niedziela, 27 marca 2016

Od Nataniela, do Touki

Słońce świeciło w pełni, kiedy postanowiłem wylądować na ziemi. Z góry szukałem odpowiedniego miejsca do zatrzymania się, aby dać odpoczynek skrzydłom i rozruszać pozostałe mięśnie. W oddali pojawił mi się obraz gór. Świetnie, zatrzymam się na jakimś szczycie i spacerem ruszę w dół, do lasów. Potraktuję to jako rozgrzewkę. Znacznie przyspieszyłem lot, aby po chwili wylądować na jednym z mniejszych szczytów i powoli ruszyć w kierunku zielonych terenów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, spacer jak spacer, jednak poczułem zapach wilka. Wadera w wieku około trzech lat. Nadstawiłem uszu i zatrzymałem się, aby móc namierzyć jej położenie. Przeszedłem kilka kroków i spostrzegłem ją nieco niżej, wpatrzoną we mnie nieprzyjaznym wzrokiem. Wyprostowałem się i nie odwróciłem wzroku. Nie była zdecydowanie wędrownym wilkiem.
-Co tutaj robisz? - zapytała stanowczo.
-Stoję - mruknąłem, po czym wykonałem kilka kroków w kierunku wilczycy.
Ona widząc, że się zbliżam, odsunęła się.
-Tyle to sama widzę - prychnęła. -Znajdujesz się na terenach mojej watahy, mam prawo wiedzieć, co robi w tym miejscu zupełnie nieznany wilk.
Hmm, wataha... Mógłbym spróbować się zatrzymać, dobrze by mi to zrobiło.
-Nie jestem wrogiem - powiedziałem sucho. -Mógłbym dołączyć?
<Touka?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz