Powitajmy Elffikę :)
sobota, 30 kwietnia 2016
Od Essix cd Jaspera
Otwieram oczy i się rozciągam. Czuję chłód, zimny powiew wiatru. Wychodzę z jaskini i się rozglądam. Słońce, a jednak znowu kicham. A już prawię zapomniałam o przeziębieniu. Jest dosyć ciepło, wiatru nie ma, podobnie jak chmur na niebie. Widzę ptaki lecące gdzieś na zachód. Do mojego nosa dociera wiele zapachów. Idę przez siebie, stawiając spokojnie łapy, które prowadziły mnie nie wiadomo gdzie. Był właśnie zachód słońca, więc zaraz zapadnie zmrok. W tym czasie dochodzę do wodospadu. Gdy na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy, ja wsadzam pysk w wodę i gaszę pragnienie. Woda jest chłodna i orzeźwiająca. Od razu mnie budzi. Siedzę na brzegu i patrzę na swoje odbicie. Powinno mi być głupio, że tak potraktowałam basiora, ale jednak niech się przyzwyczaja, jeśli tego nie rozumie. Mnie wiele razy ktoś upokarzał, odrzucał, a najlepsze, że nigdy nikt nie był dla mnie chodź odrobinę miły. Nie wiem jakie to uczucie być miłym dla kogoś, ani gdy ktoś jest miły dla ciebie. Jeśli basior tego nie rozumie, mówi się trudno. Każdy jest inny.
Na niebie pojawia się księżyc w pełni. Podnoszę łeb i pomimo przeziębienia dalej siedzę na zimnej trawie, w chłodną noc. Muszę trochę ochłonąć. Przecież staram się nad sobą panować, uczę się samokontroli, więc muszę nauczyć się oczyścić umysł i uspokoić.
Gdy jestem tego bliska, krzaki się poruszyły.
<Jasper?>
Na niebie pojawia się księżyc w pełni. Podnoszę łeb i pomimo przeziębienia dalej siedzę na zimnej trawie, w chłodną noc. Muszę trochę ochłonąć. Przecież staram się nad sobą panować, uczę się samokontroli, więc muszę nauczyć się oczyścić umysł i uspokoić.
Gdy jestem tego bliska, krzaki się poruszyły.
<Jasper?>
czwartek, 28 kwietnia 2016
Od Jaspera cd Essix
Przewróciłem oczami i zobaczyłem jak wadera się oddala. Prychnąłem i pomyślałem, że w zasadzie Essix mogła przyjąć podarunek mimo tego, że ''nie lubi'' królików. Ta wadera naprawdę ma coś z głową. Postanowiłem zapukać jeszcze raz.
-Czego ty chcesz, znowu. -warknęła.
-Jak to czego, przyniosłem ci podarunek.
-Już mówiłam, że nie jadam takich rzeczy.
-Bo?
-Bo to mało krwiste.
-Aha, ale mogłaś i tak go przyjąć.
Wadera pokiwała głową i poszła do wnętrza swojej jaskini. Wzruszyłem ramionami i również poszedłem do siebie, tyle, że w głowie ułożył mi się kolejny pomysł. Pomysł na to by zrekompensować waderze krzywdę, chociaż i tak pokrzywdzoną nie była. Powiedziałbym, że jest bardziej zadumana w sobie i w swoich świętych przekonaniach.
Będąc w jaskini od razu wziąłem się za przygotowania mojego magiczno-leczniczego wywaru. Wyjąłem mój stary kociołek do praktyk, odświeżyłem go, nalałem źródlanej, zimnej wody i postawiłem to wszystko na ogniu. Co prawda mało wilków mają ogniska, ale mi jako zielarzowi jest niezbędne.
Z mojej spiżarni wyciągnąłem wszystkie potrzebne mi rośliny. Zasuszone w formie bukiecików, wyjmowałem kolejno : rokietnik, mlecz, liście buku, dębu oraz rukolę. Wrzuciłem wszystko do kociołka i czekałem aż wywar będzie gotowy. Na sam koniec dodałem sok z drzewa brzozowego i wymieszałem składniki. Następnie ów wywar przelałem do słoiczka i dodałem dekoracyjny akcent - czerwoną wstążkę w białe groszki.
-Jak teraz tego nie przyjmie, to wyleje jej to na łeb. -skwitowałem i odstawiłem prezent i lekarstwo na stole by mógł ostygnąć, a sam udałem się do swego łóżka.
<Essix? Co robisz w tym czasie, kiedy Jasper śpi? >
-Czego ty chcesz, znowu. -warknęła.
-Jak to czego, przyniosłem ci podarunek.
-Już mówiłam, że nie jadam takich rzeczy.
-Bo?
-Bo to mało krwiste.
-Aha, ale mogłaś i tak go przyjąć.
Wadera pokiwała głową i poszła do wnętrza swojej jaskini. Wzruszyłem ramionami i również poszedłem do siebie, tyle, że w głowie ułożył mi się kolejny pomysł. Pomysł na to by zrekompensować waderze krzywdę, chociaż i tak pokrzywdzoną nie była. Powiedziałbym, że jest bardziej zadumana w sobie i w swoich świętych przekonaniach.
Będąc w jaskini od razu wziąłem się za przygotowania mojego magiczno-leczniczego wywaru. Wyjąłem mój stary kociołek do praktyk, odświeżyłem go, nalałem źródlanej, zimnej wody i postawiłem to wszystko na ogniu. Co prawda mało wilków mają ogniska, ale mi jako zielarzowi jest niezbędne.
Z mojej spiżarni wyciągnąłem wszystkie potrzebne mi rośliny. Zasuszone w formie bukiecików, wyjmowałem kolejno : rokietnik, mlecz, liście buku, dębu oraz rukolę. Wrzuciłem wszystko do kociołka i czekałem aż wywar będzie gotowy. Na sam koniec dodałem sok z drzewa brzozowego i wymieszałem składniki. Następnie ów wywar przelałem do słoiczka i dodałem dekoracyjny akcent - czerwoną wstążkę w białe groszki.
-Jak teraz tego nie przyjmie, to wyleje jej to na łeb. -skwitowałem i odstawiłem prezent i lekarstwo na stole by mógł ostygnąć, a sam udałem się do swego łóżka.
<Essix? Co robisz w tym czasie, kiedy Jasper śpi? >
niedziela, 24 kwietnia 2016
Od Jaspera cd Rine'a
-Nie wiem, ale może tak? - zapytałem szelmowsko.
-No to dajesz!
Wzdrygnąłem się i schowałem się w wodzie, nabrałem trochę mułu i wynurzyłem się niczym łódź podwodna. Swoim noktowizorem przeskalowałem całe otoczenie, poszukując celu ataku.
-Gdzie ten leszcz...-powiedziałem sam do siebie.
Nagle coś spadło na mnie z góry, był to basior, spadł z drzewa. Kiedy pływał tuż obok mnie postanowiłem nie być dłużny i użyłem podstępu.
-Ej Rine! Łap!
Basior obejrzał się i w tym samym momencie dostał prosto w pysk mułem i glonami uformowanymi w ciężką, obślizgłą kulę.
-Au..-po czym schował się w wodzie.
Długi czas się nie wynurzał, pomyślałem że utonął. Powoli i dość nie pewnie podszedłem do miejsca gdzie basior zniknął i zawołałem.
-Rine, parówko. Gdzież się ukrył, kreaturo zła?
Cisza. Zanurzyłem łeb i zobaczyłem spadającego na dno bezwładnego wilka. Zanurkowałem niczym wydra i chwyciłem go w pasie, wynurzyłem się wraz z nim i wyciągnąłem go na brzeg.
-Rine! -wrzasnąłem i sprawdziłem oddech towarzysza. Oddech na szczęście był lecz basior był nieprzytomny.
Sprowadziłem pomoc i przetransportowali go do jaskini ala ''szpital''. Kiedy Touka przyszła by spytać co się stało, czułem że będę miał przechlapane.
<Rine? Śpiączka? >
-No to dajesz!
Wzdrygnąłem się i schowałem się w wodzie, nabrałem trochę mułu i wynurzyłem się niczym łódź podwodna. Swoim noktowizorem przeskalowałem całe otoczenie, poszukując celu ataku.
-Gdzie ten leszcz...-powiedziałem sam do siebie.
Nagle coś spadło na mnie z góry, był to basior, spadł z drzewa. Kiedy pływał tuż obok mnie postanowiłem nie być dłużny i użyłem podstępu.
-Ej Rine! Łap!
Basior obejrzał się i w tym samym momencie dostał prosto w pysk mułem i glonami uformowanymi w ciężką, obślizgłą kulę.
-Au..-po czym schował się w wodzie.
Długi czas się nie wynurzał, pomyślałem że utonął. Powoli i dość nie pewnie podszedłem do miejsca gdzie basior zniknął i zawołałem.
-Rine, parówko. Gdzież się ukrył, kreaturo zła?
Cisza. Zanurzyłem łeb i zobaczyłem spadającego na dno bezwładnego wilka. Zanurkowałem niczym wydra i chwyciłem go w pasie, wynurzyłem się wraz z nim i wyciągnąłem go na brzeg.
-Rine! -wrzasnąłem i sprawdziłem oddech towarzysza. Oddech na szczęście był lecz basior był nieprzytomny.
Sprowadziłem pomoc i przetransportowali go do jaskini ala ''szpital''. Kiedy Touka przyszła by spytać co się stało, czułem że będę miał przechlapane.
<Rine? Śpiączka? >
Od Kasumi'ego cd Touki
Zapowiada się tydzień lenistwa.
Tego jedzenia wystarczyłoby mi prawdopodobnie na miesiąc, gdybym je zamroził. W sumie, nie głupi pomysł.
- Jakby co, to przez następny rok możesz przychodzić na obiad - zażartowałem wywracając oczami. Wziąłem koszyk w pysk i wymruczałem niezrozumiałe 'dziękuję' Rzuciłem koszyk za siebie, tworząc coś w rodzaju śnieżnej poduszki, na którą upadł. -W sumie, jak chcesz, to możesz wejść...
Obejrzałem wnętrze jaskini wyłapując ewentualne śmieci. Było nawet czysto, pomijając pył z ogniska i rozwalone wejście.
- Tylko musiałbym naprawić schody - przewróciłem oczami. - Jak rano wybiegłem, to aż się zbiły.
- Nie rób sobie kłopotu.
- I tak muszę je naprawić. Jakoś trzeba się również odwdzięczyć za tonę żarcia, prawda? - uśmiechnąłem się szeroko.
- Nie mam już czasu. Całe popołudnie przebalowałam, obowiązki wzywają.
- No to chociaż obejrzyj pokaz moich mocy. W sumie to nawet nie wiem, czy wiesz co potrafię - podniosłem dumnie głowę. - Z drugiej strony to nawet mebli nie mam jeszcze. Może by tu urządzić jakąś parapetówkę?
- Jedzenie już masz - Touka zażartowała.
- Na to wygląda - zamyśliłem się. - Serio nie wpadniesz?
- Nie mogę. Obowiązki alfy i te sprawy.
- Szkoda. Miałem nadzieję na wspólną herbatę.
- Innym razem - zapewniła wadera, uśmiechając się przyjacielsko.
- Twardo stoisz? - zażartowałem, na co wadera skinęła. Pchnąłem ją w bok, przez co się zachwiała, ale ustała w miejscu. - No to trudno. Do zobaczenia... kiedy?
- Niedługo.
- No to... cześć - zanim się obejrzałem, Touka gnała już po drodze powrotnej do wodospadu. Pokręciłem zrezygnowamy głową. - Ja bym tak nie potrafił.
Zwróciłem się z powrotem do mojej jaskini i wskoczyłem do środka, uprzednio rozpuszczając odrobinę lodu, aby się nie poobijać. Odnowiłem schody. Wyglądają teraz nieco inaczej, są jakby posklejane, ale to tak chwilowo, ważne by się nie rozpadały. Stworzyłem również pierwowzór zegara budzącego światłem słonecznym. Może jutro to przetestuję? Obudzę się nieco wcześniej i odwiedzę Toukę. Trzeba jej zrobić jakąś niespodziankę. Jedzenie raczej odpada. Kwiaty? Może figurka z lodu. To brzmi sensownie. Stworzę dla niej coś z wiecznego lodu z płomykiem w środku. Tylko co? Wspólny piknik. Był dzisiaj piękny zachód słońca przy bezchmurnym niebie. W końcu zdecydowałem się na bryłę z lekkimi żłobieniami imitującą spokojne morze i lodowe słońce w tle z zamkniętym w środku płomyczkiem. W mojej wyobraźni brzmi świetnie, gorzej z wykonaniem. Po chwili jestem na skraju histerii. Powoli i delikatnie formuję lód. Niestety nie mogę się przemienić w demona, choć wiele by mi to ułatwiło. Gdy kończę figurę, zostawiam ją do utrwalenia jako wieczny lód. Dopiero po północy będę mógł umieścić w środku płomyk. W sumie, ciekawe co robi teraz Touka? Wybiegła jakby się paliło.
<Touko? Gdzie tak pędzisz?>
Tego jedzenia wystarczyłoby mi prawdopodobnie na miesiąc, gdybym je zamroził. W sumie, nie głupi pomysł.
- Jakby co, to przez następny rok możesz przychodzić na obiad - zażartowałem wywracając oczami. Wziąłem koszyk w pysk i wymruczałem niezrozumiałe 'dziękuję' Rzuciłem koszyk za siebie, tworząc coś w rodzaju śnieżnej poduszki, na którą upadł. -W sumie, jak chcesz, to możesz wejść...
Obejrzałem wnętrze jaskini wyłapując ewentualne śmieci. Było nawet czysto, pomijając pył z ogniska i rozwalone wejście.
- Tylko musiałbym naprawić schody - przewróciłem oczami. - Jak rano wybiegłem, to aż się zbiły.
- Nie rób sobie kłopotu.
- I tak muszę je naprawić. Jakoś trzeba się również odwdzięczyć za tonę żarcia, prawda? - uśmiechnąłem się szeroko.
- Nie mam już czasu. Całe popołudnie przebalowałam, obowiązki wzywają.
- No to chociaż obejrzyj pokaz moich mocy. W sumie to nawet nie wiem, czy wiesz co potrafię - podniosłem dumnie głowę. - Z drugiej strony to nawet mebli nie mam jeszcze. Może by tu urządzić jakąś parapetówkę?
- Jedzenie już masz - Touka zażartowała.
- Na to wygląda - zamyśliłem się. - Serio nie wpadniesz?
- Nie mogę. Obowiązki alfy i te sprawy.
- Szkoda. Miałem nadzieję na wspólną herbatę.
- Innym razem - zapewniła wadera, uśmiechając się przyjacielsko.
- Twardo stoisz? - zażartowałem, na co wadera skinęła. Pchnąłem ją w bok, przez co się zachwiała, ale ustała w miejscu. - No to trudno. Do zobaczenia... kiedy?
- Niedługo.
- No to... cześć - zanim się obejrzałem, Touka gnała już po drodze powrotnej do wodospadu. Pokręciłem zrezygnowamy głową. - Ja bym tak nie potrafił.
Zwróciłem się z powrotem do mojej jaskini i wskoczyłem do środka, uprzednio rozpuszczając odrobinę lodu, aby się nie poobijać. Odnowiłem schody. Wyglądają teraz nieco inaczej, są jakby posklejane, ale to tak chwilowo, ważne by się nie rozpadały. Stworzyłem również pierwowzór zegara budzącego światłem słonecznym. Może jutro to przetestuję? Obudzę się nieco wcześniej i odwiedzę Toukę. Trzeba jej zrobić jakąś niespodziankę. Jedzenie raczej odpada. Kwiaty? Może figurka z lodu. To brzmi sensownie. Stworzę dla niej coś z wiecznego lodu z płomykiem w środku. Tylko co? Wspólny piknik. Był dzisiaj piękny zachód słońca przy bezchmurnym niebie. W końcu zdecydowałem się na bryłę z lekkimi żłobieniami imitującą spokojne morze i lodowe słońce w tle z zamkniętym w środku płomyczkiem. W mojej wyobraźni brzmi świetnie, gorzej z wykonaniem. Po chwili jestem na skraju histerii. Powoli i delikatnie formuję lód. Niestety nie mogę się przemienić w demona, choć wiele by mi to ułatwiło. Gdy kończę figurę, zostawiam ją do utrwalenia jako wieczny lód. Dopiero po północy będę mógł umieścić w środku płomyk. W sumie, ciekawe co robi teraz Touka? Wybiegła jakby się paliło.
<Touko? Gdzie tak pędzisz?>
Od Shiiny cd Rine'a
- Mieszkam w Japonii.
Basior nadal patrzył na mnie jak na wariatkę. Dolna szczęka już dawno opadła mu w zdziwieniu. Nie rozumiem go. Zachowuje się dziwnie jak na niego. Jego płonący ogon od dawna mnie bardzo interesował, przez co zaczęłam go malować. Od zawsze maluję wilki z Japonii na tle ruin. Jaskinia przed nami pokryta jest kiepskiej jakości próbami namalowania Rine'a z pamięci. Długo go nie widywałam, więc na ścianach można znaleźć tysiące niemal identycznych ogonów bądź par oczu. Gdzie nie gdzie widać całego Rinermari'ego, a nawet inne wilki i przedmioty.
- No, chyba już nie mieszkasz.
- Rine, ty też mieszkasz w Japonii. Widziałam ciebie. Byłeś małym, płonącym wilkiem na ruinach. Przecież to trzeba namalować.
- Nie, nie... - Rine na chwilę się zamyślił oglądając wnętrze jamy. - Mieszkasz w tej jaskini?
- Nie mieszkam pod ziemią. Mieszkam na mojej wiśni. Tutaj tylko malowałam. Nie mam już płócien.
<Rine? To jest Shiina, Shiiny - dopełniacz)
Basior nadal patrzył na mnie jak na wariatkę. Dolna szczęka już dawno opadła mu w zdziwieniu. Nie rozumiem go. Zachowuje się dziwnie jak na niego. Jego płonący ogon od dawna mnie bardzo interesował, przez co zaczęłam go malować. Od zawsze maluję wilki z Japonii na tle ruin. Jaskinia przed nami pokryta jest kiepskiej jakości próbami namalowania Rine'a z pamięci. Długo go nie widywałam, więc na ścianach można znaleźć tysiące niemal identycznych ogonów bądź par oczu. Gdzie nie gdzie widać całego Rinermari'ego, a nawet inne wilki i przedmioty.
- No, chyba już nie mieszkasz.
- Rine, ty też mieszkasz w Japonii. Widziałam ciebie. Byłeś małym, płonącym wilkiem na ruinach. Przecież to trzeba namalować.
- Nie, nie... - Rine na chwilę się zamyślił oglądając wnętrze jamy. - Mieszkasz w tej jaskini?
- Nie mieszkam pod ziemią. Mieszkam na mojej wiśni. Tutaj tylko malowałam. Nie mam już płócien.
<Rine? To jest Shiina, Shiiny - dopełniacz)
piątek, 22 kwietnia 2016
Od Essix cd Jasper'a
Patrzę na basiora, na którego chętnie bym się rzuciła. Dlaczego więc tego nie robię? Po pierwsze, takie zasady. Jest członkiem tej watahy, a gdy się na kogoś rzucam, to nie po to, aby się przytulić, ale aby zabić. A głupia nie jestem, by nie wiedzieć, że za śmierć członka watahy mogą mnie wyrzucić. To jest główny powód. Drugim powodem, że się na niego nie rzucam jest to, że uczę się samokontroli, odkąd sprowokował mnie pewien wilk, który miał wsparcie. Do tego jeśli zadrę z jednym z watahy, reszta może się na mnie rzucić. A wrogów nie szukam, raczej świętego spokoju.
Spoglądam z obrzydzeniem na przygotowane zwierzę. Wygląda przepysznie, gdyby nie pewien fakt.
- Bardzo miłe, ale nie jadam królików. Smakują jak przepocona skarpeta - mówię i patrzę spokojnym wzrokiem na basiora, po czym się odwracam i znikam w ciemności. To było miłe, ale nienawidziłam królików. Nie smakowały mi i tyle. Może ze względu na to, że częściej jadam większe zwierzęta, z większą ilością krwi, której spożywam w ciągu dnia bardzo dużo. Takie chude króliczki nie zaspokoją mego głodu. Po za tym basior mnie zdenerwował, może nie do granic wytrzymałości, ale gdy ktoś całkowicie traci w moim oczach, tak jak ten wilk, całkowicie traci moje zainteresowanie czymkolwiek, wszystkim, czym owa postać się zajmuję. Jakoś tak mam. Nie wierzę, że każdy ma jakąś tam drugą szansę, że zmienia się na lepsze. Znacie to? Najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Jeśli basiorowi się nudzi, albo jest strasznie uparty, za pewne będzie próbował dalej. Ale jeśli mnie zdenerwuje, pobawię się jego snami.
Wracam do swojego leża, czyli kamiennego podestu wysłanego skórą niedźwiedzia, po czym kładę się. Kicham i pociągam nosem.
- Nienawidzę mieć kataru.
<Jasper? Jesteś uparty?>
Spoglądam z obrzydzeniem na przygotowane zwierzę. Wygląda przepysznie, gdyby nie pewien fakt.
- Bardzo miłe, ale nie jadam królików. Smakują jak przepocona skarpeta - mówię i patrzę spokojnym wzrokiem na basiora, po czym się odwracam i znikam w ciemności. To było miłe, ale nienawidziłam królików. Nie smakowały mi i tyle. Może ze względu na to, że częściej jadam większe zwierzęta, z większą ilością krwi, której spożywam w ciągu dnia bardzo dużo. Takie chude króliczki nie zaspokoją mego głodu. Po za tym basior mnie zdenerwował, może nie do granic wytrzymałości, ale gdy ktoś całkowicie traci w moim oczach, tak jak ten wilk, całkowicie traci moje zainteresowanie czymkolwiek, wszystkim, czym owa postać się zajmuję. Jakoś tak mam. Nie wierzę, że każdy ma jakąś tam drugą szansę, że zmienia się na lepsze. Znacie to? Najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Jeśli basiorowi się nudzi, albo jest strasznie uparty, za pewne będzie próbował dalej. Ale jeśli mnie zdenerwuje, pobawię się jego snami.
Wracam do swojego leża, czyli kamiennego podestu wysłanego skórą niedźwiedzia, po czym kładę się. Kicham i pociągam nosem.
- Nienawidzę mieć kataru.
<Jasper? Jesteś uparty?>
środa, 20 kwietnia 2016
Od Jaspera cd Essix
- Wydaje ci się że jesteś taka twarda? Próbujesz chodzić z kamienną twarzą, po części ci to wychodzi, lecz wiem że nosisz w sercu skruchę. -skwitowałem, mając dość nieuprzejmej waderze.
- Co ty w ogóle mówisz? Jesteś stuknięty.
- Ty jesteś stuknięta. -po moich słowach wadera rzuciła się na mnie, a że byliśmy akurat na górce, sturlaliśmy się obijając się o siebie i drapiąc nawzajem.
Turlaliśmy się dopóki oboje nie wpadliśmy do pobliskiego jeziora.
- Pfu! -powiedziałem wyciągając z nosa ślimaka wodnego.
Kiedy Essix wynurzyła łeb wyglądała komicznie. Na głowie miała wodorosty, które były niemal jak włosy a w buzi rybę, która wystawała niemal od połowy.
-Fajna z ciebie syrena. -zaśmiałem się.
Wadera zmierzyła mnie wzrokiem i wypluła rybę, ściągając wodorosty rzuciła nimi we mnie - spodziewałem się tego i odparłem atak, lustrem wody. Zmoczona wadera najzwyczajniej miała mnie dość, więc wyszła na brzeg, otrzepała swe futro z wody i poszła bez słowa.
-Ou..Chyba się obraziła! -powiedziałem szelmowsko się uśmiechając i pływając na plecach. -Przydał by mi się koktajl i długa słomka. -powiedziałem marząc o ciepłych, letnich dniach.
***
Na drugi dzień z samego rana wyruszyłem na łowy. Upolowałem dwa zające, pierwszego zjadłem na miejscu, a drugiego przyrządziłem i założyłem mu czerwoną kokardę.
- Mam nadzieję, że jej się spodoba i nie będzie chodziła obrażona. -powiedziałem sam do siebie.
Poszedłem do Touki by spytać się o adres Essix, najpierw nie chciała mi podać, lecz gdy wytłumaczyłem jej całą sytuację, niechętnie podała mi, a ja piorunem pobiegłem do wadery.
-Puk puk. -zapukałem.
Z ciemnej, mrocznej jaskini wyszła ów wadera. Na mój widok mina jej zrzedła, wyglądała jakby się gotowała.
-Co ty tu robisz? I czego chcesz chodzący pechu! -powiedziała smarkając.
-Widzę, że się przeziębiłaś..-powiedziałem z wyrzutem.
-Nie twoja sprawa. Phi.
-Fakt woda, wczoraj nie była zimna, ale nie była i do kąpania..Poza tym gdyby nie ty, to byśmy do niej nie wpadli. -powiedziałem w zamyśleniu.
-Ahh, czyli sądzisz że to moja wina tak?! -powiedziała rozgniewana.
Otrząsnąłem się i szybko zaprzeczyłem.
-Co? Nie, nie. Yyy..To dla ciebie! -zamknąłem oczy w obawie, że mnie uderzy
i podałem waderze królika.
<Essix? Królik w ramach przeprosin :3 >
- Co ty w ogóle mówisz? Jesteś stuknięty.
- Ty jesteś stuknięta. -po moich słowach wadera rzuciła się na mnie, a że byliśmy akurat na górce, sturlaliśmy się obijając się o siebie i drapiąc nawzajem.
Turlaliśmy się dopóki oboje nie wpadliśmy do pobliskiego jeziora.
- Pfu! -powiedziałem wyciągając z nosa ślimaka wodnego.
Kiedy Essix wynurzyła łeb wyglądała komicznie. Na głowie miała wodorosty, które były niemal jak włosy a w buzi rybę, która wystawała niemal od połowy.
-Fajna z ciebie syrena. -zaśmiałem się.
Wadera zmierzyła mnie wzrokiem i wypluła rybę, ściągając wodorosty rzuciła nimi we mnie - spodziewałem się tego i odparłem atak, lustrem wody. Zmoczona wadera najzwyczajniej miała mnie dość, więc wyszła na brzeg, otrzepała swe futro z wody i poszła bez słowa.
-Ou..Chyba się obraziła! -powiedziałem szelmowsko się uśmiechając i pływając na plecach. -Przydał by mi się koktajl i długa słomka. -powiedziałem marząc o ciepłych, letnich dniach.
***
Na drugi dzień z samego rana wyruszyłem na łowy. Upolowałem dwa zające, pierwszego zjadłem na miejscu, a drugiego przyrządziłem i założyłem mu czerwoną kokardę.
- Mam nadzieję, że jej się spodoba i nie będzie chodziła obrażona. -powiedziałem sam do siebie.
Poszedłem do Touki by spytać się o adres Essix, najpierw nie chciała mi podać, lecz gdy wytłumaczyłem jej całą sytuację, niechętnie podała mi, a ja piorunem pobiegłem do wadery.
-Puk puk. -zapukałem.
Z ciemnej, mrocznej jaskini wyszła ów wadera. Na mój widok mina jej zrzedła, wyglądała jakby się gotowała.
-Co ty tu robisz? I czego chcesz chodzący pechu! -powiedziała smarkając.
-Widzę, że się przeziębiłaś..-powiedziałem z wyrzutem.
-Nie twoja sprawa. Phi.
-Fakt woda, wczoraj nie była zimna, ale nie była i do kąpania..Poza tym gdyby nie ty, to byśmy do niej nie wpadli. -powiedziałem w zamyśleniu.
-Ahh, czyli sądzisz że to moja wina tak?! -powiedziała rozgniewana.
Otrząsnąłem się i szybko zaprzeczyłem.
-Co? Nie, nie. Yyy..To dla ciebie! -zamknąłem oczy w obawie, że mnie uderzy
i podałem waderze królika.
<Essix? Królik w ramach przeprosin :3 >
Od Rinermai'ego cd Jaspera
- Najmocniej ciebie przepraszam, ale nienawidzę wody - prychnąłem do Jaspera z dezaprobatą. Ten spojrzał na mnie roześmiany, po czym odwrócił się przodem do wody. - Nie mam zamiaru siłować się z moim ogonem, żeby znowu zapłonął - usłyszałem plusk, jednak nie miałem zamiaru się odwracać. - Zdajesz sobie sprawę z tego, ile czasu zajmuje mi odrodzenie tego głupiego płomyka? Nie chciałbyś być na moim.... Aua! - wrzasnąłem, gdy coś obślizgłego uderzyło w mój pysk.
- Smacznego, panie Nienawidzę Wody - rzucił basior, który prawie cały siedział w wodzie.
- Co to jest? - potrząsnąłem głową zdezorientowany, a łapą postarałem się wyczyścić pysk.
- Nigdy w życiu nie widziałeś ryby? - zdziwił się Jasper, posyłając mi zażenowane spojrzenie.
- Widziałem, a nawet jadłem - burknąłem do niego, kiedy skończyłem zrzucać z nosa klejące się łuski. - W Japonii było więcej ryb niż roślin.
- A boisz się ryb? - roześmiał się basior, podpływając bliżej. Zmrużył lekko oczy.
- Nie... - odparłem ostrożnie. - Przesadzasz, ty mały...! - warknąłem wściekły, kiedy kolejna ryba uderzyła w mój pysk. Otworzyłem szybko oczy i od razu zobaczyłem balansującą na moim nosie, martwą już rybę. Zrzuciłem ją łapą, po czym posłałem duszącemu się ze śmiechu basiorowi gniewne spojrzenie.
- Tylko dlatego, że nie chcę dzisiaj słyszeć żadnych zrzędzących wader, nie rzucę się na ciebie z pazurami - pogroziłem mu. Jasper tylko spojrzał na mnie nawiedzony atakami śmiechu.
A więc tak się bawimy.
Rozejrzałem się po okolicy w poszukiwaniu piachu. Gdy tylko znalazłem tą ziarnista amunicję, zwilżyłem ją śliną, po czym cisnąłem jedną z kulek prosto w brzuch Jaspera.
- Też umiem rzucać i brudzić wilki! - krzyknąłem z brzegu. Basior zdziwiony spojrzał na mnie, potem na piach, który powoli spływał po nim.
- Właśnie widzę - odkrzyknął ze złowieszczym uśmieszkiem na pysku.
- Taki uprzejmy wilk przystaje na walkę na piaskowe kulki? - zadrwiłem, szykując kolejny pocisk.
<Jasper?>
- Smacznego, panie Nienawidzę Wody - rzucił basior, który prawie cały siedział w wodzie.
- Co to jest? - potrząsnąłem głową zdezorientowany, a łapą postarałem się wyczyścić pysk.
- Nigdy w życiu nie widziałeś ryby? - zdziwił się Jasper, posyłając mi zażenowane spojrzenie.
- Widziałem, a nawet jadłem - burknąłem do niego, kiedy skończyłem zrzucać z nosa klejące się łuski. - W Japonii było więcej ryb niż roślin.
- A boisz się ryb? - roześmiał się basior, podpływając bliżej. Zmrużył lekko oczy.
- Nie... - odparłem ostrożnie. - Przesadzasz, ty mały...! - warknąłem wściekły, kiedy kolejna ryba uderzyła w mój pysk. Otworzyłem szybko oczy i od razu zobaczyłem balansującą na moim nosie, martwą już rybę. Zrzuciłem ją łapą, po czym posłałem duszącemu się ze śmiechu basiorowi gniewne spojrzenie.
- Tylko dlatego, że nie chcę dzisiaj słyszeć żadnych zrzędzących wader, nie rzucę się na ciebie z pazurami - pogroziłem mu. Jasper tylko spojrzał na mnie nawiedzony atakami śmiechu.
A więc tak się bawimy.
Rozejrzałem się po okolicy w poszukiwaniu piachu. Gdy tylko znalazłem tą ziarnista amunicję, zwilżyłem ją śliną, po czym cisnąłem jedną z kulek prosto w brzuch Jaspera.
- Też umiem rzucać i brudzić wilki! - krzyknąłem z brzegu. Basior zdziwiony spojrzał na mnie, potem na piach, który powoli spływał po nim.
- Właśnie widzę - odkrzyknął ze złowieszczym uśmieszkiem na pysku.
- Taki uprzejmy wilk przystaje na walkę na piaskowe kulki? - zadrwiłem, szykując kolejny pocisk.
<Jasper?>
wtorek, 19 kwietnia 2016
Od Touki cd Kasumi'ego
-Co może jednak? -powiedziałam śmiejąc się.
-No zmyje się.
-Idź zobacz jak wyglądasz. -wskazałam taflę wody.
Basior grzecznie poszedł do wody i przyglądał się sobie, po pewnym czasie długo nie wracał, najwyraźniej się zamyślił. Do głowy przyszła mi świetna myśl ,,Ciekawe co zrobi, kiedy wyrwę go z odrętwienia''.
Podeszłam cicho do niego, basior miał zmartwioną minę, chciałam już zrezygnować, lecz dalej twardo brnęłam. Wyglądał tak, jakby zobaczył ducha, albo ten duch był wewnątrz niego. To było dziwne. Spojrzałam na basiora i po chwili wepchnęłam go do wody, dopiero wtedy zauważył co się w ogóle dzieje.
-Pfu! -powiedział odrętwiały, jednocześnie wypluwając wodę. -Khemm! -odkaszlnął.
Natomiast ja przyjęłam dziwnie zgiętą pozycję i śmiałam się najgłośniej jak potrafiłam.
-Z czego się śmiejesz? I za co to! - powiedział wychodząc z wody, a ja dalej się śmiałam. Trwało to tak z dobre 5 minut. Kiedy już się uspokoiłam wyjaśniłam basiorowi powód mojego czynu:
-Stałeś tak zamyślony, myślałam że zasnąłeś na stojąco. -skrzywiłam się. -Lecz.. potem zauważyłam, ze miałeś dziwnie zmartwioną twarz. Coś się stało?
Basior przełknął ślinę po czym zaprzeczył. Zmierzyłam go wzrokiem, po czym wzruszyłam ramionami w końcu nie mogłam wchodzić ze swoimi brudnymi łapami w czyjeś życie. Jeżeli Kas będzie potrzebował pomocy na pewno mi o tym powie, z resztą na zapas go o tym zapewnie.
-Kas.
-Tak? -zapytał jedząc kanapkę.
-Wiesz, że możesz na mnie liczyć? -powiedziałam patrząc na niego uważnie.
-Tak, a przynajmniej tak myślę. -powiedział nieco zakłopotany.
-I, że możesz przyjść do mnie zawsze, nawet w środku nocy by się wyżalić? -skwitowałam.
-Em..teraz już tak, dzięki.
Spojrzałam na horyzont. Niebo powoli już zachodziło, czułam się tak beztrosko. Ahh kocham zachody słońca..
Kiedy nadszedł zmierzch, odprowadziłam basiora do jaskini, wręczając mu koszyk dalej pełen jedzenia. W gruncie rzeczy nawet połowy tego co przygotowałam nie zjedliśmy, może piknik miał być przygotowany na więcej osób. Nie wiem.
-Tutaj masz koszyk.
-Ależ nie trzeba. - powiedział Kas.
-Bierz, nie marudź, przyda ci się, w końcu najpierw masa potem rzeźba. -zażartowałam.
<Kas? >
-No zmyje się.
-Idź zobacz jak wyglądasz. -wskazałam taflę wody.
Basior grzecznie poszedł do wody i przyglądał się sobie, po pewnym czasie długo nie wracał, najwyraźniej się zamyślił. Do głowy przyszła mi świetna myśl ,,Ciekawe co zrobi, kiedy wyrwę go z odrętwienia''.
Podeszłam cicho do niego, basior miał zmartwioną minę, chciałam już zrezygnować, lecz dalej twardo brnęłam. Wyglądał tak, jakby zobaczył ducha, albo ten duch był wewnątrz niego. To było dziwne. Spojrzałam na basiora i po chwili wepchnęłam go do wody, dopiero wtedy zauważył co się w ogóle dzieje.
-Pfu! -powiedział odrętwiały, jednocześnie wypluwając wodę. -Khemm! -odkaszlnął.
Natomiast ja przyjęłam dziwnie zgiętą pozycję i śmiałam się najgłośniej jak potrafiłam.
-Z czego się śmiejesz? I za co to! - powiedział wychodząc z wody, a ja dalej się śmiałam. Trwało to tak z dobre 5 minut. Kiedy już się uspokoiłam wyjaśniłam basiorowi powód mojego czynu:
-Stałeś tak zamyślony, myślałam że zasnąłeś na stojąco. -skrzywiłam się. -Lecz.. potem zauważyłam, ze miałeś dziwnie zmartwioną twarz. Coś się stało?
Basior przełknął ślinę po czym zaprzeczył. Zmierzyłam go wzrokiem, po czym wzruszyłam ramionami w końcu nie mogłam wchodzić ze swoimi brudnymi łapami w czyjeś życie. Jeżeli Kas będzie potrzebował pomocy na pewno mi o tym powie, z resztą na zapas go o tym zapewnie.
-Kas.
-Tak? -zapytał jedząc kanapkę.
-Wiesz, że możesz na mnie liczyć? -powiedziałam patrząc na niego uważnie.
-Tak, a przynajmniej tak myślę. -powiedział nieco zakłopotany.
-I, że możesz przyjść do mnie zawsze, nawet w środku nocy by się wyżalić? -skwitowałam.
-Em..teraz już tak, dzięki.
Spojrzałam na horyzont. Niebo powoli już zachodziło, czułam się tak beztrosko. Ahh kocham zachody słońca..
Kiedy nadszedł zmierzch, odprowadziłam basiora do jaskini, wręczając mu koszyk dalej pełen jedzenia. W gruncie rzeczy nawet połowy tego co przygotowałam nie zjedliśmy, może piknik miał być przygotowany na więcej osób. Nie wiem.
-Tutaj masz koszyk.
-Ależ nie trzeba. - powiedział Kas.
-Bierz, nie marudź, przyda ci się, w końcu najpierw masa potem rzeźba. -zażartowałam.
<Kas? >
Od Ygritte do Cervos'a
- Proszę, nie gaśnij - pisnęłam przerażona do słabego płomyka w ognisku, który był moją ostatnią nadzieją na wysuszenie sierści. Silny podmuch wiatru wpadł do małej groty i zabił tlące się światełko.
Kolejny huk przeszył okolicę. Deszcz wleciał do jamy pod obalonym drzewem, dobitnie dogaszając martwe ognisko i jeszcze bardziej mocząc moją sierść. Niezadowolona wyrzuciłam na zewnątrz wszystkie patyki jednym uderzeniem łapy, po czym skierowałam się do samego końca jaskini. Na zewnątrz szalała iście wściekła burza, a do tego panował zmrok. Rzeka wirowała w swoim korycie, co jakiś czas rozbijając się o brzegi z chlupotem.
Otrząsnęłam się z wody, zanim ciężko upadłam na wilgotne podłoże. Jama była zbyt mała, bym mogła rozłożyć się tam wygodnie, dlatego zwinęłam się w kłębek, chowając głowę w przednich łapach. Wyrastająca z nich kolorowa sierść połaskotała mój nos, po czym rozbłysła mocnym światłem. Uśmiechnęłam się blado, jedną nogą wchodząc już do krainy snów.
Po kilku minutach już prawie zasypiałam, lecz w tym samym momencie do groty wpadły promienie słońca. Burknęłam niezadowolona, podnosząc się niechętnie z ziemi. Coś przemknęło obok wejścia do jamy, więc przestraszona odskoczyłam do tyłu. Ygritte, to mógł być tylko zając. Naprawdę duży zając.
Otrzepałam się z piachu i wychyliłam łeb na zewnątrz. Tym razem coś wielkiego przeleciało nad moją głową. I to coś miało poroże.
Z powrotem cofnęłam się do środka. Czułam, jak moje serce bije z prędkością światła, czego, choć bardzo chciałam, nie mogłam zmienić. Wzięłam kilka głębokich wdechów, ale nie przyniosły one wiele.
Dalej, Ygritte, wychodź. Raz, dwa, trzy...
Wybiegłam z jamy i popędziłam przed siebie. Łeb pochyliłam, aby rogi torowały mi drogę. Wbiłam wzrok w podłoże, dalej pędząc przed siebie. Najpierw pokonałam błękitna rzekę, a potem już tylko runo leśne. Dlaczego więc miałam ochotę płakać i uciekać z podkulonym ogonem, gdzie sól rośnie?
W pewnym momencie poczułam, jak uderzam porożem w coś dość twardego, lecz nie był to kamień ani drzewo.
- Au! - usłyszałam tylko, zanim potknęłam się o własne łapy. Zaryłam pyskiem o glebę. Moja ofiara przeleciała kawałek, po czym również upadła na ziemię.
O, nie, nie, co ja narobiłam?! Może to był wilk z jakiejś watahy?!
Podniosłam się tak szybko, jak tylko pozwoliły mi na to obolałe kości. Nie zważając na wszystkie rośliny, które zdążyły się do mnie przyczepić, podeszłam do wilka.
Basior był prawie cały brązowy, jedynie w niektórych miejscach ten kolor ustępował białemu lub czarnemu. Miał również poroże, jednak wyglądało jak poroże jelenia. Wielkie skrzydła w kolorach jego sierści zgięły się, tworząc ochroną barierę wokół jego ciała.
- N-nic ci nie jest...? - wydukałam przerażona. Jedna z jego łap drgnęła lekko, więc cofnęłam się szybko. Potem jednak znów stanęłam w tym samym miejscu. Basior mruknął coś cicho, po czym powoli otworzył oczy i spojrzał na mnie. Jakby z niechęcią, lecz dostrzegłam w jego pomarańczowych ślepiach strach.
- W-wszystko ok-okej? - wydusiłam z siebie, gdy wilk podnosił się ostrożnie z ziemi. Kiedy zwrócił wzrok w moja stronę i nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy, szybko spojrzał na coś innego. Po chwili stanął prosto, rozprostowując wielkie skrzydła.
- Chyba... - mruknął cicho. Zmierzył mnie szybko wzrokiem, po czym ruszył gdzieś w głąb lasu, nie zwracając na mnie uwagi.
- Zaczekaj! - otrząsnęłam się i puściłam pędem za nim. Wilczur zerknął na mnie katem oka, nie zatrzymując się. - Jest tutaj wataha?
- Zaprowadzę cię... - tu na moment ucichł i przyśpieszył kroku. Poruszył nerwowo ogonem - do alfy.
- Och.. dzięki - powiedziałam. Do końca wędrówki szliśmy w ciszy, która wydawała się być dziwnie nieprzyjemna. Wkrótce zatrzymaliśmy się przed dość obszerną jaskinią, z której po chwili wyłoniła się smukła, czarna wadera.
Alfa.
Po krótkiej wymianie zdań Touka przydzieliła mi stanowisko.
- Cervos'ie, mógłbyś oprowadzić Ygritte po terenach watahy? - zapytała łagodnie, spoglądając na rogatego basiora. Również przeniosłam na niego wzrok moich białych ślepi.
W oczach Cervos'a pojawiła się niepewność, zakłopotanie i chyba niechęć. Przełknął nerwowo wzrok.
<Cervos?>
Kolejny huk przeszył okolicę. Deszcz wleciał do jamy pod obalonym drzewem, dobitnie dogaszając martwe ognisko i jeszcze bardziej mocząc moją sierść. Niezadowolona wyrzuciłam na zewnątrz wszystkie patyki jednym uderzeniem łapy, po czym skierowałam się do samego końca jaskini. Na zewnątrz szalała iście wściekła burza, a do tego panował zmrok. Rzeka wirowała w swoim korycie, co jakiś czas rozbijając się o brzegi z chlupotem.
Otrząsnęłam się z wody, zanim ciężko upadłam na wilgotne podłoże. Jama była zbyt mała, bym mogła rozłożyć się tam wygodnie, dlatego zwinęłam się w kłębek, chowając głowę w przednich łapach. Wyrastająca z nich kolorowa sierść połaskotała mój nos, po czym rozbłysła mocnym światłem. Uśmiechnęłam się blado, jedną nogą wchodząc już do krainy snów.
Po kilku minutach już prawie zasypiałam, lecz w tym samym momencie do groty wpadły promienie słońca. Burknęłam niezadowolona, podnosząc się niechętnie z ziemi. Coś przemknęło obok wejścia do jamy, więc przestraszona odskoczyłam do tyłu. Ygritte, to mógł być tylko zając. Naprawdę duży zając.
Otrzepałam się z piachu i wychyliłam łeb na zewnątrz. Tym razem coś wielkiego przeleciało nad moją głową. I to coś miało poroże.
Z powrotem cofnęłam się do środka. Czułam, jak moje serce bije z prędkością światła, czego, choć bardzo chciałam, nie mogłam zmienić. Wzięłam kilka głębokich wdechów, ale nie przyniosły one wiele.
Dalej, Ygritte, wychodź. Raz, dwa, trzy...
Wybiegłam z jamy i popędziłam przed siebie. Łeb pochyliłam, aby rogi torowały mi drogę. Wbiłam wzrok w podłoże, dalej pędząc przed siebie. Najpierw pokonałam błękitna rzekę, a potem już tylko runo leśne. Dlaczego więc miałam ochotę płakać i uciekać z podkulonym ogonem, gdzie sól rośnie?
W pewnym momencie poczułam, jak uderzam porożem w coś dość twardego, lecz nie był to kamień ani drzewo.
- Au! - usłyszałam tylko, zanim potknęłam się o własne łapy. Zaryłam pyskiem o glebę. Moja ofiara przeleciała kawałek, po czym również upadła na ziemię.
O, nie, nie, co ja narobiłam?! Może to był wilk z jakiejś watahy?!
Podniosłam się tak szybko, jak tylko pozwoliły mi na to obolałe kości. Nie zważając na wszystkie rośliny, które zdążyły się do mnie przyczepić, podeszłam do wilka.
Basior był prawie cały brązowy, jedynie w niektórych miejscach ten kolor ustępował białemu lub czarnemu. Miał również poroże, jednak wyglądało jak poroże jelenia. Wielkie skrzydła w kolorach jego sierści zgięły się, tworząc ochroną barierę wokół jego ciała.
- N-nic ci nie jest...? - wydukałam przerażona. Jedna z jego łap drgnęła lekko, więc cofnęłam się szybko. Potem jednak znów stanęłam w tym samym miejscu. Basior mruknął coś cicho, po czym powoli otworzył oczy i spojrzał na mnie. Jakby z niechęcią, lecz dostrzegłam w jego pomarańczowych ślepiach strach.
- W-wszystko ok-okej? - wydusiłam z siebie, gdy wilk podnosił się ostrożnie z ziemi. Kiedy zwrócił wzrok w moja stronę i nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy, szybko spojrzał na coś innego. Po chwili stanął prosto, rozprostowując wielkie skrzydła.
- Chyba... - mruknął cicho. Zmierzył mnie szybko wzrokiem, po czym ruszył gdzieś w głąb lasu, nie zwracając na mnie uwagi.
- Zaczekaj! - otrząsnęłam się i puściłam pędem za nim. Wilczur zerknął na mnie katem oka, nie zatrzymując się. - Jest tutaj wataha?
- Zaprowadzę cię... - tu na moment ucichł i przyśpieszył kroku. Poruszył nerwowo ogonem - do alfy.
- Och.. dzięki - powiedziałam. Do końca wędrówki szliśmy w ciszy, która wydawała się być dziwnie nieprzyjemna. Wkrótce zatrzymaliśmy się przed dość obszerną jaskinią, z której po chwili wyłoniła się smukła, czarna wadera.
Alfa.
Po krótkiej wymianie zdań Touka przydzieliła mi stanowisko.
- Cervos'ie, mógłbyś oprowadzić Ygritte po terenach watahy? - zapytała łagodnie, spoglądając na rogatego basiora. Również przeniosłam na niego wzrok moich białych ślepi.
W oczach Cervos'a pojawiła się niepewność, zakłopotanie i chyba niechęć. Przełknął nerwowo wzrok.
<Cervos?>
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
Od Jaspera cd Rinermai'ego
-A więc co tutaj porabiasz? -zapytałem szarmancko.
-Mieszkam. -syknął.
-To ciekawe, nie wiesz może gdzie rosną zielone rokietniki? -zapytałem odwodząc od dalszych pytań basiora, gdyż szczerze powiem dziwny z niego typ.
-Sprawdź za tamtym krzaczkiem. -wskazał sarkastycznie.
Uśmiechnąłem się i ruszyłem przed siebie mając nadzieję, że basior wróci do swoich poprzednich zajęć, lecz ten powlókł się za mną, aż do samego wodospadu.
***
-Mógłbym wiedzieć co cię tu sprowadziło? Sprowadziło konkretnie za mną?
-Po prostu szedłem w tą samą stronę, wielkie mi halo. -powiedział mając w buzi odpalonego skręta.
Delikatnie wyjąłem go z pyska Rinermai'ego i czekałem na dalszy przebieg akcji.
-Nie, tylko go nie wdeptuj w ziemie! To już drugi dzisiaj. Oddawaj! -krzyczał.
-Oddam, ale musisz go zgasić. -powiedziałem uprzejmie. -To nie palarnia, rośliny nie po to produkują tlen, żebyś ty go truł. -powiedziałem z naciskiem.
-Chyba musi być jakaś równowaga? Ja jestem regulatorem tlenu. -powiedział dumnie.
-Chyba skazicielem tego tlenu. -rzekłem. - I tak poza tym to nadmiar tlenu jeszcze nikomu nie zaszkodził. -skrzywiłem się.
Kłóciliśmy się i debatowaliśmy jeszcze przez parę dobre minut. Nasze krzyki były na tyle donośne, że Touka postanowiła sprawdzić co się tutaj dzieje.
-A ja sądzę, że..! -miałem wydać na basiora kolejną dawkę krzyku, lecz wtem zjawiła się Alfa.
-A ja sądzę, że już skończycie dyskutować. Połowę lasu wypłoszyliście, pisklaki z gniazd pospadały. Nie życzę sobie takiego zachowania. -powiedziała srogo.
-D-dobrze..To się więcej nie powtórzy, przepraszamy Touko. -powiedziałem przegryzając wargę.
Touka słysząc zapewnienia zmierzyła i skarciła nas wzrokiem po czym odeszła i zostawiła nas samych. Wodospad huczał jak jakiś reaktor. Woda burzyła się i piętrzyła, można było powiedzieć, że to jakaś wodna erupcja.
-Widzisz to? -zapytałem.
-Najwyraźniej żywioły również nie lubią kłótni. -powiedział Rine. -A tak swoją drogą to niezły cykor cię obleciał, kiedy Touka przyszła. -powiedział przelotnie.
-Mnie? To tobie nagle gdzieś ten skręt zniknął. -powiedziałem bystrze.
-Ee, nieważne.
-Ta, lubisz ryby? Tak się składa, że w tym akwenie wodnym są najlepsze w watasze. -pochwaliłem.
<Rine? >
-Mieszkam. -syknął.
-To ciekawe, nie wiesz może gdzie rosną zielone rokietniki? -zapytałem odwodząc od dalszych pytań basiora, gdyż szczerze powiem dziwny z niego typ.
-Sprawdź za tamtym krzaczkiem. -wskazał sarkastycznie.
Uśmiechnąłem się i ruszyłem przed siebie mając nadzieję, że basior wróci do swoich poprzednich zajęć, lecz ten powlókł się za mną, aż do samego wodospadu.
***
-Mógłbym wiedzieć co cię tu sprowadziło? Sprowadziło konkretnie za mną?
-Po prostu szedłem w tą samą stronę, wielkie mi halo. -powiedział mając w buzi odpalonego skręta.
Delikatnie wyjąłem go z pyska Rinermai'ego i czekałem na dalszy przebieg akcji.
-Nie, tylko go nie wdeptuj w ziemie! To już drugi dzisiaj. Oddawaj! -krzyczał.
-Oddam, ale musisz go zgasić. -powiedziałem uprzejmie. -To nie palarnia, rośliny nie po to produkują tlen, żebyś ty go truł. -powiedziałem z naciskiem.
-Chyba musi być jakaś równowaga? Ja jestem regulatorem tlenu. -powiedział dumnie.
-Chyba skazicielem tego tlenu. -rzekłem. - I tak poza tym to nadmiar tlenu jeszcze nikomu nie zaszkodził. -skrzywiłem się.
Kłóciliśmy się i debatowaliśmy jeszcze przez parę dobre minut. Nasze krzyki były na tyle donośne, że Touka postanowiła sprawdzić co się tutaj dzieje.
-A ja sądzę, że..! -miałem wydać na basiora kolejną dawkę krzyku, lecz wtem zjawiła się Alfa.
-A ja sądzę, że już skończycie dyskutować. Połowę lasu wypłoszyliście, pisklaki z gniazd pospadały. Nie życzę sobie takiego zachowania. -powiedziała srogo.
-D-dobrze..To się więcej nie powtórzy, przepraszamy Touko. -powiedziałem przegryzając wargę.
Touka słysząc zapewnienia zmierzyła i skarciła nas wzrokiem po czym odeszła i zostawiła nas samych. Wodospad huczał jak jakiś reaktor. Woda burzyła się i piętrzyła, można było powiedzieć, że to jakaś wodna erupcja.
-Widzisz to? -zapytałem.
-Najwyraźniej żywioły również nie lubią kłótni. -powiedział Rine. -A tak swoją drogą to niezły cykor cię obleciał, kiedy Touka przyszła. -powiedział przelotnie.
-Mnie? To tobie nagle gdzieś ten skręt zniknął. -powiedziałem bystrze.
-Ee, nieważne.
-Ta, lubisz ryby? Tak się składa, że w tym akwenie wodnym są najlepsze w watasze. -pochwaliłem.
<Rine? >
Od Rinermai'ego cd Shiiny
Chwila, chwila... Że co?
- A-ale jak? - wydukałem oszołomiony, spoglądając to na waderę, to na rośliny, które wyczarowała.
- Wytłumaczę ci innym razem - odparła beznamiętnie, po czym spojrzała przelotnie w stronę, gdzie poszło wiśniowe drzewo.
- Nie, nie - zagrodziłem jej drogę, kiedy chciała odejść. - Jak? Jak?! - ponowiłem pytanie, prostując się tak, że przewyższałem Shiiny o głowę. Wyciągnąłem szyję, więc pewnie z daleka wyglądałem jak jakaś świrnięta żyrafa. Ale kogo to obchodzi...
- Wyluzuj - burknęła, omijając mnie i posyłając niechętne spojrzenie.
- Przepraszam, co?! - tym razem to zaczynało mi naprawdę odwalać. ruszyłem za nią, jednak przypomniałem coś sobie. - Zaczekaj - rozkazałem pośpiesznie i wróciłem na polankę, gdzie cały czas rosły upragnione rośliny.
A, co tam, biere wszystko.
Wyrwałem zioła razem z korzeniami, po czym obejrzałem się za waderą. Och, nie wierzę.
Wlokła się tak wolno, że nawet nie zmienił się jej rozmiar, kiedy na nią patrzyłem. Ugh, na Ignis, to zaczyna być dziwne.
- Zakekaj! - zawołałem, wypluwając przy tym trochę ziemi z pyska. Puściłem się niezbyt szybkim biegiem za Shinny i już po chwili zrównałem się z nią. Świetnie, nawet nie zwróciła na mnie uwagi.
Znaczy, nie, żeby mnie obchodziło, czy się mną interesuje.
- O, popakcz! - zatrzymałem jej ślimaczy chód łapą i dopadłem spopieloną torbę, którą wcześniej podpaliłem. Z zapałem wyplułem rośliny z pyska, pozbyłem się także ohydnej ziemi i zacząłem pakować zioła z powrotem do sakwy. Gdy skończyłem, obróciłem się w stronę Shiiny, ale... jej nie było. Żabia twarz, co za niezrozumiała istota.
Zarzuciłem niedbale bagaż na grzbiet, a potem zdecydowanie szybciej ruszyłem za białą waderą, bo pakowanie tych roślin i czyszczenie torby zajęło mi kilka minut.
Ale nie, musiałem odszukać ją za pomocą węchu, gdyż zdążyła zniknąć na dobre i niedobre. Zacząłem łapczywie wciągać powietrze, aż wyczułem dość znajomą woń. Woń wiśni, a Shiiny z jakiegoś powody wręcz emanowała tym zapachem. Czym prędzej pobiegłem do źródła woni, aż po kilku minutach zatrzymałem się w wejściu do kolorowej od obrazków jaskini. Rozejrzałem się zdezorientowany i, muszę to przyznać - prawie posrałem się z wrażenia.
- Może dzięki temu coś kojarzysz? - zapytała Shiiny, która nagle wyłoniła się z głębi jamy. Spojrzała na mnie wyczekująco, uśmiechając się delikatnie.
- Jak? - zdołałem z siebie wydusić, a reszta słów ugrzęzła mi w gardle. Cofnąłem się, jakby przerażony, od wejścia i posłałem waderze niepewne spojrzenie, kiedy ruszyła za mną bez pośpiechu. - Jak?! - ponowiłem pytanie bliski histerii.
Jestem ciotą. Jedna wielką ciotą. Przecież to tylko obrazki, a aż połowa z nich przedstawia mnie.
Do cholery, jak?!
<Shiiny? Napięcie rośnie jak twoje rośliny ;D>
- A-ale jak? - wydukałem oszołomiony, spoglądając to na waderę, to na rośliny, które wyczarowała.
- Wytłumaczę ci innym razem - odparła beznamiętnie, po czym spojrzała przelotnie w stronę, gdzie poszło wiśniowe drzewo.
- Nie, nie - zagrodziłem jej drogę, kiedy chciała odejść. - Jak? Jak?! - ponowiłem pytanie, prostując się tak, że przewyższałem Shiiny o głowę. Wyciągnąłem szyję, więc pewnie z daleka wyglądałem jak jakaś świrnięta żyrafa. Ale kogo to obchodzi...
- Wyluzuj - burknęła, omijając mnie i posyłając niechętne spojrzenie.
- Przepraszam, co?! - tym razem to zaczynało mi naprawdę odwalać. ruszyłem za nią, jednak przypomniałem coś sobie. - Zaczekaj - rozkazałem pośpiesznie i wróciłem na polankę, gdzie cały czas rosły upragnione rośliny.
A, co tam, biere wszystko.
Wyrwałem zioła razem z korzeniami, po czym obejrzałem się za waderą. Och, nie wierzę.
Wlokła się tak wolno, że nawet nie zmienił się jej rozmiar, kiedy na nią patrzyłem. Ugh, na Ignis, to zaczyna być dziwne.
- Zakekaj! - zawołałem, wypluwając przy tym trochę ziemi z pyska. Puściłem się niezbyt szybkim biegiem za Shinny i już po chwili zrównałem się z nią. Świetnie, nawet nie zwróciła na mnie uwagi.
Znaczy, nie, żeby mnie obchodziło, czy się mną interesuje.
- O, popakcz! - zatrzymałem jej ślimaczy chód łapą i dopadłem spopieloną torbę, którą wcześniej podpaliłem. Z zapałem wyplułem rośliny z pyska, pozbyłem się także ohydnej ziemi i zacząłem pakować zioła z powrotem do sakwy. Gdy skończyłem, obróciłem się w stronę Shiiny, ale... jej nie było. Żabia twarz, co za niezrozumiała istota.
Zarzuciłem niedbale bagaż na grzbiet, a potem zdecydowanie szybciej ruszyłem za białą waderą, bo pakowanie tych roślin i czyszczenie torby zajęło mi kilka minut.
Ale nie, musiałem odszukać ją za pomocą węchu, gdyż zdążyła zniknąć na dobre i niedobre. Zacząłem łapczywie wciągać powietrze, aż wyczułem dość znajomą woń. Woń wiśni, a Shiiny z jakiegoś powody wręcz emanowała tym zapachem. Czym prędzej pobiegłem do źródła woni, aż po kilku minutach zatrzymałem się w wejściu do kolorowej od obrazków jaskini. Rozejrzałem się zdezorientowany i, muszę to przyznać - prawie posrałem się z wrażenia.
- Może dzięki temu coś kojarzysz? - zapytała Shiiny, która nagle wyłoniła się z głębi jamy. Spojrzała na mnie wyczekująco, uśmiechając się delikatnie.
- Jak? - zdołałem z siebie wydusić, a reszta słów ugrzęzła mi w gardle. Cofnąłem się, jakby przerażony, od wejścia i posłałem waderze niepewne spojrzenie, kiedy ruszyła za mną bez pośpiechu. - Jak?! - ponowiłem pytanie bliski histerii.
Jestem ciotą. Jedna wielką ciotą. Przecież to tylko obrazki, a aż połowa z nich przedstawia mnie.
Do cholery, jak?!
<Shiiny? Napięcie rośnie jak twoje rośliny ;D>
Uwaga!
W związku z tym, że wataha powoli się odradza postanowiłam sprawić, że Wasze wilki nie będą stały w miejscu, a mianowicie ich wiek. ;) Dlatego 1 dnia każdego miesiąca będę postarzać Wasze postacie o 2 miesiące.
Tak więc pierwsze starzenie odbędzie się 1.05, czyli już za 2 tyg.
Pozdrawiam cieplutko Touka~~
Tak więc pierwsze starzenie odbędzie się 1.05, czyli już za 2 tyg.
Pozdrawiam cieplutko Touka~~
niedziela, 17 kwietnia 2016
Drobna zmiana
Kolejny wilk postanowił zrobić godło dla watahy, jestem mile zaskoczona i oczywiście wybrałam najlepsze. Aktualne godło watahy zostaje zrobione przez Mayev :) Gratuluje.
Od Touki cd Cervos'a
-Widzę, że nie jesteś zbyt rozmowny. -powiedziałam patrząc na niego.
Basior czuł mój wzrok, stał i patrzył na mnie skrępowany, nie wiem dlaczego. W każdym razie postanowiłam nie być próżna i zagaiłam temat do rozmowy:
-Emm. I jak, podoba ci się w watasze? Widziałeś wszystkie tereny?
-Owszem, dosyć tu ładnie. -powiedział patrząc w ziemie.
Super. Unika kontaktu wzrokowego, mam nadzieję, ze chociaż w walce nie jest taki ''cichy'' i ''tajemniczy''.
-Widzę, że ulokowałeś się koło wodospadu. -powiedziałam wąchając teren.
-Zgadza się.
Przewróciłam oczami, nie wiedziałam czy dalej opłaca mi się ciągnąć tę rozmowę, skoro basior tylko odpowiada mi półsłówkami. Dobra..Ostatni temat, może się otworzy?
-Słuchaj, a może chciałbyś, żebym oprowadziła cię, po naszej watasze? -powiedziałam patrząc na niego i uśmiechając się szczerze. -Przy okazji moglibyśmy coś upolować i może dałbyś pokaz magii? -zapytałam.
<Cervos? >
Basior czuł mój wzrok, stał i patrzył na mnie skrępowany, nie wiem dlaczego. W każdym razie postanowiłam nie być próżna i zagaiłam temat do rozmowy:
-Emm. I jak, podoba ci się w watasze? Widziałeś wszystkie tereny?
-Owszem, dosyć tu ładnie. -powiedział patrząc w ziemie.
Super. Unika kontaktu wzrokowego, mam nadzieję, ze chociaż w walce nie jest taki ''cichy'' i ''tajemniczy''.
-Widzę, że ulokowałeś się koło wodospadu. -powiedziałam wąchając teren.
-Zgadza się.
Przewróciłam oczami, nie wiedziałam czy dalej opłaca mi się ciągnąć tę rozmowę, skoro basior tylko odpowiada mi półsłówkami. Dobra..Ostatni temat, może się otworzy?
-Słuchaj, a może chciałbyś, żebym oprowadziła cię, po naszej watasze? -powiedziałam patrząc na niego i uśmiechając się szczerze. -Przy okazji moglibyśmy coś upolować i może dałbyś pokaz magii? -zapytałam.
<Cervos? >
Od Shiiny cd Rinermai'ego
Przyjrzałam się chwilę nowemu wilkowi. Według mnie nie wyróżniał się praktycznie niczym. Jedynie jego ogon był dziwnie płomienisty. Ten szczegół pozwolił mi przypomnieć sobie setki płócien stojących i wiszących w moim pokoju do malowania. Przynajmniej na pięćdziesięciu był widoczny ten drobny płomyk, który miałam akurat przed nosem. Ze smutkiem stwierdziłam, że niepotrzebnie tak go odrzuciłam. Z drugiej strony, to jest moje drzewo.
- Shiina. - powiedziałam swoje imię. Rinermari patrzył na mnie zdziwiony przez chwilę, ale po chwili zrozumiał, że tylko odpowiadam na jego wcześniejsze pytanie. Rozejrzał się chwilę, westchnął i przyjrzał mojej wiśni.
- Nie sądzisz, że to drzewo trochę tu nie pasuje? - Rine podniósł jedną brew, a ja wzruszyłam ramionami. Podeszłam do drzewa i zapukałam delikatnie.
- Przepraszam? - drzewo odwróciło się przestawiając niektóre korzenie. - Pójdź między inne drzewa.
Drzewo powoli wyjęło z ziemi część korzeni a resztę porzuciło i zaczęło oddalać się z polany wgłąb lasu.
- Ten brak papierosów jest bardziej halucynogenny niż najlepsze grzybki jakie jadłem.
Podeszłam do niego i spojrzałam w oczy. Mówił o braku papierosów, więc pomyślałam, jak mu pomóc. Od kiedy go znam, zawsze palił. Było kilka rodzajów krzaków, które szczególnie lubił, aczkolwiek nie pamiętam jakie. Powąchałam powietrze, gdyż wiatr wiał w moją stronę. Rinermari pachniał owocami. Błyskawicznie spowodowałam wzrost pięciu roślin, które mogłyby się mu przydać. Rośliny kiełkowały, wypuszczały pączki, zrzucały liście, ponownie obrastały, kwitły i obrodziły w owoce, a Rine oglądał to niczym zaczarowany.
- Błagam, aby te rośliny były prawdziwe! - Rinermari spojrzał w niebo a ja przez chwilę cicho się zaśmiałam. - Jak masz na imię, cudowna wadero? No tak, Shiina. Jestem Rinermari...
- Wiem jak się nazywasz. - powiedziałam bez emocji.
- Skąd?!
Wzruszyłam ramionami. Pamiętam jak chował się przed kolegami, a oni gardła zdzierali podczas poszukiwań. Wszyscy wołali Rinermari, ale ja podpisywałam obrazy 'Rine'
- Znam cię, Rine.
<Rinermari?>
- Shiina. - powiedziałam swoje imię. Rinermari patrzył na mnie zdziwiony przez chwilę, ale po chwili zrozumiał, że tylko odpowiadam na jego wcześniejsze pytanie. Rozejrzał się chwilę, westchnął i przyjrzał mojej wiśni.
- Nie sądzisz, że to drzewo trochę tu nie pasuje? - Rine podniósł jedną brew, a ja wzruszyłam ramionami. Podeszłam do drzewa i zapukałam delikatnie.
- Przepraszam? - drzewo odwróciło się przestawiając niektóre korzenie. - Pójdź między inne drzewa.
Drzewo powoli wyjęło z ziemi część korzeni a resztę porzuciło i zaczęło oddalać się z polany wgłąb lasu.
- Ten brak papierosów jest bardziej halucynogenny niż najlepsze grzybki jakie jadłem.
Podeszłam do niego i spojrzałam w oczy. Mówił o braku papierosów, więc pomyślałam, jak mu pomóc. Od kiedy go znam, zawsze palił. Było kilka rodzajów krzaków, które szczególnie lubił, aczkolwiek nie pamiętam jakie. Powąchałam powietrze, gdyż wiatr wiał w moją stronę. Rinermari pachniał owocami. Błyskawicznie spowodowałam wzrost pięciu roślin, które mogłyby się mu przydać. Rośliny kiełkowały, wypuszczały pączki, zrzucały liście, ponownie obrastały, kwitły i obrodziły w owoce, a Rine oglądał to niczym zaczarowany.
- Błagam, aby te rośliny były prawdziwe! - Rinermari spojrzał w niebo a ja przez chwilę cicho się zaśmiałam. - Jak masz na imię, cudowna wadero? No tak, Shiina. Jestem Rinermari...
- Wiem jak się nazywasz. - powiedziałam bez emocji.
- Skąd?!
Wzruszyłam ramionami. Pamiętam jak chował się przed kolegami, a oni gardła zdzierali podczas poszukiwań. Wszyscy wołali Rinermari, ale ja podpisywałam obrazy 'Rine'
- Znam cię, Rine.
<Rinermari?>
Od Essix cd Jaspera
Basior jest na prawdę słodki i uroczy, a do tego kulturalny. Aż za bardzo. Gdy mówi do mnie takim tonem, mam chęć go zamrozić oddechem. Jednak tego nie robię, dlaczego? Także należy do tej watahy, więc nie mam takiego prawa. Jest jednym z nas, nawet jeśli jest irytujący, nie mogę wzywać umarłych, aby go grzebali żywcem. Po za tym nic mi nie zrobił. Nie skrzywdził mnie, zamiast tego trochę zdenerwował. Przypomina mi te basiory, które mają wysoką samoocenę i są egoistyczne. Do tego są takie głupie, że myślą, że jednym ładnym kulturowym i dżentelmeńskim słówkiem zauroczą waderę w ich samych na zabój. Gdyby nie mój charakter, pesymizm i wielka ostrożność co do innych, może i by mnie w sobie zauroczył. W końcu brzydki to on nie jest. Ale jeśli jeszcze raz będzie mówił do mnie w ten sposób to nie ręczę za swoją irytacje, złość i moce.
Odwracam się do basiora, który nadal słodko się uśmiecha.
- Ja także cię zapraszam na spacer... - zaczynam z irytacją w głosie. - ...gdy przestaniesz się zachowywać jak debil - uśmiecham się sztucznie, po czym się odwracam i zaczynam iść przed siebie, nie czekając na jego reakcję. - Nie lubię słodkich i czułych słówek - oznajmiam mu z obrzydzeniem w głosie, nie stając ani na moment. Niech wie, o co mi chodziło, gdy mówiłam, że jest debilem. Takie urocze zdania mnie irytują, nudzą i szczerze to śmieszą
<Jasper?>
Odwracam się do basiora, który nadal słodko się uśmiecha.
- Ja także cię zapraszam na spacer... - zaczynam z irytacją w głosie. - ...gdy przestaniesz się zachowywać jak debil - uśmiecham się sztucznie, po czym się odwracam i zaczynam iść przed siebie, nie czekając na jego reakcję. - Nie lubię słodkich i czułych słówek - oznajmiam mu z obrzydzeniem w głosie, nie stając ani na moment. Niech wie, o co mi chodziło, gdy mówiłam, że jest debilem. Takie urocze zdania mnie irytują, nudzą i szczerze to śmieszą
<Jasper?>
sobota, 16 kwietnia 2016
Od Jaspera cd Essix
-Pani zawsze taka niedostępna? -mruknąłem i spojrzałem na waderę, która łypnęła na mnie spode łba wzrokiem pełnym powagi i gniewu.
-A ty co tu robisz? Na granicy. -powiedziała ruszając przed siebie.
-Jestem zielarzem, a zielarz zbiera zioła. Przynajmniej tak sądzę. -westchnąłem. -Jesteś tu nowa prawda? Pani duszko- puszko? -zaśmiałem się, lecz wadera najwyraźniej nie miała ochoty na żarty.
-Nowa, czy nie nowa nie twoja sprawa natręcie.
-Ja natrętny? Mademoiselle w takim razie zostawiam panią w osamotnieniu, lecz gdy zmieni jaśniepani zdanie, chętnie zaproszę do wspólnego spaceru wokół wodospadu. powiedziałem uśmiechając się i zrywając w tym samym czasie nagietki potrzebne mi do wywaru.
<Essix? >
-A ty co tu robisz? Na granicy. -powiedziała ruszając przed siebie.
-Jestem zielarzem, a zielarz zbiera zioła. Przynajmniej tak sądzę. -westchnąłem. -Jesteś tu nowa prawda? Pani duszko- puszko? -zaśmiałem się, lecz wadera najwyraźniej nie miała ochoty na żarty.
-Nowa, czy nie nowa nie twoja sprawa natręcie.
-Ja natrętny? Mademoiselle w takim razie zostawiam panią w osamotnieniu, lecz gdy zmieni jaśniepani zdanie, chętnie zaproszę do wspólnego spaceru wokół wodospadu. powiedziałem uśmiechając się i zrywając w tym samym czasie nagietki potrzebne mi do wywaru.
<Essix? >
Od Rinermai'ego do Shiiny
Minęło kilka dni od dołączenia do watahy. Zdążyłem poznać kilka wilków, jednak wydaje mi się, że i tak była to mała część całego stada. Ale, jakby bogowie byli przeciwko mi, żaden z nich nie tolerował tego, że pale.
Co w tym złego? Wiem, moje płuca staja się mniej wydatne i bla bla bla, ale inaczej mógłbym kogoś zabić. czasem jestem po prostu zbyt zdenerwowany i potrzebuje czegoś, co mnie uspokoi.
Znów położyłem się na dachu mojej jaskini, lecz tym razem bez papierosa. Był mały problem - kończyły mi się zapasy tytoniu i na razie nie mogłem znaleźć żadnego innego zioła. Planowałem już wczoraj wyruszyć na poszukiwanie czegoś odpowiedniego, ale oczywiście nie chciało mi się ruszyć tyłka wtedy, jak i dzisiaj. Westchnąłem znudzony, a mój wzrok utkwił w suchej równinie, która rozciągała się przede mną. Dopiero na horyzoncie widziałem obrzeża lasu.
Ale coś mi nie pasowało.
Czułem na sobie czyiś wzrok, lecz nie potrafiłem stwierdzić, do kogo należał, ani gdzie ten wilk się znajdował. Podniosłem łeb i rozejrzałem się uważnie. Zacząłem węszyć, aż wyczułem dość nietypowy zapach. Wstałem z kamienia, wejście do jamy zastawiłem większym głazem, po czym truchtem ruszyłem w kierunku silnej woni owoców.
Z czasem, jak zapach stawał się intensywniejszy, nabierałem coraz większej ochoty na zapalenie czegoś. Zatrzymałem się i zajrzałem do małej torby, którą zabrałem ze sobą.
Uwielbiam to. Pustka w sakwie.
Sfrustrowany zrzuciłem z siebie bagaż, który z impetem uderzył w świerk rosnący z mojej prawej strony. Potem niechętnie chwyciłem torbę w zęby i wznowiłem marsz.
Ach, ale ta podróż miała obyć się bez przeszkód?
Woń sakwy wpadała do mojego nosa, dlatego po chwili straciłem trop. Wyplułem niepotrzebny bagaż z pyska, po czym zająłem go ogniem z ogona. Klapnąłem zadem obok malutkiego ogniska i czekałem, aż skończy płonąć.
Miałem możliwość rozejrzenia się po lesie. Wszędzie rosły świerki, rzadziej drzewa liściaste, a pomiędzy nimi gęste krzewy. Gdzieś przeleciał ptak, a w oddali zauważyłem tego głupiego jednorożca. Prychnąłem pogardliwie, gdy przypomniałem sobie moje spotkanie z tym głupim stworzeniem.
Kilka minut później moja stara torba przestała się palić. Zasypałem ją wilgotnym piachem i znów zacząłem węszyć. O, teraz w prawo.
Mijałem głównie drzewa liściaste, które najwyraźniej rosły w tej części lasu zdecydowanie gęściej. Nagle dostrzegłem w oddali jakąś malutką polanę z wiśniowym drzewem na środku. Zacząłem truchtem biec w tamtą stronę, jednak zachowałem dyskrecję. Po chwili zatrzymałem się przy drzewie, które tworzyło granicę pomiędzy malutką polanką a lasem. Uważnie przyjrzałem się różowemu drzewku.
Wyglądało to poetycko, a mówię to ja, Rinermai we własnej osobie. Wiatr subtelnie porywał ze sobą różowe liście kwiatów, a potem wirował z nimi wokół drzewa. Gałęzie delikatnie uginały się w jednym miejscu, odstając minimalnie od reszty.
Wyszedłem z lasu i zatrzymałem się dwa metry przed drzewem. Widziałem coś czarnego pomiędzy kwiatami oraz gałęziami. Usiadłem powoli, nie spuszczając wzroku z czegoś, co prawdopodobnie kryło się na drzewie.
- Jest tu kto? - wygiąłem pysk w lekkim uśmiechu, gdy pomyślałem "Ale tu przecież nikogo nie ma! Chyba..."
Coś poruszyło się na gałęzi, lecz potem spadło z niej na ziemię. Zauważyłem jedynie biało - czarną sylwetkę jakiegoś wilka. Spojrzałem w jego stronę z lekkim politowaniem w moich ognistych oczach.
- No, chyba ktoś tu jest - mruknąłem do siebie, wstając. Podszedłem trochę bliżej i zatrzymałem się półtora metra przed wilkiem. Chwile później raczył obrócić się w moją stronę. - Meiyo - uśmiechnąłem się szyderczo.
- Rakka - ucięła obojętnie, rozmasowując jedną łapą grzbiet. Była prawie cała biała, ewentualnie gdzieniegdzie dostrzegłem czarne elementy.
- Co tak ostro? - prychnąłem.
Wadera nie powiedziała nic więcej.
- Shiina - odezwała się ostrożnie, kiedy chciałem ziewnąć.
<Shiina?>
Co w tym złego? Wiem, moje płuca staja się mniej wydatne i bla bla bla, ale inaczej mógłbym kogoś zabić. czasem jestem po prostu zbyt zdenerwowany i potrzebuje czegoś, co mnie uspokoi.
Znów położyłem się na dachu mojej jaskini, lecz tym razem bez papierosa. Był mały problem - kończyły mi się zapasy tytoniu i na razie nie mogłem znaleźć żadnego innego zioła. Planowałem już wczoraj wyruszyć na poszukiwanie czegoś odpowiedniego, ale oczywiście nie chciało mi się ruszyć tyłka wtedy, jak i dzisiaj. Westchnąłem znudzony, a mój wzrok utkwił w suchej równinie, która rozciągała się przede mną. Dopiero na horyzoncie widziałem obrzeża lasu.
Ale coś mi nie pasowało.
Czułem na sobie czyiś wzrok, lecz nie potrafiłem stwierdzić, do kogo należał, ani gdzie ten wilk się znajdował. Podniosłem łeb i rozejrzałem się uważnie. Zacząłem węszyć, aż wyczułem dość nietypowy zapach. Wstałem z kamienia, wejście do jamy zastawiłem większym głazem, po czym truchtem ruszyłem w kierunku silnej woni owoców.
Z czasem, jak zapach stawał się intensywniejszy, nabierałem coraz większej ochoty na zapalenie czegoś. Zatrzymałem się i zajrzałem do małej torby, którą zabrałem ze sobą.
Uwielbiam to. Pustka w sakwie.
Sfrustrowany zrzuciłem z siebie bagaż, który z impetem uderzył w świerk rosnący z mojej prawej strony. Potem niechętnie chwyciłem torbę w zęby i wznowiłem marsz.
Ach, ale ta podróż miała obyć się bez przeszkód?
Woń sakwy wpadała do mojego nosa, dlatego po chwili straciłem trop. Wyplułem niepotrzebny bagaż z pyska, po czym zająłem go ogniem z ogona. Klapnąłem zadem obok malutkiego ogniska i czekałem, aż skończy płonąć.
Miałem możliwość rozejrzenia się po lesie. Wszędzie rosły świerki, rzadziej drzewa liściaste, a pomiędzy nimi gęste krzewy. Gdzieś przeleciał ptak, a w oddali zauważyłem tego głupiego jednorożca. Prychnąłem pogardliwie, gdy przypomniałem sobie moje spotkanie z tym głupim stworzeniem.
Kilka minut później moja stara torba przestała się palić. Zasypałem ją wilgotnym piachem i znów zacząłem węszyć. O, teraz w prawo.
Mijałem głównie drzewa liściaste, które najwyraźniej rosły w tej części lasu zdecydowanie gęściej. Nagle dostrzegłem w oddali jakąś malutką polanę z wiśniowym drzewem na środku. Zacząłem truchtem biec w tamtą stronę, jednak zachowałem dyskrecję. Po chwili zatrzymałem się przy drzewie, które tworzyło granicę pomiędzy malutką polanką a lasem. Uważnie przyjrzałem się różowemu drzewku.
Wyglądało to poetycko, a mówię to ja, Rinermai we własnej osobie. Wiatr subtelnie porywał ze sobą różowe liście kwiatów, a potem wirował z nimi wokół drzewa. Gałęzie delikatnie uginały się w jednym miejscu, odstając minimalnie od reszty.
Wyszedłem z lasu i zatrzymałem się dwa metry przed drzewem. Widziałem coś czarnego pomiędzy kwiatami oraz gałęziami. Usiadłem powoli, nie spuszczając wzroku z czegoś, co prawdopodobnie kryło się na drzewie.
- Jest tu kto? - wygiąłem pysk w lekkim uśmiechu, gdy pomyślałem "Ale tu przecież nikogo nie ma! Chyba..."
Coś poruszyło się na gałęzi, lecz potem spadło z niej na ziemię. Zauważyłem jedynie biało - czarną sylwetkę jakiegoś wilka. Spojrzałem w jego stronę z lekkim politowaniem w moich ognistych oczach.
- No, chyba ktoś tu jest - mruknąłem do siebie, wstając. Podszedłem trochę bliżej i zatrzymałem się półtora metra przed wilkiem. Chwile później raczył obrócić się w moją stronę. - Meiyo - uśmiechnąłem się szyderczo.
- Rakka - ucięła obojętnie, rozmasowując jedną łapą grzbiet. Była prawie cała biała, ewentualnie gdzieniegdzie dostrzegłem czarne elementy.
- Co tak ostro? - prychnąłem.
Wadera nie powiedziała nic więcej.
- Shiina - odezwała się ostrożnie, kiedy chciałem ziewnąć.
<Shiina?>
Od Cervos'a
Przed chwilą dołączyłem do nowej watahy. Wyszedłem z jaskini Alfy i rozejrzałem się. Nie wiedziałem co robić - czy rozejrzeć się za jaskinią, czy może rozejrzeć się za miejscem to ćwiczeń. Wybrałem to drugie. Przeszedłem się w poszukiwaniu skały, która wytrzymałaby moje ataki magiczne przez długi czas. Niedługo potem odnalazłem głaz, z jednej strony dość płaski, wystarczająco gruby i w dodatku ustawiony jakby czekał tu na mnie wiedząc, że najlepiej będzie jeśli będzie tak stać. Wskoczyłem na niego. Rozejrzałem się. Tuż nad nim było wejście do jaskini. Podeszłem i uważnie obwąchałem jaskinię. Nie było tu żadnego zapachu wilka, czyżby wataha o niej nie wiedziała? Jeszcze lepiej, nikt nie będzie mnie odwiedzał, więc z nikim nie będę musiał rozmawiać i nie będą wiedzieli gdzie mnie znaleźć. Wyszedłem z jaskini i zacząłem wsłuchiwać w przyrodę. Niedaleko usłyszałem szum wody. "Wodospad! Świetnie, wszystko czego mi trzeba w jednym miejscu" - pomyślałem i delikatnie się uśmiechnąłem. Popędziłem w tamtą stronę. Niedaleko w wodzie ujrzałem skałę na której można by się położyć. Wzleciałem i wylądowałem na niej, a następnie się ułożyłem. Zamknąłem oczy i zacząłem wsłuchiwać się w uspokajający i kojący szum wody.
***
Nim się obejrzałem zasnąłem. Obudziło mnie dopiero łamanie gałązki. Szybko otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Niedaleko na brzegu była czarna wadera. Wzbiłem się w powietrze i z towarzyszącym mojemu lądowaniu dźwięk piłki uderzającej o ziemię ze średnią siłą dotknąłem łapami ponownie ziemi. Wadera odwróciła się. Zauważyłem, że to Alfa.
- Witaj. - powiedziała, oczkując odpowiedzi. Lecz ja tylko skinąłem łbem na "dzień dobry".
<Alfo?>
***
Nim się obejrzałem zasnąłem. Obudziło mnie dopiero łamanie gałązki. Szybko otworzyłem oczy i rozejrzałem się. Niedaleko na brzegu była czarna wadera. Wzbiłem się w powietrze i z towarzyszącym mojemu lądowaniu dźwięk piłki uderzającej o ziemię ze średnią siłą dotknąłem łapami ponownie ziemi. Wadera odwróciła się. Zauważyłem, że to Alfa.
- Witaj. - powiedziała, oczkując odpowiedzi. Lecz ja tylko skinąłem łbem na "dzień dobry".
<Alfo?>
Godło!
Konkurs na godło watahy został rozstrzygnięty, choć był to konkurs wolny - bez ograniczenia czasowego.
Godłem zajął się Cervos, nasz niedawny przybysz, w nagrodę dostaje 300 WM. Oczywiście konkurs dalej trwa i jeżeli ktoś zrobi lepszą pracę, to będzie wtedy możliwość zmiany godła.
A oto i one:
Godłem zajął się Cervos, nasz niedawny przybysz, w nagrodę dostaje 300 WM. Oczywiście konkurs dalej trwa i jeżeli ktoś zrobi lepszą pracę, to będzie wtedy możliwość zmiany godła.
A oto i one:
Od Ivy, cd. Shiiny
Nowy wilk- Touka pewnie się ucieszy, ja w sumie też byłam pełna pozytywnych emocji. Wadera wydawała się być lekko zagubiona, ale nie chciałam tego komentować, bo jak by go wyglądało? Zainteresował mnie fakt, że wadera jest artystką.
Zerknęłam na samicę, która opornie za mną szła, przez co instynktownie zwolniłam
- Jestem Ivy, tak w ogóle
- Shiina- Przedstawiła się
- Więc... Może opowiem Ci o naszej watasze... Chcesz?- Zapytałam lekko się uśmiechając
- Możesz powiedzieć- Odpowiedziała cicho, a ja skinęłam głową.
- Dobrze więc, jest nas łącznie dziesięcioro, a z Tobą będzie jedenaście. Naszą Alfą jest Touka i to właśnie ona jest najważniejsza w watasze. Ja jestem Betą, czyli pomocnikiem Alfy. Każdy ma swoje określone stanowisko; łowca, strażnik terenów, piosenkarz, wojownik, zielarz...- Ponownie zerknęłam na towarzyszkę, która tylko przytaknęła. Na dobrą sprawę, nie wiedziałam czy mnie słucha... Odkaszlnęłam, powracając do tematu- Według mnie pasowałabyś na stanowisko malarki, a kilka farb mogę Ci udostępnić z mojej jaskini- Ponownie się umiechnęłam. Po kilku metrach dostrzegłam jaskinię Alfy, a obok samą przywódczynię
- Touko!- Krzyknęłam i gestem głowy zachęciłam Shiinę do przyśpieszenia chodu, lecz na nic się to zdało.
Alfa spojrzała zdziwiona w moją stronę, po czym podeszła zainteresowaną obcą waderą
- Kto to?
- Shiina, chciałaby dołączyć dp watahy na stanowisko malarki- Uśmiechnęłam się, a czarna Wilczyca odwzajemniła gest
- Shiino, więc witaj w watasze Argentum Nocte. Ivy, zajmiesz się jaskinią tak?
- Jasne- Skinęłam głową
<Shiina?>
Zerknęłam na samicę, która opornie za mną szła, przez co instynktownie zwolniłam
- Jestem Ivy, tak w ogóle
- Shiina- Przedstawiła się
- Więc... Może opowiem Ci o naszej watasze... Chcesz?- Zapytałam lekko się uśmiechając
- Możesz powiedzieć- Odpowiedziała cicho, a ja skinęłam głową.
- Dobrze więc, jest nas łącznie dziesięcioro, a z Tobą będzie jedenaście. Naszą Alfą jest Touka i to właśnie ona jest najważniejsza w watasze. Ja jestem Betą, czyli pomocnikiem Alfy. Każdy ma swoje określone stanowisko; łowca, strażnik terenów, piosenkarz, wojownik, zielarz...- Ponownie zerknęłam na towarzyszkę, która tylko przytaknęła. Na dobrą sprawę, nie wiedziałam czy mnie słucha... Odkaszlnęłam, powracając do tematu- Według mnie pasowałabyś na stanowisko malarki, a kilka farb mogę Ci udostępnić z mojej jaskini- Ponownie się umiechnęłam. Po kilku metrach dostrzegłam jaskinię Alfy, a obok samą przywódczynię
- Touko!- Krzyknęłam i gestem głowy zachęciłam Shiinę do przyśpieszenia chodu, lecz na nic się to zdało.
Alfa spojrzała zdziwiona w moją stronę, po czym podeszła zainteresowaną obcą waderą
- Kto to?
- Shiina, chciałaby dołączyć dp watahy na stanowisko malarki- Uśmiechnęłam się, a czarna Wilczyca odwzajemniła gest
- Shiino, więc witaj w watasze Argentum Nocte. Ivy, zajmiesz się jaskinią tak?
- Jasne- Skinęłam głową
<Shiina?>
piątek, 15 kwietnia 2016
Od Shiiny cd Ivy
-...Chyba, że szukasz domu - tylko te słowa na prawdę zwróciły moją uwagę, więc wydałam z siebie coś na wzór pomruku z pół niemym pytaniem. Nie wiem dlaczego ale słowa 'szukasz domu' bardzo dobrze pamiętam z przeszłości.
- Przyjaciele kazali mi szukać domu. Ja potrzebuję tylko miejsca do rysowania - powiedziałam cicho nadal patrząc na ciekawą waderę przede mną. Po chwili zamyślenia przypomniałam sobie o jednej sprawie. - Uh, co to wataha?
Wadera wytrzeszczyła na mnie oczy i mogłabym nawet stwierdzić, że kilkukrotnie mrugnęła. Wiele razy ktoś przy mnie tak robił, ale nie wiem o co chodzi. Po chwili otworzyła pysk, lecz ponownie go zamknęła. Czekałam na odpowiedź patrząc w jej oczy.
- To... tak jakby wielka grupa wilków... które żyją wspólnie... i współpracują.
Ponownie mruknęłam potwierdzając, że rozumiem. Kojarzyło mi się to z moimi przyjaciółmi, zawsze pomagaliśmy sobie. To znaczy oni mi pomagali, ja za to im rysowałam, no i czasami też robiłam inne rzeczy.
- To jak taka rodzina? - powiedziałam. Pytanie w tym zdaniu mogłaby usłyszeć tylko osoba czytająca w myślach. - Ale ja nie umiem wam pomóc.
- Na pewno umiesz coś zrobić - uśmiechnęła się przyjacielsko, a ja pozostałam jak wcześniej.
- Nie umiem polować - wytłumaczyłam.
- A co robiłaś do tej pory?
- Malowałam obrazy.
- A coś jeszcze? - wadera zapytała z nadzieją, a ja się chwilę zamyśliłam.
- Malowałam obrazy.
- A masz jakieś moce? - dalej pytała. Po czym prychnęła pod nosem. - To oczywiste, że jakieś masz!
- Bezużyteczne. - stwierdziłam spoglądając na drzewa wkoło.
- Dokładniej?
- Rozmawiam z drzewami.
- W sensie, że kontrolujesz naturę? - wadera zapytała, a ja po chwili mruknęłam potwierdzająco. Ciężko wypuściła powietrze i spojrzała znów na mnie. - No to chodź. Chyba spełnisz rozkaz przyjaciół.
Wadera odwróciła się i poszła w kierunku znanym tylko jej, a ja powoli ruszyłam za nią idąc jakiś metr z tyłu. Hm, nie wiem ile to metr.
- Idziesz, czy nie? - krzyknęła za mną.
Mruknęłam potwierdzająco i ruszyłam nieco szybciej.
<Ivy?>
- Przyjaciele kazali mi szukać domu. Ja potrzebuję tylko miejsca do rysowania - powiedziałam cicho nadal patrząc na ciekawą waderę przede mną. Po chwili zamyślenia przypomniałam sobie o jednej sprawie. - Uh, co to wataha?
Wadera wytrzeszczyła na mnie oczy i mogłabym nawet stwierdzić, że kilkukrotnie mrugnęła. Wiele razy ktoś przy mnie tak robił, ale nie wiem o co chodzi. Po chwili otworzyła pysk, lecz ponownie go zamknęła. Czekałam na odpowiedź patrząc w jej oczy.
- To... tak jakby wielka grupa wilków... które żyją wspólnie... i współpracują.
Ponownie mruknęłam potwierdzając, że rozumiem. Kojarzyło mi się to z moimi przyjaciółmi, zawsze pomagaliśmy sobie. To znaczy oni mi pomagali, ja za to im rysowałam, no i czasami też robiłam inne rzeczy.
- To jak taka rodzina? - powiedziałam. Pytanie w tym zdaniu mogłaby usłyszeć tylko osoba czytająca w myślach. - Ale ja nie umiem wam pomóc.
- Na pewno umiesz coś zrobić - uśmiechnęła się przyjacielsko, a ja pozostałam jak wcześniej.
- Nie umiem polować - wytłumaczyłam.
- A co robiłaś do tej pory?
- Malowałam obrazy.
- A coś jeszcze? - wadera zapytała z nadzieją, a ja się chwilę zamyśliłam.
- Malowałam obrazy.
- A masz jakieś moce? - dalej pytała. Po czym prychnęła pod nosem. - To oczywiste, że jakieś masz!
- Bezużyteczne. - stwierdziłam spoglądając na drzewa wkoło.
- Dokładniej?
- Rozmawiam z drzewami.
- W sensie, że kontrolujesz naturę? - wadera zapytała, a ja po chwili mruknęłam potwierdzająco. Ciężko wypuściła powietrze i spojrzała znów na mnie. - No to chodź. Chyba spełnisz rozkaz przyjaciół.
Wadera odwróciła się i poszła w kierunku znanym tylko jej, a ja powoli ruszyłam za nią idąc jakiś metr z tyłu. Hm, nie wiem ile to metr.
- Idziesz, czy nie? - krzyknęła za mną.
Mruknęłam potwierdzająco i ruszyłam nieco szybciej.
<Ivy?>
czwartek, 14 kwietnia 2016
Od Ivy, cd. Nusari'ego
Na pożegnanie Shiroi kazał mi "pilnować" Nusari'ego, cokolwiek to znaczyło, po czym zniknął, ponoć w Zakazanym Lesie.
Po krótkiej wymianie zdań Nusari zadał pytanie, na które odpowiedź i mnie przytłoczyła
- Płakałaś?- Zapytał zaniepokojony, a ja zacisnęłam zęby odwracając wzrok, po czym pociągnęłam nosem
- Martwiłam się o Ciebie...- Wydukałam, powstrzymując się od ponownego płaczu. Dwa razy dziennie to i tak bardzo dużo jak na mnie.
- Naprawdę?- Ponowił pytanie
- Zmieńmy temat...- Poprosiłam idąc w przód, nadal wgapiona w podłoże.
Biały Wilk umilkł, lecz kierował się za mną. Zacisnęłam zęby wysilając się na uśmiech i zerknęłam na Nusari'ego
- Lubisz czekoladę?- Zapytałam - Mam w jaskini herbatniki i czekoladę, więc możemy sobie zaszaleć- Zaśmiałam się, próbując rozluźnić atmosferę- Chyba, że rzeczywiście tak bardzo chcesz spokoju, to Cię w nim zostawię- Uśmiechnęłam się
<Nusari?>
Po krótkiej wymianie zdań Nusari zadał pytanie, na które odpowiedź i mnie przytłoczyła
- Płakałaś?- Zapytał zaniepokojony, a ja zacisnęłam zęby odwracając wzrok, po czym pociągnęłam nosem
- Martwiłam się o Ciebie...- Wydukałam, powstrzymując się od ponownego płaczu. Dwa razy dziennie to i tak bardzo dużo jak na mnie.
- Naprawdę?- Ponowił pytanie
- Zmieńmy temat...- Poprosiłam idąc w przód, nadal wgapiona w podłoże.
Biały Wilk umilkł, lecz kierował się za mną. Zacisnęłam zęby wysilając się na uśmiech i zerknęłam na Nusari'ego
- Lubisz czekoladę?- Zapytałam - Mam w jaskini herbatniki i czekoladę, więc możemy sobie zaszaleć- Zaśmiałam się, próbując rozluźnić atmosferę- Chyba, że rzeczywiście tak bardzo chcesz spokoju, to Cię w nim zostawię- Uśmiechnęłam się
<Nusari?>
Od Ivy, cd. Shiiny
Szturchnęłam łapą pająka, którego maltretowałam już od dobrych trzydziestu minut. Wytrwała istota, trzeba przyznać.
Od jakiegoś czasu strasznie się nudziłam, a wszyscy byli zajęci. No wiadomo, wiosenne sprzątanie i te sprawy... Szkoda tylko, że mnie nie udziela się ta chęć do czystości i kilka pajęczyn w jaskini nie sprawia mi problemu, a jedyne co wystarczy mi do pełni szczęścia, to kolorowe kredy, farby, barwniki i co najmniej jedna wolna ściana.
W końcu po ogarnięciu się, ostatecznym ruchem wgniotłam pająka w ziemię i podniosłam się na równe łapy.
- Czas sprawdzić tereny, Ivy- Ziewnęłam, przeciągając zesztywniałe kości. Nie, żebym czegoś oczekiwała, ale mus to mus, a nuż coś ciekawego mnie trafi?
Z pustej łąki wkroczyłam do lasu idąc brzegiem zakazanej części. Było tak spokojnie, że mogłam usnąć na stojąco, a gdy jhż miałam wracać do swojej jaskini, moją uwagę przyciągnął dźwięk łamanych gałęzi. Jako iż musiałam to sprawdzić, ruszyłam truchtem między krzaki, a moim kolorowym paczałom ukazała się wilcza sylwetka.
Biała Wilczyca wpartywała się w głąb moich oczu, gdy ja analizowałam sytuację. Trzeba coś zrobić, Iv...
Po niedługiej chwili zaczęłam się zbliżać ku niej z opuszconym ogonem, aby ukazać, że nie mam złych zamiarów.
- Kim jesteś? Znajdujesz się na terenach Watahy Argentum Nocte, której jestem Betą więc odejdź albo będziemy musieli Cię przegonić... Chyba, że szukasz domu...- Posłałam wilczycy delikatny uśmiech i wbiłam w nią wyczekujące spojrzenie
<Shiina?>
Od jakiegoś czasu strasznie się nudziłam, a wszyscy byli zajęci. No wiadomo, wiosenne sprzątanie i te sprawy... Szkoda tylko, że mnie nie udziela się ta chęć do czystości i kilka pajęczyn w jaskini nie sprawia mi problemu, a jedyne co wystarczy mi do pełni szczęścia, to kolorowe kredy, farby, barwniki i co najmniej jedna wolna ściana.
W końcu po ogarnięciu się, ostatecznym ruchem wgniotłam pająka w ziemię i podniosłam się na równe łapy.
- Czas sprawdzić tereny, Ivy- Ziewnęłam, przeciągając zesztywniałe kości. Nie, żebym czegoś oczekiwała, ale mus to mus, a nuż coś ciekawego mnie trafi?
Z pustej łąki wkroczyłam do lasu idąc brzegiem zakazanej części. Było tak spokojnie, że mogłam usnąć na stojąco, a gdy jhż miałam wracać do swojej jaskini, moją uwagę przyciągnął dźwięk łamanych gałęzi. Jako iż musiałam to sprawdzić, ruszyłam truchtem między krzaki, a moim kolorowym paczałom ukazała się wilcza sylwetka.
Biała Wilczyca wpartywała się w głąb moich oczu, gdy ja analizowałam sytuację. Trzeba coś zrobić, Iv...
Po niedługiej chwili zaczęłam się zbliżać ku niej z opuszconym ogonem, aby ukazać, że nie mam złych zamiarów.
- Kim jesteś? Znajdujesz się na terenach Watahy Argentum Nocte, której jestem Betą więc odejdź albo będziemy musieli Cię przegonić... Chyba, że szukasz domu...- Posłałam wilczycy delikatny uśmiech i wbiłam w nią wyczekujące spojrzenie
<Shiina?>
Od Rinermai'ego cd Touki
Szczerze? Żadna, nie wiem czemu.
Świetnie. Odwala mi.
- Ta pierwsza wydała się fajna. Wprowadzę się już, dzięki za pomoc - powiedziałem najuprzejmiej jak potrafiłem. Wadera uśmiechnęła się do mnie niepewnie, po czym samotnie ruszyła w jaśniejsze tereny. Gdy upewniłem się, że nikt nie kręci się w okolicy, wyjąłem z kieszeni kolejnego papierosa.
- Od kiedy to tytoń i marihuana to chemikalia? - prychnąłem z pogardą, trzymając między zębami papierosa. Przysunąłem do końcówki moją łapę, po czym stworzyłem na niej mały płomyk. Wypuściłem powietrze przez usta, by skręt nie zapłonął.
A teraz zobaczmy, co wybrałem.
Skierowałem się do wejścia mojej jaskini. Wewnątrz znalazłem dość dużą przestrzeń, którą mogłem zostawić lub wypełnić. Przyjrzałem się wszystkiemu jeszcze raz, po czym wyszedłem na dwór i rozłożyłem się na kamieniu, tworzącym dach mojego nowego domu. Patrzyłem w kierunku, w którym zmierzałoby się, gdyby wyszło się z jaskini. Za mną rozciągał się las, jednak nieco bardziej rzadki.
Och, od kiedy jestem takim wytrawnym poeta.
- Jak bardzo pokręcony jest ten las, że znalazłem tutaj jednorożce? - mruknąłem do siebie, wypuszczając z pyska kolejny kłąb dymu. Po chwili złapałem papierosa w łapy, a z ust wypuściłem dym, który zamienił się w pierścień. Uśmiechnąłem się szeroko, gdy moje dzieło poszybowało w dal.
Co, na Ignis?
Jakiś dziwnie brązowo - zielony wilk znalazł się w zasięgu mojego wzroku.
- Kangei! - wrzasnąłem jak opętany, po czym podniosłem się z ziemi, wcześniej wkładając niedopałek z powrotem do pyska. Basior (chyba) odwrócił łeb w moja stronę. Rzuciłem się biegiem w jego stronę. - Kangei, nie słyszałeś?! - wysapałem, kiedy zatrzymałem się obok niego. Jakie to dziwne, że nie uciekł z wrzaskiem.
- Słucham? - odparł zdziwiony, uśmiechając się lekko. Przekręcił lekko łeb, by lepiej mi się przyjrzeć.
- Ach, no tak! - pacnąłem się łapą w łeb. - Nie te strony...
- Przepraszam, ale ty jesteś...? - zapytał lekko podejrzliwie.
- Rinermai - w tym momencie moje oczy zabłysły w kolorach ognia. Uśmiechnąłem się tajemniczo, lecz potem uśmiech zszedł z mojej twarzy. - To był mój papieros!
- Nie można palić - przerwał mi, mocno wgniatając tytoń w ziemię. - I jestem Jasper.
- Ach, Jaspóś, jak mi miło - warknąłem do niego przymilnie.
<Jasper?>
Świetnie. Odwala mi.
- Ta pierwsza wydała się fajna. Wprowadzę się już, dzięki za pomoc - powiedziałem najuprzejmiej jak potrafiłem. Wadera uśmiechnęła się do mnie niepewnie, po czym samotnie ruszyła w jaśniejsze tereny. Gdy upewniłem się, że nikt nie kręci się w okolicy, wyjąłem z kieszeni kolejnego papierosa.
- Od kiedy to tytoń i marihuana to chemikalia? - prychnąłem z pogardą, trzymając między zębami papierosa. Przysunąłem do końcówki moją łapę, po czym stworzyłem na niej mały płomyk. Wypuściłem powietrze przez usta, by skręt nie zapłonął.
A teraz zobaczmy, co wybrałem.
Skierowałem się do wejścia mojej jaskini. Wewnątrz znalazłem dość dużą przestrzeń, którą mogłem zostawić lub wypełnić. Przyjrzałem się wszystkiemu jeszcze raz, po czym wyszedłem na dwór i rozłożyłem się na kamieniu, tworzącym dach mojego nowego domu. Patrzyłem w kierunku, w którym zmierzałoby się, gdyby wyszło się z jaskini. Za mną rozciągał się las, jednak nieco bardziej rzadki.
Och, od kiedy jestem takim wytrawnym poeta.
- Jak bardzo pokręcony jest ten las, że znalazłem tutaj jednorożce? - mruknąłem do siebie, wypuszczając z pyska kolejny kłąb dymu. Po chwili złapałem papierosa w łapy, a z ust wypuściłem dym, który zamienił się w pierścień. Uśmiechnąłem się szeroko, gdy moje dzieło poszybowało w dal.
Co, na Ignis?
Jakiś dziwnie brązowo - zielony wilk znalazł się w zasięgu mojego wzroku.
- Kangei! - wrzasnąłem jak opętany, po czym podniosłem się z ziemi, wcześniej wkładając niedopałek z powrotem do pyska. Basior (chyba) odwrócił łeb w moja stronę. Rzuciłem się biegiem w jego stronę. - Kangei, nie słyszałeś?! - wysapałem, kiedy zatrzymałem się obok niego. Jakie to dziwne, że nie uciekł z wrzaskiem.
- Słucham? - odparł zdziwiony, uśmiechając się lekko. Przekręcił lekko łeb, by lepiej mi się przyjrzeć.
- Ach, no tak! - pacnąłem się łapą w łeb. - Nie te strony...
- Przepraszam, ale ty jesteś...? - zapytał lekko podejrzliwie.
- Rinermai - w tym momencie moje oczy zabłysły w kolorach ognia. Uśmiechnąłem się tajemniczo, lecz potem uśmiech zszedł z mojej twarzy. - To był mój papieros!
- Nie można palić - przerwał mi, mocno wgniatając tytoń w ziemię. - I jestem Jasper.
- Ach, Jaspóś, jak mi miło - warknąłem do niego przymilnie.
<Jasper?>
Od Nusari'ego cd Ivy (spóźnione)
To było dziwne. Wszystko, co wydarzyło się przed chwilą, nie miało najmniejszego sensu.
Gdy minęło kilka minut od zniknięcia Ivy, odzyskałem władze w łapach. Dźwignąłem się z trudem do góry i potrząsnąłem głową. Ból w plecach oraz skrzydłach jeszcze nie ustąpił, lecz nie był tak silny jak wcześniej.
I wtedy przypomniałem sobie, że Ivy pobiegła za tym pokręconym duchem - bratem. Czym prędzej otrzepałem ubrudzony liśćmi bok, po czym puściłem się pędem w obranym przez waderę kierunku. Już po dwóch minutach widziałem jej grzbiet i twarz Shiroui'ego. Zrzedłem na jego widok, lecz on zniknął, gdy tylko znalazłem się kilka metrów od nich. Mruknął coś jeszcze do swojej siostry, zanim uciekł.
- Na Ice, nic Ci nie jest! - pisnęła uradowana, lecz ja nie byłem taki szczęśliwy. - Halo? Nusari?
- Hm, a, wiem - burknąłem obojętnie. - Wiesz co, wracam do... - zamilkłem na moment, widząc jak Ivy wpatruje się we mnie zdezorientowana, a zarazem przerażona - swojej jaskini, nie wybieram się poza tereny watahy.
- N-nie myślałam tak... - wydukała niepewnie, po czym pociągnęła nosem.
- Ivy? - spojrzałem na nią zaniepokojony. - Płakałaś?
<Ivy? Wybacz spóźnienie>
Gdy minęło kilka minut od zniknięcia Ivy, odzyskałem władze w łapach. Dźwignąłem się z trudem do góry i potrząsnąłem głową. Ból w plecach oraz skrzydłach jeszcze nie ustąpił, lecz nie był tak silny jak wcześniej.
I wtedy przypomniałem sobie, że Ivy pobiegła za tym pokręconym duchem - bratem. Czym prędzej otrzepałem ubrudzony liśćmi bok, po czym puściłem się pędem w obranym przez waderę kierunku. Już po dwóch minutach widziałem jej grzbiet i twarz Shiroui'ego. Zrzedłem na jego widok, lecz on zniknął, gdy tylko znalazłem się kilka metrów od nich. Mruknął coś jeszcze do swojej siostry, zanim uciekł.
- Na Ice, nic Ci nie jest! - pisnęła uradowana, lecz ja nie byłem taki szczęśliwy. - Halo? Nusari?
- Hm, a, wiem - burknąłem obojętnie. - Wiesz co, wracam do... - zamilkłem na moment, widząc jak Ivy wpatruje się we mnie zdezorientowana, a zarazem przerażona - swojej jaskini, nie wybieram się poza tereny watahy.
- N-nie myślałam tak... - wydukała niepewnie, po czym pociągnęła nosem.
- Ivy? - spojrzałem na nią zaniepokojony. - Płakałaś?
<Ivy? Wybacz spóźnienie>
Od Kas'a cd Touki
Przysiadłem na mchu, gdy wadera majestatycznie otwierała koszyk. Pochyliłem się, opierając nos na brzegu kosza i wąchałem smakowitości. Czułem rybę, a nie ma niczego, co byłoby dla mnie bardziej symboliczne. Ryby nie służyły tylko do jedzenia. Nimi się walczyło, rzucało niczym śnieżkami, robiło psikusy, a nawet grało w baseball'a, ale przede wszystkim: można było uderzyć Manu po głowie. Jedynu sposób, w jaki można by go zranić, z jego własnej woli. Nie wiem o co chodziło, ale chyba po prostu lubił jeść ryby, więc ryba w łeb robiła mu przyjemność. To bez sensu.
- O czym myślisz? - wadera już się zajadała kanapką, więc błyskawicznie wziąłem kawałek ryby w łapę i uniosłem ku niebu.
- Oto jest święty pokarm bogów - błyskawicznie pochłonąłem rybkę i oblizałem wargi. - Dziękuję, że mogłem uderzyć nim Manu.
Po tej wypowiedzi wadera spoglądała na mnie nieco przytłumionym wzrokiem, zapewne nie zrozumiała moich słów, czemu się nie dziwię.
- Hmm... Co to 'Manu'?
- Manu jest takim nieco świrniętym - wymawiając ostatnie słowo, zakręciłem palcem przy uchu. - starym wilkiem.
- Skąd go znasz?
- Nie istotne. Stary przyjaciel. Po prostu go znam. Mógłbym nawet stwierdzić, że napastuje mnie w snach, a nawet w dzień wywołuje u mnie wizje, przez co mam czasami trochę świrnięte zastoje. Mój mózg jest pochłonięty snem, a ciało stoi nieruchomo. Wizje to irytująca rzecz - przewróciłem oczami. - Manu mnie wychowywał, okej? Ale i tak jest głupi. Możliwe, że akurat teraz słucha moich słów. - nachyliłem się bliżej wadery i szepnąłem.
- Interesujące - wadera oblizała pysk z dżemu i sięgnęła po kolejną porcję jedzenia. Ja tym czasem wziąłem kilka herbatników.
- Zignoruj to. O dziwo ten stary pryk dawno się nie odzywał.
- A jak ci idzie wykańczanie jaskini? - Touka zapytała z miłym uśmiechem.
- Bardo dobrze! - wstałem z entuzjazmem. Miejsca pod meble przygotowane, może jeszcze dzisiaj je zabiorę. A tymczasem, dzisiaj rano wymyśliłem system do budzenia. Polega to na tym, że o różnych porach światło słoneczne pada w różne miejsca przez otwór w moim suficie. Wystarczy, że oznaczę gdzie jest o jakiej godzinie, a kładąc się spać położę głowę w to miejsce i rano słońce mnie obudzi!
- Niezłe.
- Teraz NIGDY nie zaśpię. Czyż nie jestem genialny? - Wywróciłem się na plecy z radością.
- I skromny.
- Zawsze i wszędzie, polecam się na przyszłość - na końcu zdania rzuciłem jagodą, chcąc złapać ją i zjeść, lecz ona rozbiła się nad moim nosem pozostawiając fioletowy ślad na pysku. Touka wybuchła szczerym śmiechem, a ja zajęczałem cicho. - No błagam, przez miesiąc tego nie zmyję!
- Co najmniej trzy - dodała wadera między napadami śmiechu.
- Nie śmieszne. - stwierdziłem cicho, lecz po chwili zacząłem się śmiać z własnej głupoty. - A może jednak?
<Touko?>
- O czym myślisz? - wadera już się zajadała kanapką, więc błyskawicznie wziąłem kawałek ryby w łapę i uniosłem ku niebu.
- Oto jest święty pokarm bogów - błyskawicznie pochłonąłem rybkę i oblizałem wargi. - Dziękuję, że mogłem uderzyć nim Manu.
Po tej wypowiedzi wadera spoglądała na mnie nieco przytłumionym wzrokiem, zapewne nie zrozumiała moich słów, czemu się nie dziwię.
- Hmm... Co to 'Manu'?
- Manu jest takim nieco świrniętym - wymawiając ostatnie słowo, zakręciłem palcem przy uchu. - starym wilkiem.
- Skąd go znasz?
- Nie istotne. Stary przyjaciel. Po prostu go znam. Mógłbym nawet stwierdzić, że napastuje mnie w snach, a nawet w dzień wywołuje u mnie wizje, przez co mam czasami trochę świrnięte zastoje. Mój mózg jest pochłonięty snem, a ciało stoi nieruchomo. Wizje to irytująca rzecz - przewróciłem oczami. - Manu mnie wychowywał, okej? Ale i tak jest głupi. Możliwe, że akurat teraz słucha moich słów. - nachyliłem się bliżej wadery i szepnąłem.
- Interesujące - wadera oblizała pysk z dżemu i sięgnęła po kolejną porcję jedzenia. Ja tym czasem wziąłem kilka herbatników.
- Zignoruj to. O dziwo ten stary pryk dawno się nie odzywał.
- A jak ci idzie wykańczanie jaskini? - Touka zapytała z miłym uśmiechem.
- Bardo dobrze! - wstałem z entuzjazmem. Miejsca pod meble przygotowane, może jeszcze dzisiaj je zabiorę. A tymczasem, dzisiaj rano wymyśliłem system do budzenia. Polega to na tym, że o różnych porach światło słoneczne pada w różne miejsca przez otwór w moim suficie. Wystarczy, że oznaczę gdzie jest o jakiej godzinie, a kładąc się spać położę głowę w to miejsce i rano słońce mnie obudzi!
- Niezłe.
- Teraz NIGDY nie zaśpię. Czyż nie jestem genialny? - Wywróciłem się na plecy z radością.
- I skromny.
- Zawsze i wszędzie, polecam się na przyszłość - na końcu zdania rzuciłem jagodą, chcąc złapać ją i zjeść, lecz ona rozbiła się nad moim nosem pozostawiając fioletowy ślad na pysku. Touka wybuchła szczerym śmiechem, a ja zajęczałem cicho. - No błagam, przez miesiąc tego nie zmyję!
- Co najmniej trzy - dodała wadera między napadami śmiechu.
- Nie śmieszne. - stwierdziłem cicho, lecz po chwili zacząłem się śmiać z własnej głupoty. - A może jednak?
<Touko?>
środa, 13 kwietnia 2016
Od Shiiny do Ivy
Powoli szłam przez gęsty las. Jak zawsze patrząc w jeden punkt, nazywany przeze mnie celem. Do celu było coraz bliżej. W pewnym momencie patrzyłam tuż przed sobą. Narysowałam łapą strzałkę, skierowaną w stronę, w którą szłam. Podniosłam wzrok i rozejrzałam się.
'Spowity mrokiem i mgłą las pachniał jak zwykle - domem. Nadal nie widzę nic szczególnego. Co prawda tereny są coraz piękniejsze, a las rzedszy, ale nie mam farb, aby je namalować, a mój węgielek nie jest zaostrzony. Wydaję mi się, że wilki chętnie by się tu osiedlały. Mam nadzieję, że kogoś tutaj znajdę. Kolejny cel wyznaczam sobie w tym samym kierunku, jakiś kilometr dalej. Nie wiem ile to kilometr' - pomyślałam, wcześniej myśląc o przyjacielu. Może on czytać moje myśli z dużych odległości, jeśli poprzedzę je myślami o nim. Tak się ze mną kontaktuje, chociaż ja od niego nie wiem o niczym. Nie potrafię czytać cudzych myśli. Podniosłam głowę do kolejnego celu. Zauważyłam, że coś się tamtędy porusza. Podeszłam tam nieco szybciej. Zza krzaków zobaczyłam idącą waderę. Nie wiem kim była ani co tu robiła. Podeszłam przed nią, ale nadal się trzymałam z daleka. Wadera na pewno mnie zauważyła. Stałam i czekałam aż coś zrobi, patrząc prosto w jej oczy.
<Ivy?>
'Spowity mrokiem i mgłą las pachniał jak zwykle - domem. Nadal nie widzę nic szczególnego. Co prawda tereny są coraz piękniejsze, a las rzedszy, ale nie mam farb, aby je namalować, a mój węgielek nie jest zaostrzony. Wydaję mi się, że wilki chętnie by się tu osiedlały. Mam nadzieję, że kogoś tutaj znajdę. Kolejny cel wyznaczam sobie w tym samym kierunku, jakiś kilometr dalej. Nie wiem ile to kilometr' - pomyślałam, wcześniej myśląc o przyjacielu. Może on czytać moje myśli z dużych odległości, jeśli poprzedzę je myślami o nim. Tak się ze mną kontaktuje, chociaż ja od niego nie wiem o niczym. Nie potrafię czytać cudzych myśli. Podniosłam głowę do kolejnego celu. Zauważyłam, że coś się tamtędy porusza. Podeszłam tam nieco szybciej. Zza krzaków zobaczyłam idącą waderę. Nie wiem kim była ani co tu robiła. Podeszłam przed nią, ale nadal się trzymałam z daleka. Wadera na pewno mnie zauważyła. Stałam i czekałam aż coś zrobi, patrząc prosto w jej oczy.
<Ivy?>
Od Essix
Stanęłam naprzeciwko niedźwiedzia w pozycji do ataku.
- No cześć malutki – uśmiechnęłam się niczym szatan, po czym uważnie przyjrzałam się zwierzęciu. Wielki czarny morderca, warzący z pół tony. Gdy tylko ruszył na mnie, przemieniłam się w ducha, dzięki czemu zwierzę przeze mnie po prostu przeleciało. Następnie wróciłam do swej postaci i uniknęłam paru ciosów, które zadawał łapami. – No dawaj! Szybciej! Mocniej! – śmiałam się. Tylko takie sceny wywołują u mnie radość.
Niedźwiedź walczył dalej za każdym razem coraz szybciej tracąc energię. Ja za to z łatwością unikałam jego ciosów.
- Coś słabo – stwierdziłam, po czym za pomocą telekinezy podniosłam go i rzuciłam o drzewo. Znowu na mnie szarżował, ale tym razem nie miałam zamiaru uniknąć go. Gdy był blisko skoczyłam na niego przejeżdżając mu pazurami po jego grzbiecie. Od razu wyczułam zapach krwi nie tylko na swoim pazurach, ale i na jego futrze. Wciągnęłam do nosa powietrze. – Ah… - westchnęłam. – Przepiękny zapach – otworzyłam ponownie oczy, w których było widać rządze krwi. Wskoczyłam na zwierzę, które już chciało uciec, i wgryzłam mu się w tylną łapę, a gdy mnie podrzucił, skoczyłam na jego łeb i oderwałam mu ucho. Zaryczał donośnie, przez co wypłoszył ptaki z lasu. Zrzucił mnie z grzbietu, ale ja wylądowałam na łapach i znowu na niego wskoczyłem. Tylnymi łapami wydrapałam mu oczy, a przed nimi wbiłam pazury w szyje i się w niego wgryzłam.
Gdy zwierzę już leżało martwe na ziemi, całe zakrwawione, mój uśmiech zszedł z twarzy.
- Jakaś krótka zabawa – stwierdziłam, po czym zostawiłam martwe ciało, a ruszyłem do stawu, aby przed powrotem do watahy, zmyć z siebie krew. Takie polowania toczę tylko poza terenami watahy, gdyż za takie coś alfa może mnie wyrzucić. A jak na razie to jest mi tu dobrze i nie mam zamiaru stąd odchodzić.
Gdy doszłam do terenów watahy, od razu spotkałam członka tej watahy. Ominęłam go, ale ten najwidoczniej nie chciał mi dać spokoju.
- Co robiłaś za granicą? – zapytał, a ja nadal szłam dalej.
- Polowałam – odpowiedziałam i dalej nie zwracałam na niego uwagi.
<Ktoś?>
- No cześć malutki – uśmiechnęłam się niczym szatan, po czym uważnie przyjrzałam się zwierzęciu. Wielki czarny morderca, warzący z pół tony. Gdy tylko ruszył na mnie, przemieniłam się w ducha, dzięki czemu zwierzę przeze mnie po prostu przeleciało. Następnie wróciłam do swej postaci i uniknęłam paru ciosów, które zadawał łapami. – No dawaj! Szybciej! Mocniej! – śmiałam się. Tylko takie sceny wywołują u mnie radość.
Niedźwiedź walczył dalej za każdym razem coraz szybciej tracąc energię. Ja za to z łatwością unikałam jego ciosów.
- Coś słabo – stwierdziłam, po czym za pomocą telekinezy podniosłam go i rzuciłam o drzewo. Znowu na mnie szarżował, ale tym razem nie miałam zamiaru uniknąć go. Gdy był blisko skoczyłam na niego przejeżdżając mu pazurami po jego grzbiecie. Od razu wyczułam zapach krwi nie tylko na swoim pazurach, ale i na jego futrze. Wciągnęłam do nosa powietrze. – Ah… - westchnęłam. – Przepiękny zapach – otworzyłam ponownie oczy, w których było widać rządze krwi. Wskoczyłam na zwierzę, które już chciało uciec, i wgryzłam mu się w tylną łapę, a gdy mnie podrzucił, skoczyłam na jego łeb i oderwałam mu ucho. Zaryczał donośnie, przez co wypłoszył ptaki z lasu. Zrzucił mnie z grzbietu, ale ja wylądowałam na łapach i znowu na niego wskoczyłem. Tylnymi łapami wydrapałam mu oczy, a przed nimi wbiłam pazury w szyje i się w niego wgryzłam.
Gdy zwierzę już leżało martwe na ziemi, całe zakrwawione, mój uśmiech zszedł z twarzy.
- Jakaś krótka zabawa – stwierdziłam, po czym zostawiłam martwe ciało, a ruszyłem do stawu, aby przed powrotem do watahy, zmyć z siebie krew. Takie polowania toczę tylko poza terenami watahy, gdyż za takie coś alfa może mnie wyrzucić. A jak na razie to jest mi tu dobrze i nie mam zamiaru stąd odchodzić.
Gdy doszłam do terenów watahy, od razu spotkałam członka tej watahy. Ominęłam go, ale ten najwidoczniej nie chciał mi dać spokoju.
- Co robiłaś za granicą? – zapytał, a ja nadal szłam dalej.
- Polowałam – odpowiedziałam i dalej nie zwracałam na niego uwagi.
<Ktoś?>
wtorek, 12 kwietnia 2016
Od Touki cd Kas'a
Było już południe, ja jak to ja, przyszłam nieco wcześniej, rozłożyłam się na trawie i czekałam na basiora. Miałam nadzieję, że przyniesie koc, choć na tym grubym mchu wcale nie było aż tak źle. Odchyliłam głowę do tyłu by zobaczyć piękne, bezchmurne niebo. Ahh bajka. Usłyszałam lekki powiew wiatru, mając nadzieje, że to Kas wstałam i oparłam się o koszyk. Niestety fałszywy alarm, ów szum to przebiegający zając.
-Właściwie co ja tu zapakowałam hmm...-powiedziałam sama do siebie, jednocześnie zaglądając na dno koszyka. -Kanapki z dżemem porzeczkowym są, oranżada jest, herbatniki czekoladowe są..Ciasto z bakaliami jest, rybka..- zamknęłam koszyk i uśmiechnęłam się do siebie.
Spojrzałam badawczo na spadającą wodę, w promieniach światła zdawać by się mogło, że to jakaś magiczna brama, przenosząca w inny wymiar. Kocham to.
Czekałam i czekałam..Siedziałam leniwie opierając się na koszyku. Nagle poczułam jak coś wbija sie pazurami we mnie i przygniata mnie od tyłu. Z trudem złapałam dech. To był Kas, ten mały żartowniś.
Kiedy złapałam dech w piersiach krzyknęłam ze złością:
-KASS!!
Basior zaśmiał się i trochę zelżył z ucisku. Postanowiłam to wykorzystać i tym razem to ja wdrapałam się mu na plecy.
-Uff.. uwolniłam się od okupanta. -sztachnęłam się świeżym powietrzem.
-Dobra, dobra możesz już zejść. Co masz w koszyku? -powiedział przyciągnięty zapachem okonia.
-A no różne rzeczy, mam nadzieje, że ci zasmakują. -uśmiechnęłam się i usiadłam na mchu i otworzyłam koszyk rozpoczynając w ten sposób naszą wiosenną ucztę.
<Kas? :) >
-Właściwie co ja tu zapakowałam hmm...-powiedziałam sama do siebie, jednocześnie zaglądając na dno koszyka. -Kanapki z dżemem porzeczkowym są, oranżada jest, herbatniki czekoladowe są..Ciasto z bakaliami jest, rybka..- zamknęłam koszyk i uśmiechnęłam się do siebie.
Spojrzałam badawczo na spadającą wodę, w promieniach światła zdawać by się mogło, że to jakaś magiczna brama, przenosząca w inny wymiar. Kocham to.
Czekałam i czekałam..Siedziałam leniwie opierając się na koszyku. Nagle poczułam jak coś wbija sie pazurami we mnie i przygniata mnie od tyłu. Z trudem złapałam dech. To był Kas, ten mały żartowniś.
Kiedy złapałam dech w piersiach krzyknęłam ze złością:
-KASS!!
Basior zaśmiał się i trochę zelżył z ucisku. Postanowiłam to wykorzystać i tym razem to ja wdrapałam się mu na plecy.
-Uff.. uwolniłam się od okupanta. -sztachnęłam się świeżym powietrzem.
-Dobra, dobra możesz już zejść. Co masz w koszyku? -powiedział przyciągnięty zapachem okonia.
-A no różne rzeczy, mam nadzieje, że ci zasmakują. -uśmiechnęłam się i usiadłam na mchu i otworzyłam koszyk rozpoczynając w ten sposób naszą wiosenną ucztę.
<Kas? :) >
Od Kas'a cd Touki
Wychyliłem głowę z jaskini spoglądając za waderą. Mógłbym przysiąc, że biegła szybciej od Manu. Biegał on wyjątkowo wolno, ale pomińmy ten szczegół. Kaszlnąłem od wzniesionego przez Toukę kurzu i powoli wyszedłem z jaskini.
- W południe nad wodospadem, w południe nad wodospadem - zanuciłem kierując się do siebie. - Jutro w południe nad wodospadem, piknik z Touką mam.
Pacnąłem się w głowę otwartą łapą i mruknąłem coś o braku talentu do poezji.
Po powrocie do jaskini, według mojej autorskiej zasady 'co masz zrobić jutro, zrób za tydzień', nie miałem nic szczególnego do zrobienia.
Ponownie zabrałem się więc za wykańczanie wnętrza. Wyciąłem ładne wgnębienia, w które później zamontuję nowe meble. Napaliłem w ognisku, jednocześnie zmuszając lód do pozostania w zamarzniętej formie. Jedna z moich mocy - kontrola wody, pozwala na stworzenie takiego cuda. Jeśli o mnie chodzi, to kocham połączenie lodu i ognia.
Znurzony tą jakże trudną pracą, jaką było leżenie ze znudzonym wyrazem pyska i machanie łapą, postanowiłem odpocząć. Położyłem się plecami do góry przy ognisku, dodatkowo otulając się lodem.
***
Następnego dnia obudziło mnie ostre słońce świecące przez otwór w suficie prosto na moją twarz. Rozejrzałem się. Ogień powoli wygasał, a moja lodowa kołdra zasłaniała tylko mój ogon i tylne łapy. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie kąt pod jakim patrzę na otwór. Jestem prawie pod nim, przesunięty lekko na północ, a słońce w trzech czwartych widzę przez dziurę, więc za niedługo dwunasta. I znowu przesypiam połowę dnia. W sumie to nie żałuję. Czekaj. Błyskawicznie spojrzałem na wejście do jaskini. Za dziesięć dwunasta.
Zaraz mam być pod wodospadem!
Natychmiast się podniosłem rozkruszając lód, którym byłem przykryty. Potem się to naprawi. Wystrzeliłem z jaskini rozwalając również część barierki na schodach. Pędziłem drogą, którą teoretycznie powinienem znać już na pamięć, ale i tak kierowałem się jedynie dźwiękami podziemnego strumyka. W biegu zauważyłem czarną waderę siedzącą przy wodospadzie i opierającą się o koszyk. Chyba mnie widziała, a przynajmniej była skierowana uśmiechniętym pyskiem w moją stronę. W międzyczasie wpadłem na genialny pomysł. Wskoczę jej na plecy, ciekawe jak zareaguje. Zaśmiałem się ironicznie na samą myśl i zarzuciłem łbem aby zabrać włosy z oczu.
<Touko?>
- W południe nad wodospadem, w południe nad wodospadem - zanuciłem kierując się do siebie. - Jutro w południe nad wodospadem, piknik z Touką mam.
Pacnąłem się w głowę otwartą łapą i mruknąłem coś o braku talentu do poezji.
Po powrocie do jaskini, według mojej autorskiej zasady 'co masz zrobić jutro, zrób za tydzień', nie miałem nic szczególnego do zrobienia.
Ponownie zabrałem się więc za wykańczanie wnętrza. Wyciąłem ładne wgnębienia, w które później zamontuję nowe meble. Napaliłem w ognisku, jednocześnie zmuszając lód do pozostania w zamarzniętej formie. Jedna z moich mocy - kontrola wody, pozwala na stworzenie takiego cuda. Jeśli o mnie chodzi, to kocham połączenie lodu i ognia.
Znurzony tą jakże trudną pracą, jaką było leżenie ze znudzonym wyrazem pyska i machanie łapą, postanowiłem odpocząć. Położyłem się plecami do góry przy ognisku, dodatkowo otulając się lodem.
***
Następnego dnia obudziło mnie ostre słońce świecące przez otwór w suficie prosto na moją twarz. Rozejrzałem się. Ogień powoli wygasał, a moja lodowa kołdra zasłaniała tylko mój ogon i tylne łapy. Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie kąt pod jakim patrzę na otwór. Jestem prawie pod nim, przesunięty lekko na północ, a słońce w trzech czwartych widzę przez dziurę, więc za niedługo dwunasta. I znowu przesypiam połowę dnia. W sumie to nie żałuję. Czekaj. Błyskawicznie spojrzałem na wejście do jaskini. Za dziesięć dwunasta.
Zaraz mam być pod wodospadem!
Natychmiast się podniosłem rozkruszając lód, którym byłem przykryty. Potem się to naprawi. Wystrzeliłem z jaskini rozwalając również część barierki na schodach. Pędziłem drogą, którą teoretycznie powinienem znać już na pamięć, ale i tak kierowałem się jedynie dźwiękami podziemnego strumyka. W biegu zauważyłem czarną waderę siedzącą przy wodospadzie i opierającą się o koszyk. Chyba mnie widziała, a przynajmniej była skierowana uśmiechniętym pyskiem w moją stronę. W międzyczasie wpadłem na genialny pomysł. Wskoczę jej na plecy, ciekawe jak zareaguje. Zaśmiałem się ironicznie na samą myśl i zarzuciłem łbem aby zabrać włosy z oczu.
<Touko?>
czwartek, 7 kwietnia 2016
Od Ivy, cd. Mayev
Świat pod wodą, mimo iż trochę rozmazany i lekko szary, to nadal był piękny, bodajże dzięki kolorowym roślinkom, które zdążyły urosnąć i srebrzystym rybkom, które pływały dookoła w malutkich grupkach. W zachwycie prawie zapomniałam o tym, że jednak potrzebuję tlenu do przeżycia.
Powoli podpłynęłam ku górze i nawet nie wynurzając całego łba, a jedynie fragment pyska i zaczerpnęłam powietrza, po chwili ponownie dając nura w ciemny, podwodny świat. Miałam niezwykłą ochotę aby wejść jeszcze niżej, ale jednak wyporność robiła swoje i nie miałam szans, aby chociażby znliżyć się do dna. Okrutne prawa fizyki!
Rozejrzałam się dookoła, w poszukiwaniu pomocy, która pomogłaby mi w osiągnięciu celu. Nagle dostrzegłam wielki głaz, z trudem trzymający się klifu.
Już miałam zaatakować kamień, gdy płuca ponownie dały o sobie znać, więc zmuszona zostałam do wynurzenia się. Chciał, nie chciał wpadłam na Mayev, która cicho zapiszczała zdziwiona
- Idziemy przebadać dno?- Zapytałam radośnie.
<May?>
Powoli podpłynęłam ku górze i nawet nie wynurzając całego łba, a jedynie fragment pyska i zaczerpnęłam powietrza, po chwili ponownie dając nura w ciemny, podwodny świat. Miałam niezwykłą ochotę aby wejść jeszcze niżej, ale jednak wyporność robiła swoje i nie miałam szans, aby chociażby znliżyć się do dna. Okrutne prawa fizyki!
Rozejrzałam się dookoła, w poszukiwaniu pomocy, która pomogłaby mi w osiągnięciu celu. Nagle dostrzegłam wielki głaz, z trudem trzymający się klifu.
Już miałam zaatakować kamień, gdy płuca ponownie dały o sobie znać, więc zmuszona zostałam do wynurzenia się. Chciał, nie chciał wpadłam na Mayev, która cicho zapiszczała zdziwiona
- Idziemy przebadać dno?- Zapytałam radośnie.
<May?>
Od Mayev, cd. Ivy
Zdziwiło mnie jej pytanie. Nigdy nie słyszałam, żeby wilk śpiewał, a już tym bardziej tego nie próbowałam.
-Ja... Nigdy tego nie robiłam w sumie - odparłam szczerze. -Ale raczej nie, wolę słuchać niż się wykazywać.
Po tych słowach zanurzyłam się z powrotem pod wodę. Przepłynęłam kilka metrów, aby po chwili znowu pojawić się na powierzchni. Odwróciłam się w stronę, gdzie wcześniej była Ivy, jednak nie zauważyłam jej.
-Ivy...?
Odwróciłam się wokół własnej osi, licząc na znalezienie wadery. Na powierzchni jej nie było, zapewne pływa pod wodą i chce mnie wystraszyć. Wzięłam głęboki wdech i zanurkowałam, wypatrując wilczycy.
<Ivy?>
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
Od Touki cd Kas'a (spóźnione)
-Przestań, każdemu innemu wilkowi pomogłabym tak samo. -skrzywiłam się. -W końcu taki mój obowiązek, Alfy.
-Ehm, ta.
-Jest już późno, pozwól że pójdę już do siebie. -powiedziałam uśmiechając się.
-Dobrze..Eee Touko, dziękuje jeszcze raz.
-Już mówiłam nie ma za co.
Miałam już wychodzić z jaskini basiora, kiedy na myśl przyszedł mi nagle pomysł.
-Kas, masz plany na jutrzejszy dzień?
-No muszę trochę posprzątać i ogarnąć trochu jaskinie.
-E tam, to nie zając, nie ucieknie. Widzimy się jutro w południe nad wodospadem! Nie zapomnij koca i okularów! Zapowiada się letni piknik. -powiedziałam rozpromieniona.
-A co z koszykiem?
-Tym się nie martw, prowiantem zajmę się ja. -mrugnęłam do niego oczkiem i wyskoczyłam z jaskini jak piorun.
<Kas? Gotowy na piknik? >
Ps. sorki za straaaszne spóźnienie!
-Ehm, ta.
-Jest już późno, pozwól że pójdę już do siebie. -powiedziałam uśmiechając się.
-Dobrze..Eee Touko, dziękuje jeszcze raz.
-Już mówiłam nie ma za co.
Miałam już wychodzić z jaskini basiora, kiedy na myśl przyszedł mi nagle pomysł.
-Kas, masz plany na jutrzejszy dzień?
-No muszę trochę posprzątać i ogarnąć trochu jaskinie.
-E tam, to nie zając, nie ucieknie. Widzimy się jutro w południe nad wodospadem! Nie zapomnij koca i okularów! Zapowiada się letni piknik. -powiedziałam rozpromieniona.
-A co z koszykiem?
-Tym się nie martw, prowiantem zajmę się ja. -mrugnęłam do niego oczkiem i wyskoczyłam z jaskini jak piorun.
<Kas? Gotowy na piknik? >
Ps. sorki za straaaszne spóźnienie!
niedziela, 3 kwietnia 2016
Od Ivy, cd. Mayev
Nie miałam zamiaru jej straszyć, ani nic, chociaż rzeczywiście tak to mogło wyglądać. Chciałam być szczera, ale mniejsza o to.
Radośnie podskakiwałam machając wesoło łbem na boki i tylko co jakiś czas słyszałam cichutki chichot Wadery kroczącej za mną.
- Jesteśmy blisko- Oznajmiłam po jakimś czasie, z uśmiechem na pyszczku.
Już po kilku chwilach dostrzegłam lśniącą taflę, na której widok przyśpieszyłam kroku, po czym z impetem wskoczyłam na środek jeziora.
Złapałam oddech, a po chwili poczułam chłodną ciecz na całym ciele i brak gruntu pod łapami.
Wynurzyłam łeb z pod wody, biorąc głęboki wdech i szeroko się uśmiechnęłam, na widok nurkującej obok wilczycy. Gdy w końcu jej pyszczek wyłonił się z nad wody, zadałam jej pytanie:
- Lubisz śpiewać?
<May? Ja taka kreatywna xd>
Radośnie podskakiwałam machając wesoło łbem na boki i tylko co jakiś czas słyszałam cichutki chichot Wadery kroczącej za mną.
- Jesteśmy blisko- Oznajmiłam po jakimś czasie, z uśmiechem na pyszczku.
Już po kilku chwilach dostrzegłam lśniącą taflę, na której widok przyśpieszyłam kroku, po czym z impetem wskoczyłam na środek jeziora.
Złapałam oddech, a po chwili poczułam chłodną ciecz na całym ciele i brak gruntu pod łapami.
Wynurzyłam łeb z pod wody, biorąc głęboki wdech i szeroko się uśmiechnęłam, na widok nurkującej obok wilczycy. Gdy w końcu jej pyszczek wyłonił się z nad wody, zadałam jej pytanie:
- Lubisz śpiewać?
<May? Ja taka kreatywna xd>
Od Nataniela, cd. Touki
Nie miałem ochoty dawać jej wykładu na temat swojej nadzwyczaj nudnej osoby. Sama zauważyła, że jestem małomówny, dlaczego dalej zadaje mi pytania...? Otworzyłem pysk, aby odpowiedzieć krótkie "nie", jednak zaraz go zamknąłem. Może nie powinienem tak oschle rozmawiać z Alfą, tym bardziej, że dopiero co stałem się częścią tej watahy.
-Zależy, co chciałabyś konkretnie usłyszeć... - odpowiedziałem.
Wadera uśmiechnęła się i lekko podniosła z ziemi, słysząc moje słowa.
-Łał! - krzyknęła wesoło. -To chyba najdłuższe zdanie jakie dzisiaj powiedziałeś!
Westchnąłem lekko i uniosłem delikatnie kąciki ust.
-Nawet się uśmiechnąłeś!
Pozytywna wadera, nie da się ukryć.
-Pytaj wprost - powiedziałem. -Ten jeden raz się rozgadam.
<Touka?>
-Zależy, co chciałabyś konkretnie usłyszeć... - odpowiedziałem.
Wadera uśmiechnęła się i lekko podniosła z ziemi, słysząc moje słowa.
-Łał! - krzyknęła wesoło. -To chyba najdłuższe zdanie jakie dzisiaj powiedziałeś!
Westchnąłem lekko i uniosłem delikatnie kąciki ust.
-Nawet się uśmiechnąłeś!
Pozytywna wadera, nie da się ukryć.
-Pytaj wprost - powiedziałem. -Ten jeden raz się rozgadam.
<Touka?>
Od Ivy, cd. Nusari'ego
Przerażenie, to marne odzwierciedlenie tego co czułam w danym momencie. Byłam spanikowana, przerażona i bliska histerii. Jedyne o czym myślałam, to to, aby znaleźć Shiroi'a i aby wyjaśnił tą niedorzeczną sytuację.
Już po kilku metrach w oddali dostrzegłam znajomą kitę
- S.. Shiroi!- krzyknęłam, wywracając się przy tym i bez problemu przeniknęłam przez brata. Biała postać zwróciła na mnie wzrok, jakby zdumiona, a ja jak oparzona podskoczyłam na łapy.
- Ivy... Ty płaczesz..?
Dotknęłam łapą policzka. Miał rację, płakałam... Nawet o tym nie wiedząc...
- C-Coś się stał-ło z Nus-sari'm!- Załkałam wskazując drżącą łapą na miejsce skąd przybiegłam- Nie może s-się ruszać!
Shiroi spojrzał na mnie z troską, a potem odwrócił wzrok z politowaniem
- Czarny humor nigdy mnie nie opuszcza- Bąknął cicho, znów zerkając na mnie- Zależy Ci na nim, co?
Nim zdążyłam zrozumieć jego słowa, z oddali nadbiegał Nusari cały i zdrowy. Chyba w tym momencie byłam szczęśliwa jak nigdy
- Na Ice, nic Ci nie jest!- Pisnęłam uradowana, lecz wilk wyraźnie nie podzielał mojego entuzjazmu
<Nusari? Pamiętaj, że ducha nie zabijesz ;D>
Już po kilku metrach w oddali dostrzegłam znajomą kitę
- S.. Shiroi!- krzyknęłam, wywracając się przy tym i bez problemu przeniknęłam przez brata. Biała postać zwróciła na mnie wzrok, jakby zdumiona, a ja jak oparzona podskoczyłam na łapy.
- Ivy... Ty płaczesz..?
Dotknęłam łapą policzka. Miał rację, płakałam... Nawet o tym nie wiedząc...
- C-Coś się stał-ło z Nus-sari'm!- Załkałam wskazując drżącą łapą na miejsce skąd przybiegłam- Nie może s-się ruszać!
Shiroi spojrzał na mnie z troską, a potem odwrócił wzrok z politowaniem
- Czarny humor nigdy mnie nie opuszcza- Bąknął cicho, znów zerkając na mnie- Zależy Ci na nim, co?
Nim zdążyłam zrozumieć jego słowa, z oddali nadbiegał Nusari cały i zdrowy. Chyba w tym momencie byłam szczęśliwa jak nigdy
- Na Ice, nic Ci nie jest!- Pisnęłam uradowana, lecz wilk wyraźnie nie podzielał mojego entuzjazmu
<Nusari? Pamiętaj, że ducha nie zabijesz ;D>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
