-Która to już..-powiedziałem ignorując ból nosa. -Ojej, pójdę jej to zanieść.
Zabrałem pakunek i wyruszyłem w odwiedziny. Idąc, a raczej przedzierając się przez liczne, mroczne zakamarki lasu obmyślałem przebieg sytuacji, która miała się przydarzyć zupełnie za chwilę. Głęboko westchnąłem i stojąc tuż przy wejściu do jaskini zapukałem.
Z ciemności i mroku wyłoniła się Essix, jak zwykle z naburmuszoną miną, zupełnie jakby miała w sierści osy, które ją gryzą..To by tłumaczyło jej minę na mój widok.
-Hej. Witaj. Czołem. Cześć. Siema. Aloha! -przywitałem się ekscentrycznie.
-Czego tutaj dusza twa szuka?
-Właścicielki ów jaskini. -powiedziałem gładząc skałę.
-Ah..wejdź.
Pomyślałem, ze skoro zaprosiła mnie do środka, może już się nie gniewa. Kazała mi usiąść przy wejściu, tuż obok wielkiej komody, na której stały różne pierdółki. Pewnie związane są z jakimś kultem, nieco się przeraziłem.
-W takim razie, słucham co cię sprowadza? -powiedziała patrząc mi w oczy, przeraziłem się.
-Mam prezent, ten jest nieco inny..i raczej ci się spodoba..a przynajmniej pomoże..Tak sądzę.
Podałem jej mój czarodziejski słoik i czekałem na reakcję, Niech tylko nie mówi, że jej się nie podoba wstążka, bo ją uduszę.
<Essix? >
