niedziela, 27 marca 2016

Od Rinermai'ego do Touki

Srata - ta - ta, muszę znaleźć miejsce do spania na tych terenach. Albo od razu jakąś watahę...
Idąc między drzewami, wiedziony zapachem w stronę jakiejś wody, wyciągnąłem z kieszeni joint'a. Ogonem podpaliłem końcówkę, po czym zaciągnąłem się słodkawym dymem.
Wtem, sru, jakby tego chciała Ignis, jednorożec przeciął mi drogę. Pogalopował dalej, zostawiając za sobą tumany kurzu i rżąc głośno. Zatrzymałem się, potem najpierw potrząsnąłem szybko głową, a później przyjrzałem się uważniej mojemu joint'owi. Nie, nie, wszystko z nim okej.
Skąd tu się, u licha, wzięły jednorożce?!
Gdy ja wypuszczałem dym przez nozdrza, cała zgraja jednorogich stworzeń przebiegła mi przed nosem, a jedno z nich raczyło poczęstować się moim niedopałkiem.
- Oddawaj to! - wrzasnąłem, rzucając się za jednorożcami w pogoń. - Poskarżę się twojej mamie, że palisz beze mnie, smarkaczu! - dodałem, gdy mijałem najwolniejszych członków patatającego stada.
Rumak z joint'em w grzywie galopował prawie na początku zgrai, jednak po chwili zmagania się z jego przewrażliwionymi rodzicami oraz innymi członkami tej chorej, błyszczącej rodziny, biegłem tuż za nim. Przygotowałem się do skoku na jego grzbiet, lecz to zwierzę raczyło wierzgnąć. Brawo, Rine, unik w ostatnim momencie.
- Niewychowany bachor - warknąłem do siebie, odsuwając się w biegu na bok. Jednorożec pomachał swoją szyją. - Niedorobiony nosorożec! Żyrafa! - pokrzykiwałem wyraźnie rozbawiony i wkurzony jednocześnie. 
- Ej! - usłyszałem, kiedy udało mi się złapać równowagę na grzbiecie białego rumaka. - Co ty wyczyniasz?! - jakaś szara smuga mignęła z mojej lewej strony.
- Próbuję uratować mojego joint'a, nie widać?! - odkrzyknąłem obojętnie, po czym schyliłem się do falującej na wietrze, lśniącej grzywy. 
- Złaź z tego zwierzęcia, albo sama to zrobię! - zagroziła jakaś wadera. Zaśmiałem się, już ze skrętem w buzi.
- Widzisz jak się boję? - razem ze słowami z mojego pyska wyleciało nieco dymu.
A potem czułem tylko, jak moja czaszka chrupnęła lekko, gdy przydzwoniłem całą głową w wieli, płaski sopel, który nagle pojawił się na mojej wysokości. Z impetem spadłem z grzbietu rumaka i upadłem na twarde podłoże.
Z trudem moje uszy wychwyciły dźwięk przeskakujących nade mną jednorożców. Zacisnąłem mocno oczy, ogarnięty spazmami bólu. W takim momencie nie chciałem nawet próbować rozmasować bolącej szczęki. Westchnąłem zażenowany i postanowiłem poleżeć sobie w miejscu, aż zachce mi się wstać i porozmawiać z tą waderą.
- Wszystko okay? - zapytała, kiedy tupot kopyt był cichy jak upadające na ziemię ptasie piórko. 
Weź oddal się na kilka metrów, mam swoją przestrzeń osobistą, pomyślałem.
- Chyba zaniosę go do Kasumi'ego, on będzie wiedział, co robić - mruknęła do siebie, po czym poczułem, jak zaczyna krążyć wokół mnie, by znaleźć coś, za co mogłaby mnie pociągnąć.
- O, nie, nie nie! - zerwałem się jak oparzony z ziemi, podnosząc ogon wyniośle. - Nie chcemy żadnych Kasumich i srumich, i...
- Nie oberwałeś za mocno? - przerwała mi wadera spokojnie, patrząc na mnie podejrzliwie. 
- Nie aż tak mocno - burknąłem, a następnie ruszyłem szczęką na jeden bok, potem drugi. Kilka małych kości strzyknęło. Usiadłem ciężko na podłożu i zacząłem nastawiać swoją żuchwę przednimi łapami. - Ko kwoja wina - powiedziałem, gdy wadera roześmiała się, widząc moje zmagania. - Szukałem...
- Watahy? - wtrąciła się szybko, podnosząc do góry uszy oraz ogon. 
- Miękzy innymi - mruknąłem niechętnie. Au, to bolało. 
- Możesz dołączyć do nas - jedną z łap zaczęła robić małe kółka w ziemi. Dopiero teraz zauważyłem, że na przednich łapach miała bandaże, a na dodatek na lewej łopatce jakieś znamię. 
- W sumie, czemu nie - potrząsnąłem jeszcze raz głową. - Jakaś jaskinia bez roślin wokoło się znajdzie?
- Chyba tak... - powiedziała bez przekonania. - Jestem Touka.
- Rinermai - prychnąłem, sięgając do kieszeni po papierosa. Drugi przyjaciel. - Chcesz zapalić? - zapytałem, kiedy spostrzegłem, że czarna wadera spogląda to na mnie, to na papierosa lekko przerażona.

< Touka? Zapalimy?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz