niedziela, 17 stycznia 2016

Od Touki cd Kas'a

-Ja? Wodospad, to jedno z moich ulubionych miejsc w watasze. Nic dziwnego, że udałeś się akurat tutaj na relaks. Wiesz..ja zazwyczaj tutaj czytam książki. -wskazałam na książkę, którą trzymałam w łapach.
-Ah, nie zauważyłem jej, co czytasz? -zagadnął.
-Nic takiego. -schowałam książkę, do jasno brązowej, skórzanej torebki. Basior wzruszył ramionami i usiadł koło mnie.
-Nie przeszkadza ci ten szum, gdy czytasz?
-I tak, i nie. -stwierdziłam.
-Em, a długo tu potrafisz siedzieć?
-Właściwie, to ostatnimi czasy rzadko tu bywam. Jestem teraz..Pierwszy raz od bodajże tygodnia. -uśmiechnęłam się lekko. -Obowiązki trochę mnie przytłaczają. Dobrze, że choć trochę beta mi pomaga. -powiedziałam przecierając łapą oczy.
-Hm.
-Co?
-Nic, tak myślę, nad swoim mieszkaniem. Lepsze będą meble bukowe czy dębowe?
-Haha, na pewno nie bierz lipy, a właśnie, miałam ci powiedzieć. Zrobiłam niedawno remanent w swojej jaskini i mam dosyć dużo rzeczy do wyrzucenia, które są w dobrym stanie, może zechcesz je obejrzeć, coś ci może wpadnie w oko? -uśmiechnęłam się i poszłam w stronę swojej jaskini.

<Kas? >

Od Ivy

Uchyliłam zaspane powieki, nieprzytomna podnosząc łeb w górę, aby zorientować się gdzie jestem. Wyszło na to, że usnęłam na dworze, ponieważ cała byłam zakryta śniegiem i tylko głowa nie była mokra, gdyż leżała na kamieniu. Podniosłam się z ziemi i otrzepałam wilgotne futro z wody, a na grzbiecie poczułam nie lada ulgę, pozbywając się ciężaru białego puchu. Ruszyłam w głąb lasu, uradowana cichym śpiewem ptaków i zapachem drzew, które delikatnie szumiały przez wiatr. Uwielbiałam takie chwile spokoju... Spokoju, póki żołądek nie da o sobie znać i jestem zmuszona iść na polowanie... Kroki skierowałam na polanę, nucąc po drodze ulubioną piosenkę. W sumie, nie wiedziałam nawet skąd ją znam... Zamknęłam oczy śpiewając na głos, a ptaki jakby pod pasowały się pod mój rytm. Skupiłam się cała na słowach i nie zauważyłam nawet, kiedy ktoś do mnie dołączył. Zdziwiona obróciłam się w tył, aby ochrzanić towarzysza, lecz się powstrzymałam
<Ktosiu?>

sobota, 16 stycznia 2016

Od Fade'a cd Stelli

Szedłem wraz z waderą do swojej jaskini. Droga ciągnęła się jak ciepły ser, a ja nawet nie miałem pomysłu na temat do rozmowy. Po chwili wadera zaczęła gawędzić trochę o sobie, więc poczułem ulgę.
-Właściwie, to skąd wziąłeś się w tej watasze? -zapytała.
-Hmm, jestem podróżnikiem. -skwitowałem.
-Oo, Fadzio podróżnik. -zachichotała, a ja poczułem gniew. Ulepiłem śnieżkę i wetknąłem jej do pyska kiedy się śmiała. Widząc jak śnieżka roztapia się jej w pysku zacząłem się śmiać.
-I co dobra? -zapytałem, natomiast ona zaczęła wypluwać śnieg z goryczą.
-Nie. Grr. -zawarczała.
Po dłuższym milczeniu, w końcu dotarliśmy do mojej jaskini. Zaprowadziłem ją do pokoju, gdzie znajdował się strumyk i nakazałem by się napiła. Trochę żałowałem, że wszystkie przekąski jakie miałem zjadłam w ciągu jednego wieczoru. Mogłem bowiem zaprosić waderę na herbatę i ciastka..
-Dziękuje. -powiedziała oblizując skromnie pyszczek.
-Nie ma za co. -syknąłem. -Właściwie to skoro już tu jesteś to może posiedzisz u mnie chwilę? -zapytałem.
-Chętnie obejrzę twoją jaskinię. -powiedziała i zaczęła rozglądać się po holu.
Nie tracąc czasu poszedłem do Touki i bez pytania, jak to ja, zgarnąłem z jej półki 2 paczki ciastek. ''Dobrze, że Touka mieszka blisko'' pomyślałem.
-I jak podoba się mój dom? -zapytałem.
-Bardzo ładnie masz tutaj urządzone. Podoba mi się tutaj. -odparła. -Te wszystkie rzeczy z różnych zakątków świata..
-Taa, masz może ochotę na herbatę i ciasteczka? -powiedziałem trzymając słodkości w łapach.

<Stella? >

Od Touki cd Kenai'ego

-Kenai, ty chyba źle rozumujesz, to że mówię ci cześć jak cię widzę i że zaprosiłam cię do siebie nie oznacza, że chce z tobą bardziej zażylszej znajomości niż przyjaźń. Rozumiesz? - popatrzyłam na niego raptownie.
-Em, myślałem, że może..-spuścił wzrok.
-Nie. -odparłam szorstko i usiadłam obok niego. -Ale przyjaźń może być. -basior podniósł łeb i spojrzał mi w oczy tak, jak gdyby czytał jakąś wielce ciekawą książkę. Odwróciłam wzrok i poklepałam go po ramieniu.
-Rozumiem. -powiedział i wyszedł, a ja przewróciłam oczami i parsknęłam.
-Kenai! -zawołałam.
Basior nawet nie obejrzał się na moje krzyki, tylko brnął przed siebie niczym czołg. Gryzłam wargi analizując w głowie całą tę sytuacje. Podjęłam racjonalne kroki i wyszłam z jaskini kierując się za śladami Kenai'ego.
Gdy po śladach dotarłam nad wodospad, dostrzegłam samca siedzącego pod drzewem i lepiącego coś ze śniegu. Ulepiłam małą kulkę i cisnęłam w niego z impetem. Basior otrząsnął z sierści śnieg, po kryjomu ulepił małą śnieżną kuleczkę i tym razem, jakby się tego spodziewał, że to ja, cisnął ją we mnie, a ja oberwałam prosto w nos.
-Ała! Celny rzut. -powiedziałam próbując wytrzepać z nosa śnieg.
-Bitwa? -zaproponował.
-Zaraz, zaraz. Najpierw trzeba zrobić sobie fortecę. -uśmiechnęłam się szyderczo i zabrałam się do robienia swojego lodowego pałacu.
Moja forteca wyglądała prawie jak pałac Buckingtam. Czułam się tam niemal jak królowa. Z gracją sunęłam po wypolerowanym podłożu i udawałam, że szykuję się na wojnę. Mimo, że forteca nie miała dachu nie czułam chłodu. Przygotowana na atak czekałam aż Kenai skończy swoje królestwo, koło małych okienek ułożyłam starannie kulki śniegowe. Zapowiadała się naprawdę ciekawa zabawa. Nudząc się zrobiłam nawet ozdobny tron, powciskałam kamyki, trawę, szyszki w śnieg, zdobiąc w ten sposób swoje królewskie krzesło.
Kiedy basior skończył, wyszłam przed swój zamek, obejrzeć jego dzieło. Śnieżny pałac samca wydawał się odrobinę mniejszy, lecz był bardzo przytulny, w moim wszystko było pedantyczne - czyste i poukładane.
-Oo, nawet podłogę sobie zrobiłeś z mchu. -powiedziałam oglądając domek.
-Tak. -powiedział promieniejąc.
Po krótkich oględzinach oboje wyszliśmy na mini plac, który wspólnie zrobiliśmy.
-Ekhem, ja królowa tego dobytku, wygłaszam iż niedługo na twoje ziemię wtargną moje wojska!
-Znakomicie, pokaże im gdzie raki zimują!
Odeszliśmy w pośpiechu i zaczęliśmy naszą śnieżną zabawę.

<Kenai? >

piątek, 15 stycznia 2016

Od Stelli do Fade'a

Nastał piękny dzień.Obudziłam się. Wstałam i poczułam suchość w gardle. Postanowiłam pójść nad strumyk napić się czystej wody. Choć świeciło słońce to prószył śnieg. Gdy wyszłam z jaskini poczułam mróz pod łapami wydawało by się ,że jest cieplej. Przeszły mnie ciarki ale poszłam dalej . Szłam przez zaspy śniegu. Im dalej szłam tym bardziej żałowałam ,że wyszłam z domu. Gdy doszłam do strumyka był zamrożony.
-Niech to...- powiedziałam do siebie. Nagle przede mną pojawił się basior ...był czarny miał trochę niebieską grzywkę. Wystraszyłam się lekko ale patrzyłam na niego z zaciekawieniem.
-Coś się stało?- przybliżył się lekko.
-Tak, chciałam się napić , a tu zamrożone wszystko...- wskazywałam łbem na strumyk.
-Oh, chodźmy zatem do mnie. Tak się składa, że mam wodę czystą i niezamrożoną- uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.
-Hmm ...i tak nie mam co robić...to chodzimy...-wstałam patrząc na basiora.
-Tak w ogóle to jak masz na imię? - zaśmiał się i też wstał.
-Stella...a Ty?
-Fade.
-Heh Fadzio...- zaśmiałam się.
-Nie! Tylko Fade.
-No dobra nie obrażaj się...tylko sobie żartuje...idziemy?
-Taa chodź-wstałam i poszłam za Fade. 


<Fade?>

Od Kas'a cd Touki

Stanąłem w wejściu do mojej jaskini, jak to dziwnie brzmi, i odprowadziłem waderę wzrokiem. Przeszedłem przez otwór i postanowiłem przynajmniej zacząć pracę. Stojąc ma wystającym z wody kamieniu zamroziłem połowę wody na dole. Resztą, na razie nierówno, oblepiłem ściany. Zeskoczyłem do nowo powstałego pokoju obijając nieco łapy, lecz zignorowałem to. Z górnej półki powoli sprowadziłem wodę w dół zamrażając ją stopniowo. W efekcie otrzymałem szersze u dołu schody. Skupiając się na zadaniu, spuściłem dwie ostatnie, cienkie strużki wody i zamroziłem je w poręcze. Jak na razie chyba wystarczy... Uznałem, że jest perfekcyjna pora na spacer po terenach nowej watahy. W sumie, dziwię się, że robię to dopiero teraz. Zwykle najpierw poznaję, gdzie jestem, a później kombinuję. Testując przy okazji schody, powoli wyszedłem na zewnątrz. Spojrzałem w niebo. Słońce leniwie chyliło się ku horyzontowi, jasno będzie jeszcze przez godzinę. Postanowiłem pójść za szumem wody, który ze względu na moje uszy i moc słyszę wyjątkowo wyraźnie. Najprawdopodobniej dojdę do jakiegoś wodospadu, gdyż szum jest wyjątkowo intensywny.

Szedłem wzdłuż rzeki od jakiegoś czasu, w końcu napotykając upragniony wodospad. Już chciałem podejść bliżej skarpy, gdy zobaczyłem czarnego wilka z lewej strony. Podszedłem do niego sądząc, że to Touka.
- Witaj - powiedziałem stojąc za nią, a ona się lekko spłoszyła, lecz po chwili mnie rozpoznała i odwróciła się w moją stronę.
- Hey. Już umeblowane?
- No co ty! Dopiero schody zrobiłem, żeby jakoś chodzić się dało, ale jak na razie wszystko w surowym klimacie. - uśmiechnąłem się, tak jak Manu mi wcześniej kazał.
- Hmm, więc co tu robisz? - wadera wskazała na wodospad.
- Otóż, każdemu potrzebny jest odpoczynek, a mi wręcz dwa razy więcej odpoczynku, więc za pomocą moich dużych, nienaturalnych i czułych uszu podążyłem za dźwiękiem wody, uznając wodospad za najlepszy cel wieczornego spaceru.
- Ciekawe.
Staliśmy chwilę w miejscu w zasadzie bez sensu. Po chwili postanowiłem rozpocząć rozmowę na temat wodospadu.
- Nigdy nie byłem w takim miejscu. Tu jest tak jakoś... magicznie. Inaczej - Touka spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. - Do tej pory widziałem tylko ściany jaskini tego starego pryka i śnieżne góry. To jest coś innego i nie znam słów, które mogłyby to określić. Tutaj jest pięknie! 
- Masz rację - wadera jedynie uśmiechnęła się szeroko i wróciła do hipnotyzowania wzrokiem ziemi. 
- Więc, co tutaj robisz, Touko?

<Touka?>

środa, 13 stycznia 2016

Od Kenai'ego cd Touki

Popiłem herbatę. Popatrzałem na krzyczącą Touke. Zastanawiałem się co jej odpowiedzieć. Najlepiej prawdę.
-Wiesz szukałem czegoś...- pochyliłem łeb nad herbatę.
-Co szukałeś...?Co Ci było tak bardzo potrzebne ,że prawie zamarzłeś.- podniosłem łeb i popatrzałem na nią a ona na mnie lekko skrzywiona.
-No wiesz zabrakło mi mchu bardzo ważnego , a on rośnie na drzewach ale pod tą warstwą śniegu trudno go znaleźć ....może na wiosnę go poszukam...- wypiłem herbatę i podszedłem do Touki usiadłem na przeciwko niej ona na mnie popatrzała i dotknęliśmy się nosami. Touka szybko odskoczyła.
-Co Ty robisz!? 
- Ja tylko podziękowałem za ponowne uratowanie życia.
-W jaki sposób?.- patrzałam na mnie jak na zboka
-Chciałem Cię przytulić.- podszedłem ponownie i przytuliłem.
-yyy...już - odepchnęła mnie lekko.
-To co będziemy robić ?- odszedłem trochę dalej i usiadłem. Uśmiechnąłem się.
-My?- znów popatrzała na mnie dziwnie.
-No wiesz jestem tu u Ciebie z Tobą . To możemy coś razem porobić jak masz wolną chwilę ...bo do domu nie wrócę jest za zimno muszę się jeszcze rozgrzać...więc coś porobimy? Razem?

<Touka?<3>

Żegnamy

Kiba odchodzi ze stada. Decyzja właściciela.

wtorek, 12 stycznia 2016

Od Touki

Wiatr mroźnie wiał już od paru dni, lecz mimo to dzielnie go znosiłam i pełniłam obowiązki. Jak co ranek, po krótkim rozciąganku, ruszyłam przed jaskinię, rozejrzeć się co słychać na terenach watahy.
Śniegu było już po całe łapy i zdawało się, że przybędzie go jeszcze więcej. Poczułam jak bardzo pragnę już wiosny, tych wszystkich zapachów i budzących się zwierząt. Kocham wiosnę - pora życia.
Przemierzając zaspy śnieżne dostrzegłam kogoś marznącego pod drzewem. Podeszłam nieśmiało do drżącej postaci i przyjaźnie zapytałam.
-Jest -15, czemu tutaj tak stoisz?
-Br..-odparł.
Gdy nieco mu się przyjrzałam zobaczyłam zamarzniętą sierść, a nawet sople wiszące spod nosa.
-Wszystko okej? Chodź biedaku. -biorąc pod pachę przybysza poczułam się jak pracownik muzealny, który przenosi eksponaty z jednej sali do drugiej.
Kiedy dotarłam do swojej jaskini, nakazałam gościowi usiąść gdzie chce i podałam mu gorącą herbatę, gdy już mógł mówić odparł:
-Dziękuje Touko. - przyjrzałam się wilkowi i spostrzegłam, że to Kenai.
-Kenai?! Dlaczego zamarzłeś?! Mogłeś odmrozić sobie wszystkie łapy, przez co doszłoby do amputacji! -ryknęłam.

<Kenai? >

piątek, 8 stycznia 2016

Od Stelli cd Kiby

Zarumieniłam się. Zrobiło mi się cieplej ale na sercu tak to dygotałam z zimna. Rzadko kto mnie kiedykolwiek przytulał nawet rodzice byli dla mnie szorstcy kiedy byłam mała .Nigdy nie miałam przyjaciela wiec nie wiedziałam jak się zachować.Działam na intuicje.
-Serio jestem twoją przyjaciółką?- popatrzałam z uśmiechem i niedowierzaniem.
-Oczywiście...- odpowiedział spokojnie i się uśmiechnął się.
-Hihi...-zaśmiałam się cichutko i wtuliłam się w futro Kiby. Objął mnie mocniej.
-Jak się trochę ogrzejesz to pójdziemy do mnie i dam Ci herbaty i koce.
-Dobrze.- Postaliśmy tak jeszcze chwilkę trochę wyschło mi futro i trochę mi zrobiło się cieplej więc ruszyliśmy do domu Kiby. Choć spodobało mi się przytulanie i wolałam się przytulać. Gdy byliśmy ,już u Kiby to szybko zrobił mi herbaty i okrył kocem. Rozpalił ogień i usiedliśmy.
-Już Ci cieplej ?
-Pewnie ale było by mi cieplej gdybyś mnie znowu przytulił...- uśmiechnęłam się.
-No dobra heh...- zaśmiał się i podszedł do mnie . Przytulił mnie z całej siły. Był wieczór ,a ja byłam zmęczona wtuliłam się w Kibe i zasnęłam.
-Stella śpisz.-szepnął i lekko mnie szturchnął ale ja tylko się przekręciłam i dalej spałam.

<Kiba?>

czwartek, 7 stycznia 2016

Od Nusari'ego - kontynuacja opowiadania Hailee

- Och, dzięki - zadziwiło mnie zachowanie wadery, która wygląda na nieco samolubną, ale cóż - najwyraźniej pozory mylą. Usiadłem na przeciwko jelenia, po czym wgryzłem się w nieco za twarde dla mojego gustu mięso. Nie chciałem pokazać po sobie obrzydzenia jedzeniem, więc zamknąłem oczy i przełknąłem pierwszy kęs. Zakręciło mi się nieco w głowie po tym, ale żołądek prosił o więcej. Zdobyłem się jeszcze na kilka kawałków, jednak potem miałem ochotę odejść i wypluć to wszystko.
- Więc - przełknąłem ślinę jeszcze raz, wytrzeszczając lekko oczy. - Zaprowadziłabyś mnie do Alfy lub Bety? - mięso po raz kolejny odbiło się, doprowadzając mnie do lekkich młodości.
- Nie, ale pokażę ci drogę - odparła wadera obojętnie, przyglądając się pazurom przedniej łapy. - Tam, prosto, na pewno trafisz.
Oburzyła mnie jej odpowiedź, ale nie chciałem, nie miałem sił z nią dyskutować, czy nalegać. Skinąłem w podziękowaniu głową, po czym obróciłem się, wlepiając wzrok w gęste zarośla oraz wysokie drzewa. Spuściłem głowę zrezygnowany i wyruszyłem spokojnym krokiem, zostawiając za sobą wilczycę, jej jaskinię i niezbyt smaczne mięso. Kiedy już zniknąłem z pola widzenia wadery, rozejrzałem się, po czym skoczyłem w losowo wybrane krzaki, a tam wyplułem powracający kawałek mięsa. Oczyściłem pysk wielkim liściem, a następnie wznowiłem wędrówkę, nieco już żywszą. Minęło już z pół godziny, jednak ja cały czas błąkałem się po lesie, a jedynym plusem było to, że nabrałem sił. Odnalazłem mniej zarośnięty teren, gdzie wzbiłem się w powietrze. Tam, na górze, powitał mnie silny powiew wiatru, chłodny i orzeźwiający. Odetchnąłem z ulgą, uważnie rozglądając się po okolicy w poszukiwaniu grupy wilków, nawet jeden by wystarczył, lecz nic nie znalazłem. Bezcelowo obracałem głowę pod każdym kątem, aż w końcu ujrzałem w oddali ruch skrzydeł. Różniły się nieco od wilczych, ale nie obchodziło mnie to. Już chciałem pofrunąć w tamtą stronę, lecz w tym samym momencie ujrzałem w dole młode, nadłamane drzewko. Nie zważając na otaczający mnie świat, poleciałem na dół w ekspresowym tempie i zatrzymałem się przy roślince. Wiatr poderwał jej malutkie, lekko zbrązowiałe listki do góry, doprowadzając mnie do szału. Musnąłem łapą drzewko, a wokół niego pojawiła się zielona smuga, która potem zniknęła w listkach, przywracając roślinę do życia. Uśmiechnąłem się lekko, na co mój mały pacjent odpowiedział mi słabym ugięciem łodygi. Wznowiłem drogę, chociaż nie miałem pojęcia, dokąd właściwie zmierzam. Wkrótce zrezygnowany stanąłem między wielkimi drzewami i zawołałem:
- Drzewa! Powiedzcie mi, proszę, gdzie znajdują się jakieś wilki! - zapewne każdy, który by na mnie teraz patrzył, uciekłby z wrzaskiem, podkulając ogon. Tak było tym razem, jednak nie do końca - czarny basior, minimalnie niższy ode mnie stał jak wryty z lekko otwartym pyskiem i wytrzeszczonymi oczami. Już chciałem mu wytłumaczyć, że nie ma się czego bać, ale w tym momencie drzewa dały mi odpowiedź.
- Nie teraz - syknąłem, odwracając głowę w ich stronę, po czym zwróciłem się do wilka. - Nie myśl, że jestem wariatem, niech to pozostanie moją tajemnicą. Czy wiesz, gdzie znajdę Alfę tutejszej watahy?

<Kiba?>

środa, 6 stycznia 2016

Od Kiby cd Stelli

Spojrzałem na dygoczącą dziewczynę, nie za bardzo wiedziałem co mam teraz zrobić, jesteśmy za daleko domu, by dać jej jakąś skórę czy coś, jedyne co mogłem zrobić to spróbować ogrzać ją własnym ciałem, zrobiłem krok w przód podchodząc do niej, delikatnie ją przytuliłem, wadera zaskoczona zapytała.
-Co robisz ? ... jej ciało wciąż dygotało a ja chciałem coś z tym zrobić.
-Ale,że w tym momencie ? ... zapytałem przyglądając jej się.
-No tak w tym momencie, co ty robisz.
-Z tego co wiem staram się cię ogrzać.
-Po co to robisz ? ... zapytała cichutko.
-Bo nie chce byś zmarzła ... odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Dla czego ? ... kolejne pytanie padło z jej ust.
-Co dla czego ? ... udałem głupka.
-Dla czego chcesz mnie ogrzać i nie chcesz bym zachorowała.
Westchnąłem patrząc ne jej pyszczek, po przemyśleniu odpowiedzi odparłem.
-Jesteś moją przyjaciółką nie chce by coś ci się stało ... odpowiedziałem spokojnie.

<Stella? wybacz brak weny>

Od Padme ,,Nowy początek''

Biegnij! Biegnij! - ta jedna myśl była całym moim światem. Wiedziałam, że oddaliłam się od moich dawnych terenów, ale ciągle bałam się że ich gońcy mnie znajdą i zabiją. Nawet gdy spałam, a raczej leżałam z zamkniętymi oczami to ciągle nasłuchiwałam czy nie idą po mnie. Ta ucieczka mnie wykończy-pomyślałam patrząc na ostatnią ranę. gdy zaatakowało mnie jakieś zwierzę. Na szczęście wyleczyłam ją tak że pozostała tylko mała blizna. Łapy odmówiły mi posłuszeństwa i upadłam koło jakieś rzeki. Próbowałam kilka razy się podnieść, ale nie dałam rady. Zasnęłam. Rano udało mi się wstać. Poszłam chwilę popływać w rzece. Gdy wróciłam kilka metrów od mojego miejsca pasł się wieki jeleń. Już miałam przystąpić do ataku, gdy w krzakach zobaczyłam fioletową waderę. Przestraszyłam się i schowałam za najbliższym drzewem.
- Nie musisz się chować. Widziałam cię.- powiedziała nieznajoma.
No pięknie spłoszyła mi śniadanie, ale skoro mnie widziała to bez sensu dalej się ukrywać. Wyszłam zza drzewa i odpowiedziałam:
- Dzięki za spłoszeni śniadania - powiedziałam z przekąsem.
- Przepraszam.... A tak w ogóle to jak masz na imię, bo ja Light ? - zapytała.
- Jestem Padme - odparłam.
- No weź się uśmiechnij ! A właśnie...należysz do jakiejś watahy? - odpowiedziała.
- Nie, a ty? - zapytałam.
- Należę do Watahy Argentum Nocte. Może dołączysz do nas, co? - zaproponowała wadera.
- Jeśli mogę to z chęcią. - odpowiedziałam.
- W takim razie zaprowadzę cię do naszej alfy. Nazywa się Touka. - powiedziała Light.
Muszę przyznać, że jest całkiem miła. Może kiedyś będziemy przyjaciółkami...

<Light?>

wtorek, 5 stycznia 2016

Od Touki cd Ivy

Popatrzyłam na waderę, która stała za Ivy.
-Witaj. -oznajmiłam.
-Jestem Hailee, przybyłam tu niedawno. -ukłoniła się, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
-Dobra Ivy, pośle tam basiorów, damy nie będą ''paprać sobie rąk ze sprawcą'', nie martw się. Możecie odejść. -oznajmiłam. -Hailee, zapomniałabym. Witaj w watasze. Muszę ci pogratulować, że trafiłaś na Ivy, fantastyczna wilczyca z niej. -mrugnęłam oczkiem do Hailee, a Ivy dyskretnie się uśmiechnęła.
-Heh..dziękuje. -powiedziała dosyć szarmanckim głosem.

Od Kenai'ego cd Touki

Chlipałem ze źródełka. Obok mnie stoi Touka. Podniosłem łeb .
- Dużo lepiej się czuję.- uśmiechnąłem się.
-To dobrze.- przewróciła oczami...szkoda ,że musiała dla mnie zrezygnować z obowiązków.
-Dziękuje ,że mi pomogłaś...Mogę się jakoś odwdzięczyć.- ciągle się uśmiechałem i starałem się być miły. Może nawet zbyt miły .
- Po prostu idź do domu i nie tykaj niczego co podejrzanie wygląda. - mówiła sarkastycznym głosem mrugając oczkiem.
- Ale naprawdę chciałabym coś dla Ciebie zrobić.- już wyszliśmy z jamy . Wadera odeszła trochę dalej i odwróciła głowę.
- To idź do domu ...Ja mam dużo na głowie..-odbiegła. Odwróciłem się w drugą stronę i szedłem powoli do domu . Myślałem jak tu się odwdzięczyć Touce nie mogłem po prostu Ją tak zostawić w spokoju . Chciałem zrobić coś dala niej miłego. Gdy tak szedłem i myślałem szybko zrobiło się ciemno , a ja już byłem prawie pod moją jaskinią. Ale nie chciałem jeszcze spać...poszedłem dalej na mały spacer. Usiadłem nad jakąś większą kałużą ,księżyc się w niej odbijał więc podniosłem łeb i patrzałem na piękny księżyc. Siedziałem i patrzałem się tak ,aż do rana. Widziałem piękny wschód słońca . Po czym podniosłem się i poszedłem do jaskini i usnąłem.

Nowa wadera!

Padme, zielarka

Od Touki cd Light

Popatrzyłam na nią zdziwiona i pomachałam jej łapą na pożegnanie. Z racji tego, że było już późno również udałam się do łóżka.
***
Gdy nastał ranek, zerwałam się jak oszalała. Zrobiłam poranną gimnastykę, napiłam się herbaty i powędrowałam na polanę upolować coś na śniadanie. Świt w zimie był czarujący, ośnieżone drzewa oraz trawa przykryta białym puchem sprawiały, że każdy kto kocha sztukę zakochuje się od razu.
Wciągnęłam zimne, świeże powietrze, popatrzyłam na horyzont i zaczęłam tropić.
Spostrzegłam niewielkiego jelenia, schowałam się za zaspą śnieżną i zaczęłam powoli i stopniowo się do niego skradać. Kiedy byłam już na tyle blisko niego, że mogłam usłyszeć jego bicie serca, podbiegłam i zagryzłam go. Rozprułam mu brzuch i zaczęłam konsumować. W trakcie posiłku, a właściwie między gryzami zauważyłam wilka, który szedł w moją stronę. Rozpoznałam go, to była Light, pewnie też przyszła tutaj na śniadanie. Zawołałam ją z myślą, że sama tego jelenia nie zjem.
-LIGHT! LIGHT! -zawołałam radośnie.
-Touka, witaj. Smacznego. -powiedziała.
-Może przyłączysz się? Sama tego nie zjem, a jest świeże i smaczne. -zachęciłam.
-Z chęcią. -przytaknęła i obie zaczęłyśmy jeść.
Po skończeniu posiłku obie ciężko usiadłyśmy na śniegu i patrzyłyśmy się przed siebie.
-I jak się podoba w watasze? Zwiedziłaś już wszystkie tereny?
-Nie, nie miałam czasu jakoś, ale chętnie je zwiedzę.
Wstałam i po chwili złapałam waderę za łapę, po czym pognałam z nią w stronę wodospadu.
-Gdzie biegniemy?! -zapytała z niepokojem.
-Nad wodospad, musisz go zobaczyć! Wodospad jest ciekły, a jego tafla zamarznięta to niesamowite.-powiedziałam odwracając lekko łeb do niej.

<Light? >

Od Touki cd Kas'a

Zaśmiałam się, gdy basior wspomniał o filiżance, przypomniało mi się jak kiedyś będąc szczeniakiem wyczarowałam lodowe naczynie i każdy kto z niego pił odmrażał sobie język.
-Co się tak śmiejesz? - powiedział.
-Coś mi się przypomniało, nieistotne. Mówisz, że chcesz jaskinie najlepiej zalaną wodą..hm, wydaje mi się, że taką będziemy mogli znaleźć gdzieś w pobliżu jeziora. -namyśliłam się.
-Zatem nie marynujmy czasu. -dodał ochoczo.
Poszliśmy oboje spokojnie, najpierw przez las - od razu Kas trochę pozwiedzał, potem przez polanę, rzekę i wodospad, aż dotarliśmy nad jezioro.
-Ładne tereny. -pochwalił.
-Owszem, jesteśmy już na miejscu. -powiedziałam i głośno wciągnęłam powietrze wpatrując się taflę jeziora. -Hm, a więc po lewej stronie masz jaskinie zwykłe, skalne. A tutaj po prawej. -wskazałam. -Są jaskinie wodne, jezioro jest zamknięte tzn, nie ma żadnych rzek, które by podnosiły poziom wody, albo dolewały jakiś zanieczyszczeń. - zmarszczyłam brwi.
-Rozumiem. Pójdę się rozejrzeć, chwila mi wystarczy bym stwierdził czy jaskinia mi odpowiada. -westchnął. Zachowanie basiora dziwiło mnie coraz bardziej, bowiem zachowywał się jakby ktoś coś w głowie do niego mówił. Podczas, gdy wędrowaliśmy po terenach, słyszałam jak coś pomrukiwał. Dziwny typ.
Po paru minutach, basior szedł ku mnie z radosną miną.
-I jak, znalazłeś?
-Tak, ta jest idealna. -wskazał łapą, a ja poszłam ją obejrzeć.

-Dobry wybór, ale czy nie jest za duża? To dwupiętrowa jaskinia. -zapytałam.
-Ee, jak dojdą meble, ozdoby, moje śmieci to nie będzie już taka duża. -wydukał.
-Jak wolisz, no więc ja znikam, a ty się urządzaj. -powiedziałam i poszłam. -Może jak już się urządzisz, to mnie zaprosisz? Hmm. -zaśmiałam się i poszłam uzupełniać swoje alfowskie obowiązki.

<Kas? >

Od Kas'a cd Touki

-Rozumieem..Chętnie dołączę..i tak szukałem jakiegoś ''domu'', wydaję mi się że jest tu idealnie.. - wyjąkałem i zacząłem intensywnie myśleć. Czyli teraz jestem w watasze? Manu wdarł się do mojego umysłu, przez co moje ciało zatrzymało się w takiej pozycji, jakiej było. 'Świetnie, Kas. Byłeś dla niej miły!' - usłyszałem jego głos.
- Co jest? Coś mam na pysku? - nerwowy krzyk wadery wyrwał mnie z czeluści myśli.
- Co?! Nie, wcale nie! - wydarłem się w odpowiedzi do Manu, zapominając, że panowanie nad ciałem wróciło. Tym razem Touka spojrzała na mnie jak na idiotę. - Yyy, to nie było... To zbyt skomplikowane! W moim mózgu... A nieważne!!!
Wadera się zaśmiała i obróciła w stronę wyjścia.
- Idziemy szukać tej jaskini, czy nie? - skinąłem ochoczo głową i ruszyłem za nią. - Masz już jakiś zamysł tego, gdzie chcesz mieszkać?
- No jasne, że potrzebuję jaskini ze złota wysadzanej kamieniami szlachetnymi! - prychnąłem i od razu się poprawiłem: - Ale chyba wystarczyłaby mi jakaś jaskinia zalana do połowy wodą. To takie moje małe marzenie. A jeszcze jakby miała wejście od góry, to byłoby cudo. Mógłbym wybudować ozdobne schody z lodu, albo drabinkę... Do tego jakiś stolik i małe ognisko na środku.
- W wodzie?
- Nie! Całą wodę zmienię w lodowe ściany, podłogi, tarasy, schodki, meble i inne takie pierdółki. Może w formie demona uda mi się nawet zrobić filiżankę?

<Touka?>

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Od Light ,,Bolesne chwile''


Gdy postanowiłam dołączyć do watahy alfa spytała mnie dlaczego mam na imię Light. Odpowiedziałam:
- Ponieważ mam żywioł związany z światłem.
- Aa, to znaczy co się stało, że opuściłaś rodzinę. Mówiłaś, że twoja matka żyje. 
- To jest dosyć bolesna opowieść – niestety alfa mi przerwała
- Mam czas! – Szybko powiedziała i zaprowadziła mnie na pewną piękną i kolorową łąkę
- Możesz zaczynać. - powiedziała
Więc zaczęłam:
Urodziłam się jak kiedyś mówiłam we Włoszech.
Miałam piękną mamę i inteligentnego tatę. Moja mama zajmowała się zielarstwem, a tata był, nikim. Zawsze siedział nad swoimi eksperymentami, a ja pomagałam mamie. Jednak pewnego dnia tata za dużo dał pewnego składnika i umarł. Płakałam dzień i noc za tatą, a mama tylko powtarzała:
- On będzie zawsze z nami.
Minęły dwa lata. Byłam już dorosła i jak się mówi uganiałam się za chłopakami. Nudziło mnie te nudne codzienne życie. Nagle był pisk wszyscy uciekali co do jednego. o kazało się, że to wielki, włochaty i ogromny stwór. Ukrywali się gdzie mogli
Niestety dużo wilków umarło. Ostatnie słowa mamy były takie :
- Uciekaj i schowaj się w jakimś bezpiecznym miejscu. Tak właśnie się tu znalazłam
- Wow, nie wiedziałam, że masz takie wspomnienia za sobą – Powiedziała alfa
- Muszę się już zbierać! – Powiedziałam i poszłam spać.


<Touka>

Nowa wadera!


Light, nauczycielka magii

niedziela, 3 stycznia 2016

Od Touki cd Kas'a

Przewróciłam oczami, jak to mam w zwyczaju i spojrzałam na niego łagodnie, basior wyczuł napięcie jakie panowało między nim, a mną i powiedział:
-Hm..więc jak masz na imię? ''Wybawicielko?''-zapytał.
-Touka, alfa tej watahy. powiedziałam krótko. -Skąd przybywasz? Z daleka zapewne.
-Hmm..- zamyślił się i opowiedział mi swoją długą oraz fascynującą historię, kiedy skończył przytaknęłam i poszłam zrobić dwa kubki herbaty. Ostatnimi czasy wszystkich, którzy znajdą się w mojej jaskini częstuję herbatą..dziwne.
-Masz nietypowy wygląd, jak na wilka. Wyglądasz bardziej jak lis. -zaśmiałam się.
-Czy ja wiem? Mam rzadką sierść, phi. -prychnął, a ja podałam mu herbatę porzeczkową.
-A te duże uszy? Pewnie w nocy nie możesz spać, bo słyszysz wszystkie szepty i szmery. -zadrwiłam z niego.
-Ee? Chyba mam w nich tryb wyciszania słuchu. - zażartował. -I poza tym, to dzięki nim nie umrę z głodu, łatwiej mi upolować zdobycz. -spojrzał na mnie wymownie.
-Takich członków potrzebuje, zdecydowanych, z umiejętnościami i poczuciem humoru! -wrzasnęłam i wzięłam jego łapę i przybiłam swoją w niego, tworząc ''piątkę''. Zdziwiony basior powolnie zabrał łapę i podejrzliwie się na mnie patrzył, zupełnie gdybym zrobiła coś nietaktownego lub jakbym była szurnięta.
-Co, piątki nie znasz? -wymamrotałam zbierając puste naczynie po piciu.
-Znam, znam. -przewrócił oczami. -Zaraz..zaraz, czyli chcesz powiedzieć, że przyjmujesz mnie do watahy?
-Naturalnie! Nie ma tutaj wielu członków, dlatego każdy wilk jest na wagę złota. -chrząknęłam.
-Rozumieem..Chętnie dołączę..i tak szukałem jakiegoś ''domu'', wydaję mi się że jest tu idealnie..
-Oczywiście, że jest, to może poszukamy ci jakiejś jaskini? Potem oprowadzę cię po terenach i..-tu urwałam, bo basior intensywnie zaczął patrzeć się na mój pysk. -Co jest? Coś mam na pysku? -nerwowo zaczęłam łapą trzeć okolice nosa.
<Kas? ;3 >

Od Kasumi do Touki

Po niezbyt czułym pożegnaniu z moim nauczycielem wyruszyłem w samotną podróż w poszukiwaniu... w zasadzie nie mam pojęcia czego. Mój mentor - Manu, twierdzi, że muszę znaleźć dom. To najprawdopodobniej jedna z głupich zagadek tego starego dziada. Niepotrzebnie wszystko utrudnia. Jest trochę jak duże, stare drzewo - wie bardzo wiele, ale nigdy nie powie niczego wprost, w końcu drzewa nie mówią. Więc mój nauczyciel kombinuje jak koń pod górkę i wymyśla te durne zagadki. Zaczyna mnie to coraz bardziej wkurzać, ale mimo to, gdybym nie szedł teraz w śniegu po kolana i prawie nie zamarzał, posłusznie kierował bym się do tego "domu". Czy życie musi być aż tak skomplikowane?
Najwidoczniej musi, bo jak na złość, nie mogę znaleźć żadnej jaskini, w której mógłbym odpocząć. Nie ma, to nie ma, trudno, trzeba sobie jakoś radzić i koniec. Zatrzymałem się w śniegu po kolana i rozejrzałem rozmyślając o wyjściu z tej sytuacji. W tej postaci zbyt wiele nie zdziałam, mogę co najwyżej rozpalić ognisko. Rozpuściłem odrobinę śniegu na zboczu góry, wzdłuż której idę. Z moją pomocą woda spłynęła z niego i zrobiła jakby rynnę bez śniegu, na zboczu mojej góry. Spojrzałem w dziurę. Zmasakrowana ciężarem śniegu i zamarznięta trawa mi się raczej nie przyda. Czekaj... Jestem genialny! Rozpuściłem kolejną partię śniegu nad rynną i pozwoliłem jej swobodnie nią spłynąć. Dzięki mojej mocy zamroziłem wodę, która zamieniła rynnę w wielką ślizgawkę. Szkoda, że nie wpadam na takie genialne pomysły tak szybko jak Manu. Temu piernikowi wystarczy opisać problem, aby podał rozwiązanie. Tylko to rozwiązanie nie jest tak łatwe do zrozumienia jak moje. No nic, koniec rozmyślań. Teraz muszę znaleźć jakąś deskę, po której mógłbym zjechać po ślizgawce, a idąc zasadą, że życie nie może być proste raczej prędko go nie znajdę. Po przeszukaniu zbocza na którym aktualnie się znajdowałem, z miernymi skutkami, wdrapałem się na górę, z której wziąłem wodę. Na jej płaskim szczycie znalazłem pokaźnych rozmiarów kłodę, którą spuściłem w dół po śniegu. Zbiegłem za nią. Tyle zachodu, a szybciej bym pokonał tę drogę pieszo. Trudno się mówi. Położyłem się na kłodzie i spróbowałem zjechać rynną. Nie no, jeszcze musiałem znaleźć antypoślizgową kłodę? Położyłem się zrezygnowany na śniegu, ale od razu wróciłem do poprzedniej pozycji, bo zrobiło mi się zimno. Pff, czemu ja na to nie wpadłem wcześniej? Szybko rozpuściłem kolejną partię śniegu i oblodziłem kłodę od spodu. Wskoczyłem na nią a ta od razu zaczęła się ślizgać, nawet po śniegu. Na chwilę obróciło mnie tyłem do rynny i kłoda wpadła na jej tor. Ups, to nie tak miało wyglądać! Kłoda zaczęła się kręcić podczas zjazdu i chyba nazwałbym to świetną zabawą, gdyby nie ruch, który zauważyłem przy końcu "zjeżdżalni". 'Drogi Manu, zginąłem zderzając się z czarnym zwierzęciem po szaleńczym zjeździe kłodą. Przepraszam, nie chciałem cię zostawiać.' - wysłałem ironiczne myśli do Manu. 'Masz mnie z głowy, stary' - dodałem. Obróciłem się w stronę końca zjazdu i ujrzałem czarnego wilka. Nie, nie, nie chcę mieć wadery na sumieniu! Szybko rozpuściłem odrobinę śniegu i zamroziłem go nad wilkiem, abym przeleciał nad nim. Wyleciałem w powietrze. Nie tak chciałem umrzeć!
- Właśnie uratowałem ci życie kosztem mojego! - wrzasnąłem z ironią tuż przed zderzeniem z drzewem.

***

Stałem nieruchomo w czarnej pustce. Świetnie, Manu przejął mój sen, dlatego nie mogę się ruszać. Stary dureń!
- Słyszałem! - pojawiło się w moich myślach. Jeśli już, to nie słyszałeś, tylko przeczytałeś z moich myśli. Chciałem wystawić mu język, jednak z powodu przejęcia snu, moje ciało było nie do użytku. No nic, trzeba słuchać co ma mi do przekazania. - I to mi się podoba. Mamy kilka spraw do omówienia.
Stałem bezczynnie starając się nie myśleć o niczym, co jednak nie jest zbyt proste. Mimo wszystko z moich myśli można było wyczytać jedno zdanie: 'Ja... umarłem?'
- Nie Kas, zemdlałeś. Ale pamiętasz tą waderę, którą widziałeś przed wpadnięciem w drzewo? - nie zareagowałem na jego pytanie. Oczywiście, że pamiętałem, jej obraz trudno wymazać z pamięci. Była inna niż wilki, które do tej pory widywałem. Jej znamię, którego nie rozumiałem połyskiwało w słońcu, a niebieskie oczy rozumiały cały świat. A jednak byłem dla niej wredny. Hah, no i prawidłowo! - Nie możesz się tak zachowywać! To niegrzeczne!!! Ta wadera jest tym, czego szukałeś, Kas, ona będzie domem, więc nie możesz być dla niej niemiły, bo ją stracisz. Miejsce domu wybrało twoje serce. Wybrało Toukę.
'Toukę?' - pomyślałem.
- Tak się nazywa, idioto! - Hej! To ty tu jesteś idiotą! A z resztą, spadaj z mojego umysłu! Touka, piękne imię, ale co mi po nim?

Manu opuścił mój sen i w końcu mogłem porządnie wypocząć.

***

Obudziłem się na posłaniu w jakiejś obcej mi jaskini. Od razu podeszła do mnie czarna wadera z niebieskimi oczami.
- Cześć - powiedziała. 
- Hej? - zapytałem ironicznie. - Oj, przepraszam, najprawdopodobniej jestem w twojej jaskini i na twoim terenie, co stawia mnie w takiej sobie pozycji, zwłaszcza jeśli będę wobec ciebie wredny, co prędzej czy później i tak się stanie, więc jestem Kas.

Uśmiechnąłem się głupkowato, a wadera ponownie na mnie spojrzała.

<Touka?>

Żegnamy!

Zostaję zmuszona do wyrzucenia z watahy (oczywiście z możliwością powrotu) wilków: Shibido, Alfonso, Mouser z powodu nie pisania opowiadań. 

sobota, 2 stycznia 2016

Od Touki cd Kenai'ego

Pokręciłam łebkiem spoglądając na niego, przewróciłam oczami i zaczęłam kopać. Kiedy przez dłuższy okres zauważyłam, że moje kopanie w śniegu było nieefektywne, a basior bladł coraz bardziej i szybciej, podjęłam inne środki. Wdrapałam się na śnieżny pagórek i zawyłam do nieba, jak najgłośniej umiałam. Po paru minutach, niebo ściemniało, chmury zaczęły się kłębić, wyglądało to jak ''fast apokalipse'', co mnie przeraziło, lecz wiedziałam co się zaraz wydarzy. Z niebios niczym meteoryt spadał powolnie i harmonijnie jakiś ognisty obiekt. Spadł tuż obok mnie, kiedy wstał ziemia parowała a jego blask oślepił mnie i upadłam.
-Nie bój się, to ja..Ignis. Wzywałaś mnie. - odezwała się krótko.
-Tak, patronko, potrzebuje twojej pomocy..
-A więc w czym rzecz?
-Jeżeli nie pomożesz odkopać mi tego tunelu, ten wilk zaraz skona. -powiedziałam ze zgrozą.
Ignis chwilę pomyślała, zastanowiła się, po czym spojrzała mi w oczy i pokiwała łbem. Oznaczało to, że zgadza się mi pomóc. Rozpoczęła czary od stopienia śniegu, a potem całą wodę, która mogłaby nas zalać pokierowała do zamarzniętego koryta rzeki.
-Proszę. -powiedziała, po czym zniknęła, nawet nie zdążyłam jej podziękować, pomyślałam że odwdzięczę się jej ratując kiedyś jakiegoś wilka żywiołu ognia z tarapatów, zaśmiałam się.
-Chodź Kenai, mamy przejście. -wzięłam basiora pod pachę i zawlekłam go do groty, a następnie do źródełka. Kenai mamrotał coś kiedy go niosłam, najwyraźniej trucizna zżerała mu mózg, gdyż jego lament opierał się tylko na powtarzaniu w kółko ''Touka, Touka, Touka''. Kiedy zobaczyłam przed sobą źródło, oparłam basiora na brzegu i łagodnie zwilżyłam kąciki jego pyska, tak by odzyskał świadomość. Samiec wtem odżył i oblizał się, po czym zaciekle zaczął chłeptać wodę.
-Spokojnie, za dużo to nie zdrowo. -skarciłam go i również się napiłam.

<Kenai? >

Od Kenai'ego cd Touki

Patrzałem na waderę .Przez chwilę mi się rozmazała .Usiadłem , zamknąłem oczy i zacząłem wzywać duchy by rozpalić się i stopić śnieg.
-I co ..Jak idzie?- spytała patrząc jak na wariata. 
-Cii...- rozgrzałem się na tyle by roztopić zbity śnieg. Zbliżyłem się do śniegu roztopiłem do połowy ale po chwili przygasłem i osłabłem.
-Ał...
-Trucizna się wżera.- podeszła i popatrzyła na roztopioną bryzę.
-Co zaraz umrę.- znowu wadera zaczęła się rozmazywać.
-Nie.- zaczęła kopać ,a ja wstałem i pomogłem. Po chwili odkopaliśmy się.
-Eh..- 
-Kurde...jeszcze trzeba odkopać drugą jaskinie i dostać się do źródełka.- podbiegła i zaczęła kopać.
-Nie dasz rady ...
-To choć pomóc...zrób to co wcześniej...
-Trucizna mi nie pozwala.- podszedłem do niej i pomagam kopać.
-Przestań to nic nie da ...- usiadła .Usiadłem koło niej .
-To co umrę?...Szkoda...chciałem Cie bliżej poznać.
-Nie umrzesz...a co Ty chcesz o mnie wiedzieć? - popatrzałem jej w oczy choć była rozmazana.
-Touka...Lubie Cię...Jesteś dobrą alfą ..-zacząłem mamrotać bo trucizna działała w całej swej okazałości.

<Touka?>

Nowy basior w watasze!


Kasumi, prorok