-Jasne - odparłam rozweselona.
Udało się! Pierwsze lody przełamane, mam szansę wreszcie odpocząć i zatrzymać się na stałe w watasze. Ivy najwyraźniej nie miała nic przeciwko, zachowywała ostrożność jak każdy. Zajmuje całkiem ważne stanowisko, teraz jedynie trzeba formalnie załatwić moją sprawę z Alfą. Szłam powoli za waderą, którą najwyraźniej rozpierała pozytywna energia od samego rana. Jej krok był żwawy i pewny, dobrze znała las i nie zwracała zbyt uwagi na to, gdzie idzie.
-Hmm... - mruknęła, odwracając się do mnie. -W czym czujesz się dobrze?
Zmrużyłam lekko oczy, zastanawiając się. W czym czuję się dobrze...? O co może chodzić? Coś pewnie w sprawie watahy, tylko... Ah, no tak.
-Jestem dobrym obserwatorem i słuchaczem - zaczęłam. -Jeśli miałabym pełnić jakąś funkcję to najchętniej zajęłabym stanowisko jakiegoś strażnika.
Ivy uśmiechnęła się szeroko na moje słowa.
-Super! Ja oprócz bycia Betą pilnuję granic i terenów watahy, też by ci to pasowało? Czy może wolisz dbać o bezpieczeństwo naszej Alfy?
O jeny... Bronienie najważniejszej osoby w watasze to nadzwyczaj pilny obowiązek. Przez chwilę się zastanawiałam, czy na pewno podołam temu zadaniu, ale doszłam do wniosku, że przecież lamą nie jestem i sobie z pewnością poradzę.
-O, już jesteśmy - powiedziała wilczyca. -Teraz porozmawiamy z Alfą na twój temat.
Stanęłam w wejściu do ogromnej jaskini i przez chwilę wahałam się nad wejściem. Ivy w tym czasie zdążyła wskoczyć do środka.
<Ivy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz