ty jesteś taka miła ..-popatrzałem jej w oczy .
-Tak, to rola alfy jestem dla wszystkich miła.-wypiłem całą herbatę.
-To co mam już sobie pójść ..
-Nom w końcu śpiący byłeś, a tu nie będziesz spać.-wstała.-no chodź, bo też chce spać.-powiedziała.
-Dobra.-wstałem i po chwili wadera odprowadziła mnie .
-Nom to dobranoc...-powiedziała Touka. Odwróciłem się do niej.
-Dobranoc. Dziękuje za herbatę i miły wieczór. - uśmiechnąłem się i wszedłem do jaskini po czym od razu zasnąłem .
<Touka?>
Od Stelli cd Kiby
Popatrzałam na Kibe zdziwiona, nie wiedziałam po co Mu ta informacja.
-Tak mamy jedno takie miejsce ...zakazany Las.-Patrzał na mnie uważnie ja też patrzałam na niego przez chwilę staliśmy i tak patrzyliśmy na siebie w ciszy.
-Mhm...-Po chwili zamruczał Kiba. Stałam nadal w miejscu ale robiło się coraz ciemniej.
-Wiesz robi się późno...pójdę do siebie do jaskini.- Wstałam, Kiba też wstał w ciszy się rozeszliśmy ...Kiba wydawał się jakby był zamyślony. Gdy doszłam do jaskini było ciemno, a ja byłam zmęczona. Myślałam o Kibie jak o nikim dotąd . Położyłam się i szybko zasnęłam. Rano gdy otworzyłam oczy poczułam zimny chłód. Wstałam i wyszłam z jaskini. Pobiegłam do lasu chciałam coś spożyć. Napotkałam w lesie Kibe stał i patrzał na korony drzew.Podeszłam do niego.
-Hey.- Odwrócił głowę w moją stronę i z uśmiechem się przywitał.
-No hey.- Też odwzajemniłam uśmiech.
-Co porabiasz.? - Usiadłam koło niego.
-A taki poranny spacer.
-Mhm a wszystko jest dobrze,bo wczoraj tak chłodno się rozeszliśmy ...wydawałeś się zamyślony może wręcz zasmucony...- Spytałam cicho. Patrzyłam na niego.
-Tak, jest dobrze po prostu byłem zamyślony.-Wytłumaczył się i uśmiechnął .
-Wiesz fajnie się tu siedzi i rozmawia ale...- Powiedział Kibia
-Ale?
-Chodź się gdzieś przejść ...-Wstał Kiba.
-Dobrze ..-Wstałam i ruszyliśmy razem przez las.Coraz mniej czułam się spięta przy Kibe.
-Wiesz a dokąd tak idziemy ?- Spytałam, dalej idąc za Kibą.
<Kiba?>
czwartek, 24 grudnia 2015
Wigilia!
Kochani z okazji tego, że dzisiaj jest Wigilia, pragnę złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia.
Przede wszystkim:
-tony weny
-znakomitych prezentów; pamiętajcie, że dawanie jest ważniejsze niż branie
-szczęśliwszego Nowego Roku
i wszystkiego czego jeszcze sobie zapragniecie. Jako Wasza alfa, pragnę obdarować was małym upominkiem, 200WM dla każdego. Pamiętajcie, że event świąteczny jest tylko do 31.12.2015:)
Wesołych świąt!
Przede wszystkim:
-tony weny
-znakomitych prezentów; pamiętajcie, że dawanie jest ważniejsze niż branie
-szczęśliwszego Nowego Roku
i wszystkiego czego jeszcze sobie zapragniecie. Jako Wasza alfa, pragnę obdarować was małym upominkiem, 200WM dla każdego. Pamiętajcie, że event świąteczny jest tylko do 31.12.2015:)
Wesołych świąt!
Od Fade do Ivy
Przemierzałem spokojnie jakąś granice, kiedyś ktoś z nienacka rzucił się na mnie. Poturbowany sturlałem się z góry, prosto do jakiegoś rowu. Umorusany i wściekły usłyszałem czyiś śmiech. Wyszedłem z dziury, otrzepałem się i chciałem już temu, który mnie napadł wygłosić kazanie lecz okazało się, że ów gagatek jest waderą. A wadery to przecież co innego, odkrząknąłem zatem i powiedziałem najspokojniej jak umiałem.
-Droga kobitko, powiedz mi proszę z jakich to racji, przyprawiłaś mnie o mdłości.-powiedziałem zażenowany.
-Hm..to ty słuchaj i mi odpowiedz. Jestem tutaj strażnikiem granicznym, więc jak sama nazwa wskazuję pilnuję granicy.
-Nie wiedziałem, że tutaj znajduje się jakaś wataha.- wydukałem.
-Owszem, i jeżeli zaraz nie zaczniesz stąd zmiatać, to zapoznam cię z alfa i obywatelami.- warknęła.
-Nie szukam, kłopotów, tylko siostry..słyszałem, że gdzieś tu jest. Phi.- westchnąłem nieco zagubiony.
-Nie mnie tu będziesz wciskał kit, cwaniaczku!
Po tych słowach jak szalona rzuciła się na mnie. Nigdy wcześniej nie poznałem nikogo tak nieokiełznanego. Szarpanina przerodziła się w walkę, oboje zaciekle walczyliśmy ze sobą, momentami wyglądało to nawet jak taniec. Zmęczeni, umorusani i podrapani, wywiesiliśmy białą flagę.
-Dobra, koniec, starczy. - powiedziałem, łapiąc oddech.
-Myhym..-odparła.
Usiedliśmy obok siebie, siedziałem jak na szpilkach, ponieważ nie wiedziałem czego jeszcze mogę się spodziewać po tej dziwnej osobie. Kiedy oboje ochłonęliśmy, postanowiłem wykorzystać stosowną chwilę i zapytałem.
-To jak jest tu jakaś wadera imieniem Touka? Zaprowadzisz mnie do niej? - powiedziałem patrząc na nią wielkimi oczami i z nadzieją, że tym razem nie rzuci się na mnie.
<Ivy? >
-Droga kobitko, powiedz mi proszę z jakich to racji, przyprawiłaś mnie o mdłości.-powiedziałem zażenowany.
-Hm..to ty słuchaj i mi odpowiedz. Jestem tutaj strażnikiem granicznym, więc jak sama nazwa wskazuję pilnuję granicy.
-Nie wiedziałem, że tutaj znajduje się jakaś wataha.- wydukałem.
-Owszem, i jeżeli zaraz nie zaczniesz stąd zmiatać, to zapoznam cię z alfa i obywatelami.- warknęła.
-Nie szukam, kłopotów, tylko siostry..słyszałem, że gdzieś tu jest. Phi.- westchnąłem nieco zagubiony.
-Nie mnie tu będziesz wciskał kit, cwaniaczku!
Po tych słowach jak szalona rzuciła się na mnie. Nigdy wcześniej nie poznałem nikogo tak nieokiełznanego. Szarpanina przerodziła się w walkę, oboje zaciekle walczyliśmy ze sobą, momentami wyglądało to nawet jak taniec. Zmęczeni, umorusani i podrapani, wywiesiliśmy białą flagę.
-Dobra, koniec, starczy. - powiedziałem, łapiąc oddech.
-Myhym..-odparła.
Usiedliśmy obok siebie, siedziałem jak na szpilkach, ponieważ nie wiedziałem czego jeszcze mogę się spodziewać po tej dziwnej osobie. Kiedy oboje ochłonęliśmy, postanowiłem wykorzystać stosowną chwilę i zapytałem.
-To jak jest tu jakaś wadera imieniem Touka? Zaprowadzisz mnie do niej? - powiedziałem patrząc na nią wielkimi oczami i z nadzieją, że tym razem nie rzuci się na mnie.
<Ivy? >
Od Touki cd Snow
-Witaj. -powiedziałam łagodnym tonem, tak by nie spłoszyć wadery. Snow wzdrygnęła się na mój widok.
-Hmm, cześć.-powiedziała zaskoczona.
-Nie bój się, jestem Touka, Alfa tej watahy. Miło mi cię widzieć - powiedziałam uśmiechając się.
-Heh..Jestem Snow. Macie tutaj ładne tereny. Z grzbietu smoka dobrze się je ogląda..
-Owszem. Chłodno tutaj, może zechcesz pójść razem ze mną do mojej jaskini? Ogrzejesz się, wypijemy herbatę, pogadamy? - zapytałam, wyciągając łapę do wadery, po to by pomóc jej wstać.
-W sumie..Czemu nie, tylko zawołam moją smoczycę.
Obie podreptałyśmy do mojej jaskini, a za nami podążała towarzyszka wilczycy.
-Rozgość się. - powiedziałam, pokazując na gościnne posłanie. Wadera usiadła i monotonnie rozglądała się po jaskini.
-Ładnie się urządziłaś. - powiedziała dotykając jedną ze starych lamp.
-Ta graciarnia? -parsknęłam śmiechem i popatrzyłam na nią. W łapach trzymała moją starą bransoletkę. Ukradkiem widziałam jak ją przymierza, podeszłam do niej i wyszeptałam. -Dobrze na tobie leży, jest twoja.- dodałam serdeczny uśmiech i pogłaskałam waderę po plecach.
-Hmm, cześć.-powiedziała zaskoczona.
-Nie bój się, jestem Touka, Alfa tej watahy. Miło mi cię widzieć - powiedziałam uśmiechając się.
-Heh..Jestem Snow. Macie tutaj ładne tereny. Z grzbietu smoka dobrze się je ogląda..
-Owszem. Chłodno tutaj, może zechcesz pójść razem ze mną do mojej jaskini? Ogrzejesz się, wypijemy herbatę, pogadamy? - zapytałam, wyciągając łapę do wadery, po to by pomóc jej wstać.
-W sumie..Czemu nie, tylko zawołam moją smoczycę.
Obie podreptałyśmy do mojej jaskini, a za nami podążała towarzyszka wilczycy.
-Rozgość się. - powiedziałam, pokazując na gościnne posłanie. Wadera usiadła i monotonnie rozglądała się po jaskini.
-Ładnie się urządziłaś. - powiedziała dotykając jedną ze starych lamp.
-Ta graciarnia? -parsknęłam śmiechem i popatrzyłam na nią. W łapach trzymała moją starą bransoletkę. Ukradkiem widziałam jak ją przymierza, podeszłam do niej i wyszeptałam. -Dobrze na tobie leży, jest twoja.- dodałam serdeczny uśmiech i pogłaskałam waderę po plecach.
<Snow? >
Od Touki cd Shibido
Pomyślałam chwilę, spojrzałam na nich, za siebie, na sufit i powiedziałam:
-Hm, dobrym miejscem na zwiedzanie i odpoczynek jest rzeka, ale ją zostawimy sobie na sam koniec.
-Okej, to gdzie idziemy najpierw? -powtórzył.
-Może najpierw to zjemy śniadanie. Polana stąd jest niedaleko.
Poszliśmy na polanę i zapolowaliśmy na jelenia. Jeleń był dosyć spory, w końcu była nas 3, a każdy był głodny. Po udanym śniadaniu, zaproponowałam wycieczkę w góry do źródła strumienia.
Droga na szczyty, przeszła nam mile i niepostrzeżenie, jedyne co mnie zaniepokoiło to, sterta powyrywanych, obszarpanych drzew. Nie martwiąc swoich podopiecznych, wybrałam inny szlak.
Po przebytej wyprawie, w końcu dotarliśmy na miejsce. Źródło znajdowało się w górskiej jaskini. Ściany groty pokryte były kryształami, z sufitu skapywała woda.
-Rajciu..jak to pięknie..-powiedział Shibido,
-Oo..-westchnął Alfonso
-Zgadza się, chodźmy, chodźmy szkoda czasu. Jeszcze nie dotarliśmy do źródła.
Obaj samcy poszli grzecznie za mną, a ja zaprowadziłam ich do celu. Kiedy zobaczyli wodę, od razu zaczęli beztrosko chłeptać. Nie chciałam być gorsza, dlatego przyłączyłam się i piłam razem z nimi.
W grocie posiedzieliśmy dobrą godzinę i ruszyliśmy dalej.
Następnym przystankiem naszej wyprawy było jezioro, wodospad oraz polana.
***
Powoli się ściemniało, wszystko zaczęło żegnać się z promieniami słońca. Nasza trójka była już na polanie, zmęczeni ale szczęśliwi, postanowiliśmy upolować kolację, zjeść i się rozejść.
<Shibido? >
-Hm, dobrym miejscem na zwiedzanie i odpoczynek jest rzeka, ale ją zostawimy sobie na sam koniec.
-Okej, to gdzie idziemy najpierw? -powtórzył.
-Może najpierw to zjemy śniadanie. Polana stąd jest niedaleko.
Poszliśmy na polanę i zapolowaliśmy na jelenia. Jeleń był dosyć spory, w końcu była nas 3, a każdy był głodny. Po udanym śniadaniu, zaproponowałam wycieczkę w góry do źródła strumienia.
Droga na szczyty, przeszła nam mile i niepostrzeżenie, jedyne co mnie zaniepokoiło to, sterta powyrywanych, obszarpanych drzew. Nie martwiąc swoich podopiecznych, wybrałam inny szlak.
Po przebytej wyprawie, w końcu dotarliśmy na miejsce. Źródło znajdowało się w górskiej jaskini. Ściany groty pokryte były kryształami, z sufitu skapywała woda.
-Rajciu..jak to pięknie..-powiedział Shibido,
-Oo..-westchnął Alfonso
-Zgadza się, chodźmy, chodźmy szkoda czasu. Jeszcze nie dotarliśmy do źródła.
Obaj samcy poszli grzecznie za mną, a ja zaprowadziłam ich do celu. Kiedy zobaczyli wodę, od razu zaczęli beztrosko chłeptać. Nie chciałam być gorsza, dlatego przyłączyłam się i piłam razem z nimi.
W grocie posiedzieliśmy dobrą godzinę i ruszyliśmy dalej.
Następnym przystankiem naszej wyprawy było jezioro, wodospad oraz polana.
***
Powoli się ściemniało, wszystko zaczęło żegnać się z promieniami słońca. Nasza trójka była już na polanie, zmęczeni ale szczęśliwi, postanowiliśmy upolować kolację, zjeść i się rozejść.
<Shibido? >
Od Snow
Wzleciałam w górę, wiatr poruszał moimi włosami. Mogłam tak lecieć godzinami, poznawałam tereny watahy ,do której dołączyłam razem ze smoczycą. Po paru beczkach i okrążeniach w powietrzu ,wylądowałyśmy.
Zeszłam ze smoczycy i dałam jej samej pozwiedzać, oczywiście zawsze była w pobliżu. Podążałam przez polankę, zimny wiatr otulał moją sierść. Oparłam się o drzewo, podarowałam mu trochę energii, ponieważ czułam,że opada z sił. Na chwilę zamknęłam oczy, kiedy je otworzyłam zobaczyłam w pobliżu jakiegoś wilka. Stałam w miejscu, jednak on przyszedł do mnie.
<Ktoś?>
środa, 23 grudnia 2015
Od Kiby cd Stelli
Tak, to prawda gadam to co myślę nie wstydząc się tego, skąd mogłem wiedzieć iż swoją gadką zawstydzę waderę, chrząknąłem pod nosem z dwa razy idąc za nią, na razie starałem się nic nie mówić, gdyż nie chciałem jej speszyć, i tak czasem zachowuję się jak kretyn, idąc za samicą rozglądałem się dokoła, tereny na których byłem były jak by to ująć jednym krótkim zdaniem, hym wyjątkowe a może raczej nie typowe, cho lipka nie da się określić tego jednym słowem, patrząc na nie od razu można było ułożyć elaborat, lub na poczekaniu wymyślić jakiś wierszyk, tak tak, wiem myślę o jakiś głupotach, jednak co zrobić gdy w głowie tylko tyle potrafi mi się wykluć, spojrzałem na idącą obok mnie waderę, była ładna z resztą jak każde wadery, samica za uwarzyła iż na nią patrzę, gdyż zaskoczona moim spojrzeniem zapytała.
-Dla czego tak mi się przyglądasz ?
To pytanie jak każde było mądrze zadane, dla czego to robiłem, hym może nie miałem nic lepszego do roboty, a może po prostu lubię gapić się na swoich towarzyszy podróży, któż mnie odgadnie chyba nikt, skoro nawet ja nie umiem odgadnąć tego.
-Hym, gdyby się zagłębić w moich rozmyśleniach, wydaję mi się iż po prostu lubię mieć załapany kontakt wzrokowy z towarzyszem lub rozmówcą.
Wadera spojrzała na mnie nagle zatrzymując się, nie wiedząc o co jej chodzi również zatrzymałem się patrząc na nią spokojnym wzrokiem.
-O to wodospad ... powiedziała, a może raczej szepnęła.
Mój wzrok od razu pokierował się w jego stronę, no no mogłem przyznać iż na prawdę był ładny, jednak w tym momencie zastanawiało mnie coś innego.
-Macie tu jakieś miejsca, hym może inaczej, czy znajdują cię u was zakazane tereny ? .. zapytałem rejestrując wzrokiem każdy jej ruch, jak i każde jej słowo.
<Stella przepraszam święta odbierają mi czas>
-Dla czego tak mi się przyglądasz ?
To pytanie jak każde było mądrze zadane, dla czego to robiłem, hym może nie miałem nic lepszego do roboty, a może po prostu lubię gapić się na swoich towarzyszy podróży, któż mnie odgadnie chyba nikt, skoro nawet ja nie umiem odgadnąć tego.
-Hym, gdyby się zagłębić w moich rozmyśleniach, wydaję mi się iż po prostu lubię mieć załapany kontakt wzrokowy z towarzyszem lub rozmówcą.
