Otworzyłam powoli oczy. Ciemno. Znowu się obudziłam za wcześnie... Uniosłam łeb i rozejrzałam się wokół, szukając na niebie księżyca bądź pierwszych oznak wschodu słońca. Na moje szczęście na linii horyzontu powoli zaczynało jaśnieć. Uśmiechnęłam się pod nosem i zeskoczyłam z drzewa. Przeciągnęłam się, ale po chwili mój uśmiech zniknął. Przesadziłam wczoraj z tym treningiem...
-Ehh... I znowu dwa dni bez zajęcia...
Ruszyłam spokojnym krokiem naprzód, w poszukiwaniu chociażby kałuży, żeby móc się przejrzeć. Kto wie, może wyglądam jak jakieś opętane straszydło. Nie powinno mieć to dla mnie żadnego znaczenia tak właściwie, bo i tak oglądają mnie jedynie drzewa, jelenie i wiewiórki, ale cóż... Może natrafię na jakiegoś wilka i wtedy raczej nie ma szans na jakąś znajomość.
Przechadzając się, usłyszałam cichy szum wody. Tak! Wodospad! To coś zdecydowanie lepszego niż brudna kałuża po stopniałym śniegu. Nieco przyspieszyłam, bacznie nasłuchując, w którą stronę powinnam się udać. Po chwili zauważyłam między drzewami spadający strumień wody i uśmiechnęłam się szerzej. Odświeżę się, przywrócę do pełnego porządku i odpocznę za jednym zamachem.
Przycupnęłam nad samym brzegiem i przejrzałam się. Lekko potargane futro i włosy, jak zwykle. Łapą zaczęłam przygładzać włosy, nie przestając skupiać się na otoczeniu. Z daleka słyszałam szelest, ale nie mogłam być pewna, że są to tylko liście. Niedawno znalazłam się w tym lesie, do końca nie został przeze mnie zbadany. Obejrzałam się jeszcze raz całkowicie w odbiciu. Czysto, schludnie, ładnie. Mogę iść dalej.
-A może lepiej nie...
To już nie był szelest. Tylko kroki. Nie chciałam wyjść na niebezpiecznego wilka, dlatego też odwróciłam się spokojnie. Co prawda nikogo nie widziałam, ale wyczuwałam obecność. A co najważniejsze - obecność wilka.
-Nie jestem wrogiem - powiedziałam, właściwie do pustej przestrzeni. -Nie musisz się kryć.
-Heh, myślisz, że ci uwierzę?
Cóż... Pierwszego dobrego wrażenia pewnie na tym wilku - sprecyzujmy, waderze - nie wywarłam. No ale w sumie... Też bym nie zaufała komuś zupełnie obcemu.
-Hmm... Nie musisz mi wierzyć - odparłam ze spokojem, uśmiechając się. -Jestem samotną wilczycą, nie szukam kłopotów w żadnym wypadku. Po prostu wędruję tu i tam... Z resztą, widzisz mnie, ja ciebie nie, chyba nie wyglądam groźnie, hm?
-Wygląd nie decyduje o tym, czy ktoś jest silny czy nie.
-Cóż, prawda, z tym się zgodzę- przytaknęłam z uśmiechem. -Powtórzę się: nie szukam kłopotów, z chęcią bym się gdzieś zatrzymała na stałe, w watasze, żeby móc w końcu odpocząć od ciągłej wędrówki i walki o przetrwanie - wyjaśniłam, ciągle szukając w cieniach drzew swojego rozmówcy.
<Ivy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz