wtorek, 10 maja 2016

Od Jaspera cd Essix

Bzzzz....Coś bzyczało mi nad uchem. Ehh..Otworzyłem leniwie ślepia i spojrzałem jak szerszeń usiadł mi na nosie. Spanikowany trzasnąłem go, a raczej siebie, łapą. Auć. Odleciał, a mi na nosie został czerwony, piękny ślad. 
-Która to już..-powiedziałem ignorując ból nosa. -Ojej, pójdę jej to zanieść. 
Zabrałem pakunek i wyruszyłem w odwiedziny. Idąc, a raczej przedzierając się przez liczne, mroczne zakamarki lasu obmyślałem przebieg sytuacji, która miała się przydarzyć zupełnie za chwilę. Głęboko westchnąłem i stojąc tuż przy wejściu do jaskini zapukałem. 
Z ciemności i mroku wyłoniła się Essix, jak zwykle z naburmuszoną miną, zupełnie jakby miała w sierści osy, które ją gryzą..To by tłumaczyło jej minę na mój widok. 
-Hej. Witaj. Czołem. Cześć. Siema. Aloha! -przywitałem się  ekscentrycznie. 
-Czego tutaj dusza twa szuka? 
-Właścicielki ów jaskini. -powiedziałem gładząc skałę. 
-Ah..wejdź. 
Pomyślałem, ze skoro zaprosiła mnie do środka, może już się nie gniewa. Kazała mi usiąść przy wejściu, tuż obok wielkiej komody, na której stały różne pierdółki. Pewnie związane są z jakimś kultem, nieco się przeraziłem. 
-W takim razie, słucham co cię sprowadza? -powiedziała patrząc mi w oczy, przeraziłem się.
-Mam prezent, ten jest nieco inny..i raczej ci się spodoba..a przynajmniej pomoże..Tak sądzę. 
Podałem jej mój czarodziejski słoik i czekałem na reakcję, Niech tylko nie mówi, że jej się nie podoba wstążka, bo ją uduszę. 

<Essix? > 

sobota, 30 kwietnia 2016

Nowa wadera!

Powitajmy Elffikę :)


Od Essix cd Jaspera

Otwieram oczy i się rozciągam. Czuję chłód, zimny powiew wiatru. Wychodzę z jaskini i się rozglądam. Słońce, a jednak znowu kicham. A już prawię zapomniałam o przeziębieniu. Jest dosyć ciepło, wiatru nie ma, podobnie jak chmur na niebie. Widzę ptaki lecące gdzieś na zachód. Do mojego nosa dociera wiele zapachów. Idę przez siebie, stawiając spokojnie łapy, które prowadziły mnie nie wiadomo gdzie. Był właśnie zachód słońca, więc zaraz zapadnie zmrok. W tym czasie dochodzę do wodospadu. Gdy na niebie pojawiają się pierwsze gwiazdy, ja wsadzam pysk w wodę i gaszę pragnienie. Woda jest chłodna i orzeźwiająca. Od razu mnie budzi. Siedzę na brzegu i patrzę na swoje odbicie. Powinno mi być głupio, że tak potraktowałam basiora, ale jednak niech się przyzwyczaja, jeśli tego nie rozumie. Mnie wiele razy ktoś upokarzał, odrzucał, a najlepsze, że nigdy nikt nie był dla mnie chodź odrobinę miły. Nie wiem jakie to uczucie być miłym dla kogoś, ani gdy ktoś jest miły dla ciebie. Jeśli basior tego nie rozumie, mówi się trudno. Każdy jest inny.
Na niebie pojawia się księżyc w pełni. Podnoszę łeb i pomimo przeziębienia dalej siedzę na zimnej trawie, w chłodną noc. Muszę trochę ochłonąć. Przecież staram się nad sobą panować, uczę się samokontroli, więc muszę nauczyć się oczyścić umysł i uspokoić.
Gdy jestem tego bliska, krzaki się poruszyły.

<Jasper?>

czwartek, 28 kwietnia 2016

Od Jaspera cd Essix

Przewróciłem oczami i zobaczyłem jak wadera się oddala. Prychnąłem i pomyślałem, że w zasadzie Essix mogła przyjąć podarunek mimo tego, że ''nie lubi'' królików. Ta wadera naprawdę ma coś z głową. Postanowiłem zapukać jeszcze raz.
-Czego ty chcesz, znowu. -warknęła.
-Jak to czego, przyniosłem ci podarunek.
-Już mówiłam, że nie jadam takich rzeczy.
-Bo?
-Bo to mało krwiste.
-Aha, ale mogłaś i tak go przyjąć.
Wadera pokiwała głową i poszła do wnętrza swojej jaskini. Wzruszyłem ramionami i również poszedłem do siebie, tyle, że w głowie ułożył mi się kolejny pomysł. Pomysł na to by zrekompensować waderze krzywdę, chociaż i tak pokrzywdzoną nie była. Powiedziałbym, że jest bardziej zadumana w sobie i w swoich świętych przekonaniach.
Będąc w jaskini od razu wziąłem się za przygotowania mojego magiczno-leczniczego wywaru. Wyjąłem mój stary kociołek do praktyk, odświeżyłem go, nalałem źródlanej, zimnej wody i postawiłem to wszystko na ogniu. Co prawda mało wilków mają ogniska, ale mi jako zielarzowi jest niezbędne.
Z mojej spiżarni wyciągnąłem wszystkie potrzebne mi rośliny. Zasuszone w formie bukiecików, wyjmowałem kolejno : rokietnik, mlecz, liście buku, dębu oraz rukolę. Wrzuciłem wszystko do kociołka i czekałem aż wywar będzie gotowy. Na sam koniec dodałem sok z drzewa brzozowego i wymieszałem składniki. Następnie ów wywar przelałem do słoiczka i dodałem dekoracyjny akcent - czerwoną wstążkę w białe groszki.
-Jak teraz tego nie przyjmie, to wyleje jej to na łeb. -skwitowałem i odstawiłem prezent i lekarstwo na stole by mógł ostygnąć, a sam udałem się do swego łóżka.

<Essix? Co robisz w tym czasie, kiedy Jasper śpi? >

niedziela, 24 kwietnia 2016

Od Jaspera cd Rine'a

-Nie wiem, ale może tak? - zapytałem szelmowsko.
-No to dajesz!
Wzdrygnąłem się i schowałem się w wodzie, nabrałem trochę mułu i wynurzyłem się niczym łódź podwodna. Swoim noktowizorem przeskalowałem całe otoczenie, poszukując celu ataku.
-Gdzie ten leszcz...-powiedziałem sam do siebie.
Nagle coś spadło na mnie z góry, był to basior, spadł z drzewa. Kiedy pływał tuż obok mnie postanowiłem nie być dłużny i użyłem podstępu.
-Ej Rine! Łap!
Basior obejrzał się i w tym samym momencie dostał prosto w pysk mułem i glonami uformowanymi w ciężką, obślizgłą kulę.
-Au..-po czym schował się w wodzie.
Długi czas się nie wynurzał, pomyślałem że utonął. Powoli i dość nie pewnie podszedłem do miejsca gdzie basior zniknął i zawołałem.
-Rine, parówko. Gdzież się ukrył, kreaturo zła?
Cisza. Zanurzyłem łeb i zobaczyłem spadającego na dno bezwładnego wilka. Zanurkowałem niczym wydra i chwyciłem go w pasie, wynurzyłem się wraz z nim i wyciągnąłem go na brzeg.
-Rine! -wrzasnąłem i sprawdziłem oddech towarzysza. Oddech na szczęście był lecz basior był nieprzytomny.
Sprowadziłem pomoc i przetransportowali go do jaskini ala ''szpital''. Kiedy Touka przyszła by spytać co się stało, czułem że będę miał przechlapane.

<Rine? Śpiączka? >

Od Kasumi'ego cd Touki

Zapowiada się tydzień lenistwa.
Tego jedzenia wystarczyłoby mi prawdopodobnie na miesiąc, gdybym je zamroził. W sumie, nie głupi pomysł.
- Jakby co, to przez następny rok możesz przychodzić na obiad - zażartowałem wywracając oczami. Wziąłem koszyk w pysk i wymruczałem niezrozumiałe 'dziękuję' Rzuciłem koszyk za siebie, tworząc coś w rodzaju śnieżnej poduszki, na którą upadł. -W sumie, jak chcesz, to możesz wejść...
Obejrzałem wnętrze jaskini wyłapując ewentualne śmieci. Było nawet czysto, pomijając pył z ogniska i rozwalone wejście.
- Tylko musiałbym naprawić schody - przewróciłem oczami. - Jak rano wybiegłem, to aż się zbiły.
- Nie rób sobie kłopotu.
- I tak muszę je naprawić. Jakoś trzeba się również odwdzięczyć za tonę żarcia, prawda? - uśmiechnąłem się szeroko.
- Nie mam już czasu. Całe popołudnie przebalowałam, obowiązki wzywają.
- No to chociaż obejrzyj pokaz moich mocy. W sumie to nawet nie wiem, czy wiesz co potrafię - podniosłem dumnie głowę. - Z drugiej strony to nawet mebli nie mam jeszcze. Może by tu urządzić jakąś parapetówkę?
- Jedzenie już masz - Touka zażartowała.
- Na to wygląda - zamyśliłem się. - Serio nie wpadniesz?
- Nie mogę. Obowiązki alfy i te sprawy.
- Szkoda. Miałem nadzieję na wspólną herbatę.
- Innym razem - zapewniła wadera, uśmiechając się przyjacielsko.
- Twardo stoisz? - zażartowałem, na co wadera skinęła. Pchnąłem ją w bok, przez co się zachwiała, ale ustała w miejscu. - No to trudno. Do zobaczenia... kiedy?
- Niedługo.
- No to... cześć - zanim się obejrzałem, Touka gnała już po drodze powrotnej do wodospadu. Pokręciłem zrezygnowamy głową. - Ja bym tak nie potrafił.
Zwróciłem się z powrotem do mojej jaskini i wskoczyłem do środka, uprzednio rozpuszczając odrobinę lodu, aby się nie poobijać. Odnowiłem schody. Wyglądają teraz nieco inaczej, są jakby posklejane, ale to tak chwilowo, ważne by się nie rozpadały. Stworzyłem również pierwowzór zegara budzącego światłem słonecznym. Może jutro to przetestuję? Obudzę się nieco wcześniej i odwiedzę Toukę. Trzeba jej zrobić jakąś niespodziankę. Jedzenie raczej odpada. Kwiaty? Może figurka z lodu. To brzmi sensownie. Stworzę dla niej coś z wiecznego lodu z płomykiem w środku. Tylko co? Wspólny piknik. Był dzisiaj piękny zachód słońca przy bezchmurnym niebie. W końcu zdecydowałem się na bryłę z lekkimi żłobieniami imitującą spokojne morze i lodowe słońce w tle z zamkniętym w środku płomyczkiem. W mojej wyobraźni brzmi świetnie, gorzej z wykonaniem. Po chwili jestem na skraju histerii. Powoli i delikatnie formuję lód. Niestety nie mogę się przemienić w demona, choć wiele by mi to ułatwiło. Gdy kończę figurę, zostawiam ją do utrwalenia jako wieczny lód. Dopiero po północy będę mógł umieścić w środku płomyk. W sumie, ciekawe co robi teraz Touka? Wybiegła jakby się paliło.

<Touko? Gdzie tak pędzisz?>

Od Shiiny cd Rine'a

- Mieszkam w Japonii.
Basior nadal patrzył na mnie jak na wariatkę. Dolna szczęka już dawno opadła mu w zdziwieniu. Nie rozumiem go. Zachowuje się dziwnie jak na niego. Jego płonący ogon od dawna mnie bardzo interesował, przez co zaczęłam go malować. Od zawsze maluję wilki z Japonii na tle ruin. Jaskinia przed nami pokryta jest kiepskiej jakości próbami namalowania Rine'a z pamięci. Długo go nie widywałam, więc na ścianach można znaleźć tysiące niemal identycznych ogonów bądź par oczu. Gdzie nie gdzie widać całego Rinermari'ego, a nawet inne wilki i przedmioty.
- No, chyba już nie mieszkasz.
- Rine, ty też mieszkasz w Japonii. Widziałam ciebie. Byłeś małym, płonącym wilkiem na ruinach. Przecież to trzeba namalować.
- Nie, nie... - Rine na chwilę się zamyślił oglądając wnętrze jamy. - Mieszkasz w tej jaskini?
- Nie mieszkam pod ziemią. Mieszkam na mojej wiśni. Tutaj tylko malowałam. Nie mam już płócien.

<Rine? To jest Shiina, Shiiny - dopełniacz)