Wadera spojrzała na mnie nagle zatrzymując się, nie wiedząc o co jej chodzi również zatrzymałem się patrząc na nią spokojnym wzrokiem.
-O to wodospad ... powiedziała, a może raczej szepnęła.
Mój wzrok od razu pokierował się w jego stronę, no no mogłem przyznać iż na prawdę był ładny, jednak w tym momencie zastanawiało mnie coś innego.
-Macie tu jakieś miejsca, hym może inaczej, czy znajdują cię u was zakazane tereny ? .. zapytałem rejestrując wzrokiem każdy jej ruch, jak i każde jej słowo.
<Stella przepraszam święta odbierają mi czas>
Od Ivy
Ostatni raz spojrzałam w tył, upewniając się, że nikt za mną nie idzie. To jest takie głupie uczucie, gdy czujesz, że nie jesteś sam, a gdy się oglądasz, to wszystko jest tak jak wcześniej.
Burknęłam coś pod nosem, po czym się wyprostowałam i postawiłam dumnie prawą łapę na ziemi, która już lekko była przymarznięta. Zamknęłam oczy, a już po chwili usłyszałam wrzask i huk ciała uderzającego o ziemię. Podskokiem obróciłam się w tył. Najwyraźniej ktoś wystraszył się latającego samowolnie demona
-Ładnie to tak podglądać?- krzyknęłam udając oburzenie. W rzeczywistości bawił mnie niemiłosiernie widok wilka, na którym siedział zmaterializowany demon o wielkich, czerwonych oczach
- A ładnie, to tak włóczyć się po czyiś terenach?- burknęła postać- Odwołasz kolegę?- tu wskazał na demona. Przewróciłam oczami i gestem łapy kazałam przyjacielowi zestąpić z wilka, który wstał zbierając z ziemi dumę
- Mowa była o jakiejś watasze- powiedziałam z zainteresowaniem
<Ktosiu?>
Burknęłam coś pod nosem, po czym się wyprostowałam i postawiłam dumnie prawą łapę na ziemi, która już lekko była przymarznięta. Zamknęłam oczy, a już po chwili usłyszałam wrzask i huk ciała uderzającego o ziemię. Podskokiem obróciłam się w tył. Najwyraźniej ktoś wystraszył się latającego samowolnie demona
-Ładnie to tak podglądać?- krzyknęłam udając oburzenie. W rzeczywistości bawił mnie niemiłosiernie widok wilka, na którym siedział zmaterializowany demon o wielkich, czerwonych oczach
- A ładnie, to tak włóczyć się po czyiś terenach?- burknęła postać- Odwołasz kolegę?- tu wskazał na demona. Przewróciłam oczami i gestem łapy kazałam przyjacielowi zestąpić z wilka, który wstał zbierając z ziemi dumę
- Mowa była o jakiejś watasze- powiedziałam z zainteresowaniem
<Ktosiu?>
Zima!
Czas mija, kolejna pora roku się zmieniła, nadeszła zima! Z tej okazji ogłaszam zimowo-bożonarodzeniowy event. Każdy z zainteresowanych ma za zadanie napisać opowiadanie (minimum 10 linijek) o tym, jaka była jego reakcja na pierwszy płatek śniegu lub jak spędzał swoją Wigilię.
Nagroda za dobrze wykonane zadanie to 200WM, termin wysyłania opek wyznaczam do 31.12.2015! Powodzenia!:)
Nagroda za dobrze wykonane zadanie to 200WM, termin wysyłania opek wyznaczam do 31.12.2015! Powodzenia!:)
Od Touki cd Kenai'ego
-No, tak się składa, że muszę lecieć zobaczyć, yyy..Co dzieje się na granicy koło gór. - powiedziałam wykręcając głowę na wszystkie strony, tak by nie patrzeć basiorowi w oczy.
-Em..no dobra, to może kiedy indziej.
-Tak, tak. - powiedziałam i gestem pokazałam na łapę (niewidzialny zegarek), że jestem spóźniona.
-No to żegnaj! - wykrzyknął i pognałam w stronę gór.
***
Porozglądałam się po górach, sprawdziłam wszystkie przejścia, policzyłam zapasy zebrane przez wiewiórki - przecież niedługo zbliżała się zima. Jedna z wiewiórek, miała niewystarczająco zapasów, więc pomogłam jej zbierać orzechy i żołędzie, które były porozrzucane wśród stert liści. Po owocnych zbiorach, pożegnałam rude stworzenia i podreptałam w stronę mechowiska.
Na mechowisku, tak jak na polanie było spokojnie, zające kicały, łanie podskubywały korę drzew - nic nad zwyczajnego się nie działo. Odetchnęłam z ulgą, przetarłam czoło i ruszyłam w kierunku jeziora, by zdążyć jeszcze na zachód słońca.
***
-Em..no dobra, to może kiedy indziej.
-Tak, tak. - powiedziałam i gestem pokazałam na łapę (niewidzialny zegarek), że jestem spóźniona.
-No to żegnaj! - wykrzyknął i pognałam w stronę gór.
***
Porozglądałam się po górach, sprawdziłam wszystkie przejścia, policzyłam zapasy zebrane przez wiewiórki - przecież niedługo zbliżała się zima. Jedna z wiewiórek, miała niewystarczająco zapasów, więc pomogłam jej zbierać orzechy i żołędzie, które były porozrzucane wśród stert liści. Po owocnych zbiorach, pożegnałam rude stworzenia i podreptałam w stronę mechowiska.
Na mechowisku, tak jak na polanie było spokojnie, zające kicały, łanie podskubywały korę drzew - nic nad zwyczajnego się nie działo. Odetchnęłam z ulgą, przetarłam czoło i ruszyłam w kierunku jeziora, by zdążyć jeszcze na zachód słońca.
***
Zachód słońca, tak jak zawsze był magiczny, piękny i czarujący. Przysiadłam na niewielkiej górce, wśród trzcin i obserwowałam jak słońce żegna się powolnie i ociężale z taflą jeziora.
-Ahh..To jest życie. - powiedziałam wpatrując się w pomarańcz nieba.
Leżałam sobie tak beztrosko, dopóki słońce nie znikło za horyzontu. Kiedy blask słońca zgasł, wstałam powoli i rozejrzałam się wokół siebie, zawsze sobie powtarzam, ''piękno, pięknem, ale czujność trzeba mieć''. Przysłuchiwałam się rechotom żab i cykaniem świerszczy. Jezioro było miejscem niezwykłym, za dnia jak i w nocy. Podczas dnia można dużo zobaczyć, taflę jeziora, niebo i wschód, zachód słońca, zaś w nocy to istny raj dla uszu. Żyjątka mieszkające wokół jeziora tworzą prawdziwą operę.
Napełniona dobrym humorem, postanowiłam wrócić do swojej jaskini. Poszłam przez las, na skróty.
Idąc przed siebie, pośród ciemności spostrzegłam jakiś cień, wydawało mi się, że to cień wilka. W istocie tak było. Zaa krzaków wyłonił się Kenai.
-Śledzisz mnie?! - wrzasnęłam oburzona.
-Nie, skąd. Po prostu nie mogłem spać i musiałem się przejść.
-Rozumiem, skoro nie możesz spać, to idealnym środkiem na to, będzie moja herbata z korzenia imbiru i dzikiej róży. Później cię odprowadzę do twojej jaskini.
<Kenai? >
Od Shibido cd Touki
-Pa... - szybka rozmowa i wymiana zdań i już mieliśmy zajęcie na jutro. Razem z Albinosem ułożyliśmy się wygodnie w jaskini. Zmęczony padłem na łoże z niedźwiedziego futra. Zwinąłem się a Alfonso szybko wskoczył i dopasował się wtulając we mnie.
Otworzyłem ledwo swoje ślepia... byłem w dziwnej pozycji leżałem na plecach, rozłożyłem się z otwartym pyskiem. Przede mną stała wadera, wystraszony lekko podskoczyłem.
-No hej. Już 12. A ty jeszcze spisz? - podniosła głowę.
-Em... Nie tylko.. zanurzyłem się w własnych myślach. - oznajmiłem. Alfonso wskoczył mi na brzuch przez co instynktownie napiąłem mięśnie.
-No już wstaje.. - rzekłem. I tak jak powiedziałem tak zrobiłem. Oczywiście najpierw poranna 10 sekundowa gimnastyka na naprostowanie kości. Oraz oczyszczenie futra z kurzu na przykład. Wystarczy parę razy potrzepać i już robi się puszyste, a zwłaszcza zaraz po kąpieli.
-To gdzie najpierw idziemy? -spytałem kierując pysk do wadery, w tym samym czasie Alfonso wskoczył mi na grzbiet.
<Touka? sorki za długość.>
Otworzyłem ledwo swoje ślepia... byłem w dziwnej pozycji leżałem na plecach, rozłożyłem się z otwartym pyskiem. Przede mną stała wadera, wystraszony lekko podskoczyłem.
-No hej. Już 12. A ty jeszcze spisz? - podniosła głowę.
-Em... Nie tylko.. zanurzyłem się w własnych myślach. - oznajmiłem. Alfonso wskoczył mi na brzuch przez co instynktownie napiąłem mięśnie.
-No już wstaje.. - rzekłem. I tak jak powiedziałem tak zrobiłem. Oczywiście najpierw poranna 10 sekundowa gimnastyka na naprostowanie kości. Oraz oczyszczenie futra z kurzu na przykład. Wystarczy parę razy potrzepać i już robi się puszyste, a zwłaszcza zaraz po kąpieli.
-To gdzie najpierw idziemy? -spytałem kierując pysk do wadery, w tym samym czasie Alfonso wskoczył mi na grzbiet.
<Touka? sorki za długość.>
Od Seven
Powoli robiło się ciemno, a słońce przykryły czarne chmury. W całej watasze nie było już takiego miejsca, gdzie nie spadłby śnieg. Przedświąteczny wieczór zapowiadał się magicznie.
Spacerowałam właśnie po świerkowym lesie, podziwiając przyrodę. Niewiarygodne jak wszystko zmieniło się AŻ tak, w te kilka dni. Na igłach choinek pojawiła się szadź wyglądająca jak lodowe szpony, pod moimi łapami, na bielutkim śniegu, zwierzęta zrobiły mozaikę z odcisków małych łap i pazurków, a przez lodowe sople zwisające z większych gałęzi rozszczepiał się blask gwiazd. Jednym słowem- było po prostu pięknie.
Ale najlepsze z tego wszystko było zamarznięte jezioro. Rozległe, przeźroczyste i na tyle grube by mógł chodzić po nim koń. Tym bardziej wilk.
Postawiłam łapę na oszronionej tafli jeziora. To nie mogło być trudne.
Wskoczyłam na lód i pojechałam przed siebie. Ale wywaliłam się po jednej nierówności. Westchnęłam, dalej leżąc na lodzie
Nawet nie zauważyłam jak z daleka nadjechał jakiś wilk. Sunął po jeziorze jakby robił to od miesięcy, nawet przy dużej szybkości się nie potknął. Zatrzymał się tuż obok mnie, a jego pazury wbiły się w lód z charakterystycznym ,,szszszt" jakby ktoś ostrzył nóż o nóż.
Nawet z ustaniem w bezruchu na lodzie nie miał większych trudności. Spojrzałam na niego z dołu i zobaczyłam jak bardzo moje umiejętności różnią się od jego.
- No bardzo śmieszne...- Wstałam z lodu z uśmiechem. - Ja wiem że jestem w tym beznadziejna, no ale nie musisz mi tak tego uświadamiać. - Wskazałam łapą na jego dumną sylwetkę. Może ta pozycja była obowiązkowa, jeśli chcesz się utrzymać na lodzie, ale dla mnie to było zwykłe popisy. Na usta cisnęło mi się tylko jedno- Szpaner :3
<Ktosiu? >
Spacerowałam właśnie po świerkowym lesie, podziwiając przyrodę. Niewiarygodne jak wszystko zmieniło się AŻ tak, w te kilka dni. Na igłach choinek pojawiła się szadź wyglądająca jak lodowe szpony, pod moimi łapami, na bielutkim śniegu, zwierzęta zrobiły mozaikę z odcisków małych łap i pazurków, a przez lodowe sople zwisające z większych gałęzi rozszczepiał się blask gwiazd. Jednym słowem- było po prostu pięknie.
Ale najlepsze z tego wszystko było zamarznięte jezioro. Rozległe, przeźroczyste i na tyle grube by mógł chodzić po nim koń. Tym bardziej wilk.
Postawiłam łapę na oszronionej tafli jeziora. To nie mogło być trudne.
Wskoczyłam na lód i pojechałam przed siebie. Ale wywaliłam się po jednej nierówności. Westchnęłam, dalej leżąc na lodzie
Nawet nie zauważyłam jak z daleka nadjechał jakiś wilk. Sunął po jeziorze jakby robił to od miesięcy, nawet przy dużej szybkości się nie potknął. Zatrzymał się tuż obok mnie, a jego pazury wbiły się w lód z charakterystycznym ,,szszszt" jakby ktoś ostrzył nóż o nóż.
Nawet z ustaniem w bezruchu na lodzie nie miał większych trudności. Spojrzałam na niego z dołu i zobaczyłam jak bardzo moje umiejętności różnią się od jego.
- No bardzo śmieszne...- Wstałam z lodu z uśmiechem. - Ja wiem że jestem w tym beznadziejna, no ale nie musisz mi tak tego uświadamiać. - Wskazałam łapą na jego dumną sylwetkę. Może ta pozycja była obowiązkowa, jeśli chcesz się utrzymać na lodzie, ale dla mnie to było zwykłe popisy. Na usta cisnęło mi się tylko jedno- Szpaner :3
<Ktosiu? >
wtorek, 22 grudnia 2015
Od Kenai'ego do Touki
Zobaczyłem jak Touka odchodzi. Nie chciałem jej zatrzymywać bo wiem ,że jako alfa ma dużo na głowie. Poszedłem coś upolować. Znalazłem małe stadko jeleni . Zaczaiłem się i złapałem najmniejszą sztukę.Zjadłem prawie całą .Gdy skończyłem się pożywiać poszedłem się rozejrzeć po nowych terenach. Nagle zjawiłem się nad rzeką. Napiłem się i usiadłem by odpocząć. Na chwilę się położyłem i przysnąłem. Gdy się obudziłem był późny wieczór więc udałem się do jaskini i poszedłem spać. Na drugi dzień obudziłem się ciut niewyspany ale i tak poszedłem sobie pobiegać. Wybiegłem z jaskini i pobiegłem na łąkę. Tam zrobiłem kule ognia bezpieczną . Po treningu poszedłem pozbierać zioła . Znalazłem parę ziółek i rozpaliłem małe ognisko. Spaliłem je by wdychać dym z nich; wierzono kiedyś ,że daje on siłę. Dym ujrzała Touka natychmiast tu przybiegła.
- Co Ty robisz!?- Wrzasnęła na mnie i ugasiła niewielki ogień.
-Ja tylko...- Nie dała mi dokończyć
-Mogłeś spalić las.- Zdenerwowała się strasznie.
-Kontrolowałem ogień.
-Ale lepiej tak nie rób. Dobrze,albo informuj.- Mówiła poddenerwowanym głosem jak do dziecka.
-Dobrze. A tak w ogóle to co tam u Ciebie ?- Wadera usiadła.
-A wiesz trochę zabiegana jestem i jeszcze mnie wkurzyłeś.-Zaśmiała się.
-Przepraszam nie chciałem Ci dokładać więcej stresów związanych z obroną watahy. -Popatrzałem na Toukę z wyrzutem.
- Yh... wybaczam Ci
-A może się przejdziemy ..?
-Nie mam czasu na chwilę tu przysiadłam.
-Szkoda.- Trochę posmutniałem bo chciałem z Touką pogadać dłużej.
-Nom , a Ty poza próbą spalenia lasu co robisz?- Zapytała z sarkazmem.
-A wiesz nie chciałem spalić lasu tylko wdychałem dym z palonych ziół.
- Po co?- Zdziwiła się.
- Według odwiecznej historii szamanów te spalone zioła dają siłę ducha.
-Mhm kiedyś może mi pokażesz jak to działa...,a ja znikam.
-Jeszcze chwilkę nie możesz zostać.?- Zapytałem z nadzieją ,że jeszcze chwilę porozmawiamy.
<Touka?>
- Co Ty robisz!?- Wrzasnęła na mnie i ugasiła niewielki ogień.
-Ja tylko...- Nie dała mi dokończyć
-Mogłeś spalić las.- Zdenerwowała się strasznie.
-Kontrolowałem ogień.
-Ale lepiej tak nie rób. Dobrze,albo informuj.- Mówiła poddenerwowanym głosem jak do dziecka.
-Dobrze. A tak w ogóle to co tam u Ciebie ?- Wadera usiadła.
-A wiesz trochę zabiegana jestem i jeszcze mnie wkurzyłeś.-Zaśmiała się.
-Przepraszam nie chciałem Ci dokładać więcej stresów związanych z obroną watahy. -Popatrzałem na Toukę z wyrzutem.
- Yh... wybaczam Ci
-A może się przejdziemy ..?
-Nie mam czasu na chwilę tu przysiadłam.
-Szkoda.- Trochę posmutniałem bo chciałem z Touką pogadać dłużej.
-Nom , a Ty poza próbą spalenia lasu co robisz?- Zapytała z sarkazmem.
-A wiesz nie chciałem spalić lasu tylko wdychałem dym z palonych ziół.
- Po co?- Zdziwiła się.
- Według odwiecznej historii szamanów te spalone zioła dają siłę ducha.
-Mhm kiedyś może mi pokażesz jak to działa...,a ja znikam.
-Jeszcze chwilkę nie możesz zostać.?- Zapytałem z nadzieją ,że jeszcze chwilę porozmawiamy.
<Touka?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)